Sydney
Odkąd byłam małą dziewczyną, zawsze bardziej
wolałam Wigilię, niż Boże Narodzenie. Było coś takiego w oczekiwaniu, w wiedzy,
że następnego dnia dostaniesz to na co czekasz, w pragnieniu, by czas mijał
szybciej i by w tym samym czasie zwolnił, jak tylko się da.
Ten rok nie był inny, choć jednocześnie tak by
się zdawało.
Nie mogłam przestać się uśmiechać i byłam pewna,
że prawdopodobnie dla mojej mamy i mojego taty wyglądałam głupio robiąc
pekanowe ciasteczka do domu moich dziadków. Kilka razy zorientowałam się, że
straciłam koncentrację, śniąc na jawie, kiedy nakładałam karmelowe cukierki na
kwadratowe kawałki precla. To wszystko wydawało się surrealistyczne. Domyślałam
się, że skoro spędziłam bardzo długi czas oczekując na coś – kogoś – i kiedy
wreszcie to się ziszcza, prawie nie uwierzyłam, że to się dzieje. Nadal
czekałam na przebudzenie się… ale to było takie realne. Kyler mnie kochał.
Zniknął w momencie, gdy wczoraj się obudziłam,
ale zapach jego sportowej wody kolońskiej unosił się w powietrzu i był
wyjątkowo mocny na mojej poduszce. Zostawił mi notatkę, mówiącą, że wróci i
żeby wejść, tym razem użyje frontowych drzwi. Więc zaraz po lunchu, pokazał się
i nie odszedł, aż do kolacji. Moi rodzice nie wydawali się zaskoczeni jego
widokiem, a wręcz przeciwnie, cieszyli się widząc zmianę w naszym związku. Moja
mama bardzo popierała myśl mnie i Kylera jako pary, odkąd byliśmy w szkole
średniej, więc to że wreszcie zobaczyła nas razem, uszczęśliwiło ją na cały
rok.
Bo na pewno diabelnie uszczęśliwiało mnie.
-Kochanie – mama roześmiała się, zwracając moją
uwagę. – Co ty robisz?
Marszcząc brwi, spojrzałam w dół i wtedy
roześmiałam się wprost. Wcisnęłam trzy kawałki karmelu na szczyt jednego
precla. Zrywając je, ustawiłam je obok.
-Upss.
-Uh huh – mama powiedziała z wszystkowidzącym
wyrazem twarzy. – Twoja głowa buja w obłokach.
-Tak – potwierdziłam, układając precle i cukierki
na blaszce. – Prawdopodobnie nie powinnam tego robić.
-Musisz – mama umyła ręce. Kuchnia pachniała
farszem, który zrobiła z nami. – Twój dziadek uderzy kogoś laską, jeśli nie
będziemy mieli tych ciasteczek.
Nie robienie tego, było warte zobaczenie mojego
dziadka goniącego ludzi z laską. Włożyłam cukierki do piekarnika, ustawiłam
czas na trzy minuty, wystarczająco długo by czekolada i karmel stały się
lepkie.
-Więc… - mama zaczęła, patrząc w okno nad zlewem.
Ciemne niebieskie cienie rosły coraz większe na śniegu, gdy słońce zachodziło.
Wkrótce będziemy musieli ruszyć w drogę, bo musieliśmy podrzucić jakieś
jedzenie do kościoła, zanim skierujemy się do dziadków.
Uniosłam brew, czekając.
Mama uśmiechnęła się.
-Ty i Kyler strasznie się wczoraj spoufaliliście.
No i mamy.
-Mamo ludzie już nie mówią „spoufalić się”.
Spojrzała na mnie kątem oka, gdy owijała dużą
miskę farszu, folia aluminiową. Byłam pewna, że robienie farszu noc przed
wepchnięciem go do indyka nie było sanitarne, ale moja rodzina robiła tak od
lat.
-Ja tego używam, więc ludzie też z tego
korzystają.
Wyszczerzyłam się. Ona westchnęła.
-Masz zamiar się przyznać?
-Przyznać do czego? – zapytałam niewinnie.
Mama skrzyżowała ramiona. Zachichotałam.
-Kyler i ja jesteśmy…razem.
-Tego się domyśliłam – powiedziała sucho. –Ale
wolałabym znać jakieś szczegóły.
Zegar na piekarniku zabrzęczał, a ja chwyciłam
rękawice. Otworzyłam drzwi i wyciągnęłam blachę. Poruszając się szybko,
chwyciłam torbę orzeszków pekanowych i zaczęłam układać je na ciepłych, w
połowie rozpuszczonych ciasteczkach.
-Jesteśmy razem – powiedziałam jej, skradając
orzech. – Nie jestem pewna co jeszcze mam powiedzieć.
Mama oparła swoje biodro o ladę.
-Więc, co dokładnie się stało.
Tak bardzo nie chciałam jej mówić co się stało.
Przechodząc do drugiego rzędu ciasteczek, poczułam, że moja twarz się rumieni.
-Po prostu wydarzyły się
pewne rzeczy i oboje stwierdziliśmy, że coś do siebie czujemy. Wiesz, coś
więcej niż tylko uczucia z rodzaju to-coś –więcej-niż –tylko-przyjaźń. - Nie
powiedziała nic, więc spojrzałam na nią. Miała łzy w oczach. Przerwałam
nakładanie orzechów.
-Mamo.
-Co? – zamrugała szybko i roześmiała się. –
Przepraszam. Ja zawsze wiedziałam, że dbasz o tego chłopca bardziej niż to
okazujesz i że Kyler czuje to samo w stosunku do ciebie. Cieszę się, że oboje w
końcu to zauważyliście. – przerwała i wtedy dodała. – Minęło już wystarczająco
dużo czasu.
Zmarszczyłam brwi i pośpiesznie zaczęłam nakładać
orzechy, zanim ciasteczka wystygnął.
-Zaczynam podejrzewać, że Kyler i ja byliśmy
jedynymi osobami, które tego nie widziały.
-Też tak myślę. – podeszła do mnie i pocałowała
mnie w policzek. – On jest dobrym chłopcem, kochanie. Nie mogłabym być przez to
bardziej szczęśliwsza.
Moje usta rozsunęły się w szerokim uśmiechu.
-Jestem szczęśliwa. Naprawdę jestem.
I wtedy byłam bardziej szczęśliwa niż godzinę
później, kiedy tata zapowiedział, że Kyler wjechał na podjazd i stoi obok
swojego samochodu. Nic mi nie napisał i nie planowałam spędzać z nim
dzisiejszego wieczoru, ale pokochałam to, że czuł tak swobodny w kręceniu się
przy mnie.
Uniosłam plastikową pokrywkę pudełka do którego
wkładałam ciasteczka i wtedy wybiegłam przed dom jak na złamanie karku, o mało
co nie przewracając mamy. Otworzyłam drzwi, zanim Kyler mógł zadzwonić
dzwonkiem i dosłownie rzuciłam mu się w ramiona. Złapał mnie w ostatniej chwili, owijając ramiona wokół
mojej talii, gdy cofnął się, by utrzymać niespodziewany ciężar.
-Hej – powiedział, ściskając mnie mocniej. –
Cieszysz się, że mnie widzisz.
-Zawsze się cieszę, kiedy cię widzę. – owinęłam
ramiona wokół jego karku, gdy zsunął mnie w dół, a jego ręce zatrzymały się na
moich biodrach. Jęknął głęboko i przycisnął swoje usta poniżej wrażliwego
miejsca za moim uchem. I wtedy powiedział cichym głosem, który zagotował moją
krew.
-Witaj mnie tak częściej, a nigdy nie zrobimy
tego w domu.
Ogarnęło mnie ciepło i wyrwanie się z niego było
dużym wysiłkiem. Zsunął swoje ramiona znowu na moją talię, uśmiechając się na
wpół przebiegle.
-Co tutaj robisz? – zapytałam, rzucając okiem na
plecak przewieszony przez jego ramię.
-Chciałem cię zobaczyć – Kyler pocałował mnie w
czoło. – Mam dla ciebie niespodziankę.
Podniecenie zawirowało we mnie.
-Masz?
-Tak. – powiedział i wtedy spojrzał ponad moja
głową.
Odwróciłam się w jego objęciach i zobaczyłam mamę
stojącą w drzwiach, trzymającą swoją kurtkę. Tata był za nią, miał pełne
ramiona pojemników. Prezenty i nasze bagaże załadowaliśmy do samochodu już
wcześniej. Wypełniło mnie rozczarowanie.
-Już wyjeżdżamy?
-Twoja matka i ja, tak. – tata mrugnął. –
Podrzucimy jedzenie do kościoła i je tam ustawimy. Do dziadków przywiezie cię
Kyler.
Spojrzałam na Kylera unosząc brwi.
-Naprawdę?
Mrugnął.
-Rozmawiałem, wczoraj z twoimi rodzicami.
Moje rozczarowanie zniknęło w jednej chwili, ale
nie mogłam nic poradzić na to, że chciałam się z nim podrażnić.
-A co jeśli chcę wyjechać już teraz. Jesteś
okropnie pewny siebie.
Kyler uśmiechnął się.
-Chcesz ze mną spędzić ten czas. Nawet nie kłam.
– Przewróciłam oczami.
Mama przepchnęła się obok nas, całując w policzek
najpierw mnie, a potem Kylera.
-Bądź ostrożny, kiedy będziesz prowadził. Drogi
wciąż są śliskie.
-Do środka – tata wymamrotał. – Tutaj jest
strasznie zimno, a ty nie masz na sobie kurtki.
Kiedy byłam tak blisko Kylera ledwo czułam niską
temperaturę. Obiecaliśmy, że nie rozbijemy się i nie umrzemy w drodze do
dziadków i wtedy weszliśmy do środka.
-Cieszę się, że przyszedłeś. – powiedziałam, gdy
Kyler odłożył plecak na podłogę, zdjął swoją kurtkę i położył ją na oparcie kanapy.
Wyprostował się przede mną, kładąc ręce na mojej talii.
-Wiem.
-Jesteś pewny siebie.
-Jestem.
Stanęłam na czubkach palców.
-Z drugiej strony tu chodzi o ciebie i moich
dziadków, więc…
-Nieźle – roześmiał się i
wtedy mnie pocałował. – pocałował mnie w sposób, który zabrał mi cały oddech,
który sprawił, że zapomniałam o Świętach, co wydawało się niemożliwe, ale było
całkowitą prawdą z jego ustami poruszającymi się przy moich. Ścisnęłam jego
ramiona, zastanawiając się jak przetrwaliśmy tyle czasu, nie robiąc tego. Kyler
usiadł na kanapie, przy swoim plecaku i wciągnął mnie na swoje kolana.
-Mama chce wiedzieć czy przyjdziesz jutro i mówi
cześć.
-Jeśli wszystko się uda, mogę przyjść wieczorem.
-Kiedy tylko chcesz. – wsunął ramiona pod moje
plecy, powodując, że zadrżałam. – Tanner zadzwonił do mnie dzisiaj rano, żeby
zapytać co robię w Sylwestra.
Ja nawet o tym nie myślałam. Mój umysł był zbyt
zajęty prezentami. Jedna ręka powędrowała wzdłuż mojego uda i spoczęła na moim
biodrze.
-Powiedziałem mu, że musze zapytać ciebie.
-Zrobiłeś tak? – nic nie mogłam zrobić na to, że
uśmiech rozprzestrzenił się na moich ustach i nawet nie próbowałam go ukryć. –
I co on na to?
Kyler w odpowiedzi się uśmiechnął.
-Powiedział, cytując go : „To cholernie w czas
dupku” i wtedy powiedział, żebym dał mu znać.
Roześmiałam się.
-Tanner to mądry facet.
-A ja jestem szczęśliwym dupkiem. – ujął mój kark
jedną ręką i przyciągnął mnie bliżej, więc kiedy się odezwał następnym razem,
jego usta przesunęły się po moich. – Jesteś dla mnie zbyt dobra, kochanie.
Pewnego dnia uświadomisz sobie to i wykopiesz mój tyłek na krawężnik.
-To się nie stanie. –
pocałowałam go, a jego uścisk na moich udach zacisnął się. – Dopóki nie zrobisz
czegoś głupiego, ale nie myślę by to się stało. W swoim życiu wykorzystałeś już
limit głupoty.
-Ha. Mądrala.
Posłałam mu bezczelny uśmiech.
-Chciałabym.
-Z pewnością. – wtedy podniósł mnie ze swoich
kolan i położył mnie na kanapie obok siebie. Sięgnął do plecaka.
-Zanim zapomnę, przyniosłem prezenty, które moja
mama nam zrobiła.
-Oh. – całkowicie zapomniałam o nich. Wyciągnęłam
zachłanne palce nad plecakiem. Kyler wyszczerzył się, gdy podał mi paczkę z
moim imieniem. Obie były identyczne i byłam ciekawa co jego mama dla mnie
zrobiła. Obracając prezent, wsunęłam palce pod szew papieru w który była
zapakowana. Rozdarłam czerwono-zielony papier, gdy Kyler robił to samo.
Skończyłam wpatrując się w zdjęcie oprawione w czarną aksamitną ramkę.
Obróciłam je i złapałam drżący oddech. To była żelazna ramka ze słowami „ To
jest wieczność” wypisanymi na górze. A zdjęcie… oh. Zdjęcie sprawiło, że w
moich oczach pojawiły się łzy. Zdjęcie przedstawiało mnie i Kylera w trzeciej klasie.
Nasza szkoła zorganizowała wtedy coś co nazywało się „Dniem Przyjaźni” kiedy
przyjaciele zakładali na siebie pasujące ubrania. Kyler i ja mieliśmy ramiona
owinięte wokół siebie, nieszczere
uśmiechy i ubrani byliśmy w pasujące koszulki, które moja mama zrobiła dla nas
i które mówiły: To jest wieczność. Kyler prawdopodobnie chciałby zapomnieć, że
nosił taką koszulkę, bo zebrał wtedy niezłą liczbę przytyków od kolegów, ale
tamtego dnia był też bardzo szczęśliwy. Nawet jeśli protestował przed
założeniem jej, zrobił to. Nie pamiętałam kiedy nasze zdjęcie było zrobione,
ale to była głupkowata chwila uwieczniona na zawsze.
Ludzie zmieniałam się w płaczkę. Poważnie
potrzebowałam pomocy. Tonąc w drżącym oddechu, spojrzałam na Kylera. Trzymał
identyczne zdjęcie i ramkę. Był milczący. Trąciłam go łokciem.
-Założę się, że o tym zapomniałeś.
-Nie – powiedział. – Nie zapomniałem. –Widziałem
to zdjęcie kilka razy.
Zaskoczenie zamigotało na mojej twarzy.
-Widziałeś?
Kyler skinął głową.
-Mama kochała je wyciągać na spotkaniach
rodzinnych. Rozważając wszystko co się stało, zabawne, że dała nam to teraz. –
spojrzał na mnie. –Prawie jakby wiedziała, że wreszcie się odnajdziemy.
-Tak – uśmiechnęłam się, wygładzając palcami
brzegi ramki. – Kocham je. Poważnie, naprawdę je kocham.
-Ja tak samo. – wsunął zdjęcie do plecaka.- Nie
chcę go zapomnieć.
Nie mogłam się zorientować, czy naprawdę lubi to
zdjęcie czy nie, ale powstrzymałam się od analizowania tego jak jakiś dziwak.
Zebrałam papier ozdobny, zaniosłam go do kuchni i wyrzuciłam do śmieci. Kiedy
wróciłam do salonu, Kyler stał przed choinką. Prezent, który dla niego
przygotowałam już kilka tygodni temu nadal leżał pod drzewkiem.
-Nie dostaniesz swojego prezentu teraz –
powiedziałam mu.
Odwrócił się do mnie, tajemniczy uśmiech wyrył
się na jego ustach, a jego ciemne oczy uintensywniały.
-Jest coś co chcę w tej
chwili i to nie znajduje się pod drzewkiem. – pragnienie wkradło się w moje
żyły i płynne ciepło wlało się do mojego brzucha. – I co by to było?
Prawie już nie oddychałam.
-Okej.
Kyler zbliżył się do mnie, kładąc dłonie na moich
udach jeszcze raz. Przyciągnął mnie do siebie. Mogłam poczuć go przez nasze
ubrania.
-To twoja podpowiedź.
Przepłynęły przeze mnie dreszcze, a szczyty moich
piersi stwardniały pod swetrem i stanikiem.
-Myślę, że wiem co to jest.
-Wiesz? – jego usta przesunęły się po moim czole
i skroni. Moje ciało zrelaksowało się i napięło w tym samym czasie. -Czego
chcę?
Chwyciłam jego ramiona, a jego mięśnie napięły
się pod moim dotykiem.
-Mnie?
-Bingo. – warknął i kto wie czy ktokolwiek inny
mógł sprawić, by ten dźwięk był taki seksowny. –Chcę ciebie.
A te dwa ostatnie słowa były najseksowniejszymi
słowami złączonymi razem w ludzkim języku. Wtedy Kyler pocałował mnie, a ja
przestałam myśleć o słowach i języku, ponieważ nie było nic poza jego gładkimi
i jędrnymi ustami przy moich. Moje zmysły ożywiły się strzelając gorącym
ogniem, gdy jego język prześliznął się przez moje usta.
Dobry Boże, Kyler wiedział jak całować.
Seksualne napięcie zabębniło we mnie, gdy jego
uścisk na moich udach wzmocnił się.
Nie przerywając pocałunku, podniósł mnie do góry,
a ja owinęłam nogi wokół jego wąskich bioder.
-Dobra dziewczynka – wymamrotał przy moich
ustach. I wtedy zaczął iść. Kiedy uderzył w schody, wiedziałam gdzie się
kieruje i jak najbardziej cieszyłam się na to. Drzwi mojej sypialni były
uchylone, więc Kyler wszedł bokiem, całkowicie je otwierając. Postawił mnie na
podłodze obok łóżka i wtedy zamknął drzwi.
-Zablokuj je. –
powiedziałam. Teraz nie było nikogo w domu, ale dlaczego mamy kusić los?
Uśmiechnął się, przewracając blokadę i odwracając się do mnie. Nasze oczy się
spotkały i podekscytowanie zawibrowało we mnie. Sięgnęłam w dół owijając palce
wokół brzegu mojego swetra i ściągając go przez głowę. Pozwoliłam mu upaść na
podłogę.
Oczy Kylera rozbłysły.
-Boże. Cholera.
Zaczerwieniłam się lekko, gdy przygryzłam dolną
wargę, odpinając guzik moich jeansów. Zrobił krok do przodu i chwycił pasek.
-Jestem niecierpliwy. – mruknął i był. W jednym
szybkim ruchu, zsunął ze mnie spodnie i skarpetki. Stanie przed nim w staniku i
majtkach okazało się o wiele łatwiejsze i niż wyobrażałam sobie, że
kiedykolwiek będzie.
-Jesteś piękna.
To pomogło.
Jego ubrania dołączyły do moich szybko. Dotknęłam
go, wsuwając dłoń pod jego bokserki.
-Nie jesteś taki zły…
Moje słowa zostały ucięte przez samą intensywność
z jaką mnie pocałował. Jego dłonie odpięły mój stanik i następnie zajęły się
moimi majtkami. Rozebrał mnie do naga, a gdy nasze ciała były już splątane w
mały bałagan na moim łóżku.
Jęknęłam przy jego ustach kiedy jego dłoń wsunęła
się między moje uda, jego palce przesunęły się nad moją mokrą szczelinę. Jego
pocałunki były odurzające i uzależniające. Synchronizując pchnięcia swojego
języka z zanurzeniami palców, szybko stanęłam na krawędzi, a kiedy jego kciuk
docisnął się do mojego kłębka nerwówa, runęłam z krawędzi.
W trakcie wyczerpującej ulgi, wsunął się we mnie,
skóra przy skórze. Przeszyło mnie doznanie, uczucie, do którego nigdy się nie
przyzwyczaję, tak długo jak żyję. Mocne mięśnie jego pleców wybrzuszyły się pod
moimi dłońmi. Wbijał się we mnie, była to głęboka inwazja, która podkurczała
palce u moich stóp i wyginała moje plecy.
- Kocham cię – powiedział i znowu mnie pocałował.
Dziko. Zaborczo. Wyspałam. – Też cię kocham. A potem nie byłam zdolna do
mówienia. Mrowiło mnie całe ciało, gdy poruszał gwałtownie biodrami, raz jeszcze zbliżając mnie coraz
bardziej do krawędzi. Poruszał się szybko i twardo, jego twarz była pięknie
napięta. Przycisnął usta do moich, jak skrzyżowałam kostki na jego plecach i
wtedy uderzyło nas w tym samym czasie. Nasze ciała zadrżały razem, nasze imiona
były w ustach drugiej osoby. Był to cudowny moment, który tak wysoko mnie
wzniósł, że nie byłam pewna czy kiedykolwiek wrócę na ziemię. Później – długie,
długie później – przytulaliśmy się pod kołdrą. On kreślił leniwe kółka na moim
kręgosłupie, a ja słuchałam z zadowoleniem jego serca. Było cicho i spokojnie,
sprawiając, że pomyślałam o takim jednym rymie świątecznym. Zaśmiałam się,
ponieważ to było bardzo nieprzyzwoity.
- Co? – Ręka Kylera
znieruchomiała. Chichocząc, pocałowałam go w klatkę piersiową. – Myślałam sobie
o wierszu świątecznym „Noc wigilijna” i mnie rozśmieszył.
- Jesteś dziwna.
- Wiem. – Uniosłam głowę, opierając brodę na
jego torsie. – Ale kochasz mnie? Jego usta uniosły się w kącikach. – Kocham cię
tak bardzo, jak dziecko kocha Mikołaja. Roześmiałam się. – To poważne. -
Hardcorowe – mruknął, odsuwając włosy z mojej twarzy. – Choć muszę powiedzieć,
że to co właśnie zrobiliśmy było najlepszym prezentem świątecznym na świecie.
Zarumieniłam się zadowolona. – Cóż, jeśli będziesz grzeczny, to dostaniesz
kolejny prezent. Uniósł brwi. – A co jeśli będę niegrzeczny? – Od razu
pomyślałam o jednym, a Kyler musiał to wyczuć, bo zachichotał głęboko, a ten
dźwięk zawibrował w mojej klatce piersiowej. – Podoba mi się, gdzie zmierza ta
rozmowa. - Na pewno.
- Mógłbym udawać Mikołaja.
Ty mogłabyś usiąść na moich kolanach i powiedzieć, co chcesz na święta. Znowu
się roześmiałam. – Brzmi to tak jakby przyniosło korzyść tylko tobie. - Stąd
część z siedzeniem na moich kolanach. Nago. Podnosząc się, ucałowałam jego
lekko rozchylone usta. To doprowadziło do więcej pocałunków i więcej dotykania,
co doprowadziło do mojego siedzenia okrakiem na jego biodrach i niedługo potem
już byliśmy poza rozmową. Odkrywaliśmy siebie nawzajem jakby był to nasz
pierwszy raz i robiliśmy wszystko wolniej, czyniąc doświadczenie czulszym i
intymniejszym, ale końcowe rezultaty były tak samo zapierające dech w
piersiach. Dużo później, kiedy był czas, żebyśmy wyjeżdżali, wstał, żeby
znaleźć swoje ubrania, a ja podziwiałam ładny widok na jego tył. W końcu
przesunęłam wzrokiem w górę jego kręgosłupa i podniosłam się, przesuwając
palcem po zawiłych literach tajemniczego tatuażu, który zawsze mnie fascynował.
Spojrzał na mnie przez ramię, ale nie odsunął się.
- Co on mówi? Przez długi
czas nie odpowiadał. – Naprawdę chcesz wiedzieć? Położyłam się z powrotem na
plecach.
– Tak, chcę. - Kyler skończył zapinać spodnie i
usiadł obok mnie. Nachylił się i mnie pocałował. – Zrobiłem tatuaż po liceum,
tuż przed pierwszym rokiem college’u.
- Wiem. – Przecież to nie ostatnio zaczęłam
dopiero przyglądać się Kylerowi. Dzień, w którym zobaczyłam tatuaż po raz
pierwszy był dniem, kiedy zachowałam go w pamięci. Uniósł jeden kącik ust. –
Zapewne pomyślisz, że to naprawdę głupie albo będziesz poważnie zaskoczona.
- Teraz jestem naprawdę zaciekawiona. Powiedz mi.
– Stuknęłam go w nagi tors. – Proszę? Przyglądał mi się przez chwilę. – Jest w
sanskrycie. Mówi „To Jest Wieczność”. Moje serce zatrzymało się na moment, gdy
wpatrywałam się w niego. – Czy to znaczy to, o czym myślę? - Tak, znaczy to to,
o czym myślisz. - Przycisnęłam rękę do piersi, odpychając łzy.
–
Zrobiłeś to po skończeniu liceum? Tak dawno temu?
- Tak. Wydawało mi się, że musiałem się do tego
zdeklarować, wiesz? Że my, bez względu na to w jaki sposób będziemy razem,
jesteśmy wiecznością. Nie mogłam mówić przez pełną minutę. „Zaskoczenie” nie
mogło nawet pokryć tego, co czułam. Znowu chciałam się rozpłakać jak dziecko,
ponieważ to było potwierdzenie tego wszystkiego, co powiedział. Tego co do mnie
czuł przez ten cały czas, a ja nigdy o tym nie wiedziałam – on tak naprawdę
nigdy nie wiedział. Ale gdzieś w głębi jego serce musiało wiedzieć. Moja klatka
piersiowa tak się wypełniła, że myślałam, iż wybuchnie. Patrzył na mnie
intensywnie.
– Co myślisz?
- Myślę… myślę, że jest idealny. – Usiadłam,
kładąc ręce na obu stronach jego twarzy.
– Ty jesteś idealny.
Kyler przycisnął czoło do mojego czoła.
– Nie zapędzałbym się tak daleko. - Spójrz na
siebie, raz w życiu jesteś skromny – drażniłam się, ale gula emocji wysoko
siedziała w moim gardle.
– Kyler? Cmoknął mnie w
usta.
– Syd? - Kocham cię. – Zamilkłam, biorąc głęboki
wdech i spojrzeliśmy sobie w oczy. Widziałam świat w jego spojrzeniu. Widziałam
naszą przyszłość. – I to jest wieczność.