Sydney
Albo przynajmniej próbowałam.
Mój cel był całkowicie poza moim zasięgiem. Moje
usta uderzyły w jego zimny policzek.
-Syd –powiedział, a
sposób, w jaki wymówił moje imię brzmiał jak coś między przekleństwem, a
modlitwą i wwierciło się w mój brzuch. Jego ręce zsunęły się do mojej talii,
pod moją bluzę i sweter. Jego palce otarły się o moją nagą skórę i poczułam ten
dotyk w najostrzejszy i najpyszniejszy sposób. Moje plecy wygięły się w łuk i
wszystko wydawało się dla mnie takie śmiałe. Naparłam na niego i zassałam
głęboki oddech, gdy poczułam jak przyciska się do najmiększej części mnie.
Kyler jęknął gardłowo, jego palce wbijały się w moje boki i podpalały moje
nerwy. Poruszał się tak szybko. Świat przewrócił się do góry nogami i nagle
byłam na plecach, on był nade mną, a jego włosy opadały na jego czoło w brudnym
bałaganie. A teraz! Podobało mi się gdzie to wszystko zmierza.
Maleńkie płatki śniegu pokryły jego głowę,
błyszcząc się w przyćmionym świetle ulicy. Zimny śnieg wkradł się pod moje
ubranie, ale ledwie to poczułam. Płonęłam. Płonęłam od środka, moje zmysły były
wyczulone w całym ciele i to było najlepsze uczucie w całym moim życiu.
Wyciągnęłam rękę, pozwalając moim palcom przesunąć się przez jego miękkie
włosy. Jego reakcja wydawała się być instynktowna. Zamknął oczy i wcisnął
policzek w moją dłoń. Ciepło zakwitło w mojej klatce piersiowej.
-Nie masz pojęcia, co robisz –powiedział Kyler,
łapiąc jedną z moich dłoni i przytrzymując ją w śniegu, tuż przy mojej głowie.
Jego palce okrążyły mój nadgarstek w pewnych uchwycie. Poruszyłam się pod nim.
-Tak, wiem.
Zamknął oczy, a kiedy je ponownie otworzył były
jak czarne jeziora.
-Jesteś taka pijana, Syd.
-Nah-uh –wreszcie udało mi się wydostać nogi spod
niego, ale wtedy on usiadł, ciągnąc mnie za sobą. Sekundę później byłam na
nogach, a niebo ostawiło przede mną mały taniec.
-Wow.
-Tak, dokładnie wow –rzekł, jego głos był głębszy
niż kiedykolwiek wcześniej.– Chodźmy do domu.
-Ale…
-Sydney –warknął, a ja wzdrygnęłam się.– Jesteś
pijana. Jedyną rzeczą, na jakiej stanie się pozwolę, to zabranie cię do domu.
I znów mówił tym rodzajem
głosu, który mi mówił „zamknij się i rób co ci każę”. Zazwyczaj mu się
przeciwstawiałam, ale tym razem byłam zbyt oszołomiona. Ponownie wziął mnie za
rękę i zaczął iść w kierunku domu. Potknęłam się obok niego, zmieszanie zżerało
mnie wraz z tequilą. Nie rozumiałam. Pociągał mnie. Powiedział, że byłam piękna
i że zawsze myślał, że jestem piękna i ja to poczułam. Tak jak poczułam jego
przyciąganie do mnie. Nie ukrywał się w tym, że mnie odrzucił.
Kyler mnie odrzucił.
A on nigdy nie odrzucił żadnej kobiety.
Chciałam płakać – usiąść na śniegu i płakać.
Upokorzona, zdezorientowana i wciąż bardziej niż napalona, zmusiłam się, aby
pozostać cicho i iść dalej. Obydwóm nam było trudno. Nie wypowiedziane słowa
gnieździły się w moim gardle. Z tego nie mogło wyjść nic dobrego. Droga do domu
zajęła nam wieczność i przez to nie czułam ani moich rąk, ani nóg i wątpiłam,
by śnieg miał z tym coś wspólnego.
Kyler puścił moją dłoń, gdy włączył światło.
Ostre spojrzenie uderzyło we mnie mocno, powodując, że pokój zawirował jak na
diabelskim młynie. Był właśnie tam – czas również był idealny, bo wiedziałam,
że moje nogi przestały działać.
Podnosząc mnie, przytulił mnie do swojej klatki
piersiowej, gdy ruszył w kierunku schodów.
-Nie powinnaś pić tak
dużo, Syd. Nie miałaś powodu, by to robić. –Ukryłam twarz w jego ramieniu.
Szczytem ironii i zawstydzenia było bycie upominaną za to, że piję zbyt wiele
przez Kylera Quinna, ale on miał rację. Byłam tak pijana, że mogłam potwierdzić
to, że wypiłam zbyt dużo. Kyler nic już nie powiedział, gdy prowadził mnie do
góry do pokoju, w którym spałam. Powiedział coś, gdy położył mnie na łóżku, ale
w chwili kiedy moja głowa uderzyła w poduszkę, błogo i szczęśliwie
nieprzytomna.
Kyler
Co do kurwy właśnie się stało?
Poważnie. Czekałem na jakąś boską interwencję,
która mi wszystko wyjaśni. Spojrzałem na Syd, całkowicie przekonany, że kiedy
wkroczyłem do Snowshoe musiałem wejść w jakiś rodzaj spaczonej rzeczywistości,
gdzie widzenie Syd prawie nagiej, obserwowanie jak się upija i potem próbuje
mnie pocałować było czymś zwyczajnym. Byłem całkowicie ogłupiały i również
wkurzony. Gdybym nie był z nią dzisiejszej nocy, przespałaby się z jakimś
przypadkowym instruktorem narciarskim. I w dodatku z pieprzonym Zachem. Kwas
zapłonął w moim brzuchu. Cholera jasna, a to, że na mnie usiadła, wcale mi nie
pomagało. Byłem podniecony, ale z drugiej strony ona poruszała się na moich
kolanach jak jakakolwiek z dziewczyn ze szkoły. I była w tym cholernie dobra –
cholernie zbyt dobra, bym nie stwardniał.
Człowieku, nie miałem obowiązku, aby o tym
myśleć. Oczywiście, że mnie pociągała, ale nie mogłem skierować się w tamtą
stronę, bo gdybym naprawdę się do tego przyznał, wtedy musiałbym powiedzieć
prawdę o kilku innych rzeczach.
Przesunąłem ręką po twarzy. Syd była pijana,
naprawdę pijana. Ta dziewczyna musiała trzymać się z dala od tequili. Poruszyła
się, a jej brwi zmarszczyły się, gdy cicho jęknęła. Byłem u jej boku, zanim
jeszcze uświadomiłem sobie, że się poruszyłem.
-Syd?
Nie uzyskałem od niej żadnej odpowiedzi, ale
mogłem powiedzieć, że było jej niewygodnie. Prostując się, przekląłem. Nie
mogłem jej tak zostawić. Co jeśli się rozchoruje? Chwytając poduszkę z przodu
łóżka, wsunąłem rękę pod jej głowę i umieściłem ją pod nią. Nie obudziła się,
ale przewróciła na plecy. Uśmiechnąłem się i zastanowiłem, czy ona w ogóle
wiedziała, że położyła się w złą stronę na łóżku. Stawiałem na to, że nie.
Kierując się w stronę przodu łóżka, usiadłem i delikatnie ściągnąłem jej buty.
Były z jakimś fałszywym kożuchem lub czymś takim i sięgały do kolan. Podeszwy
były wilgotne od śniegu. Kładąc je w pobliżu krzesła, odwróciłem się akurat w
momencie, gdy próbowała usiąść.
-Syd?
Wymamrotała coś, a jedynym słowem, które zrozumiałem
było „gorący”, a potem zaczęła zszarpywać z siebie bluzę, którą jej założyłem.
W ciągu kilku sekund, ta utknęła owinięta wokół jej głowy. Zaśmiałem się, gdy
jaj ramiona opadły w dół. Jej głos był stłumiony, ale
nie brzmiał przyjaźnie. Wtedy pochyliła się, próbując ją ściągnąć w inny
sposób. Dobry Boże, ona zaraz sama siebie udusi.
-Trzymaj się –powiedziałem, siadając obok niej.–
Pozwól, że ja to ściągnę.
Uderzyła mnie w dłonie, ale ja już uwolniłem jej
głowę, a ona już włożyła ręce pod swój sweter. Westchnąłem i chwyciłem ją za
nadgarstki.
-Syd, pozwól, że ja to zrobię.
Jej oczy całkowicie się zaszkliły i wątpiłem, czy
miała jakiekolwiek pojęcie co się dzieje, ale uspokoiła się na tyle, że byłem w
stanie zdjąć jej sweter, tak że została w podkoszulku i jeansach.
-Potrzebuję… -wymamrotała, pochylając się do
przodu i opierając czoło na moim ramieniu.– Musze się rozebrać.
Zachichotałem, gdy owinąłem ramię wokół jej
pleców, trzymając ją.
-Kochanie, już zdjęłaś dwa swetry.
-Spodnie –poruszyła się na moich kolanach, tak że
jej nogi znalazły się po obu stronach mnie. Westchnąłem.
-Idę spać. –Odwróciłem się tak, żeby nie zsunęła
się z moich kolan i nie uderzyła o podłogę, uśmiechnąłem się tuż przy czubku
jej głowy.
-Zamierzasz tak spać?
-Uh – huh.
Znowu się zaśmiałem.
-Nie możesz spać na moich kolanach.
Zakopała się we mnie bardziej, zwijając w kłębek.
Gęsia skórka przebiegła jej po ramionach.
-Dlaczego nie? –mruknęła żałośnie.
-To nie będzie bardzo wygodne –odgarnąłem jej
włosy z policzka, gdy odchyliłem się do tyłu, moje spojrzenie przeszukało jej
twarz. Jedenaście piegów. Tak wiele zrosiło jej policzki i nos. Grube rzęsy
zatrzepotały na jej policzkach. Czy ona zasnęła?
-Syd?
-Mmm… spodnie.
Uniosłem brwi.
-Chcesz ściągnąć jeansy?
Przycisnęła policzek do mojej klatki piersiowej i
poklepała mnie w nogę jeszcze raz. Domyśliłem się, że to była pijana wersja
kodu Morsa oznaczającego tak. Przeklinając pod nosem, wiedziałem, co muszę
zrobić. Coś, co myślałem, że nigdy nie będę robił z nią.
Układając Syd na plecach, patrzyłem jak jej rzęsy
trzepoczą. Jej oczy miały kolor najczystszego nieba latem.
-Jesteś taki… śliczny.
-Powiedz jeszcze raz –powiedziałem, dusząc się
śmiechem.– Czy ty właśnie powiedziałaś, że jestem śliczny?
Znowu zaczęła przetaczać się na bok, ale ją
powstrzymałem.
-Spodnie –powtórzyła, sięgając palcami w dół do
guzików swoich jeansów.– Zdjąć.
Zamarłem na chwilę, nie będąc pewny, czy mam się
śmiać z tej jedno-sylabowej odpowiedzi, czy wyskoczyć na bombę przez najbliższe
okno. Rozbieranie Syd nie było czymś, co myślałem, że kiedykolwiek będę robił,
zwłaszcza, że była pijana. Ale nie chciałem jej budzić, by w upojeniu
alkoholowym, rozbiła sobie głowę, próbując się rozebrać. Z Syd wszystko było
możliwe.
Cholera.
Mogłem to zrobić. Mogłem to zrobić i to nie
byłoby dziwne i nie byłbym podniecony, ponieważ to była Syd i była pijana i to
w ogóle nie było coś, co miałoby znaczenie. Dorastaliśmy razem. Byłem prawie
pewny, że byłem przed nią pijany, więcej niż tylko z jednej okazji. Do diabła,
myślę, że jakiś miesiąc temu było to samo po nocy picia bimbru. Mogłem zdjąć
jej spodnie i nie czuć się jak pieprzony zboczeniec.
Powinienem dzisiejszej nocy wypić więcej. Biorąc
głęboki oddech, szybko odpiąłem jej jeansy i odsunąłem zamek. Pasiaste majtki
wyjrzały zza rozpiętego materiału.
Podwójna cholera.
Zamknąłem oczy, gdy pociągnąłem je w dół jej
bioder. A ona mi nie pomagała. Ani o cal. Była nieprzytomna. Moja ręka była pod
je plecami i podnosiła ją wystarczająco, aby jeansy przeszły przez
tyłek. Trzymałem oczy zamknięte, gdy zsuwałem je z jej bioder. Moje kostki
przesunęły się po jej nogach i naprawdę nie myślałem, że jej skóra jest taka
miękka, ponieważ to naprawdę nie było odpowiednie, a nawet więcej.
Potrójna cholera.
Czułem się, jakbym był zwariowany od zawsze,
dopóki nie ściągnąłem jej tych spodni i dopiero wtedy uświadomiłem sobie, że
znowu leżała w zły sposób. Przeklinając pod nosem, podszedłem do krzesła i
ściągnąłem z niego koc. Rozciągnąłem go nad nią, wciskając go po obu jej bokach
i potem wcisnąłem poduszkę pod jej głowę. Podnosząc jej jeansy, poczułem jej
komórkę. Cały tył jej jeansów był mokry. Wyciągnąłem komórkę i postukałem w jej
ekran. Nic. Do diabła.
Udałem się na dół, próbując ją cały czas włączyć,
gdy sprawdzałem frontowe drzwi i upewniałem się, że są zamknięte. Włączyłem
grzejnik i udałem się do kuchni. Telefon nadal nie chciał się włączyć.
Przypominając sobie coś, co Tanner powiedział o ryżu, znalazłem mały śrubokręt
i odkręciłem klapkę telefonu. Wrzuciłem tam kawałki ryżu i miałem nadzieję, że
to zadziała. Jeśli nie, miałem kilka dodatkowych minut, które mogła użyć, by
zadzwonić do domu. Potrzebując sprawdzić co z Syd, wróciłem do sypialni, w
której była. W chwili, gdy ją zobaczyłem, wbiło mnie w ziemię. Wszystko co
mogłem zrobić, to wpatrywać się w nią. Moje serce biło bardzo szybko z
niezrozumiałego powodu.
W końcu usiadłem obok niej i okryłem kocem jej
nagie ramiona. Nie chciałem, żeby zmarzła. Zacząłem się podnosić, ale co jeśli
się rozchoruje lub będzie potrzebowała czegoś w środku nocy? Syd nigdy tyle nie
piła. Tylko Bóg wiedział co się stanie. Była szansa, że przesadzałem, ale
położyłem się obok niej. Może minęła sekunda, a przewróciła się na bok i
przysunęła do mnie w taki sposób, że jej głowa była przy mojej klatce
piersiowej, a ręce miała schowane pod brodą. Cholera, mogłem wstać i zniknąć w
swoim pokoju. Mogłem ustawić alarm i sprawdzać co z nią co kilka godzin. Mogłem
rozłożyć przy jej łóżku kubeł na śmieci. Ale nie zrobiłem tego.
Zostałem.
Sydney
Moja głowa pulsowała, jakby mój mózg odgrywał
swój własny rockowy koncert gdzieś w pobliżu moich skroni. Moje usta i gardło
były jak papier ścierny. I zamarzałam. Nie chciałam otwierać oczu, ale
słyszałam dziwny dźwięk – ciche buczenie. Kilka chwil zajęło mi rozpoznanie
piosenki.
Dave Matthews – „Tripping Billies”
Kyler.
Zmusiłam się do otworzenia oczu I zorientowałam
się, że wpatruję się w sufit… z podnóża łóżka. Dziwne. A pokój był ciemny,
jakby na zewnątrz nadal trwała noc. A co dziwniejsze, byłam w swojej
podkoszulce i majtkach. Nie miałam na sobie nic więcej. O Boże…
Nie pamiętałam jak dostałam się do łóżka, ani
zdejmowania ubrań. Cały odcinek zeszłej nocy był rozmazany. To, co pamiętałam,
to tylko to jak modliłam się do Boga, by był to tylko dziwny sen.
-Spójrzcie, kto zdecydował się zaszczycić świat
swoją obecnością –na dźwięk jego głosu odwróciłam głowę. Kyler siedział tuż
obok mnie wpatrując się w ogromne okno. Miał na sobie sweter z długim rękawem i
wyglądał o niebo lepiej niż ja się czułam.
-Hej –wychrypiałam. Odwracając się w kierunku
wezgłowia, chwycił coś z szafki nocnej. Podał mi szklankę wody i dwie aspiryny.
-Weź to i wypij. Będziesz ich potrzebować.
Strząsając koc, wzięłam je i zadrżałam.
-Dlaczego tu jest tak zimno?
Kyler oparł się na łokciu obserwując mnie.
-Mam złą wiadomość, bardziej złą wiadomość1 i
najbardziej złą wiadomość.
-Bardziej zła i najbardziej zła, nie są nawet
słowami –wypiłam do końca wodę, podałam mu szklankę i naciągnęłam koc do samych
ramion, gdy podciągnęłam nogi do piersi, starając się uzyskać trochę ciepła.
-Dobrze wiedzieć, że tequila nie uszkodziła
twoich szarych komórek.
Skrzywiłam się.
-Nic o tym nie wiem.
Czuły uśmiech pojawił się na jego twarzy.
-A więc najpierw zła wiadomość. Ostatniej nocy,
kiedy zdecydowałaś się przewrócić nas w śnieg –oh do diabła czyli to jednak nie
był sen– i wytarzać w nim. Twój telefon przemókł.
1 W oryginale użyta jest wersja badder i baddest,
czyli nieprawidłowa i właśnie dlatego Syd mu to wypomina.
-Cholera.
-Ostatniej nocy wziąłem go do siebie i włożyłem
do ryżu. Miejmy nadzieję, że po tym się włączy –szturchnął moje przykryte kocem
ramię.- Mam wielką nadzieję, że to zadziała.
-Dziękuję ci –wymamrotałam, otwierając oczy.–
Jaka jest bardziej zła wiadomość?
-No więc, to jest dwuczęściowa rzecz zawierająca
bardziej złą i najbardziej złą wiadomość. Pamiętasz tą brzydką burzę śnieżną?
Nadali jej imię: Święty Śnieżynek.
-Co? –skrzywiłam się.– Co za głupie imię.
-Zgadzam się –usiadł.– Ale Święty Śnieżynek
przekształcił się w sztorm na sterydach. Jeśli spojrzysz teraz przez okno
zobaczyć jak pada cały czas, to nic złego, ale mówią, że ma się zmienić w coś
naprawdę złego i to szybko. I teraz najgorsza wiadomość: nasz gang tego rana
zawrócił. Nikt się nie może tutaj dostać.
Westchnęłam.
-Przynajmniej to bezpieczna i inteligentna
decyzja. W takim razie wkrótce wyjeżdżamy?
Odsunął włosy z czoła:
-I teraz ta najgorsza część. Nawet jeśli na
zewnątrz nie ma apokalipsy, nie ma szansy byśmy dotarli do domu, gdybyśmy
wyjechali. Musielibyśmy skierować się na wschód, a śnieżyca nadchodzi z północy
i wschodu. Utknęliśmy tu na kilka dni, zanim nawet będziemy mogli spróbować
wyjechać.
-Tutaj?
-Tutaj –powtórzył kiwając głową.– Burza porusza
się naprawdę wolno. Mówią, że jutro i pojutrze spadnie najwięcej śniegu.
-Cholera jasna –mój żołądek się wywrócił.– Jak
dużo śniegu się spodziewają?
-Gdzieś między dużo a cholera jasna.
Opadłam na plecy i spojrzałam na sufit.
-Możemy utknąć tu na cały tydzień w środku
zamieci?
-Możemy. Myślę, że dalibyśmy radę wydostać się,
zanim by nadeszła zamieć, ale to też zależałoby od tego jak szybko byśmy
wszystko pozałatwiali. Otarł się o moją nogę.
-Podkręciłem ogrzewanie, więc zaraz powinno
zrobić się tu cieplej. Mam nadzieję, że gdy nadejdzie zamieć, nie stracimy
mocy.
Moje oczy się rozszerzyły.
-Mamy zapasowy generator, który się uruchomi co
niezbędne, ale nie myślmy o tym teraz.
-Jasne.
Utknięcie tutaj z Kylerem nie wydawało się takie
złe. Normalnie nie byłoby to nic wielkiego i prawdę mówiąc, wcześniej miałabym
nadzieję, że coś takiego się zdarzy, ale teraz to był tylko zadręczający strach
w moim brzuchu.
Zmarszczyłam się próbując zebrać razem wszystkie
wspomnienia w coś, co miałoby sens. Pamiętałam tequilę i Pana Instruktora
Narciarskiego.
-Wdałeś się wczoraj w bójkę z facetem, z którym
tańczyłam?
Wargi Kylera zacisnęły się.
-Masz na myśli to odrażając coś, z czym
tańczyłaś? Nie wdaliśmy się w bójkę, ale też nie rozstaliśmy się w przyjaznych
stosunkach.
Uwalniając ramię,
potarłam czoło. Moja skóra była tłusta. Ale nie przez to było mi tak
niewygodnie. Było coś więcej. Musiało być. Pamiętałam, jak wyszliśmy na
zewnątrz i jak Kyler założył mi swoją bluzę. A skoro to tym mowa…
-Proszę, powiedz mi, że ostatniej nocy rozebrałam
się sama –na jego ustach pojawił się półuśmiech.
-A czy to chcesz usłyszeć?
Uderzyłam ręką w twarz.
-O mój Boże…
Zachichotał cicho.
-Pomogłaś mi cię rozebrać, a ja nie patrzyłem. A
właściwie, to ja już cię przecież widziałem rozebrana wcześniej, więc…
-Dzięki za przypomnienie –jęknęłam.
-Nie ma za co –przerwał, a potem odetchnął
ciężko. Moje mięśnie zacisnęły się ostrzegawczo.- Jak się czujesz?
To niewinne pytanie nie pasowało do jego tonu.
Było coś o ostatniej nocy, czego mi nie powiedział. Ostatnia noc. Co do diabła
się wtedy stało… i wtedy wszystko wróciło do mnie w przerażającym pędzie. Po
pijaku prawie go z molestowałam.
Moje ciało złożyło się do pozycji siedzącej i
prawie zrzuciłam Kylera z łóżka, ale to było moje ostatnie zmartwienie. Ruch
wstrząsnął moim biednym mózgiem i przerażenie zalało mnie.
-O mój Boże! O… mój… Boże! Ja… próbowałam… cię…
-byłam tak zawstydzona, że nie mogłam wymówić tego słowa. Kyler usiadł,
wyginając mięśnie szczęki.
-Miałem trochę nadziei, że nie będziesz tego
pamiętać.
Miał nadzieję, że nie będę tego pamiętać?
Uderzyłam obiema dłońmi o twarz i jęknęłam. Czy byłam aż taka zła? Czy to było
takie złe dla niego?
-Hej –jego głos złagodniał, a palce owinęły się
wokół moich nadgarstków, delikatnie odsuwając moje dłonie.
-W porządku Syd.
-Nie, nie jest w porządku –jęknęłam, schylając
brodę.– Molestowałam cię.
Kyler roześmiał się.
-Nie molestowałaś mnie. Dobrze. Może trochę, ale
nie jesteś pierwszą dziewczyną, która to robiła.
-To nie jest zabawne! –zapłakałam.
Dwa palce wylądowały pod moją brodą i przechyliły
moją głowę do góry.
-To nic wielkiego Syd. Ludzie zazwyczaj robią
rzeczy, których nigdy by nie zrobili na trzeźwo, a ty byłaś naprawdę pijana.
Problemem było to, że ja chciałam to zrobić, gdy
byłam trzeźwa i najwyraźniej to było dla niego tylko jednym wielkim żartem.
Utkwiłam oczy w kocu.
-Przepraszam.
-Kochanie, nie musisz przepraszać. Nie, żeby to
było strasznym doświadczeniem – dodał oschle. Mój wzrok powędrował do niego i
wtedy przypomniałam sobie chwilę ostatniej nocy, gdy mówił
mi, że jestem piękna i że zawsze tak myślał. Trochę niepokoju ulotniło się.
-Nie było?
Jego usta wykrzywiły się w ten jego uroczy
sposób.
-Nigdy nie będę się skarżył na dziewczynę
wczołgującą się na mnie.
Okej. To nie była deklaracja wzajemnego
pożądania, ale to było coś, z czym mogłam się pogodzić.
-Więc… więc, dlaczego mnie zatrzymałeś?
Mrugnął raz, potem drugi, tak jakby nie mógł
uwierzyć, że zadałam to pytanie.
-Piłem ostatniej nocy, Syd, ale nie byłem aż tak
pijany.
Ból przeciął wzdłuż mojego brzucha i zamarłam wpatrując
się w niego.
-Nie… nie byłeś aż tak pijany?
-Nie –spojrzał zmieszany.
Przełknęłam, ale gula w
moim gardle nadal tam tkwiła. Przez te wszystkie lata znałam Kylera i był
aktywny seksualnie, widziałam jak zabiera dziewczyny do domu, gdy był trzeźwy,
wstawiony, pijany jak cholera i wszystko pomiędzy. Stosował zasadę
równouprawnienia jeśli chodziło o uprawianie seksu. Małe. Wysokie. Chude.
Białe.
Czarne. Opalone. Blade.
-To nigdy wcześniej cię nie powstrzymało.
Nie mogłam powstrzymać siebie od mówienia. Kyler
wsunął palce we włosy, a następnie splótł je na karku. Krótsze pasma opadły na
jego czoło. Nie odpowiedział na moje pytanie i gdy cisza wciąż się przedłużała,
pragnęłam cofnąć to wszystko i trzymać usta zamknięte.
-Ty jesteś inna, Syd.
Więc musiałam być naprawdę inna i najwyraźniej on
musiał być naprawdę pijany, by się do mnie dobrać. Łzy pojawiły się w moich
oczach i jak najszybciej musiałam od niego uciec. Byliśmy zbyt blisko.
Potrzebowałam przestrzeni zanim kompletnie się zatracę i upokorzę bardziej.
Zaczęłam przesuwać się wzdłuż łóżka, chwytając kołdrę i zakrywając nią siebie.
Musiałam się stąd wydostać.
-Hej! –Kyler skoczył na równe nogi.– Sydney, co
robisz?!
-Muszę iść do łazienki –zsunęłam nogi z kołdry.
Mój oddech był drżący i krótki, gdy patchworkowa kołdra owinęła się wokół mnie.
Moje stopy dotknęły zimnej podłogi, zrobiłam kolejny krok i zawadziłam palcem o
krawędź mojej walizki. Syknęłam i łza wymknęła mi się spływając w dół mojego
policzka. Zaczął okrążać łóżko.
-Pozwól, że ci pomogę.
-Jest w porządku –cholerna gula w moim gardle.
Dotarłam do drzwi łazienki. Może mogłabym zwymiotować zamiast płakać. Nie
wiedziałam, co było lepsze.
-Nie wyglądasz, jakby
wszystko było dobrze –popychając otwarte drzwi, wsunęłam się do środka i
zatrzasnęłam je za sobą, blokując je. Nie mogłam nawet spojrzeć w lustro.
Zacisnęłam oczy, ale to nadal było beznadzieje. Łzy wygrały, spływając po moich
policzkach.
-Syd? –był tuż za drzwiami.– Co się dzieje?
-Odejdź, Kyler. –Siedząc na brzegu wanny
podciągnęłam kołdrę pod samą brodę. Mój brzuch wirował. Uniosłam klapę toalety.
Klamka zabrzęczała, a ja klęknęłam. Nawet nie
mogłam spojrzeć na toaletę, ale miałam nadzieję, że to przetrwam.
-Sydney!
Kołdra wysunęła się z moich palców i opadła po
bokach toalety.
-Idź sobie!
Chwila ciszy przeciągnęła się w minuty. Następnie
te wszystkie głupie uderzenia powróciły, pozostawiając mnie rozbitą, a moje
serce… no cóż, było pęknięte na całej długości z kilku powodów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz