sobota, 15 marca 2014

Rozdział 19

Sydney

Wszystko wydawało się poruszać w zwolnionym tempie. Część mnie nie mogła uwierzyć w to co widzi. Mój mózg odmówił strawienia tego co się stało, ale moje serce i ciało były w to zaangażowane. Mój instynkt zachowawczy gwałtownie przyśpieszył.

Mężczyzna podniósł kij baseballowy.

-Kurwa.

Wycofując się, otworzyłam usta do krzyku, ponieważ krzyk byłby w tym momencie czymś naprawdę dobrym, gdy moje stopy uderzyły w krawędzie śniegu przy framudze drzwi. Upadłam, wymachując rękoma, gdy moje nogi osunęły się spode mnie. Moje nogi i plecy uderzyły o twardy beton, wyciskając ze mnie całe powietrze. Jeden z chłopaków roześmiał się, a ja nie byłam pewna, czy powinnam być wkurzona czy być tym jeszcze bardziej przerażona. Ten z kijem bejsbolowym zamajaczył nade mną przechylając głowę.

-Kurwa. – powiedział ponownie, odwracając się do kolejnego faceta. – Potrzebujemy…

Pozwoliłam rozdzierającemu krzykowi na wydostanie się z moich ust, gdy próbowałam odczołgać się po śniegu.

Nagle ramię okrążyło mój talię, odrywając mnie od ziemi. Ręka zacisnęła się na moich ustach, tłumiąc kolejny krzyk. Moje serce podskoczyło pod żebrami. Zaczęłam się wyrywać, kopiąc nogami.

-Proszę, proszę. Kogo my tu mamy.

Głos brzmiał znajomo, ale byłam zbyt spanikowana, by poświecić mu więcej uwagi zwłaszcza, gdy facet z kijem bejsbolowym pojawił się przed nami. To oznaczało, że to koleś z nożem mnie trzymał. Przerażenie wydarło się we mnie.

-Hej, stary co ty robisz! – zażądał facet z kijem. Facet z nożem kontynuował wycofywanie się obok SUV’a, całkowicie niezrażony moja walką.

-Co? Trochę się zabawimy. Nic poważnego.

Moje serce zaczęło ponownie walić pod żebrami. To nie mogło się dziać. Przerażenie uderzyło we mnie, a ja wykręciłam moją głowę starając się usunąć jego rękę. Każdy film o bezpieczeństwie do którego oglądnięcia zmusiła nas uniwersytecka straż przypomniał mi o tym, że nie powinnam wchodzić do niczyjego samochodu, albo schodzić z czyjegoś wzroku. A my już byliśmy z dala od ciekawskich spojrzeń, rozważając gdzie my w ogóle byliśmy. Nie było dobrze. O Boże, w ogóle nic nie szło tak jak potrzeba.

-To nie było częścią planu. – powiedział facet z kijem i nim rzucił. Gdy uniósł ręce w górę, kij odbił z głuchym odgłosem o beton.. Inny rodzaj paniki przerwał jego głos. – Mówiłeś, że po prostu przebijemy im opony. Nie jestem…

-Jezu, zamknij się. – Facet z nożem przekrzywił moją głowę przyciskając ją do swojej klatki piersiowej tak mocno, aż poczułam ukłucie bólu. – Nie bądź ciotą. Nie zamierzamy robić niczego poważnego.

Popatrzyłam na Faceta z Kijem błagającymi oczami. Nie wyglądał jakby chciał być tego częścią, czymkolwiek to było. On był moją jedyna nadzieją.

-Nic poważnego! – rękami wskazał na mnie, ale odmówił spojrzenia mi prosto w oczy. – Co do kurwy nędzy myślisz, że to jest!? Co planujesz jej zrobić? To jest popieprzone.

-Stary, no chodź. – Facet z Nożem przesunął się. – Po prostu otwórz drzwi ośle. Chcemy ją tylko przestraszyć. To wszystko.

Moje serce przestało bić, a szerokie oczy napełniły się łzami. To się nie działo. Te słowa były powtórzeniem. Nie mogłam zrozumieć jak mój poranek zaczął się w jeden sposób, tak pełny miłości i nadziei i w nanosekundzie zmienił się w jedno wielkie gówno. Facet z Kijem przeklął, gdy przesunął się z dala od moich wywijających nóg i otworzył drzwi do piwnicy.

Mój żołądek się ścisnął. Gdy byłam przenoszona przez otwór piwnicy zamarłam na sekundę. Pęd strachu był przerażający. Ogarnął mnie tak bardzo, że groził mi uduszeniem. Znajomy krajobraz stolika do bilardu , do hokeja stołowego i zdjęcia Kylera jako małego chłopca z jego ojcem, zmusił mnie do działania. Wykręcając głowę, wyciągnęłam rękę do tyłu na tyle bym była w stanie dosięgnąć jego palców. Zaciskając na nich zęby, przytrzymałam je tak, dopóki nie poczułam jak jego skóra pęka i nie poczułam eksplodującego metalicznego posmaku. Facet z Nożem zawył i wyrwał rękę. Jego uścisk na mojej talii zelżał na tyle bym mogła wyrwać się na wolność. Jako, że zablokował jedyne wyjście stąd, a kiedy każdy możliwy horror rozgrywał się w mojej głowie, nie miałam innego wyjścia jak tylko wbiec w głąb domu. Biegłam szybciej niż kiedykolwiek wcześniej. Podeszwy moich butów były wilgotne i śliskie na drewnianej podłodze. Wpadłam na schody pędząc na złamanie karku. Złapałam się, zanim zderzyłam się twarzą ze stopniami.

-Ty mała suko – powiedział chwytając garść moich włosów i wciskając kolano między moje uda. Szarpnął moją głowę do tyłu, a ostre ukłucie bólu spłynęło wzdłuż mojego kręgosłupa, gdy podciągał mnie do góry. Przewracając się na bok, kopnęłam na oślep i trafiłam go w goleń.

Nie widziałam tego ciosu, dopóki nie wylądował na mojej buzi. Ból przedarł się przez moją twarz, gorący i pieczący. Krzyknęłam głośno, drapiąc rękę w moich włosach.

-Co robisz!? – inny facet krzyknął. – Ja pierdole! Straciłeś rozum!

Facet z Nożem zignorował go, ciągnąc mnie po schodach. Moja skóra głowy paliła, gdy wylądowaliśmy w salonie i moje spojrzenie wylądowało na łóżku, która ja i Kyler zbudowaliśmy. Było niepościelone od tego co rano robiliśmy i zobaczenie tego teraz spowodowało, że poczułam mdłości.

To się nie dzieje.

-Nienawidzę takich nadętych suk jak ty. – powiedział Facet z Nożem popychając mnie do przodu. Potknęłam się i straciłam równowagę, upadając na kolana w pobliżu stolika. Desperacja zamgliła mi myśli. Ogarnęła mnie całkowita panika.

-Dlaczego? – skrzywiłam się, gdy moje usta zabolały, - Dlaczego to robisz?

-Dlaczego? – przedrzeźnił mój głos. Takie małe gówienko jak ty przyjeżdża tu każdego roku i myśli, że rządzi tym miejscem, zachowujesz się jakbyś była lepsza od nas. Nie jesteś. Jesteś nikim. –Zamrugałam, gdy oczy wypełniły mi się łzami. Nuta znajomości zadzwoniła we mnie. On przeciągnął mnie obok stolika, ciągnąc w kierunku koców. -A ten skurwiel Kyler? Myśli, że jest nie wiadomo kim. Myśli, że może mną rządzić.

I wtedy to mnie uderzyło i przez sekundę nie mogłam się ruszyć, gdy tego świadomość mnie ogarnęła. Wiedziałam kto był za maską. Niemal mi się to wyrwało, ale zacisnęłam szczękę. Jeśli myślał, że nie wiedziałam, że był Zach’em, w takim razie prawdopodobnie miałam większą szansę na wymknięcie się z tego. Przynajmniej miałam taką nadzieję i trzymałam się jej.

-No dalej stary. Wystarczy już. – Chłopak z Nożem powiedział gdzieś za nami. – Jest już przerażona, okej? Musimy się stąd zbierać. Już wystarczająco wszystko im spieprzyłeś. To zaszło za daleko.

-Za daleko? – Zach syknął mi do ucha, a ja wzdrygnęłam się z obrzydzenia. –Czy to nie zaszło za daleko, gdy Kyler wypieprzył moją dziewczynę? Albo, że jest z nią teraz?

Cholera jasna, czy on miał na myśli Sashę? Kyler już raz wspominał, że było coś między Zach’em a Sashą, ale Kyler powiedział też że między nim, a nią nic nie było. W końcu zrozumiałam wrogość między tą dwójką w barze. On okłamał mnie, autentycznie mnie okłamał. I teraz Kyler był z nią, a ja byłam z Zach’em.

Co za niewiarygodnie pokręcona sytuacja, Kyler kiedyś spał z dziewczyną Zacha. Zardzewiały nóż, który tkwił w moim sercu od chwili, gdy usłyszałam, gdzie jest Kyler zagłębił się bardziej, a następnie urwał. Ta sytuacja była winą Kylera i jego niezdolności utrzymania penisa we własnych spodniach. Jasne i proste. Przecinający mnie emocjonalny ból był tak mocny, jak moja piekąca warga i obolałe mięśnie, a siniakom wewnątrz mnie zniknięcie zajmie o wiele więcej czasu niż tym, które plamią moją skórę. Ból przeszedł zupełnie na nowy poziom, tnąc tak głęboko, że wiedziałam, iż nie ma szansy na naprawę tego. To znaczy, jeśli wyjdę z tej sytuacji żywa.

Walczyłam by odzyskać kontrolę nad oddechem, nie myśląc o rozrywającym duszę bólu i panice.

-Przykro mi. – wymamrotałam. Moja dolna warga była zdrętwiała, powodując, że nie mogłam wykrztusić tych słów. – Przykro mi, że spał z twoją dziewczyną. Przykro mi, że…

-Tobie jest przykro?! – Zach roześmiał się szorstko, kiedy popchnął mnie do przodu. – To temu skurwysynowi powinno być przykro.

Okej. Oczywiście współczucie nie zadziała na psychopatę. Gramoląc się na kolana, odwróciłam się zmierzając w stronę drzwi do holu, a potem co zamierzałam? Biec jakby gonił mnie sam diabeł.

Udało mi się przebiec przez pół pokoju zanim złapał mnie za kurtkę. W szalonej próbie ucieczki, odsunęłam jej zamek i zsunęłam ją z ramion. Byłam już prawie przy drzwiach, kiedy on złapał mnie od tyłu. Uderzyłam mocno o podłogę. Mój płacz został zagłuszony krzykiem Chłopaka z Kijem. Zach gwałtownie przewrócił mnie na plecy i przerażenie wybuchło we mnie ze zdwojoną siłą. Odwróciłam się do niego. Moje kostki uderzyły w jego szczękę. Złapał moje ręce z łatwością przyszpilając je do podłogi nad moją głową.

-Kurwa, jesteś cholernie zadziorna jak na takiego mikrusa, prawda? Zach roześmiał się i przez szczeliny w jego narciarskiej masce, jego oczy przybrały straszliwy błysk. – Ty i Kyler jesteście tylko przyjaciółmi, co? Jakby na to nie patrzeć kumple od pieprzenia. Tak, widziałem waszą dwójkę przez okno. Wyciągnął bym cię szybciej z baru, gdybym wiedział, że jesteś jedną z jego dziwek.

Tylko jedną z jego kolejnych dziwek.

Złość ogarnęła mnie, przepływając przez moje żyły niczym trucizna. Poruszyłam biodrami, próbując go zrzucić.

-Złaź ze mnie!

-Hej! – krzyknął Chłopak z Kijem. Jego głos był strasznie piskliwy. – To zachodzi za daleko! Nie zgadzałem się na takie gówno! Spieprzenie domu, to jedna rzecz, ale to? Do diabła nie! Nie jestem tego częścią.

-Jak chcesz. – warknął Zach. - W takim razie wynoś się stąd.

Oddychając ciężko, oczy utkwiłam w Zachu. Jak długo chciał to ciągnąć? To co się działo, wyraźnie nie było częścią żadnego planu. Chłopak z Kijem był zbyt przerażony, by to nie był tylko przypadek. Musieli nas obserwować. Widzieć jak Kyler wychodzi, a potem ja. Prawdopodobnie nie spodziewali się, że się pokażę w trakcie tego jak niszczą samochód Kylera.

Ale teraz? Mój mózg nie mógł dotrzeć do tego gdzie to całe gówno się skończy? To nie mogło dziać się mnie. Gdzieś w głębi domu drzwi się zatrzasnęły i moja ostatnia nadzieja zmalała. Chłopak z Nożem zniknął.

Zostałam sama z Zach’em, a w jego spojrzeniu błyszczała zemsta.




Kyler

Brnąc przez śnieg, przekląłem. Zbyt wiele czasu minęło odkąd opuściłem chatę. Syd prawdopodobnie myślała, że Wielka Stopa, albo coś takiego mnie zjadło. Nie miałem zamiaru znikać na tak długo. Dobra wiadomość była taka, że wiedziałem jak dużo miastowych dróg zostało odśnieżonych, a te główne były na tyle czyste, by znieść mały powolny korek.

Człowieku, w moja głowie wciąż wirowała od tego co się stało, kiedy Sasha przechadzała się po chacie. To zestaliło dwa odwieczne powiedzenia – przeszłość zawsze wraca by ugryźć cię w tyłek i żaden zły uczynek nigdy nie uchodzi bezkarnie.

Jezusie Chrystusie.

Wszystko co chciałem zrobić to zebrać stąd Syd i wynieść się, jak najdalej to możliwe. Dochodząc do przystanku, gdzie stał drugi skuter śnieżny, zmarszczyłem się. Co tu się do diabła dzieje? Czy Syd gdzieś była i już wróciła?

Ogarnęło mnie rozdrażnienie, gdy wyłączałem silnik. Cholera jasna czy ona nigdy mnie nie słuchała? Ostatnią rzeczą której chciałem to ona szlajająca się dookoła sama, zwłaszcza po tym czego dowiedziałem się od Sashy.

Pieprzony Zach – pieprzony wsiok, dupek – to on był odpowiedzialny za to gówno, które działo się dookoła domu. Widocznie on też rozbił kilka jej okien. Ten mały idiota nadal nie mógł znieść faktu, że Sasha ruszyła dalej. Po tym jak Zach się zachowuję rok później po zerwaniu, można by sądzić że Sasha miała jakąś złotą cipkę, czy coś w tym stylu. Cholera. Zrobiłem wszystko co w mojej mocy by dowiedzieć się gdzie on mieszka i wybić z niego całe to gówno. Jego popieprzona obsesja na puncie Sashy mogła doprowadzić do zranienia Syd – albo gorzej.

To mogła być twoja wina, wyszeptał podstępny głosik wewnątrz mnie.

Kurwa. To była prawda.

Zdejmując kask, zeskoczyłem ze skutera, gdy ktoś przebiegł pod uchylonymi drzwiami do garażu.

Pierwsza myśl: Co do kurwy?

Druga myśl: Popieprzeniec nosił kominiarkę i wychodził z mojego domu, gdzie była Syd? O do kurwy nędzy nie.

Rzucając kask, złapałem skurwysyna w pasie, gdy próbował obiec dom. Rzuciłem go na śnieg, przyciskając kolana do jego brzucha.

-Kim do diabła jesteś? – zażądałem chwytając go za ramiona. – Odpowiedz mi!

Mężczyzna podniósł ręce.

-Nie mam z tym nic wspólnego! Przysięgam. On powiedział, że chce tylko rozwalić twój dom i samochód. To było…

Chwytając krawędzie kominiarki, ściągnąłem ją z jego twarzy. To był jeden z kumpli Zacha. Kilka nocy wcześniej był razem z nim w barze. Nie zastanawiając się dłużej, uderzyłem pięścią w jego twarz.

-Gdzie on jest!

Facet wyglądał jakby zsikał się pod siebie, gdy wskazał głową w kierunku garażu. Jego krwawiące usta drżały.

-Przykro mi. Nie chciałem żeby to zaszło tak daleko, ale Zach, stary on cię nienawidzi za to gówno z Sashą. Jest w środku stary.

Poruszyłem się w ciągu nanosekundy. Było tak jakby cały świat rozbił się na mnie. Strach eksplodował mi w gardle i smakował jakbym przełykał krew. Zrywając się z dupka, przebrnąłem przez śnieg i z poślizgiem wpadłem na beton. Uderzyłem w bok mojego SUV’a i odbiłem się. Moja głowa opadła, gdy leciałem przez otwarte drzwi, moje oczy skanowały pokój w poszukiwaniu Syd. Stukot kroków i krzyk dochodzący z góry, zatrzymały moje serce.

Cholera to brzmiało jak Syd.

O Boże to brzmiało jak ona.

Moje dłonie zacisnęły się w pięści i czysta wściekłość zagotowała się w mojej krwi, obracając się w lód na dźwięk strzału z pistoletu. O Boże Syd. Jeśli była ranna, przysięgam na pieprzonego Boga, że zabiję tego skurwysyna. Nic nie będzie w stanie mnie zatrzymać.

Pędząc wokół stołu do bilardu, ruszyłem prosto w kierunku schodów, a powyżej stopy zatłukły o podłogę. Sekundę później kolejny skurwysyn w kominiarce wybiegł z ciemnej klatki schodowej, zamierając kiedy mnie zobaczył. Wiedziałem, że to był Zach. To była jego budowa ciała. Połowa jego maski był rozszarpana. Mój wzrok padł na jego ręce. Na całej ich powierzchni była krew.

I ja kurwa zatraciłem się.

Rzucając się przez pokój, uderzyłem w Zacha i ściągnąłem go na dół. Idiota zamachnął się na mnie, ale uniknąłem uderzenia. Chwytając kołnierzyk jego swetra przyciągnąłem go jedną ręką. Moje ramię cofnęło się i potem znów wystrzeliło do przodu , łącząc się z jego szczęką.

Raz.

Dwa.

Trzy razy.

On nie zdobył ani jednego ciosu. Kurwa nie. Uderzenia rozmyły się we krwi, rozdarciach skóry i dzwonów tępego bólu. Ale to nie wystarczyło. Chciałem okładać go pięściami aż trafi do grobu, ale kiedy głowa Zacha opadła na jego kark, odrzuciłem go na podłogę i zmusiłem się do wstania. Moje ręce drżały, knykcie parzyły i rwały.

Wzięcie kolejnego oddechu było ciężkie, ale nie tak ciężkie jak odejście od Zacha. Jedyną rzeczą, która mnie do tego przekonała był fakt, że musiałem dostać się do Syd. Wystrzał z broni – o Boże. Jeśli była ranna… albo nigdy bym sobie tego nie wybaczył. To było takie proste. Nigdy nie powinienem zostawiać jej tutaj samej.

Gdy przeszedłem nad Zach’em, on przetoczył się na bok jęcząc. Zwalczyłem pragnienie, by go kopnąć w głowę. Gdy wbiegałem po schodach moje serce rzucało się o moje żebra.

-Syd! – myślałem, że krzyknąłem, ale zakrztusiłem się jej imieniem, zakrztusiłem się możliwością tego co mogło się jej stać. Wychylając się przez wpół zamknięte drzwi, zatrzymałem się kiedy ją zobaczyłem. Siedziała na krawędzi stolika, wpatrując się w umierający ogień, ramiona miała owinięte wokół talii. Ciemne włosy opadały do przodu, osłaniając twarz. Strzelba mojego ojczyma leżała w poprzek jej kolan.

-Sydney?

Podszedłem wyciągając ręce. Zatrzymując się przed nią ukląkłem i poczułem jak pęka moje serce. Kołnierzyk wokół jej szyi był rozdarty, skóra wzdłuż brody zaczerwieniona i poplamiona. Jej dolna warga był rozdarta i zabarwiona krwią. Furia uderzyła we mnie z przerażającą siłą. Chciałem wrócić na dół i zabić Zacha.

-Syd, kochanie spójrz na mnie. – wyciągnąłem ramiona chcąc ją przytulić, potrzebując tego.

-Nie rób tego. – szarpnęła się i wstała. Trzymając pistolet i cofnęła się gwałtownie. – Nie dotykaj mnie.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz