Sydney
O rany…
Wytrzeszczałam oczy, co prawdopodobnie było
poważnie nieatrakcyjne. Pod kocem moje ciało pysznie się rozgrzało. – Więc mam
tylko koc?
- Przez większość czasu.
Przeszedł przeze mnie dreszcz. – Okej. A ty
możesz nosić ubrania?
Kyler mrugnął do mnie, gryząc swoje jabłko. –
Przez większość czasu.
- Nie wydaje się to uczciwe, nieprawdaż?
Żar wolno rozpalił się w jego spojrzeniu. – Och,
to będzie tak samo uczciwe.
Możliwe było zamienienie się w papkę? Tak
sądziłam. Jego głęboki chichot spowodował, że odwróciłam się do naszego małego
bufetu, zajmując się jedzeniem. Tak wiele pytań miałam na końcu języka.
Chciałam – nie, potrzebowałam – pewnego rodzaju potwierdzenia tego, co
działo się pomiędzy nami, ale szczerze mówiąc, za bardzo bałam się powiedzieć
coś, co może to wszystko na mnie zawalić, rozpadając się jak kruchy śnieżny
globus.
To było słabe, pewnie nawet trochę złe, ale
trzymałam usta zamknięte na kłódkę.
Po kilku chwilach, zaczęliśmy rozmawiać…
normalnie rozmawiać. O następnym semestrze i jakie zostały nam zajęcia. O tym
jak planował podczas ferii porozmawiać z mamą o weterynaryjnej szkole i miałam
nadzieję, że pójdzie lepiej niż się obawiał. Kyler musiał robić to, co sprawi
mu radość, nie to, co oczekuje od niego matka.
Mijały godziny. Od czasu do czasu Kyler sprawdzał
okno i wracał do mojego boku. Rozmawialiśmy o Andrei i Tannerze, wyobrażałam
sobie, że musiał być zdołowany, że nie dotarł na snowboard.
Gadaliśmy tak jak zawsze, ale było w tym coś
więcej. Kyler dotykał mnie w najbardziej przypadkowych momentach i zaczęłam
oczekiwać tych sekund. Przesuwał palcami po moim policzku, mówiąc o jego mamie
raz jeszcze próbującej przygotować indyka w tym roku. Byłam niechętnym
uczestnikiem wielu przygód gotowania jego mamy, więc nie zazdrościłam mu. Kiedy
przyznałam, że wciąż czuję surowe nadzienie, założył moje włosy za ucho. A gdy mówił o tym, że chce
zrobić piernikowy domek jak wrócimy do domu – i powiedział my –
przeciągnął palcami po moim nagim ramieniu, wywołując we mnie serię gęsiej
skórki.
Kyler wstał, wyciągając rękę. Nie miałam pojęcia
ile minęło czasu, kiedy to zrobił. – Pora na trochę aktywności fizycznej, jaką
obiecałem.
Przez chwilę całkowicie zapomniałam, że byłam
naga pod kocem. Teraz już pamiętałam. Przełknęłam ciężko ślinę. Miałam dobre
pojęcie tego, czym była ta fizyczna aktywność. Nagle rozwinęły się nerwy i nie
mogłam znaleźć wystarczająco powietrza do oddychania. Zamknęłam się. Tak mocno
go pragnęłam. Zawsze go pragnęłam, ale nie miałam pojęcia, co mam zrobić. Co
jeśli zrobię coś nie tak? Co jeśli poczuje to samo, co Nate po wszystkim?
Ale
ufałam Kylerowi, a to robiło wielką różnicę.
Przyciskając koc do piersi, podałam mu wolną
dłoń. Splótł ze mną palce i podniósł mnie na nogi z zadziwiającą łatwością.
Objął mnie ramieniem w talii. Z łagodnym uśmiechem pochylił się i przycisnął
czoło do mojego.
- Pamiętasz naszą studniówkę?
– spytał. Zacisnął rękę, ale nie przyciągnął mnie bliżej. Zamrugałam na te
nieoczekiwanie pytanie. – Tak.
- Obiecałem ci taniec. –
Przymknął powieki, rozkładając palce na moich plecach. – Nie dotrzymałem tej
obietnicy.
Kręcąc
lekko głową, podniosłam na niego wzrok. – Kyler…
Otworzył
oczy. – Nie zatańczyliśmy. Byłem palantem.
Zaczęło walić mi serce na te wspomnienie. Poszłam
na studniówkę z Natem, ale Kyler obiecał mi taniec. Choć było to niestosowne,
spędziłam większość balu nie mogąc się doczekać tego jedynego tańca zamiast
skupiać uwagę na Nacie, lecz Kyler wyszedł z Betty Holland. Mieli załatwiony
pokój hotelowy. Podsłuchałam jak mówiła o tym przyjaciółkom w łazience.
Znowu potrząsnęłam głową, nie mając słów. Nie
mogłam uwierzyć, że o tym pamiętał.
- Więc teraz to odrabiam. – Wyprostował się,
zaszczycając mnie jednym z pełnych uśmiechów. – Nie mamy muzyki, ale myślę, że
sobie poradzimy.
Łzy paliły mnie w tył gardła i pochyliłam głowę. Biorąc
głęboki wdech, skinęłam głową. – Poradzimy sobie.
-
Dobrze – powiedział, głosem bardziej zachrypłym niż normalnie.
Kyler podniósł mnie tak, że postawiłam nagie
stopy na jego i roześmiałam się z tego. W odpowiedzi pogłębiły się jego dołeczki
i przyciągnął mnie do siebie. Moja ręka tkwiła między nami, trzymając koc, ale
nasze nogi przyciskały się do siebie. Nucąc pod nosem, powoli kołysał się,
poruszając w małych kółkach. Nie rozpoznawałam piosenki, ale śpiewny dźwięk i
głębokie wibracje skłoniły moje oczy do zamknięcia.
Kładąc policzek na jego torsie, uśmiechnęłam się
gdy tańczyliśmy. W ciągu kilku chwil zapomniałam że miałam na sobie tylko koc,
że jedyną muzyką poza jego nuceniem był wiatr na zewnątrz i że nie byliśmy w
jakiejś przesadnie wspaniałej sali balowej. To – bycie w ramionach Kylera –
było oszałamiająco doskonałe. Nie można było inaczej tego opisać. Moje serce
urosło do punktu, gdzie myślałam, że wybuchnie w ckliwym bałaganie. Robił ze
mnie ogromną piankę, zamieniając moje wnętrzności w paćkowatą masę.
Ten
taniec był lepszy niż jakikolwiek taniec na studniówce.
Unosząc głowę, otworzyłam oczy i mój wzrok od
razu zawiesił się na jego. Jego oczy były niemal czarne i stały się moim całym
światem.
Kyler schylił brodę i najdelikatniejszy dotyk
jego ust na moich posłał dreszcz wzdłuż moich żył. Wyszeptał moje imię, a to
mną zagrzmiało. Jedna ręka przesunęła się po moich plecach i zacisnęła się w
moich włosach. Przejął kontrolę, przygryzając moje wargi, aż otworzyłam się dla
niego i pocałunek pogłębił się, zamierając oddech w moim gardle. Całował mnie,
dopóki nie czułam się, jakbym wypiła za dużo, dopóki nie przepływał przeze mnie
żar i pływałam w surowych uczuciach.
- Pragnę cię – powiedział szorstko, muskając moje
usta. – Pragnę cię tak mocno, że czuję tego smak. Powiedz mi, że chcesz tego
samego.
Wstrząsnął mną dreszcz. Byłam usidlona jego
rozgrzanym spojrzeniem. Byłam pewna, że dałam jasno do zrozumienia, czego chcę,
ale tylko jedno słowo wyszło z moich ust.
–
Tak.
- Powiedz to. – Raz jeszcze
mnie pocałował, związując moje wnętrzności w cudowne więzły. – Powiedz mi,
kochanie.
- Pragnę cię –
powiedziałam, czując w głowie zawroty. – Pragnę cię, Kyler. Tylko ciebie.
Z głębokim dźwiękiem, który sprawił, że
zadrżałam, podniósł mnie ze swoich nóg, po czym rozluźnił mój uchwyt na kocu.
Zsunął się, opadając na podłogę w miękkiej ciszy. Wlał się we mnie płynny
ogień, jak zlustrował mnie jego wzrok.
- Cholera – warknął, ściągając swój sweter,
rzucając go w jakimś kierunku. Miejmy nadzieję, że nie do kominka, ale w tamtej
chwili nie sądzę, że któreś z nas by to zauważyło.
Utkwiłam spojrzenie na jego brzuchu. Zamiast
sześciopaku miał ośmiopak. Boże. Chciałam wziąć oddech, wciągnąć brzuch, bo
stanie nago obok kogoś kto był uosobieniem sprawności fizycznej było trochę
wytrącające z równowagi, ale wtem chwycił moje ramiona. Mocno przyciągnął mnie
do siebie, dociskając razem nasze klatki piersiowe. Ten kontakt usmażył moje
zmysły.
Znowu nakrywając moje usta, całował mnie,
zaczynając się poruszać. Ponownie tańczyliśmy. Jedna ręka na moim karku, druga
na plecach i nie przestawał mnie całować, gdy poruszaliśmy się do rytmu naszych
serc i wiatru. Przeciągnął ręką po krągłości mojego tyłka i wciągnęłam
powietrze w jego ustach.
Poczułam jak jego wargi unoszą się w uśmiechu,
jak przesunęły się po mojej brodzie. Odchylił moją głowę, odsłaniając gardło.
Pocałunki, którymi obcałowywał moją szyję tak bardzo oszałamiały mnie
oczekiwaniem, że jęknęłam. Nie zdałam sobie sprawy, że mną obrócił, dopóki moje
stopy nie dotknęły koca.
Wbiłam palce w napiętą skórę jego boków, gdy
obniżył mnie na koce, jego ciało prawie, ale nie całkiem, zasłaniało moje.
Wciągnęłam przeszywający wdech, przeciągając dłońmi po twardych mięśniach jego
brzucha. Mrowiły mnie palce, a całe ciało wydawało się zbyt naprężone w cudowny
sposób. Wkradły się stare niepewności, grożąc podniecającej rozkoszy, którą
stworzył, jak sięgnął do tylnej kieszeni i wyciągnął kilka paczek foliowych.
Napięłam się pod nim.
Jego uśmiech był zażenowany. – Tym razem jestem
przygotowany.
- Widzę – wychrypiałam ze skręcającym się
żołądkiem. Jak mogłam czuć się tak dobrze i nerwowo jednocześnie? Niemożliwym
wydawało się czuć aż tyle.
Kyler wpatrywał się we mnie, ocierając się o mnie
torsem. – Nie musimy tego robić,
Syd.
- Nie. – Chwyciłam się jego ramion. – Chcę tego…
chcę ciebie.
- Czuję ulgę, słysząc to, bo ja… - urwał, lekko
potrząsając głową i pocałował mnie w zagłębienie szyi. – Musisz się odprężyć.
Pozwól, że pomogę ci się zrelaksować.
Zanim mogłabym odpowiedzieć, pochłonął mnie w
pocałunku tak miękkim, tak delikatnym, że łzy wypełniły mi oczy. Nie
wiedziałam, że mogę być tak całowana. Że pocałunki mogą być tak rozdzierająco
idealne, że mogły roztrzaskać cię na wieczność. Moje mięśnie rozluźniły się i
położyłam rękę na sznurkach jego spodni.
Kyler jęknął, a jego ręce… cóż, jego ręce były
wszędzie, składając hołd moim krągłościom i wrażliwym obszarom.
Nie śpieszył się, wydając się zapamiętywać każdy
cal mojego ciała. Nie wiedziałam w jaki sposób potrafił iść tak wolno. Paliłam
się od wewnątrz z pożądania. Byłam tak gotowa, że kiedy jego palce musnęły mnie
między nogami, moje całe ciało lgnęło do dotyku, wyginając się i obolewając.
- Szlag, kochanie, sprawiasz, że tak strasznie
trudno jest pozostać w kontroli. – Jego ciało zadrżało, gdy wsunęłam palce do
jego dresów. – Cholernie trudno.
Nie chciałam, żeby pozostał w kontroli.
Jego oddech przyśpieszył, kiedy zsunęłam jego
spodnie. Pod spodem był totalnie komando i z jakiegoś powodu uważałam to za
piekielnie seksowne. Usiadł, ściągając spodnie, po czym jego usta podążyły na
dół, idąc za drogą jego rąk. Każde muśnięcie jego warg, otarcie języka czy
maleńkie ugryzienie miało uczucie jakby Kyler piętnował się na mnie.
Zacisnęłam palce na jego włosach, gdy zanurzył
język w moim pępku. Wydawałam stłumiony dźwięk, a on zniżył się dalej, całując
mnie w najwrażliwszym miejscu. Nie zajęło dużo czasu, jak wierciłam się pod
nim, krzycząc, gdy ocierał się, przygryzał i lizał. Wyciągnął ze mnie każdy
oddech i jęk. Rozpadłam się, moje ciało wyginało się, a serce szybko biło.
Wstrząsały mną jeszcze
dreszcze, gdy usiadł, łapiąc paczkę foliową. Nie zorientowałam się, że założył
prezerwatywę, dopóki jego ciało nie nakryło mojego – tors do torsu, biodra do
bioder. Spodziewałam się, że mnie obróci – tak jak powiedział, że to lubi – ale
nie zrobił tego. Ustawił się pomiędzy moimi nogami i czułam jaki jest twardy i gotowy.
- Jesteś pewna, kochanie? – zapytał głosem
głębokim, zachrypniętym i cholernie seksownym. – Możemy tutaj się zatrzymać.
- Jestem pewna. – Położyłam dłonie na jego
biodrach i zahaczyłam nogą o jego, przybliżając nas. – Proszę, Kyler. Chcę
tego. Proszę.
Kyler
Te jedno słowo złamało mnie.
Proszę.
Jakby musiała błagać mnie, żeby to zrobić, kiedy
nie mogłem się doczekać, żeby w nią wejść? To ja powinienem ją błagać.
Sięgnąłem w dół,
oderwałem jej drżącą dłoń od miejsca, gdzie leżała nad moim sercem i
pocałowałem jej wnętrze. Sposób w jakim jej ciało zadrżało sprawił, że niemal
od razu doszedłem. Podniosłem wzrok, spotykając jej. Napięcie chwyciło moją
klatkę piersiową. Jej oczy były tak niebieskie, że wydawały się prawie
nierealne.
Uderzyło we mnie pożądanie, potężne i szerzące
się. Takie, którego nigdy wcześniej nie czułem. Moje ciało żądało, żebym pchnął
w nią, całkowicie się w niej zatracił. Gorąco pragnąłem, żeby to zrobić,
pochłonąć się przypływem przyjemności, który nadchodził, ale zmusiłem
się do spowolnienia tempa. Ona zrobiła to tylko raz i nie chciałem jej zranić.
Nie chciałem, żeby był choć jeden moment, który nie będzie dla niej cudownie
doskonały.
Wsuwając rękę pod jej szczupłe biodro, uniosłem
ją tak, że ustawiłem się w jej wejściu. Moje serce zatrzymało się na chwilę, po
czym przyśpieszyło. Uwolniła rękę i objęła mój policzek.
Byłem pieprzenie stracony.
Łapiąc jej wargi, wsunąłem język do jej ciepłych
zakamarków, gdy powoli w nią wszedłem, i jasna cholera, czułem każdy cal w
każdym zakończeniu nerwowym. Wspaniale. Wsuwanie się w nią czułem jak pierwszy
raz. I w jakiś sposób to był pierwszy raz. Nigdy wcześniej tak tego nie robiłem
– twarzą w twarz. Znowu byłem jak cholerny prawiczek. Nawet nie sądziłem, że to
może być możliwe, ale było. Moje ciało trzęsło się z wysiłku, jakiego
potrzebowałem na powstrzymanie się od zagłębienia się w niej i od uczucia,
emocji kryjącej się za tym wszystkim. Odrywając od niej usta, wsunąłem się
głębiej. Była tak niesamowicie ciasna. Każdy zyskany centymetr był pieprzenie
pięknym cudem. Minęła wieczność i byłem cały zagłębiony i całkowicie przez nią otoczony. Obezwładniony.
Dopełniony. Poruszyłem biodrami i jęknąłem, kiedy przedarło się przeze mnie
przenikliwe uczucie.
Zajęczała
i zamarłem, tak jak i moje serce. – Sprawiam ci ból?
- Nie – szepnęła, jej oczy były jasne i szerokie.
– Po prostu jesteś… - Słodki rumieniec pokrył jej policzki i cholera, te
uczucia. – Jesteś wielki, a ja nie…
Powstrzymałem uśmiech i przypływ głupiej dumy. –
Wiem. – Przesunąłem kciukiem po jej szczęce. – Zajmie ci kilka chwil
przyzwyczajenie się.
Skinęła głową i uśmiechnęła się, ale barwa jej
oczu była zbyt wyraźna, zbyt ostra. Była wilgotna i ciepła, ale jej ciało było
sztywne. Cholera. Nie podobało jej się. Nie tak jak mnie.
Decydując się, żeby to naprawić, nie odrywając od
niej bioder, pochyliłem głowę, całując ją delikatnie. Syd odwzajemniła
pocałunek, ale czułem jak drży pode mną. Powstrzymałem się od przekleństwa,
wiedząc, że powinienem był być jeszcze wolniejszy.
Wsunąłem między nas rękę, przesuwając ją po
kruchej linii jej obojczyka, potem po kształcie jej piersi. Objąłem ją,
muskając kciukiem czubek. Jej sutek stwardniał, a to był dobry znak. Jej
reakcja natychmiast podniosła moje tętno.
Pogłębiając pocałunek, pozostałem nieruchomo
wewnątrz niej, pozwalając jej wziąć kolejny krok. I tak zrobiła. Jej biodra drgnęły,
najpierw był to tylko maleńki ruch, ale poczułem to jak wstrząs. Obniżając
głowę, wziąłem do ust różowy czubek i possałem. Znowu poruszyła biodrami i
uniosłem głowę, zaciskając zęby. Wsunęła palce do moich włosów, gdy jej oczy
zamgliły się i oplotła mnie nogą z cichym pragnieniem. Raz jeszcze uniosła
biodra i wypuściłem szybki oddech. Syd jęknęła, a we mnie zagotowała się krew.
Teraz był to cholernie świetny znak, ale musiałem
się upewnić. – Wszystko w porządku? – zapytałem, ledwo co rozpoznając własny
głos.
Objęła
mnie za szyję. – Tak. Jest… jest lepiej.
- Lepiej? – Moje usta
zadrgały w półuśmiechu. – Możemy być lepsi niż „lepiej”.
- Możemy? – Brzmiała na
zdyszaną.
- Mhm – mruknąłem,
przebiegając ręką po jej udzie i przesunąłem jej drugą nogę na moje biodro. Jej
zadowolone sapnięcie było tym, czego potrzebowałem usłyszeć. – Co ty na to? –
Pocałowałem ją, powoli wysuwając się, po czym wsunąłem się z powrotem.
Zadrżała, gdy wyszedłem w połowie. – A to? – zapytałem.
Jej oczy były tylko w połowie otwarte. – To… to
jest dobre. To jest… och… - Zamknęła oczy i podniosła biodra, przyjmując resztę
cali. – Och, wow.
- Tak – burknąłem. – Wow.
Syd zrobiła to jeszcze raz i walnąłem ręką w
poduszkę obok jej głowy. Pozwoliłem jej ustawić tempo i dobry Boże, kiedy już
się połapała, objęła mnie w biodrach tymi cholernymi nogami, a mój opór
zniknął. Wbijałem się w nią głęboko, nie przerywając tempa. Jej ciche jęki
wzmagały się jak intensywność i tempo stawały się rozpalone. Poruszałem się
szybciej, przyciskając do niej biodra i unosząc się, dostając się głęboko. Jej
ruchy stały się rozgorączkowane, a ja miałem pusty umysł, byłem nią pochłonięty
jak wykrzyknęła moje imię a jej ciało skurczyło się wokół mojego w ciasnych,
zmysłowych falach. Nie mogłem się powstrzymywać. Już nie. Z dwoma pchnięciami
schowałem głowę w jej ramieniu, wbijając się w nią, kiedy doszedłem.
Gdy drżałem w niej, nareszcie to pojąłem. Do
diabła. W tej chwili pojąłem, co było przez ten cały czas dla mnie nieuchwytne.
Seks liczył się – cholera jasna, liczył się – kiedy był z osobą, która
coś znaczyła.
Liczył się z Sydney.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz