sobota, 15 marca 2014

Rozdział 10

Sydney

Za niedługo stracimy prąd. Wiatr szaleje na zewnątrz, waląc w dom i linie wysokiego napięcia. Czemu nikt nie pomyślał o umieszczeniu tych linii pod ziemią, było dla mnie nie do pojęcia.

Światła migotały przez cały wieczór. Około dziewiątej śnieg spadał tak szybko i grubo, że nic nie widziałam za oknami. Biały puch spowijał gałęzie sosen, obciążając je. Poszłam do łóżka kilka godzin temu, ale nie mogłam zasnąć. Mój umysł kręcił się wokół wszystkiego – mnie molestującej Kylera, zabójczego skutera i jak długo będziemy tutaj tkwić. Wiatr nie pomagał. Brzmiało jakby dom miał zaraz zawalić się na mnie.

Sfrustrowana, odwróciłam się od okna i docisnęłam do siebie koc, który zarzuciłam na ramiona. Wyszłam cicho na korytarz, nie chcąc obudzić Kylera.

Doszłam do połowy korytarza, kiedy usłyszałam skrzypnięcie otwieranych drzwi. – Syd?

Wzdychając, obróciłam się i niemal zaczęłam się ślinić. Kyler stał w progu sypialni, w samych spodniach od piżamy. Jego brzuch… czemu jego brzuch musi tak wyglądać? Cały wyrzeźbiony, twardy i w ogóle…

-  Syd? – Wyszedł, zamykając za sobą drzwi. – Wszystko w porządku?

-  Nie jest ci zimno? – Tak jakby chciałam walnąć się w twarz za powiedzenie tego.

Uśmiechnął się szeroko. – Nie było, dopóki nie wyszedłem z łóżka.

-       Racja. – Przesunęłam się, czując jak idiotka. – Przepraszam. Nie chciałam cię obudzić.

-       To nic. – Podszedł do mnie, cały stuprocentowo męski, a ja go za to trochę nienawidziłam. – Nie możesz zasnąć?

Pokręciłam głową, powstrzymując ziewnięcie. – Wiatr brzmi jakby rozrywał cały…

Przerwał mi głośny trzask, sprawiając, że podskoczyłam. Z okna na końcu korytarza niebo zapaliło się snopem iskier, a potem dom dudnił przez kilka sekund. W górze światło korytarza zamigotało kilka razy, po czym zgasło, pogrążając go w całkowitej ciemności.

- Cholera – odezwał się Kyler i poczułam jego rękę na plecach. – Chyba właśnie poszedł prąd. Zapasowy generator powinien się włączyć.

Zamrugałam, próbując przyzwyczaić oczy, ale widziałam tylko jego sylwetkę. Światła nie wróciły, ale słyszałam coś włączającego się, jak niskie brzęczenie. Powietrze dmuchało z wentylacji w korytarzu, już bez wcześniejszego prądu i nie hamowało zimna wkradającego się do domu.

Znowu zaklął. – Zostań tutaj.

- Na pewno się nie ruszę.

Słyszałam, jak podszedł do okna. – Potrójna cholera. Jedna z sosen opadła, uderzając w linie prądu. – Odwrócił się, spoważniały. – Generator będzie działał tylko w trybie awaryjnym – minimalne ciepło, wystarczające, żeby rury nie pozamarzały i lodówka – takie rzeczy. – Znowu stał przede mną, jego ciepły oddech owiał moje czoło. – Wróć do sypialni, ja sprawdzę dół i upewnię się, że wszystko jest okej.

- Okej. – Zdenerwowana, zacieśniłam uchwyt na kocu. Moje serce szybko biło. – Czy… czy musisz iść?

Raz jeszcze położył rękę na moich plecach. – Wrócę za kilka minut.

- Przepraszam, ale myślę tylko o tych wszystkich ludziach, którzy zostali unieruchomieni w śniegu i musieli jeść się nawzajem.

Kyler roześmiał się głęboko. – Kochanie, to było w osiemnastym wieku czy coś. Nic nam nie będzie. Zaraz wrócę.

- Nie będziesz tak mówił, kiedy zacznę żuć twoją nogę jak zombie. – Ale położyłam rękę na ścianie, używając jej jako przewodnika do pokoju, kiedy on przesuwał się w ciemności jak cholerny kot.

Już wewnątrz sypialni, pognałam do okna. Śnieg padał w podmuchach, ale pokrywał wszystko, sprawiając, że cała ziemia błyszczała w ciemnym świetle księżyca w moich oczach przyzwyczajonych do ciemności. Olbrzymia sosna złamała się w pół, czarna sylwetka leżała na śniegu. Zadrżałam. Bycie unieruchomioną było wystarczająco złe, ale posiadanie tylko zapasowego prądu, kiedy śnieżyca stulecia dopiero co się rozkręcała? Bóg chyba właśnie nas pokonał.

Wróciłam do łóżka i położyłam się pod kołdrą, podsuwając ją pod samą brodę. Leżałam na boku, patrząc na drzwi. Kiedy kilka minut później usłyszałam jego kroki, napięłam się.

Niósł świecę, a jej łagodny blask rzucał cienie na jego kości policzkowe. Kładąc ją na stoliku nocnym, usiadł obok mnie. – Przepraszam za to.

-  Dlaczego przepraszasz?

-       Przyjeżdżanie tutaj co roku jest moim pomysłem. Mogłabyś być w domu, ale teraz tkwisz tutaj, martwiąc się, że zaczniemy siebie jeść.

Roześmiałam się cicho. – Tak naprawdę nie myślę, że zaczniemy siebie jeść.

-       Cóż, mam nadzieję, że jeśli to zrobisz, to nie zaczniesz od mojej twarzy. Mówią mi, że to mój najcenniejszy atut. – Słyszałam uśmiech w jego głosie, a to wywołało uśmiech u mnie. – Ale będzie zimno, Syd.

-  Wiem, ale to nie jest twoja wina. Lubię tutaj przyjeżdżać.

Milczał przez chwilę. – Wiesz, nigdy nie rozumiałem dlaczego. Nawet nie lubisz jeździć na nartach ani niczego takiego.

Przygryzłam dolną wargę. – Lubię spędzać czas z tobą… ze wszystkimi. – Rozgrzały się moje policzki. – Po prostu lubię to robić ze wszystkimi.

Kyler wyciągnął rękę i w niewyraźnym świetle odnalazł kosmyk włosów na moim policzku i założył go za ucho. – Cieszę się, że przyjechałaś.

Ociepliłam się na różne sposoby, słysząc to. – Tylko dlatego, że byłbyś teraz samotny.

Zaśmiał się głęboko, po czym rzucił spojrzenie na okno, gdy krzyknął wiatr. – Nie, to nie jedyny powód.

Teraz moje serce robiło pajacyki.

Kyler uniósł brzeg koca. – Przesuń się.

Rozszerzyłam oczy. – Co?

-       Będzie tutaj zimno i wiem, że nie śpisz przez wiatr. Zostanę z tobą, aż zaśniesz – urwał. – Poza tym bez koszulki, to teraz zamarzam.

-       Dobrze – wyjąkałam jak idiotka, przesuwając się. Potem obróciłam się na drugi bok, ponieważ byłam pewna, że nie zdołam patrzeć na niego w łóżku.

Wsunął się pod kołdrę, a chociaż kilka centymetrów dzieliło nasze ciała, to go czułam. Totalnie dziwne, ale moje plecy rozgrzały się i chęć, żeby się cofnąć i naprawdę go poczuć była trudna do zignorowania.

-       Nie masz temu nic przeciwko? – Jego głos brzmiał jakby był tuż przy moim uchu. – Chyba powinienem był zapytać zanim kazałem ci się przesunąć, co?

-  Nie – wyszeptałam. – Nie mam nic przeciwko.

-       Dobrze. – Ułożył się na boku i wiedziałam, że na mnie patrzył. Łyżeczkowaliśmy! Ale nie dotykaliśmy się, więc to się chyba nie liczy. – Bo sądzę, że te łóżko jest o wiele bardziej wygodniejsze od mojego, a ja tak jakby nie chcę wychodzić.

Naprawdę nie chciałam, żeby wychodził. To było dla mnie jak raj. Zamknęłam oczy, napawając się jego bliskością, jakby był moim osobistym słońcem.

-  Pamiętasz jak to robiliśmy, kiedy byliśmy dziećmi? – zapytał.

-       Tak, pamiętam. – Ale teraz było o wiele inaczej. Wtedy to było takie niewinne, a my byliśmy tylko dwójką dzieciaków dobrze bawiącym się podczas nocowania u siebie. Zanim chciałam rzucić się na niego i zrobić z nim wszystkie nieprzyzwoite rzeczy.

I teraz myślałam o tych nieprzyzwoitych rzeczach, takich jak obrócenie się i przyciśnięcie do niego, kładąc usta na jego. Dotknięciu go. Rozebraniu się do naga.

Poważnie musiałam przestać myśleć o takich rzeczach.

-  Syd?

-  Tak?

Chwila ciszy. – Obiecuję, że tym razem nie zabiorę kołdry.

Uśmiechnęłam się, nawet gdy ścisnęło mnie w klatce piersiowej. – Trzymam cię za słowo.




*




Nie wiem jak zasnęłam z obiektem mojego pożądania śpiącym obok mnie, ale musiałam, ponieważ mogłam stwierdzić, że minęło kilka godzin, gdy obudził mnie gwałtowny wiatr. Zaczęłam siadać, ale nie mogłam się ruszyć. Kiedy dotarło do mojej świadomości to, co mnie przytrzymywało, otworzyłam oczy, a powietrze opuściło moje płuca.

Ramię Kylera owijało się wokół mojej talii, ale więcej niż to, jego całe ciało było do mnie przytulone. Każdy głęboki, równy oddech, który brał przesuwał się przeze mnie. Jego ciepły oddech tańczył na moim karku, posyłając dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa. Nie było mowy, żebym spała obok niego, kiedy mnie łyżeczkował – tym razem naprawdę. Wątpiłam, żeby nawet zakonnica miała taką siłę charakteru. Odsunęłam się, tworząc pomiędzy nami parę centymetrów przestrzeni, zanim ramię na mojej talii mnie powstrzymało.

Wstrzymałam wdech.

Kyler przyciągnął mnie do siebie, przyciskając moje plecy do jego przodu i – święte śnieżne króliczki – był podniecony. Czułam go przez nasze piżamy, długiego i grubego, przyciskającego się do mojego tyłka.

Moje ciało od razu zareagowało, przechodząc z sennego na hej tam w parę sekund. Nie miało znaczenia, że powstrzymywałam moje ciało czy nie miałam pojęcia co z tym wszystkim zrobić. Ciepło zalało moje żyły, a ból uderzył mnie we wnętrze.

To w ogóle nie było tak, kiedy nocowaliśmy ze sobą jako dzieci.

- Kyler?

Wymamrotał coś i zdołał przysunąć się bliżej, jego broda odnalazła drogę do wrażliwego miejsca między moją szyją, a ramieniem. Poczułam gęsią skórkę. Chyba mogłam przestać oddychać. Ramię na mojej talii przesunęło się, a jego ręka przesunęła się po moim brzuchu. Ten ruch podniósł moją koszulkę, ukazując przyzwoity kawałek skóry. Serce obijało się o żebra, zagryzałam wargę, aż posmakowałam krwi.

Palce Kylera musnęły moją nagą skórę, powodując, że drgnęłam gwałtownie. Głęboki, seksowny dźwięk wydobył się z niego i poruszył biodrami do przodu, przyciskając je do mnie, jak rozpostarł palce, wsuwając je pod luźny pasek mojej pidżamy. Nigdy nie będąc wielką fanką noszenia bielizny w łóżku, byłam naga pod spodenkami, a jego palce były tak bardzo blisko.

Musiałam śnić, ponieważ to nie mogło się dziać i nigdy nie chciałam się budzić.

Jego ciepłe usta musnęły moją szyję. Najpierw myślałam, że było to przypadkiem, a wtedy przycisnął wargi do mojego pulsu, kładąc tam gorący pocałunek. Te maleńkie pocałunki wciąż nadchodziły, podróżując w dół mojego gardła. Poruszyłam się nieświadomie, odsłaniając więcej szyi, wyginając się do niego, a jego biodra drgnęły w wolnym, zmysłowym pchnięciu, które wywołało w mojej głowie wirowanie. Jeżeli do tego był zdolny w półśnie, to nie potrafiłam sobie wyobrazić co mógł zrobić, gdy był w pełni wybudzony.

Prawdopodobnie byłabym zmienioną kobietą.

Potem jego dłoń posunęła się niżej, muskając moje centrum i tamtejszy węzeł nerwów. Ostre, wspaniałe uczucie pulsowało, pozbawiając mnie umiejętności ukształtowania spójnych myśli czy zorientowania się z tego, co się działo. Moje ciało przeszło na autopilota, wyłączając mój mózg. Odchyliłam się, rozsuwając nogi, gdy jego palce dotknęły mojego najwrażliwszego miejsca. Wydawało się to dla niego takie łatwe, wiedział co robić. Palec rozdzielił wilgoć między moimi nogami, poruszając się wolno i głęboko. Do środka. Na zewnątrz. O Boże. Całe moje ciało pulsowało. Oczy były szeroko otwarte, ale tak naprawdę nic nie widziałam. Starałam się być cicho, ale wymknął mi się gardłowy jęk.

Cudowna ręka znieruchomiała, a klatka piersiowa za moimi plecami gwałtownie się podniosła. – Syd?

- Tak? – Nie ruszyłam się.

Kyler od razu się odsunął, a łóżko się zapadło, gdy wystrzelił na nogi.

Cholera jasna, nigdy nie widziałam by ktoś tak szybko się poruszał. Obróciłam się na bok i zaczęłam wstawać, ale wyraz jego twarzy mnie zatrzymał.

- Cholera. Tak bardzo przepraszam. – Jego głos był szorstki – głęboki i mocny. – Spałem. Myślałem, że śnię… cholera.

Rozczarowanie tak szybko się powiększyło, że stłumiło pożądanie. On naprawdę spał – całkowicie. Nie był na wpół wybudzony, jakby to miało być o wiele lepsze, ale przynajmniej wtedy byłby na wpół świadomy tego, co robił.

Co ja sobie myślałam? Że obudził się w środku nocy i postanowił, że już dłużej nie może oprzeć się mnie i mojej seksowności? Zapewne śnił o Seksownej Sashy.

- Powiedz coś, Sydney, proszę.

Przez niepokój w jego głosie zdałam sobie sprawę, jaka byłam głupia – jak wciąż byłam głupia. Zamknęłam oczy. – To nic. Żadna wielka sprawa. Wszystko w porządku.

Nie było odpowiedzi, a po kilku chwilach otworzyłam oczy, rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu Kylera. Był pusty. Byłam sama z gwałtownym wiatrem.






Kyler

Niech to wszystko szlag, nie było słów na to, co właśnie zrobiłem.

Nie mogłem w to uwierzyć.

Moje serce rzucało się na żebra, gdy zamknąłem drzwi mojej sypialni i cofnąłem się. Usiadłem na łóżku, ale to było bardziej jak opadnięcie, bo moje nogi były słabe.

To nie było nic. To była wielka sprawa. I nie było wszystko w porządku.

Byłem twardy i pulsujący, a równocześnie było mi niedobrze. Jak mogłem zrobić coś takiego we śnie? Była na to łatwa odpowiedź, ale jednak. Śniłem o niej – o Sydney. Po wczorajszym zobaczeniu jej w biustonoszu i majtkach, i po zeszłej nocy, nic dziwnego, że występowała w moich snach porno. Cholera. To nie był pierwszy raz, kiedy miałem o niej takie sny, ale żeby postępować według nich?

Miałem na niej ręce i palce w niej – w Syd.

- O cholera.

Co gdybym się nie obudził? Jak daleko by to zaszło? Była nietykalna dla osobników mojego pokroju.

Zacząłem wstawać, żeby pójść do niej i jeszcze raz przeprosić, ale zmusiłem się do nie ruszania z miejsca, bo kiedy szok ustąpił, przypomniałem sobie co obudziło mnie z jednego z najlepszych snów jakie miałem od dłuższego czasu, który okazał się nie być snem.

Syd wydała dźwięk.

A ten dźwięk nie brzmiał jak strach czy zdegustowanie. Każda komórka w moim ciele rozpoznawała ten ochrypły, niski jęk. Podobało jej się to. Jeszcze lepiej, Syd wyglądała jakby nie spała od jakiegoś czasu. Musiała wiedzieć co robiłem i nie powstrzymała mnie.

Cholera jasna, nie powstrzymała mnie.

Nie tylko mnie nie powstrzymała, była mokra. I o rany, wiedziałem, co to znaczyło. Ale po raz pierwszy w życiu, nie miałem pojęcia co z tym zrobić. Mój mózg nie potrafił tego pojąć, chociaż ciało dokładnie wiedziało co robić.

Kładąc się na plecach, jęknąłem, a ten dźwięk odbił się echem po pokoju. Wpatrywałem się w sufit, wiedząc, że prawdopodobnie wypuszczę skrzydła i cholernie polecę niż dziś złapię jakiś sen. Zwłaszcza, kiedy niemal cholernie każda część mnie chciała wrócić do jej łóżka i zacząć dokładnie od tego, gdzie przerwałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz