Sydney
Za niedługo stracimy prąd. Wiatr szaleje na
zewnątrz, waląc w dom i linie wysokiego napięcia. Czemu nikt nie pomyślał o
umieszczeniu tych linii pod ziemią, było dla mnie nie do pojęcia.
Światła migotały przez cały wieczór. Około
dziewiątej śnieg spadał tak szybko i grubo, że nic nie widziałam za oknami.
Biały puch spowijał gałęzie sosen, obciążając je. Poszłam do łóżka kilka godzin
temu, ale nie mogłam zasnąć. Mój umysł kręcił się wokół wszystkiego – mnie
molestującej Kylera, zabójczego skutera i jak długo będziemy tutaj tkwić. Wiatr
nie pomagał. Brzmiało jakby dom miał zaraz zawalić się na mnie.
Sfrustrowana, odwróciłam się od okna i docisnęłam
do siebie koc, który zarzuciłam na ramiona. Wyszłam cicho na korytarz, nie
chcąc obudzić Kylera.
Doszłam
do połowy korytarza, kiedy usłyszałam skrzypnięcie otwieranych drzwi. – Syd?
Wzdychając, obróciłam się i niemal zaczęłam się
ślinić. Kyler stał w progu sypialni, w samych spodniach od piżamy. Jego brzuch…
czemu jego brzuch musi tak wyglądać? Cały wyrzeźbiony, twardy i w ogóle…
- Syd? – Wyszedł, zamykając
za sobą drzwi. – Wszystko w porządku?
- Nie jest ci zimno? – Tak
jakby chciałam walnąć się w twarz za powiedzenie tego.
Uśmiechnął
się szeroko. – Nie było, dopóki nie wyszedłem z łóżka.
- Racja. – Przesunęłam się,
czując jak idiotka. – Przepraszam. Nie chciałam cię obudzić.
- To nic. – Podszedł do
mnie, cały stuprocentowo męski, a ja go za to trochę nienawidziłam. – Nie
możesz zasnąć?
Pokręciłam
głową, powstrzymując ziewnięcie. – Wiatr brzmi jakby rozrywał cały…
Przerwał mi głośny trzask, sprawiając, że
podskoczyłam. Z okna na końcu korytarza niebo zapaliło się snopem iskier, a
potem dom dudnił przez kilka sekund. W górze światło korytarza zamigotało kilka razy, po czym zgasło, pogrążając go
w całkowitej ciemności.
- Cholera – odezwał się Kyler i poczułam jego
rękę na plecach. – Chyba właśnie poszedł prąd. Zapasowy generator powinien się
włączyć.
Zamrugałam, próbując przyzwyczaić oczy, ale
widziałam tylko jego sylwetkę. Światła nie wróciły, ale słyszałam coś
włączającego się, jak niskie brzęczenie. Powietrze dmuchało z wentylacji w
korytarzu, już bez wcześniejszego prądu i nie hamowało zimna wkradającego się
do domu.
Znowu zaklął. – Zostań tutaj.
- Na pewno się nie ruszę.
Słyszałam, jak podszedł do okna. – Potrójna
cholera. Jedna z sosen opadła, uderzając w linie prądu. – Odwrócił się,
spoważniały. – Generator będzie działał tylko w trybie awaryjnym – minimalne
ciepło, wystarczające, żeby rury nie pozamarzały i lodówka – takie rzeczy. –
Znowu stał przede mną, jego ciepły oddech owiał moje czoło. – Wróć do sypialni,
ja sprawdzę dół i upewnię się, że wszystko jest okej.
- Okej. – Zdenerwowana,
zacieśniłam uchwyt na kocu. Moje serce szybko biło. – Czy… czy musisz iść?
Raz jeszcze położył rękę na moich plecach. –
Wrócę za kilka minut.
- Przepraszam, ale myślę tylko o tych wszystkich
ludziach, którzy zostali unieruchomieni w śniegu i musieli jeść się nawzajem.
Kyler roześmiał się głęboko. – Kochanie, to było
w osiemnastym wieku czy coś. Nic nam nie będzie. Zaraz wrócę.
- Nie będziesz tak mówił,
kiedy zacznę żuć twoją nogę jak zombie. – Ale położyłam rękę na ścianie,
używając jej jako przewodnika do pokoju, kiedy on przesuwał się w ciemności jak
cholerny kot.
Już wewnątrz sypialni, pognałam do okna. Śnieg
padał w podmuchach, ale pokrywał wszystko, sprawiając, że cała ziemia
błyszczała w ciemnym świetle księżyca w moich oczach przyzwyczajonych do
ciemności. Olbrzymia sosna złamała się w pół, czarna sylwetka leżała na śniegu.
Zadrżałam. Bycie unieruchomioną było wystarczająco złe, ale posiadanie tylko
zapasowego prądu, kiedy śnieżyca stulecia dopiero co się rozkręcała? Bóg chyba
właśnie nas pokonał.
Wróciłam do łóżka i położyłam się pod kołdrą,
podsuwając ją pod samą brodę. Leżałam na boku, patrząc na drzwi. Kiedy kilka
minut później usłyszałam jego kroki, napięłam się.
Niósł świecę, a jej łagodny blask rzucał cienie
na jego kości policzkowe. Kładąc ją na stoliku nocnym, usiadł obok mnie. –
Przepraszam za to.
- Dlaczego przepraszasz?
- Przyjeżdżanie tutaj co
roku jest moim pomysłem. Mogłabyś być w domu, ale teraz tkwisz tutaj, martwiąc
się, że zaczniemy siebie jeść.
Roześmiałam
się cicho. – Tak naprawdę nie myślę, że zaczniemy siebie jeść.
- Cóż, mam nadzieję, że
jeśli to zrobisz, to nie zaczniesz od mojej twarzy. Mówią mi, że to mój
najcenniejszy atut. – Słyszałam uśmiech w jego głosie, a to wywołało uśmiech u
mnie. – Ale będzie zimno, Syd.
- Wiem, ale to nie jest
twoja wina. Lubię tutaj przyjeżdżać.
Milczał przez chwilę. – Wiesz, nigdy nie
rozumiałem dlaczego. Nawet nie lubisz jeździć na nartach ani niczego takiego.
Przygryzłam dolną wargę. – Lubię spędzać czas z
tobą… ze wszystkimi. – Rozgrzały się moje policzki. – Po prostu lubię to robić
ze wszystkimi.
Kyler wyciągnął rękę i w niewyraźnym świetle
odnalazł kosmyk włosów na moim policzku i założył go za ucho. – Cieszę się, że
przyjechałaś.
Ociepliłam
się na różne sposoby, słysząc to. – Tylko dlatego, że byłbyś teraz samotny.
Zaśmiał się głęboko, po czym rzucił spojrzenie na
okno, gdy krzyknął wiatr. – Nie, to nie jedyny powód.
Teraz
moje serce robiło pajacyki.
Kyler
uniósł brzeg koca. – Przesuń się.
Rozszerzyłam
oczy. – Co?
- Będzie tutaj zimno i
wiem, że nie śpisz przez wiatr. Zostanę z tobą, aż zaśniesz – urwał. – Poza tym
bez koszulki, to teraz zamarzam.
- Dobrze – wyjąkałam jak
idiotka, przesuwając się. Potem obróciłam się na drugi bok, ponieważ byłam
pewna, że nie zdołam patrzeć na niego w łóżku.
Wsunął się pod kołdrę, a chociaż kilka
centymetrów dzieliło nasze ciała, to go czułam. Totalnie dziwne, ale moje plecy
rozgrzały się i chęć, żeby się cofnąć i naprawdę go poczuć była trudna
do zignorowania.
- Nie masz temu nic
przeciwko? – Jego głos brzmiał jakby był tuż przy moim uchu. – Chyba powinienem
był zapytać zanim kazałem ci się przesunąć, co?
- Nie – wyszeptałam. – Nie
mam nic przeciwko.
- Dobrze. – Ułożył się na
boku i wiedziałam, że na mnie patrzył. Łyżeczkowaliśmy! Ale nie dotykaliśmy
się, więc to się chyba nie liczy. – Bo sądzę, że te łóżko jest o wiele bardziej
wygodniejsze od mojego, a ja tak jakby nie chcę wychodzić.
Naprawdę nie chciałam, żeby wychodził. To było
dla mnie jak raj. Zamknęłam oczy, napawając się jego bliskością, jakby był moim
osobistym słońcem.
- Pamiętasz jak to
robiliśmy, kiedy byliśmy dziećmi? – zapytał.
- Tak, pamiętam. – Ale
teraz było o wiele inaczej. Wtedy to było takie niewinne, a my byliśmy
tylko dwójką dzieciaków dobrze bawiącym się podczas nocowania u siebie. Zanim
chciałam rzucić się na niego i zrobić z nim wszystkie nieprzyzwoite rzeczy.
I teraz myślałam o tych nieprzyzwoitych rzeczach,
takich jak obrócenie się i przyciśnięcie do niego, kładąc usta na jego.
Dotknięciu go. Rozebraniu się do naga.
Poważnie
musiałam przestać myśleć o takich rzeczach.
- Syd?
- Tak?
Chwila
ciszy. – Obiecuję, że tym razem nie zabiorę kołdry.
Uśmiechnęłam się, nawet gdy ścisnęło mnie w
klatce piersiowej. – Trzymam cię za słowo.
*
Nie wiem jak zasnęłam z obiektem mojego pożądania
śpiącym obok mnie, ale musiałam, ponieważ mogłam stwierdzić, że minęło kilka
godzin, gdy obudził mnie gwałtowny wiatr. Zaczęłam siadać, ale nie mogłam się
ruszyć. Kiedy dotarło do mojej świadomości
to, co mnie przytrzymywało, otworzyłam oczy, a powietrze opuściło moje płuca.
Ramię Kylera owijało się
wokół mojej talii, ale więcej niż to, jego całe ciało było do mnie przytulone.
Każdy głęboki, równy oddech, który brał przesuwał się przeze mnie. Jego ciepły
oddech tańczył na moim karku, posyłając dreszcze wzdłuż mojego kręgosłupa. Nie
było mowy, żebym spała obok niego, kiedy mnie łyżeczkował – tym razem naprawdę.
Wątpiłam, żeby nawet zakonnica miała taką siłę charakteru. Odsunęłam się,
tworząc pomiędzy nami parę centymetrów przestrzeni, zanim ramię na mojej talii
mnie powstrzymało.
Wstrzymałam wdech.
Kyler przyciągnął mnie do siebie, przyciskając
moje plecy do jego przodu i – święte śnieżne króliczki – był podniecony. Czułam
go przez nasze piżamy, długiego i grubego, przyciskającego się do mojego tyłka.
Moje ciało od razu
zareagowało, przechodząc z sennego na hej tam w parę sekund. Nie miało
znaczenia, że powstrzymywałam moje ciało czy nie miałam pojęcia co z tym
wszystkim zrobić. Ciepło zalało moje żyły, a ból uderzył mnie we wnętrze.
To w ogóle nie było tak, kiedy nocowaliśmy
ze sobą jako dzieci.
- Kyler?
Wymamrotał coś i zdołał przysunąć się bliżej,
jego broda odnalazła drogę do wrażliwego miejsca między moją szyją, a
ramieniem. Poczułam gęsią skórkę. Chyba mogłam przestać oddychać. Ramię na
mojej talii przesunęło się, a jego ręka przesunęła się po moim brzuchu. Ten
ruch podniósł moją koszulkę, ukazując przyzwoity kawałek skóry. Serce obijało
się o żebra, zagryzałam wargę, aż posmakowałam krwi.
Palce Kylera musnęły moją nagą skórę, powodując,
że drgnęłam gwałtownie. Głęboki, seksowny dźwięk wydobył się z niego i poruszył
biodrami do przodu, przyciskając je do mnie, jak rozpostarł palce, wsuwając je
pod luźny pasek mojej pidżamy. Nigdy nie będąc wielką fanką noszenia bielizny w
łóżku, byłam naga pod spodenkami, a jego palce były tak bardzo blisko.
Musiałam śnić, ponieważ to nie mogło się dziać i
nigdy nie chciałam się budzić.
Jego ciepłe usta musnęły moją szyję. Najpierw
myślałam, że było to przypadkiem, a wtedy przycisnął wargi do mojego pulsu,
kładąc tam gorący pocałunek. Te maleńkie pocałunki wciąż nadchodziły,
podróżując w dół mojego gardła. Poruszyłam się nieświadomie, odsłaniając więcej szyi, wyginając się do niego, a jego
biodra drgnęły w wolnym, zmysłowym pchnięciu, które wywołało w mojej głowie
wirowanie. Jeżeli do tego był zdolny w półśnie, to nie potrafiłam sobie
wyobrazić co mógł zrobić, gdy był w pełni wybudzony.
Prawdopodobnie byłabym zmienioną kobietą.
Potem jego dłoń posunęła
się niżej, muskając moje centrum i tamtejszy węzeł nerwów. Ostre, wspaniałe
uczucie pulsowało, pozbawiając mnie umiejętności ukształtowania spójnych myśli
czy zorientowania się z tego, co się działo. Moje ciało przeszło na autopilota,
wyłączając mój mózg. Odchyliłam się, rozsuwając nogi, gdy jego palce dotknęły
mojego najwrażliwszego miejsca. Wydawało się to dla niego takie łatwe, wiedział
co robić. Palec rozdzielił wilgoć między moimi nogami, poruszając się wolno i
głęboko. Do środka. Na zewnątrz. O Boże. Całe moje ciało pulsowało. Oczy
były szeroko otwarte, ale tak naprawdę nic nie widziałam. Starałam się być
cicho, ale wymknął mi się gardłowy jęk.
Cudowna ręka znieruchomiała, a klatka piersiowa
za moimi plecami gwałtownie się podniosła. – Syd?
- Tak? – Nie ruszyłam się.
Kyler od razu się odsunął, a łóżko się zapadło,
gdy wystrzelił na nogi.
Cholera jasna, nigdy nie widziałam by ktoś tak
szybko się poruszał. Obróciłam się na bok i zaczęłam wstawać, ale wyraz jego
twarzy mnie zatrzymał.
- Cholera. Tak bardzo przepraszam. – Jego głos
był szorstki – głęboki i mocny. – Spałem. Myślałem, że śnię… cholera.
Rozczarowanie tak szybko się powiększyło, że
stłumiło pożądanie. On naprawdę spał
–
całkowicie. Nie był na wpół wybudzony, jakby to miało być o wiele lepsze, ale
przynajmniej wtedy byłby na wpół świadomy tego, co robił.
Co ja sobie myślałam? Że obudził się w środku
nocy i postanowił, że już dłużej nie może oprzeć się mnie i mojej seksowności?
Zapewne śnił o Seksownej Sashy.
- Powiedz coś, Sydney, proszę.
Przez niepokój w jego głosie zdałam sobie sprawę,
jaka byłam głupia – jak wciąż byłam głupia. Zamknęłam oczy. – To nic. Żadna
wielka sprawa. Wszystko w porządku.
Nie było odpowiedzi, a po kilku chwilach
otworzyłam oczy, rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu Kylera. Był pusty.
Byłam sama z gwałtownym wiatrem.
Kyler
Niech to wszystko szlag, nie było słów na to, co
właśnie zrobiłem.
Nie mogłem w to uwierzyć.
Moje serce rzucało się na żebra, gdy zamknąłem
drzwi mojej sypialni i cofnąłem się. Usiadłem na łóżku, ale to było bardziej
jak opadnięcie, bo moje nogi były słabe.
To nie było nic. To była wielka sprawa. I
nie było wszystko w porządku.
Byłem twardy i pulsujący,
a równocześnie było mi niedobrze. Jak mogłem zrobić coś takiego we śnie? Była
na to łatwa odpowiedź, ale jednak. Śniłem o niej – o Sydney. Po wczorajszym
zobaczeniu jej w biustonoszu i majtkach, i po zeszłej nocy, nic dziwnego, że
występowała w moich snach porno. Cholera. To nie był pierwszy raz, kiedy miałem
o niej takie sny, ale żeby postępować według nich?
Miałem na niej ręce i palce w niej – w Syd.
- O cholera.
Co gdybym się nie obudził? Jak daleko by to
zaszło? Była nietykalna dla osobników mojego pokroju.
Zacząłem wstawać, żeby pójść do niej i jeszcze
raz przeprosić, ale zmusiłem się do nie ruszania z miejsca, bo kiedy szok
ustąpił, przypomniałem sobie co obudziło mnie z jednego z najlepszych snów
jakie miałem od dłuższego czasu, który okazał się nie być snem.
Syd wydała dźwięk.
A ten dźwięk nie brzmiał jak strach czy
zdegustowanie. Każda komórka w moim ciele rozpoznawała ten ochrypły, niski jęk.
Podobało jej się to. Jeszcze lepiej, Syd wyglądała jakby nie spała od jakiegoś
czasu. Musiała wiedzieć co robiłem i nie powstrzymała mnie.
Cholera jasna, nie powstrzymała mnie.
Nie tylko mnie nie powstrzymała, była mokra.
I o rany, wiedziałem, co to znaczyło. Ale po raz pierwszy w życiu, nie miałem
pojęcia co z tym zrobić. Mój mózg nie potrafił tego pojąć, chociaż ciało
dokładnie wiedziało co robić.
Kładąc się na plecach, jęknąłem, a ten dźwięk
odbił się echem po pokoju. Wpatrywałem się w sufit, wiedząc, że prawdopodobnie
wypuszczę skrzydła i cholernie polecę niż dziś złapię jakiś sen. Zwłaszcza,
kiedy niemal cholernie każda część mnie chciała wrócić do jej łóżka i zacząć
dokładnie od tego, gdzie przerwałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz