Kyler
Dziewczyny zrobiły szybki odwrót, zostawiając
mnie i Tannera na łaskę naszych własnych myśli. On zamówił piwo i gdybym ja nie
prowadził, zamówiłbym całą butelkę Jima Beam’a.
-Poszło świetnie. – powiedziałem, pocierając
skronie. Tanner parsknął śmiechem.
-Nie było tak źle. Kiedy pojawiła się ta Blondi,
było tylko trochę niezręcznie, ale…
-To było tylko trochę niezręczne? – Nie mogłem
uwierzyć, że Corie pojawiła się przy naszym stoliku. Wydawało się, że Syd i ja
już do czegoś doszliśmy, a tu BUM, wybuch z przeszłości. Pieprzone wyczucie
czasu.
-Jestem pewien, że Syd się to podobało – wziął
łyk piwa. – Stary musisz mi powiedzieć co się stało między wami, ponieważ
tydzień temu, Sydney prawdopodobnie już by się tym irytowała, ale nie dbała by
o to. Więc przestań wciskać mi kit i powiedz co tak naprawdę się stało.
Uniosłem brew. Tanner mrugnął.
-Albo wydobędę wersję dziewczyn od Andrei w
której będziesz przedstawiony jako gigantyczny dupek. Opowiedz mi swoją wersję
historii.
-Jestem gigantycznym dupkiem.
Zniżył podbródek.
-Więc mów.
Ostatnią rzeczą o jakiej chciałem rozmawiać to z
Tannerem to moje problemy z kobietami, ale cholera, przez to jak zachowywała
się Andrea, mogłem powiedzieć, że wiedziała.
Wcześniej czy później i tak się dowie. Więc
opowiedziałem mu podstawową wersję. Nie było mowy bym wdał się w szczegóły, nie
o Sydney, bo to po prostu byłoby złe. Ale kiedy skończyłem nie czułem się ani
trochę lepiej. To tylko potwierdziło jakim dupkiem jestem i byłem przez cały
ten czas – lata bycia Królem Dupków. Tanner usiadł z powrotem kręcąc głową.
-Myślę, że potrzebuję kolejnego piwa, by strawić
to wszystko.
-Cholera. My oboje potrzebujemy. – przesunąłem
ręką po włosach. – Więc tak, spieprzyłem. Po królewsku.
-Ludzie pieprzyli
wszystko o wiele bardziej niż ty, stary. Zaufaj mi. – pochylił się ku mnie, a
jego wyraz twarzy był bardzo poważny. – Całe to gówno z Zach’iem jest kurwa
straszne, ale nie wiedziałeś, że to wszystko się stanie. Sydney jest rozsądną
dziewczyną. Przejdzie jej to.
-Nie wiem czy mi to przejdzie. – przerwałem mu
patrząc w stół. – Ten sukinsyn zranił ją przez to co zrobiłem w przeszłości.
Gdyby nie ja, Syd nie musiałaby przez to przechodzić.
-Ale to nie ty jej to zrobiłeś.
-A czy to robi jakąś różnicę?
-Tak. – powiedział Tanner stanowczo. – To nie
duża różnica. To ty stworzyłeś sytuację, ale nie zmusiłeś tego sukinsyna, by
cokolwiek robił. To nie ty, stary. Nie ty.
Rozumiałem to o czym do mnie mówił, ale to nie
zwalniało mnie z poczucia winy.
-To nie jest największym problemem – powiedział
Tanner, przyglądając się mi. – Skłamałeś jej mówiąc o Sashy?
-Cholera – podniosłem ręce. – Naprawdę nie wiem.
Znaczy, kiedy Syd mnie o to zapytała, było to przed tym zanim cokolwiek między
nami się wydarzyło. Nie sądziłem, że Syd myśli o mnie w inny sposób.
Powiedziałem jej tylko, że Sasha i ja nie byliśmy ze sobą w ten sposób. I nie
byliśmy. Przespaliśmy się ze sobą raz, ponad rok temu. Nie myślałem o tym kiedy
rozmawiałem z Syd.
-Hmm, dane techniczne to
prawdziwa suka –Tanner dopił piwo, mrużąc oczy. –Czy naprawdę myślisz, że Syd
nie ma ci tego za złe?
-Nie. Nie ma. Ponieważ jeśliby tak było to…
-Bo gdyby tak było, to to
zrujnowałoby waszą przyjaźń. Rozumiem, ale cholera… ta dziewczyna…musiałeś
poważnie namieszać – wzruszył ramionami. – Chociaż to ma sens – potajemnie jej
pragnąłeś i tyle.
-Naprawdę?
Tanner roześmiał się.
-Tak stary. Ty nawet nie lubiłeś, gdy jakiś facet
patrzył w jej kierunku. Do diabła, gdy ja patrzyłam na nią zbyt długo, byłeś
wkurzony. A gdzie poszedłeś po Natcie? To całkiem hardkorowa przyjaźń.
-Zamknij się. – warknąłem. On tylko się
uśmiechnął.
-Więc co masz zamiar zrobić? Być cipką, czy
spróbujesz to naprawić?
-Słucham? – potrząsnąłem głową. – Stary masz
szczęście, że cię lubię.
-Masz szczęście, że nie obchodzą mnie twoje
głupoty – mrugnął do mnie, gdy pociągnął rękaw swojego swetra w dół,
przykrywając jeden ze skomplikowanych tatuaży na jego przedramieniu. – Słuchaj.
Jestem poważny. Kochasz tą dziewczyną, prawda?
Po raz pierwszy w życiu, nie zawahałem się.
-Tak, kocham ją, Tanner -Cholera jasna, to był
pierwszy raz, kiedy powiedziałem to na głos. Wstrząsnęło to mną, przez co mój
głos stał się gruby. – Kocham ją bardziej niż cokolwiek innego.
-Więc w czym rzecz?
Spojrzałem na niego.
-Jestem pewien, że przedstawiłem ci całą listę
problemów.
-Wymieniłeś kilka gównianych rzeczy, które
popełniłeś. Nic czego nie dałoby się naprawić. To nie tak, że zrobiłeś coś
niewybaczalnego. To nie tak, że jedno z was jest martwe.
Najpierw nie wiedziałem co powiedzieć.
-Cholera… - to wszystko dałem radę wykrztusić.
Tanner westchnął.
-Wielu ludzi zabiłoby, by mieć szansę na bycie z
kimś kogo naprawdę kochają. Nie spierdol tego.
On tak naprawdę nigdy nie mówił o swojej
przeszłości, a poza tą dziwaczną sytuacją między nim, a Andreą, nigdy nie gadał
z dziewczynami. Wślizganie się do i z ich łóżek? To była jego dziedzina.
-Co z tobą? – zapytałem.
-Mną? –zaśmiał się znowu. – Jestem uczulony na to
gówno. Miłość? Nie. Widziałem jak rozdziera ludzi i pieprzy ich życia. Nie chcę
być tego częścią.
Uniosłem brwi w zaskoczeniu.
-Wow. To jest…pozytywne.
-Jak tam chcesz. Nie rozmawiamy o mnie i nie
będziemy, więc zmień wyraz swojej twarzy.
Uniosłem ręce.
-Przyjąłem.
Tanner przechylił głowę i posłał mi zwięzły
uśmiech.
-W każdym razie, dlaczego tu nadal siedzisz
rozmawiając ze mną?
Wpatrując się w niego przez chwilę, wzruszyłem
ramionami.
-Kto inny odwiezie twój tyłek do domu?
Sydney
Zmieniając moje spodnie
od piżamy, naciągnęłam długi, gruby sweter na mój podkoszulek, gdy schodziłam
na dół schodów w moich kapciach. Czując niezwykłą potrzebę przytulenia się do
mojej mamusi, zawiodłam się znajdując ją śpiącą tuż obok taty na kanapie.
Wielobarwne światełka choinkowe oświetlały ich skulone postacie. Oparłam się
pokusie, by wepchnąć się między nich, żądając uwagi. Udałam się do kuchni i
wyjęłam z szafki pudełko kakao. Gdy je zrobiłam, wzięłam moją czekoladową
boginię na górę i ustawiłam ją na stoliku nocnym by wystygła. Zebrałam włosy w
niezdarny koczek i powłócząc nogami dotarłam do półki na książki. To czego
potrzebowałam, to zatracenie się w dobrej książce – takiej z toną seksu i
strachu, wraz z niewiarygodnym szczęśliwym zakończeniem, które sprawi, że będę
kochała i nienawidziła książkę w tym samym czasie. Gdy moje spojrzenie
wędrowało po grzbietach książek, niektórych prostych, innych wypaczonych, mój
umysł powędrował na niebezpieczne terytorium. Miało na imię – Kyler. Nie
chciałam o nim myśleć. Nie chciałam myśleć o tym jak na mnie patrzył, gdy
wychodziłam razem z Andreą, tak jakbym zraniła jego uczucia albo coś takiego.
Wyciągając mojego starego ulubieńca, udałam się z
powrotem do łóżka i opadłam na nie. Rzuciłam książkę na narzutę i podniosłam
moje kakao, żałując, że nie byłam na tyle przewidująca, by wziąć kilka pianek.
Próbowałam wrócić do
książki, ale przyłapałam się na tym, że ten sam akapit czytam już drugi lub
trzeci raz i nadal nie wiem o czym jest. Opadając na plecy, zakryłam twarz
dłońmi i jęknęłam. Chciałam płakać, krzyczeć, szaleć ze złości i schować głowę
pod poduszkę. W dziwny sposób czułam się jakby to już rok minął odkąd opuściłam
Snowshoe. Tak wiele się zmieniło w tak krótkim czasie. Czy to naprawdę tydzień
temu rozważałam, czy Paul się we mnie kocha? Czy minął tylko tydzień, odkąd
moje serce zostało nie tylko posiniaczone, ale całkowicie wydarte? Teraz nie
mogłam nawet myśleć o wyjściu gdzieś z kimkolwiek.
Co ja teraz miałam zrobić? Udawać, że nic się nie
stało? To nie zadziała. Unikać go? To byłoby trudne, prawdopodobnie nie do
wykonania. Zacisnęłam oczy starając się powstrzymać łzy.
Jak mogłam go unikać, skoro był tak zawiłą
częścią mojego życia?
Co jeśli Kyler teraz myśli, że jestem tak oziębła
jak twierdził Nate? Przewracając się, schowałam twarz w poduszkę. Musiałam
doprowadzić się do szaleństwa, ponieważ nie miałam odpowiedzi na żadne pytanie.
A to nie byłoby…
Puk.
Uniosłam się na łokciach i zmarszczyłam brwi.
Czyżbym już zwariowała? Ponieważ przysięgłabym, że słyszałam…
Puk.
Przesuwając się na kolana, przekręciłam się
skanując pokój. Nie widziałam niczego, co mogłoby robić taki hałas.
-Okej – wyszeptałam, zsuwając się z łóżka.
Wyszłam na środek pokoju i stanęłam całkowicie nieruchomo.
Puk.
Podskoczyłam.
O mój Boże, co jeśli mój dom był teraz
nawiedzony? Albo co jeśli miało być tak jak w Czarnym łabędziu? Co jeśli…
Puk.
Odwróciłam się w stronę okna. Aha! Ten dźwięk
dochodził z okna do mojej sypialni…. Które było dwa piętra nad ziemią. Co się
dzieje na tym świecie?
I wtedy to mnie uderzyło.
Dźwięk – święty Jezusie Chrystusie – ten dźwięk był mi znany. To nie był duch,
choć szaleństwo nadal było moją opcją, ponieważ to nie mogło być to o czym
myślałam.
Lata temu, Kyler rzucał kamieniami w moje okno
zanim wspinał się na masywnego orzecha przy moim oknie. Ale czegoś tak
banalnego i śmiesznego, on nie robił tego od szkoły średniej. To nie mógł być
on.
Moje nogi zatrzęsły się, gdy zrobiłam krok na
przód, a następnie kolejne dwa. Dotarłam do okna, moje ręce drżały, gdy
odsuwałam białe zasłony. Sekundę później, mały kamień uderzył w dolną część
mojego okna. Zamarłam, moje serce przyśpieszyło, a potem doskoczyłam do okna, odblokowałam
mały zatrzask i je uchyliłam. Wychyliłam się na zimne grudniowe powietrze.
A moje serce przestało bić.
Poniżej stał Kyler, obok oświetlonego renifera
stworzonego z drutu i okrytego małą dzianiną. Miał jedno ramię uniesione w
górę. Puścił kamień sekundę przed tym jak mnie zobaczył.
-O cholera.
Odskoczyłam do tyłu, kiedy mały kamyk przeleciał
obok mojej twarzy. Jasna cholera. Przyłożyłam ręce do bijącego serca i ponownie
zbliżyłam się do okna. Wychyliłam się.
Kyler machnął ręką.
-Przepraszam za to.
-W porządku. – To naprawdę było surrealistyczne.
Może śniłam. – Co tutaj robisz Kyler?
-Rozmawiam z tobą.
-To widzę.
Dlaczego…dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś? – ponieważ to byłby najłatwiejszy
sposób rozmawiania ze mną. Przeskoczył z jednej nogi na drugą, kuląc się w
swojej kurtce.
-Muszę z tobą porozmawiać twarzą w twarz.
Na ganku zaświeciło się
światło, a ja się skrzywiłam. Rozmowa twarzą w twarz nie była możliwa z nim
stojącym na zewnątrz i oczywiście nie z moimi przebudzonymi rodzicami.
-Kyler…
-Czekaj. – krzyknął. –Wchodzę do góry.
Wchodzę do góry? Wtedy sobie uświadomiłam, że nie
ma zamiaru użyć drzwi. O drogi panie, miał zamiar wspiąć się na drzewo. On miał
zamiar się zabić! Wychyliłam się przez okno, mój sapiący oddech tworzył w
powietrzu małe obłoczki pary.
-Kyler, oszalałeś!
-Nie. Tak. –podciągnął się na pierwszą gałąź.
Prostując się, spojrzał w dół marszcząc brwi. – Więc, to jest trudniejsze, niż
zapamiętałem.
Otworzyłam usta.
-Więc może powinieneś zejść na dół i użyć drzwi,
jak, no nie wiem…Normalna osoba?
-Już jestem w połowie drogi do ciebie. - Owijając
ręce wokół tego, spojrzał na mnie. Jego policzki były różowe od zimna, a jego
oczy błyszczały w świetle księżyca.
-Jeśli upadnę i złamię kark, powiesz coś miłego
na moim pogrzebie? Coś jak „Kyler zazwyczaj był bardziej wdzięczny?”
-O mój boże.
Kyler zachichotał, gdy podciągnął się do góry
tak, że teraz kucał przy masywnym pniu, trzymając się gałęzi ponad sobą.
-Nie martw się. Mam to.
Mój wzrok padł na zaśnieżoną twardą ziemię
poniżej. Nie byłam tego pewna.
-Dlaczego po prostu nie zapukałeś do drzwi?
Przechylił głowę jakby dopiero teraz o tym
pomyślał.
-Nie sądziłem, byś mi otworzyła.
-Otworzyłabym. – powiedziałam.
-Teraz już na to za późno. – mrugnął, a moje
serce zabiło mocniej. –Czasami warto się wrócić.
Cofając się, wstrzymałam oddech, gdy z łatwością
przewiesił się przez drzewo powodując, że zadrżało jak domek z kart. O boże,
nie chciałam na to patrzeć. Chciałam zamknąć oczy, kiedy będzie zbliżał się do
krawędzi a następnie patrzył w dół.
Podniósł głowę oceniając odległość.
-Kyler, nie…
Za późno.
Kyler w pół skoczył, a
wpół rzucił się w kierunku mojego otwartego okna. Zamykając oczy, zacisnęłam
dłonie przy piersi i cicho krzyknęłam. Nie było dźwięku uderzania ciała o
drewno., więc otworzyłam oczy. Wszedł przez okno, lodując na nogach jak
cholerny kot. Potknął się jednak i uderzył w moje biurko, powodując że książki
i mój komputer zatrzęsły się.
Uniósł ręce do góry i rozejrzał się po pokoju,
zanim jego spojrzenie padło na mnie.
-Jestem niesamowity.
Ledwo mogłam oddychać.
-Tak.
Sekundę przed tym jak moje drzwi się otworzyły,
rozległo się pukanie. Tata wcisnął głowę do środka.
-Ja po prostu się upewniam czy dotarł tutaj żywy.
Skinęłam głową, a Kyler błysnął uśmiechem.
-Jestem w jednym kawałku. – Tata zaczął zamykać
drzwi, ale się zatrzymał.
-Kyler, następnym razem użyj drzwi.
-Tak proszę pana. – Kyler powiedział.
Potrząsając głową tata zamkną drzwi, a Kyler i ja
zostaliśmy sami w moim pokoju. To nie byłby pierwszy raz. Gdybyśmy kilka
miesięcy temu wrócili do domu, zostanie z nim sama na sam nie było by
problemem.
Ale teraz czułam się kompletnie inaczej.
Mając go tutaj, tak blisko łóżka – i ze mną nie
mającą na sobie stanika, ani majtek pod ubraniami – to sprawiło, że moja skóra
zaczerwieniła się. A to zwiastowało kłopoty.
Kyler zdjął swoją ręcznie robiona czapkę i
zatrzymał się w połowie zdejmowania kurtki.
-Masz coś przeciwko?
Potrzasnęłam głową, gdy poprawiłam na sobie
sweter.
Szczupłe mięśnie napięły się gdy zdjął marynarkę
i przerzucił ją przez oparcie krzesła stojącego przy moim biurku. Wtedy
odwrócił się do mnie, a całe powietrze wyciekło z moich płuc. On nigdy nie
wyglądał tak… niepewnie, wrażliwie. Przełknął kilka razy, a potem usiadł na
krześle przy biurku i wziął głęboki oddech.
-Musimy porozmawiać. – powiedział, opierając
dłonie na kolanach.
-Wiem. – wyszeptałam ponieważ wiedziałam, że nie
było sensu kłamać albo opóźniać tego co nieuniknione. Nie mogłam usiedzieć w
miejscu, więc wstałam. – Przepraszam za to jak zostawiłam cię w Snowshoe, bez
żadnego słowa. Po prostu musiałam się stamtąd wydostać.
Skinął głową.
-Mogę to zrozumieć.
Pomyślałam o tym co powiedziała Andrea i co
zrobił Zach. Poczucie winy zapłonęło w moim brzuchu niczym kwas.
-Ja…ja nie powinnam ci mówić niektórych rzeczy,
które powiedziałam o Zachu. To nie była twoja wina. Nie naprawdę. I to było
brzydkie z mojej strony, że zwaliłam to na ciebie, więc przepraszam.
Kyler zamrugał.
-Czy ty mnie przepraszasz?
Dźwięk niedowierzania w jego głosie zdenerwował
mnie. Tak jakby nie chciał moich przeprosin, tak jakby było na nie za późno.
-Tak. Nie powinnam ci była tego mówić. A to co
zrobiłeś rok temu…
-Czekaj – Kyler uniósł dłoń. – Nie możesz być
poważna.
Wciągnęłam głęboki oddech, który utknął mi w
gardle. Moje serce biło tak szybko, że w końcu musiałam usiąść. Usiadłam na
skraju łóżka, czując się tak jakbyśmy właśnie zrywali…pomijając to, że nie
byliśmy razem.
Kyler palcami przysunął się do przodu, koła
krzesła zapiszczały na drewnianej podłodze.
-Nie masz żadnego powodu by mnie przepraszać,
Syd. Słowo „przepraszam” w ogóle nie powinno wydostać się z twoich ust.
-Nie?
-Nie – potarł dłonią swoją szczękę. – To wszystko
jest moją winą. To ja spieprzyłem tak bardzo i tak wiele razy , że nie
powinienem tu nawet siedzieć. Ty nawet nie powinnaś ze mną rozmawiać.
-Oh. – nie byłam nawet pewna jak mam to
przetworzyć.
Wypuścił drżący oddech, a
potem się wyprostował. Napięłam się, ponieważ wyglądał jakby się na coś
przygotowywał. Jakby miał zedrzeć bandaż i to może dlatego tutaj był. By
powiedzieć mi, że między nami nic nie powinno się zdarzyć, że powinniśmy zostać
tylko przyjaciółmi i przeprosić za to, że pozwolił by to zaszło tak daleko. Nie
chciałam tego słyszeć, ale wiedziałam, ze muszę. To miało boleć – boleć jak
diabli. Pomyślałam o Natcie i o tym co mi powiedział. Chciałam wczołgać się pod
łóżko, ale pozostałam nieruchoma. Nigdy więcej uciekania. Nigdy więcej
ukrywania się. Życie było niedoskonałe, a to miał być jeden z tych momentów.
Nasze spojrzenia spotkały się.
-Przepraszam za wiele rzeczy – zaczął Kyler,
utrzymując ze mną kontakt wzrokowy. – Chciałbym, żebyś nie przechodziła przez
to co się stało z Zach’iem. On cię zranił. Wiem, ze mówisz że wszystko jest
dobrze, on położył na tobie ręce i to przez to co ja kiedyś zrobiłem. Nigdy
sobie tego nie wybaczę.
-To nie była twoja wina! – wcześniejsze poczucie
winy rosło jak szkodliwy chwast. – Proszę nie myśl tak. Facet był widocznie
niestabilny…
-Wiem, ale to zajmie mi
trochę czasu pogodzenie się z tym – potwierdził otwarcie. – Ciągle wszystko to
przeżywam i za każdym razem, gdy myślę, że zostałaś zraniona, zabija mnie to.
Jestem poważny i naprawdę przepraszam Syd. Tak bardzo mi przykro.
Moje serce bolało, gdy słuchałam jak tak mówi.
-Ale to nie za to ja przepraszam. – powiedział, a
ja pomyślałam oto nadchodzi. Starałam się przygotować, ale guzek w moim gardle
rósł. Kyler przesunął palcami wzdłuż swoich włosów. –Przepraszam za zranienie cię.
Wiem, że to zrobiłem. Wiem tez, że zraniłem cię wcześniej z innymi
dziewczynami. Zraniłem cię nie mówiąc wprost o Sashy. Nie chciałem
kłamać. Ja po prostu nie myślałem, ponieważ to co było z Sashą nic nie znaczyło,
ale i tak powinienem ci o tym powiedzieć. Jestem pewien jak diabli, że nie
spałem z nią kiedy poszedłem do jej mieszkania pomóc w naprawie zbitego okna.
-Zbitego okna? – powtórzyłam tępo.
-Zach noc wcześniej zbił jej okno. Mieszka sama
więc poprosiła mnie o pomoc – wyjaśnił.- Teraz żałuję że poszedłem jej pomóc.
Powinienem być tam z tobą, ale nie byłem. Nie mogę sobie tego wybaczyć.
Zamknęłam oczy czując tak wiele, że nie
wiedziałam od czego zacząć. Wewnątrz mnie wirowało zbyt wiele emocji bym mogła
strawić je wszystkie.
-Oh Kyler…
-Nie spodziewam się, że
moje przeprosiny zrobią jakąś różnicę. Zaufaj mi. – poruszył się, a ja
otworzyłam oczy, mrugając pod wpływem gorących łez.
-Wiem, że jest dużo rzeczy, które muszę ci
wynagrodzić. Tyle razy zostawiłem cię by iść na film z inna dziewczyną,
złamałam nasze plany by cos od nich uzyskać. Przez to wszystko bardzo
spieprzyłem, wiesz? A potem tam na balu. Nawet z tobą nie zatańczyłem. A mimo
to, przez cały czas byłaś obok mnie, a ja… - potrząsnął głową. – Spierdoliłem
cholera. I prawdopodobnie nie mogę już tego naprawić. Nie będę cię winił, jeśli
każesz wynosić mi się z tego domu, ale teraz jest dużo rzeczy, które pragnąłbym
naprawić, ale jest jedna rzecz, której nigdy nie będę żałował.
Znieruchomiałam, moje myśli i serce pędziło jakby
brały udział w jakimś wyścigu. Kyler wstał, podszedł do mnie i klęknął.
Przechylił głowę tak by patrzeć mi prosto w oczy, kiedy powiedział następujące
słowa.
-Nigdy nie będę żałował bycia z tobą, Syd. Nigdy.
Chciałbym cofnąć się w czasie i przeżyć te godziny jeszcze raz. Chciałbym
cofnąć czas i zamiast zaliczania tych lasek, byłbym mężczyzną i powiedział ci
co naprawdę do ciebie czuję, co zawsze do ciebie czułem.
Otworzyłam usta I Sapnęłam, ale nie wydostały się
z nich żadne słowa. Przeszukałam jego twarz, a ona odwzajemnił wzrok. Moje
serce napuchło i wybuchło w tym samym czasie. Nadzieja zapłonęła we mnie tak
samo jasno jak gwiazda polarna.
-Co zawsze do mnie czułeś?
-Kochałem cię przez całe moje życie. –
powiedział, a jego oczy zetknęły się z moimi. – I kochałbym cię do końca życia,
gdybyś mi na to pozwoliła Syd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz