Kyler
- To jest zapewne najgorszy pomysł, jaki miałeś
od dłuższego czasu. – Zgasiłem silnik i oparłem się o siedzenie, zaciskając
klucze w dłoniach, postrzępione brzegi wbiły się we wnętrze mojej dłoni. –
Poważnie.
Tanner prychnął. – Mogę podać ci całą listę
gorszych pomysłów, ale hej, jesteś trzeźwy po raz pierwszy od dwóch dni. W samą
porę na święta.
Kładąc głowę na wezgłowiu, jęknąłem. – Nadal
czuję się, jakby ktoś wbijał do moich skroni szpikulce lodu.
- Byłeś dosyć pijany – skomentował Tanner,
sięgając do drzwi. – Dlatego właśnie uważam, że ta kolacja to najlepszy pomysł
na świecie.
Potarłem ręką brodę, marszcząc brwi na rosnący
tam zarost. Nie goliłem się od pierwszej nocy w Snowshoe. – Tak, myślisz tak,
bo Syd nie nienawidzi cię do szpiku kości.
Tanner przewrócił oczami. – Nie nienawidzi cię do
szpiku kości. Nie sądzę, że mogłoby być to kiedykolwiek możliwe.
- O, to jest możliwe.
Zaufaj mi.
- Posłuchaj, nie wiem, co
naprawdę zaszło pomiędzy wami, ale coś zaszło. To nie koniec świata. – Tanner
otworzył drzwi i pełno oziębłego powietrza wlało się do samochodu. – Więc
przestań być ciotą i wysiadaj z auta.
Posłałem mu nieprzyjemne spojrzenie, ale wysiadłem.
Kiedy dołączyłem do niego po drugiej stronie, zadałem pytanie, które zadawałem
już dziesiątki razy. – Ona wie, że tutaj będę, prawda?
- Tak. – Tanner otworzył
drzwi, pokazując mi, żebym wszedł. Gdy minęliśmy hostessę, zerknął na mnie. –
Dobra. Skłamałem. Nie sądzę, że Syd wie.
- Co? – Zatrzymałem się na
środku przejścia, powodując, że kelner prawie na mnie wpadł. Przeszyłem
wzrokiem Tannera. – Jaja sobie robisz?
Tanner położył rękę na moim barku, odprowadzając
mnie od zapełnionego okrągłego stolika na mojej drodze. – Nie. Wyluzuj. Jestem
pewien, że już wie.
Łatwo mu mówić „wyluzuj”, ale ja czułem się
jakbym szedł na przodzie plutonu egzekucyjnego. Wiele razy odkąd Syd wyjechała
ze Snowshoe, walczyłem z pragnieniem, aby do niej zadzwonić. Chciałem tylko
usłyszeć jej głos i ją zobaczyć. I tak, moje pieprzenie głupie serce biło
bardzo mocno, ale Syd dość jasno się wyraziła.
- Jesteś sukinsynem – burknąłem, przeciągając
ręką po włosach. Jezu, mogłem się ogolić. Gdy brałem prysznic, wciąż pachniałem
whiskey. Te gówno będzie wydzielać się z moich porów przez wiele dni.
Dostrzegłem Andreę, zanim
zobaczyłem Syd, a moje serce waliło, jakbym przebiegł tam i z powrotem po
dziedzińcu, i pociłem się jak dziwka w kościele na niedzielnej mszy. W jakiś
sposób Tanner znalazł się przede mną, dowodząc, że wlokłem się jak cholera.
Ten łajdak zajął miejsce obok Andrei, która miała
na twarzy największy, najsztuczniejszy uśmiech jaki widziałem. Oczywiście, że chciałem
usiąść obok Sydney. Również chciałem ją dotknąć, przytulić i pocałować. Były
inne rzeczy, które chciałem z nią zrobić, rzeczy, które nie dawały mi spać w
zamroczeniu alkoholowym z ręką między nogami.
Ale miałem także pewność, że mogłaby kopnąć mnie
w jaja.
Musząc doprowadzić się do porządku, powiedziałem
sobie, że najlepszym sposobem będzie zachowywanie się normalnie. Mając to w
głowie, przeszedłem obok stolika i popatrzyłem na Syd.
Minęło jedno bicie serca i podniosła wzrok, duże
niebieskie oczy skupiając prosto na mnie, a to było jak zobaczenie Jezusa.
Okej. Może nie zobaczenie Jezusa, ale zdecydowanie czułem się, jakbym został
rąbnięty w klatkę piersiową i usłyszał anioły.
Niech. To. Szlag. Była piękna. Nie żebym o tym
zapomniał, ale po tym jak sprawy zakończyły się między nami tak źle, wydawało
mi się, że minęły lata, nie dni, odkąd ją widziałem. Te oczy… były zdumiewająco
niebieskie i przejrzyste. Pod nimi znajdowały się ciemne smugi, o ton
ciemniejsze od jej skóry. Chciałem je wygładzić, ale udało mi się trzymać ręce
przy sobie. Ale potem opuściłem wzrok na jej usta, a one rozchyliły się,
nabierając gwałtownie powietrza. Nikły rumieniec rozlał się na jej policzkach i
chciałem gonić go palcami, ustami, językiem…
Każdy patrzył się na mnie.
Odchrząkując, zmusiłem się, żeby usiąść i
położyłem ręce na stole. Zerknęłam na Syd.
– Hej.
Jej
twarz była szkarłatna. Nikt nie czerwienił się tak jak ona. – Hej.
Naprzeciwko mnie Tanner uniósł brew. Andrea
zaczęła bawić się kawałkiem chleba, jakby miała dwa latka. Nikt nic nie mówił,
a Syd była taka zesztywniała, że myślałem, iż złamie się na pół.
Wow,
to było niezręczne jak diabli. Musiałem wyjść.
-
Więc, czy wszyscy są podekscytowani świętami? – zaćwierkała Andrea.
Tanner spojrzał na nią i powiedział śmiertelnie
poważnym głosem. – Jestem strasznie podekscytowany.
Zmrużyła
przenikliwe oczy. – Nie brzmisz na podekscytowanego.
- Cóż, nie mam dwunastu
lat. – Tanner przekrzywił głowę na bok. – Boże Narodzenie nie jest tak
interesujące, kiedy dorośniesz.
- Co takiego? – sapnęła,
rozszerzając oczy. – Boże Narodzenie nie jest tak interesujące, kiedy
dorośniesz?
Wzruszył
ramionami.
-
Jesteś nieamerykański – oskarżyła go.
Syd
zacisnęła wargi.
Tanner wyglądał na nieprzejętego. – Człowieku,
lubię tylko czas wolny od szkoły i jedzenie. To wszystko.
- Ale święta oznaczają
więcej niż tylko to. – Andrea potrząsnęła głową, a loki wszędzie pofrunęły. –
Co z prezentami?
- Nie sądzę, że o to chodzi
w Bożym Narodzeniu – skomentował.
Andrea fuknęła. – To o to chodzi w Bożym
Narodzeniu. Każdy, kto twierdzi inaczej stara się wyglądać religijnie i tak
dalej. Ja mówię jaka jest prawda.
Przesunąłem wzrok na Syd, a ona spojrzała na mnie
z uniesionymi brwiami. Nasze oczy spotkały się i przez chwilę, słodką pieprzoną
chwilę, było tak, jak kiedyś. My siedzący razem, słuchając jak Andrea i Tanner
drażnią się ze sobą. Powinniśmy brać sobie popcorn, kiedy ta dwójka wchodziła
do akcji.
Ale wtedy Syd rzuciła spojrzenie na jej szklankę
i zaczęła bawić się słomką, a to było lodowate przypomnienie, że sprawy nie
były normalne. Syd nigdy nie była taka cicha, a między nami nigdy nie było
napięcia.
Jednak nie mogłem powiedzieć, że żałowałem czasu
z nią spędzonego, bo nie żałowałem. Nienawidziłem jak to się skończyło. Patrząc
w tył, istniało wiele kobiet, z którymi chciałbym trzymać kutasa w spodniach,
ale Syd nigdy nie będzie jedną z nich.
Pojawił się kelner i odebrał nasze zamówienia na
picie i jedzenie. Była rozmowa towarzyska na błahe tematy, przeważnie po
stronie Tannera i Andrei. Ciągle gadali, żeby nie było niezręcznej przerwy w
rozmowie, ale siedzenie tutaj, nie rozmawianie z Syd, było złe na wielu
poziomach.
Opierając się o krzesło, spojrzałem na nią. W tej
samej chwili uniosła brodę i nasze spojrzenia spotkały się na kolejną sekundę.
Czułem się trochę jak nieporadny uczeń. Było tak bardzo źle. – Twoja warga
wygląda lepiej.
Zamrugała.
Byłem cymbałem.
- Zagoiła się całkiem szybko – powiedziała,
skupiając wzrok na szklance. – To tylko mały ślad.
Dobrze
było to słyszeć. – Twoja szczęka?
-
Wcale nie boli.
Czułem
ulgę, słysząc to. Nawet pijany, wychodziłem z siebie ze zmartwienia o nią.
- Twoje knykcie nadal
wyglądają trochę źle – rzekła, sprawiając, że uniosłem wzrok. Spojrzeliśmy
sobie w oczy i tym razem podtrzymaliśmy kontakt wzrokowy. – Co?
- Twoje knykcie –
powiedziała cichym tonem, sięgając do ręki, którą miałem na stole. Wstrzymałem
oddech, jak przesunęła koniuszkami palców po moich knykciach. Był to dotyk
lekki jak piórko, ale przeszedł na wskroś mnie i drgnąłem. Zabrała swoją dłoń,
wbijając wzrok w stół. – Bolą?
- Nie. – Mój głos brzmiał
grubo. – W ogóle nie bolą, kochanie.
Podniosła rzęsy, a jej oczy przebiegły po mojej
twarzy, jakby czegoś szukała, ale potem spojrzała na drugą stronę stołu.
Andrea odchrząknęła. – Słyszeliście, że
przewidują kolejną śnieżycę w następnym tygodniu, na Sylwestra?
I tak rozmowa szła przez jakiś czas. Andrea lub
Tanner łagodzili pełną napięcia ciszę jakimś przypadkowym oświadczeniem, Syd i
ja ledwo co wypowiedzieliśmy do siebie jedno całe zdanie, a potem przyszło
jedzenie.
Syd zamówiła steka, ale pokroiła go jedynie na
malutkie kawałki i przesuwała nimi po talerzu widelcem. – Nie jesteś głodna?
Podniosła
wzrok, odsuwając włosy wolną ręką. – Chyba zjadłam za dużo chleba.
Spojrzałem na pozostałą połowę bochenka i
wygiąłem brew. – Nie wygląda na to, że zjadłaś aż tak dużo.
Zacisnęła palce na uchwycie noża i zastanawiałem
się czy fantazjowała o pchnięciu mnie nim. – Skąd wiesz, że nie jest to nasz
drugi albo trzeci bochenek?
- To nasz pierwszy – ogłosiła Andrea, przerywając
głęboką rozmowę o różnicach pomiędzy zombie z Żywych trupów i 28 dni
później.
Syd posłała przyjaciółce spojrzenie, a ja ukryłem
uśmiech. Andrea wzruszyła ramionami i odwróciła się z powrotem do Tannera. –
Zarażeni nie są tacy sami jak zombie z Żywych trupów.
Tanner
pokręcił głową. – Czy jest jakaś różnica?
Potrząsnąłem głową, gdy weszła w głęboki opis
różnic. Kątem oka zobaczyłem uśmiechniętą Syd, jak nadziała na widelec kawałek
steku. Zerknęła na mnie. – Zakażeni są inni – szepnęła.
Uśmiech
rozciągnął moje usta i szarpnął mnie za serce. – Wierzę ci.
Przez chwilę patrzyła mi w oczy, a potem
zaatakowała kolejny kawałek steka, zanurzając go w puree ziemniaczanym.
- Jedziesz do dziadków na święta? – Było to
głupie pytanie. Zawsze jechała, ale chciałem coś powiedzieć.
Syd
potaknęła. – Rodzice chcą wyjechać w wigilię i zostać u nich na noc. Co z tobą?
- Dziadek przyjeżdża w tym
roku, będzie miał z nami świąteczny poranek.
- Wow. Sam jedzie z Morgan
County?
- Tak. – Była duma w moim
głosie. – Facet jest stary jak świat, ale nadal porusza się jakby był
dwudziestolatkiem.
- Twój dziadek jest bardzo zabawny. Pamiętasz jak
próbował zbudować dźwigiem ultrakonserwatywny plac zabaw na podwórku twojej
mamy?
Roześmiałem się. – Tak, mama niezbyt cieszyła się
z tego powodu.
- Ani sąsiedzi. – Z nawyku – i wiedziałem, że to
było to, co do tego doprowadziło – ściągnęła z szaszłyka połowę krewetki i
położyła ją na moim talerzu. Nawet nie zdawała sobie sprawy z tego, co zrobiła,
dopóki nie skończyła, ale wtedy zmarszczyła brwi i zamilkła.
Już brakowało mi łatwości pogawędki i poczułem
dreszcz jak ostry, arktyczny wiatr. – Powiedziałem mamie o pójściu do szkoły
weterynaryjnej.
- Co? – Upuściła nóż, odwracając się do mnie. –
Naprawdę?
Podekscytowany faktem, że miałem jej pełną uwagę,
zignorowałem Andreę i Tannera, którzy przestali kłócić się na pięć sekund. –
Tak.
- No i? – Podniecenie zamieniło jej oczy w
świecące szafiry. – Co powiedziała?
Budząca postrach rozmowa
odbyła się około kwadrans po tym, jak wszedłem przez drzwi wejściowe, kiedy
wróciłem ze Snowshoe. A około kwadrans po tym, zacząłem pić. – Ach, nie była
tym zbyt szczęśliwa. Były łzy, ale myślę, że ostatecznie wie, że tego właśnie
chcę.
- Rozpłakała się? – Syd skrzywiła się. – O nie.
Skinąłem głową. – Teraz wydaje się czuć z tym
lepiej, ale myślę że zajmie jej trochę czasu przyzwyczajenie się do tego. –
Odchylając się, rozłożyłem nogi tak, że przyciskałem do niej udo. Całkowicie
celowo, a ona nie odsunęła się. Wziąłem to za dobry znak. – Cieszę się, że
nareszcie o tym powiedziałem. Tak naprawdę, to dzięki tobie.
- Mnie? – pisnęła.
Tanner przechylił głowę, unosząc brwi.
Potem przywalę mu w twarz. – No wiesz, po tym jak
o tym rozmawialiśmy, wiedziałem, że muszę za niedługo coś jej powiedzieć. Ty…
ty dałaś mi na to odwagę.
Tanner zakrztusił się.
Poważnie zamierzałem
kopnąć go w jaja, ale Syd uśmiechnęła się – uśmiechnęła się tak szeroko i
przepięknie, że jaja Tannera być może były bezpieczne. – To wspaniale –
powiedziała. – Cieszę się. Naprawdę. Wiem, że tego chcesz i będziesz w tym
świetny.
Nacisk opadł na moją klatkę piersiową i było zbyt
wiele rzeczy, które chciałem powiedzieć. Teraz nie była odpowiednia pora, ale
musiałem coś powiedzieć, bo byłem dwie sekundy od tego, aby rzucić się na nią.
– Co robisz potem?
- Nic – odpowiedziała za nią Andrea. – Absolutnie
nic.
Syd odwróciła się powoli do Andrei, a ja chciałem
uściskać przeklętą dziewczynę. – Więc nie masz nic do roboty – wtrąciłem się,
zanim Syd mogła cokolwiek powiedzieć. Obróciła się z powrotem do mnie i czułem
się jakby wszystko skupiło się na tej chwili. Jeżeli nie zgodzi się,
wiedziałem, że to będzie koniec. Moje mięśnie napięły się, jakbym miał uderzyć
w wysoki stok. – Możemy…?
- Kyler Quinn – przerwał mi gładki, gardłowy
głos. – Niech to szlag, to będzie mój szczęśliwy wieczór.
Sydney
Kolacja zaczęła się w siedmiu różnych kręgach
piekła, ale podczas posiłku odprężyłam się. Nie całkowicie, ponieważ siedzenie
obok Kylera było prawdziwym testem samokontroli. Byłam rozdarta między
pragnieniem, żeby rzucić mu się w ramiona, a pragnieniem kopnięcia go w krocze.
Ale kiedy patrzył na mnie, jakbym była jedyną
rzeczą, której potrzebował w swoim życiu? Zaczynałam kibicować części
wspięcia-się-na-jego-kolana, kiedy głos stworzony, żeby sprawić, aby faceci
zrzucali spodnie, prześlizgnął się po mojej skórze jak wąż.
Z trudem odrywając wzrok od ciemnobrązowych oczu
Kylera, zobaczyłam dziewczynę, którą słabo rozpoznawałam. Kilka minut zajęło mi
przypomnienie sobie, że ma na imię Corie. Chodziłyśmy razem do liceum. Nie
miałam pojęcia, co robiła przez te lata, ale pamiętałam, kto interesował się
nią kilka razy w liceum.
Przesunęłam spojrzeniem
po jej czerwonym, opiętym swetrze. Corie miała wymarzone piersi. Spojrzała na
mnie i wiedziałam, że od razu zlekceważyła moją obecność. Jakby było
niemożliwe, że coś znaczył fakt, iż Kyler siedział obok mnie przy stole.
W każdym innym dniu nie przejęłabym się tym.
Raczej byłam przyzwyczajona do podchodzących dziewczyn do Kylera gdziekolwiek
poszliśmy. Ten chłopak był w wielu miejscach, ale w tej chwili, po tym
wszystkim? Tak, nie poczułam ciepła, ani nie zakręciło mi się w głowie.
Andrea mruknęła coś pod nosem, gdy Kyler powoli
odwrócił się. – Hej – powiedział spokojnie. – Co u ciebie, Corie?
Corie położyła rękę na biodrze, jak jej wargi
umalowane na czerwono rozszerzyły się w uśmiechu. – Dobrze. Ostatnio nie
widziałam cię w pobliżu. Zgaduję, że na święta jesteś w domu?
- No co ty – mruknęła pod
nosem Andrea i byłam pewna, że Corie jej nie usłyszała. Tanner zacisnął usta,
nagle będąc zainteresowany jedzeniem na jego talerzu.
- Tak, jestem na jakiś czas
w domu. – Kyler położył ramię na oparciu mojego krzesła. – Potem wracamy do szkoły.
Jeśli „my” było na coś ukrytym kodem, nikt tego
nie pojął, zwłaszcza Corie. Odrzuciła za ramię swoje ładne blond fale i
skrzyżowała ramiona. Nawet moje spojrzenie pomknęło prosto do jej
dekoltu. – Też jestem na przerwie od Shephard, aż do piętnastego stycznia.
Powinniśmy się spotkać.
Tak
jakbym w ogóle tam nie siedziała.
- No nie wiem – odparł dyplomatycznie Kyler. –
Będę bardzo zajęty, ale dobrze cię widzieć, okej?
Corie zamrugała, a jej usta uformowały idealne O.
Ja robiłam to samo. Nawet nie pamiętałam jednego razu, gdzie Kyler dałby kosza
ładnej dziewczynie. Po prawdzie powodem mogło być to, że ja tam siedziałam, a
biorąc pod uwagę naszą nowo nabytą historię, był trochę bardziej dyskretny niż
normalnie.
Pochwyciłam wzrok Andrei i miała największy
uśmiech dumnego-kota-co-wypił-śmietanę, a ja nie mogłam powstrzymać uśmieszku
goszczącego na moich ustach.
- Cóż, zadzwoń do mnie. Znajdę dla ciebie czas,
jeśli ty znajdziesz czas dla mnie. – Corie uśmiechnęła się, ale brakowało jej
wcześniejszej pewności siebie. – Do zobaczenia.
Kyler
skinął głową.
Po tym jak Corie gdzieś sobie poszła, cisza
opadła na stół i uśmieszek zniknął z moich warg. Niepokój przekręcił jedzeniem
w moim żołądku i chciałabym nie zjeść tego, co zjadłam. Tanner nadal przyglądał
się swojemu jedzeniu, jakby miał być z niego przepytywany. Andrea była
niezwykle cicha, co oznaczało, że zaczęła się apokalipsa, a Kyler wpatrywał się
w przestrzeń, mięsień pracował w jego szczęce. Nie wiem, co dokładnie sprawiło,
że wtedy wszystko na mnie opadło, ale nagle zorientowałam się, naprawdę zrozumiałam,
że to co wydarzyło się między nami dotknęło każdego aspektu naszych żyć.
Nawet naszych przyjaciół.
Ponieważ w tej chwili, Tanner i Andrea
najprawdopodobniej doświadczali szalonego przypadku zażenowania z drugiej ręki
albo po prostu nie wiedzieli jak poradzić sobie z tą sytuacją. Może współczuli
mi albo czuli się niezręcznie w imieniu Kylera. Zapewne czekali, żeby zobaczyć
jak zareaguję, czy wścieknę się, będę zazdrosna albo ucieknę we łzach.
Nawet gdybyśmy zapomnieli o tym z Kylerem i
ruszyli dalej jako przyjaciele, nasi przyjaciele zawsze czuliby się
niekomfortowo. Ciężar tej wiedzy opadł na moje barki i skuliłam się, nie chcąc
niczego bardziej jak pójść do domu i wleźć do łóżka.
Prawda, bez względu na to co powiedziała Andrea
czy w co chciałam uwierzyć, była taka, że Kyler nie był typem faceta, który
interesował się zobowiązaniami. A gdyby chciał być ze mną, zadzwoniłby albo
zrobił coś po tym jak wyjechałam. Cokolwiek innego od urżnięcia się w sztok i
oczywiście zapewne chciał ocalić naszą przyjaźń. On był… był dobrym facetem w
taki sposób.
Andrea uśmiechnęła się do mnie i zdawała się
wyczuć jak bardzo opadł mój humor. – Jesteś gotowa, żeby wyjść stąd?
Ignorując ostre spojrzenie Kylera, potaknęłam.
Nie sądzę, że chciałam w tamtej chwili czegoś innego od wydostania się stamtąd.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz