sobota, 15 marca 2014

Rozdział 11

Sydney

Kyler unikał mnie cały następny dzień, jakbym była brzydka pijaną laską, którą przyprowadził do domu z baru i nie mógł się jej pozbyć. Cała ta rzecz osiągała już dziesiąty poziom niezręczności i pomieszczenia pełnego myśli niech–mnie–ktoś– zabije.

Gdy drugi dzień z rzędu zrobiłam nam zimne kanapki, zatrzymał się na skraju kuchni, a kiedy podałam mu talerz i nasze palce się spotkały, szarpnął się do tyłu, wyrzucając talerz z mojej dłoni. Szynka miodowa i ser szwajcarski runęły na ziemię. Majonez rozbryzgał się wzdłuż ładnych płytek.

-Cholera -powiedział, a w ostatnim czasie powtarzał to dosyć często. Ukląkł i zaczął sprzątać bałagan.– Przepraszam za to.

Stałam tam z trzęsącymi się dłońmi. Chciałam płakać. Jak grube, wściekłe dziecko, które tak bardzo chciało jeść, że zaczęło płakać. Mamrocząc coś, czego nawet nie rozumiałam, podeszłam do lady i złapałam kilka ręczników papierowych. Z zamiarem i pomocy, i jakiegoś sprzątnięcia najważniejszego bałaganu, wróciłam tam, gdzie był i pochyliłam się.

W tej samej sekundzie Kyler wstał i głową uderzył mnie w brodę, odrzucając moją głowę z powrotem. Ostry ból przedarł się wzdłuż mojej szczęki, gdy cofnęłam się, upuszczając ręczniki papierowe, gdy Kyler przeklął słowem na F, które już wyszło z mody. Wstając, sięgnął do mnie, ale prawo grawitacji było całkowicie przeciw mnie. Uderzyłam tyłkiem w twardy dębowy stół kuchenny, trzęsąc się. Stojący na środku wazon, którego wykonanie zleciła jego mama ponad pięć lat temu, zaczął się chwiać z boku na bok. Odwróciłam się, sięgając po głupie fioletowo-różowe dzieło sztuki. Było jak w jednym z tych bardzo złych filmów, gdzie seria wypadków prowadzi do zniszczenia czegoś bezcennego. Praktycznie zbombardowałam stół z lotu nurkowego łapiąc wazon, zanim popełnił samobójstwo spadając z jego krawędzi.

-O mój Boże –wyszeptałam zdyszana.

Kyler pojawił się po mojej stronie, pomagając mi się wyprostować, tak bym przy okazji nie zrobiła sobie żadnych więcej obrażeń ciała.

-Wszystko w porządku?

Nie czułam mojego podbródka.

-W porządku.

Wziął ode mnie wazon i zaczekał, aż cofnę się ze stołu, by odłożyć go na swoje miejsce.

-Przepraszam. Mogłem wybić ci zęby. -Nie miałam nic do powiedzenia, więc stałam tam, starając się niczego nie dotknąć. –A z tobą wszystko w porządku?

-Mam twardą głowę.

Tak, miał. I wtedy niezręczność dekady wróciła. Oboje na siebie patrzyliśmy. Ciepło wkradło się na moje policzki, co było niesamowite, odkąd w domu było tak cholernie zimno. Kyler podszedł z powrotem do bałaganu i chwycił papierowe ręczniki. Zaczęłam robić mu kolejną kanapkę.

-Nie rób –powiedział, patrząc przez ramię.– Sam sobie jedną zrobię.

Nie wiem dlaczego, ale poczułam się jakby wielka osa wylądowała na moim nosie i użądliła mnie. Ból przeszedł na wskroś mnie. Straciłam apetyt. Opuściłam kuchnię i ruszyłam bez celu, kończąc w pokoju słonecznym na końcu salonu. W tym pokoju było mroźno, może przez te okna zajmujące całą powierzchnię ściany. Otulając się moim ciepłym swetrem, usiadłam na jednym z wiklinowych krzeseł i wpatrzyłam się w zaśnieżony plac. Wiatr smagał śniegiem, tworząc zaspy wysokie na co najmniej na sześć stóp i rozrzucając je z powrotem. Poza tym, wkradał się w las. Z tej odległości widziałam jak uchyla się, kołysząc w przód i tył. Wzięłam głęboki oddech i wypuściłam go powoli. Nic nie mogłam poradzić na to, że cały czas myślałam, co się stanie, gdy wreszcie opuścimy to miejsce. Czy nasza przyjaźń będzie taka sama? Nie mogłam sobie wyobrazić, jak to będzie.

Zniżając podbródek tak, że zanurzył się w rąbku mojego swetra, zamknęłam oczy. W chwili, gdy tak zrobiłam, pożałowałam tego, ponieważ w tym pokoju, z niczym poza wiatrem, na czym mogłabym się skupić, pomyślałam o tym, co się stało między mną i Kylerem ostatniej nocy. Jak miałam o tym kiedykolwiek zapomnieć?

-Syd?

Podniosłam głowę na dźwięk głosu Kylera. Stał w drzwiach pokoju słonecznego.

-Hej.

Przesunął ręką po swoich włosach. Coś, co musiał robić cały dzień, ponieważ jego włosy były uroczo rozczochrane.

-Przepraszam za to, co się stało w kuchni.

Całe moje ciało napięło się, jakby zostało wrzucone do sokowirówki.

-Możesz przestać przepraszać. To był wypadek. Ze mną wszystko w porządku. Z tobą też. Nic się nie zniszczyło.

-Zostawiłaś swoje kanapki w kuchni.

-Nie jestem głodna. Wezmę je później.

Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, po czym odwrócił wzrok na okna.

-To tam to szaleństwo, czyż nie?

Podążyłam za jego wzrokiem, czując się blisko łez.

-Tak, to prawda.

Minęło kilka sekund, zanim usiadł przy mnie. Pochylił się kładąc ręce na swoich kolanach.

-Sydney, co do ostatniej nocy…

-Proszę, nie przepraszaj za nią ponownie. Dobrze?

Nie sądzę, że gdyby to zrobił, zniosłabym to.

Kyler napiął się.

-Jak może ci to nie przeszkadzać? Czułem cię w moim śnie. Zaczekaj. Ja nie tylko cię czułem. Ja cię dotykałem.

Sposób, w jaki to powiedział, sprawił, że pomyślałam o tych lalkach do usług społecznych, pokazującym dzieci, które przychodzą do biur.

Fuj. Moje spojrzenie powędrowało do jego profilu. Po raz setny zorientowałam się, że życzę sobie, żeby wszystko między nami było łatwiejsze.

Spojrzał na mnie.

-Nie zamierzałem tego, kiedy ostatniej nocy szedłem z tobą do łóżka. Po prostu chcę, abyś to wiedziała.

Wciągnęłam gwałtownie powietrze. Cóż, jeśli myślałam, że moje serce może znieść więcej uderzeń, tak bardzo się myliłam.

-Było tak źle?

-Co?

Patrząc w dal, wstałam i podeszłam do okna. Może potrzebowałam po prostu kilku kopniaków, żeby się z nim skonfrontować. Oczywiście już uszkodziliśmy naszą przyjaźń. Jedynym sposobem, by ją naprawić, było przejście obok tego całego gówna. Psychologia 101. Unikanie było łatwym i przyjemnym sposobem, następne było zaprzeczanie, ale to nigdy nie zadziałało. Musiałam mu powiedzieć, że interesuję się nim, że go pragnę. Może kiedy już oczyścimy powietrze, będę mogła ruszyć dalej. Szczerość zawsze była najlepszym wyjściem, ale nie wiedziałam, czy dam radę znieść aż takiego wielkiego kopniaka. Ale jeśli nie kontynuowałabym tego w ten sposób, miałabym tylko atrapę rozmowy.

Usłyszałam jak zasapał.

-Myślisz o czymś –powiedział.– Myślisz o czymś ważnym. Jeśli jesteś na mnie wkurzona za ostatnią noc, możesz mi to powiedzieć, zamiast starać się bronić moich uczuć. Zrozumiem to. Wytrzymam…

-Nie jestem na ciebie zła –spojrzałam na niego, składając ręce. Odwrócił wzrok.– Jak mogłabym, skoro próbowałam cię pocałować, gdy byłam pijana. To zrobiłoby ze mnie hipokrytkę.

-Syd, to były dwie odrębne sytuacje. Nie próbowałaś złapać mnie za moje śmieci.

Zrobiłabym to, gdybym miała lepszy refleks po pijaku. To była prawda – nie coś, do czego przyznałabym się, ale musiałam się tego pozbyć.

-Dlaczego przerwałeś ostatniej nocy?

Patrzył na mnie jakbym była szalona.

-Spałem, Syd. Do diabła, myślałaś, że mnie molestowałaś, gdy byłaś pijana, a ja zrobiłem to naprawdę!

-Nie przeszkadzało mi to –mój głos stał się słaby, był ledwie szeptem.

Kyler szarpnął się do tyłu.

Potrząsnęłam głową.

-Nie spałam, Kyler. Wiedziałam, co robisz –teraz naprawdę wpatrywał się we mnie, straciłam oddech. Teraz albo nigdy. Wszystkie chwile, które do tego doprowadziły. Mogłabym mu powiedzieć, ż cieszę się, że przestał, powiedzieć coś głupiego i zmienić temat. Albo mogłam mu powiedzieć, czego naprawdę pragnęłam – na co czekałam od tak długiego czasu. Gdybym to zrobiła, nie byłoby już odwrotu.

-Sydney… -Jego głos niósł ostrzeżenie.

Wzięłam głęboki oddech.

-Chcę tego, co miały inne dziewczyny.

-Co? –Jego oczy rozszerzyły się, pociemniały.

Moje policzki zapłonęły, jakbym opalała się w piekle.

-Chcę tego. Chcę ciebie. Chcę być z tobą.

Obserwowałam, jak wstał i przez chwilę myślałam, że wyjdzie z pokoju. W moim brzuchu uformowały się węzły tak mocno, że myślałam, iż za chwilę upadnę.

-Nie proszę cię, żebyś został moim chłopakiem, albo mnie poślubił. Wiem, że ty się nie wiążesz. Wiem, że nie wdajesz się w tego typu rzeczy.

-Ty też nie? –Szyderstwo kapało z jego słów. Teraz moje całe ciało płonęło. Powiedział to tak, jakbym była Miss Konserwatywności USA. To sprawiło, że chciałam się bronić i chciałam udowodnić, że nie jestem oziębłą małą duszyczką, która została skopana.

-Nie z tobą. Pragnę cię. Na jedną noc. To wszystko.

Kyler znieruchomiał. Myślę, że nawet przestał oddychać. Wtedy jego oczy zmrużyły się, gdy patrzył na mnie.

-To tego właśnie chcesz?

Zacisnęłam dłonie w pięści i wyszeptałam:

-Tak.

-I to wszystko? –Zrobił krok w moim kierunku, a moje serce zrobiło koziołka, gdy się cofnęłam. – Powiedz to trochę głośniej, Syd.

Zaschło mi w gardle, przełknęłam i powiedziałam nieco głośniej.

-Tak.

Kolejny krok w moim kierunku, a ja zorientowałam się, że się cofam, gdy uderzyłam plecami w szybę. Powolny drapieżny uśmiech zaszczycił jego wargi, a ciepło zalało moje żyły w szalonym pospiechu.

-Od kiedy?

Słowa miały tak twardą formę.

-Od jakiegoś… czasu.

-Jak długo?

-Długi czas.

Pokręcił głową.

-Niewiele mi to mówi.

-Wystarczająco długo –powiedziałam.

-Powiedz mi jeszcze raz, czego chcesz?

Nie byłam pewna czy mogę mówić, nie kiedy w taki sposób na mnie patrzył.

-Ciebie.

-Musisz podać mi trochę więcej szczegółów niż to, kochanie –zatrzymał się przede mną i musiałam wyciągnąć szyję, żeby zobaczyć jego minę.– Czekam…

Czy on naprawdę chciał, żebym podała mu szczegóły? Zaczęłam odwracać wzrok, ale jego palce wylądowały na moim podbródku, utrzymując mój wzrok na nim. Jego brwi się wygięły.

-Ja…ja chcę ciebie.

Jego wzrok opadł i mimo, że miałam na sobie gruby sweter czułam się naga i wrażliwa. Zadrżałam, a moje sutki stwardniały. Wszystko wewnątrz mnie stwardniało.

-Już to mówiłaś. Powiedziałaś tylko, że chcesz tego, co miały inne dziewczyny. Wiesz, co to jest?

Skinęłam głową najlepiej jak umiałam. Kyler schylił głowę tak, że jego usta były kilka cali od moich.

-Pieprzyłem te dziewczyny. To wszystko. Bez zobowiązań. Bez niczego. I to jest to, czego pragniesz? Chcesz, żebym cię pieprzył?

Nie. Chciałam więcej, o wiele więcej.

-Tak.

Wciągnął głęboki oddech, gdy opuścił rękę. Gniew błysnął wzdłuż jego oszałamiającej twarzy – prawdziwy gniew, rozjaśniający jego policzki. Wtedy zrozumiałam, że naprawdę spieprzyłam. Rozczarowanie uderzyło we mnie jak stalowa kula. To było to. Ponownie dał mi kosza. Tył mojego gardła zapłonął, ponieważ to było to – już bardziej nie mogłam oczyścić powietrza. Chciałam kopnąć samą siebie w głowę. Poddałam się i najprawdopodobniej zrujnowałam naszą przyjaźń, tym razem naprawdę. Pieprzona psychologia. Powinnam cały czas kontynuować unikanie.

-Odwróć się –rozkazał.

Zamrugałam.

-Co?

-Odwróć. Się. –Władza w jego głosie sprawiła, że wzdłuż mojego ciała przeszły dreszcze, ale zamarłam tam, wpatrując się w niego. Jego oczy były teraz większe i lśniły jak wypolerowany onyks. Byłam uwięziona w jego spojrzeniu.

-Nie zamierzam się powtarzać.

Część mnie chciała go zapytać, co zrobiłby, gdybym go nie posłuchała, ale odwróciłam się, bo zobaczyłam pragnienie w jego oczach. Może to wszystko było tylko halucynacją. Może kiedy próbowałam wybiec z pokoju, upadłam i uderzyłam się w głowę. Wszystko jest możliwe. A może dostałam wstrząsu mózgu od śmiertelnego skutera i twardego – jak – diabli uderzenia głowy Kylera.

-To w taki sposób ja to robię –jego ciężki, głęboki głos spowodował, że podskoczyłam. Chichocząc odgarnął masę włosów z mojej szyi, przerzucił je przez moje ramię, a następnie jego ciepły i gorący oddech przesunął się wzdłuż mojego karku.– Czasami na stojąco, czasami w taki sposób przy ścianie, albo czasami na kolanach ze mną za nimi.

O. Mój. Boże. To robiło ze mnie królowa pnączy, ale zawsze zastanawiałam się, w jaki sposób on to robi. Ciepło urosły nisko w moim brzuchu, przesuwając się przez moje żyły. Oblizałam usta i przygryzłam je, gdy ręka dotknęła mojego biodra, przesuwając się na krzywiznę talii.
-Nie robię tego w inny sposób. Nie z dziewczynami, które tylko pieprze. –Druga ręka wylądowała na moim boku, jego palce wsunęły się pod materiał.– Czy to właśnie tego chcesz, Syd? Chcesz, żebym pieprzył cię od tyłu?

Oddech uwiązł mi w gardle, a głęboki ból zapulsował między moimi udami.

-Ja…

-W jaki sposób? –Zapytał i przysunął się bliżej. Jego usta przesunęły się po moim policzku, a ja mogłam poczuć całą jego długość, mimo że nawet na mnie nie naciskał.– Chcesz to zrobić właśnie w ten sposób? Albo możemy zejść na kolana. Mi pasują obydwa sposoby.

OBożeOBożeOBoże. Nie miałam pojęcia co powiedzieć. Jedyny sposób, w jaki uprawiałam seks, to w pozycji na misjonarza i szczerze nie wiedziałam, jakby to się odbywało na wysokości lub…

-Myślisz, Syd. Czyżbyś zmieniła zdanie?

Czy to właśnie tego pragnął? Czy tego spodziewał się po mnie, ponieważ słyszał, co powiedział o mnie Nate? Byłam oziębła, a oziębłe dziewczyny na pewno tego nie robią. Zacisnęłam oczy.

-W ten sposób.

Wymamrotał przekleństwo, a moje oczy otworzyły się. Czy powiedziałam złą rzecz? Ale wtedy jego ręce wsunęły się pod mój sweter i zanim mogłam powiedzieć „orgazm”, zdążył zdjąć ze mnie sweter. I wtedy zostałam tylko w jeansach i staniku. Nie rażąco usztywnionym staniku – dzięki Bogu – ale staniku. Cholera, mieliśmy to zrobić – on miał mi to zrobić. Mieliśmy się pieprzyć. Trochę niepokoju przesunęło się przeze mnie. Nie było w tym nic romantycznego, nic słodkiego i czułego. Pieprzenie, to było tylko pieprzenie. A on nie wyglądał na szczególnie szczęśliwego przez to wszystko. To było złe.

Duże ręce Kylera wylądowały na mojej skórze, a ja szarpnęłam się na ten dotyk.

-Połóż ręce na szybie, Syd.

Wszystkie moje myśli uleciały z mojej głowy, gdy ciepło rozszerzyło się wewnątrz mnie. Moje ciało odpowiedziało bezczelnie na jego rozkaz i głęboką barwę jego głosu. Szyba była chłodna pod moimi dłońmi.

-Dobrze –jedna dłoń przesunęła się po mojej skórze, przenosząc się poniżej mojego pępka i pod krawędź moich jeansów. Jego ręka rozpłaszczyła się.

-Trzymaj ręce na oknie.

Przyciągnął mnie do siebie, jakby się o mnie opierał, tak że lekko pochyliłam się do przodu i przysunęłam do niego, nadal dotykając szyby. Mogłam czuć jego gorąca i twardą długość przyciskająca się do moich pleców i uczucie drżenia w moich żyłach.

-Powinnaś powiedzieć coś wcześniej, jeśli to było wszystko, czego chciałaś –w jego słowach była twardość, twarda krawędź, której nie rozumiałam. Zdecydowanie był wkurzony, ale robił to. Zmieszanie i pożądanie wirowały we mnie i nie wiedziałam w którą stronę zmierzam. Jego druga dłoń zaczęła się ruszać wzdłuż moich żeber, wysyłając przeze mnie dreszcze.

-Ja… pomógłbym ci już dawno temu –powiedział.

Nie mogłam myśleć, nie kiedy jego ręka przesuwała się w dół mojego brzucha, a następnie w górę pod miseczkę mojego stanika.

Gdy moje ciało wygięło się, jęk uciekł z moich ust.

-Kyler…

-Cholera –jego dłoń znieruchomiała, gdy wysunął biodra do przodu. Drugą ręką nadal trzymał mnie w miejscu. Nie było ucieczki z jego powolnej tortury, albo czymkolwiek innym to było. Nie to, że chciałam. Pchnęłam do tyłu, a on jęknął z głębi gardła. Jego ręka odsunęła się od mojego stanika, a ja zapiszczałam. Ale wtedy wsunął dłoń między nas, a jego niezwykle zimne palce rozpięły stanik szybciej, niż ja bym to zrobiła. Materiał zsunął się w dół moich ramion, a ja puściłam okno na tyle długo, by stanik uderzył o podłogę. Zimne powietrze uderzyło w moja klatkę piersiową, pojedynkując się z ciepłem wydobywającym się z mojego ciała. Nie stał przede mną, ale wiedziałam, że się we mnie wpatruje. Był tak wysoki, że niewiele potrzebował się wyciągać. Czubki moich piersi stwardniały jeszcze bardziej, stając się niemal bolesne. Wtedy jego ręce były na mnie, a całe moje ciało przebudziło się do życia. Jego palce poruszały się na mnie, delikatnie odkrywając moje puchnące piersi, drażniąc ich szczyty. Zniżył usta do miejsca poniżej mojego ucha, wyciskając tam mały gorący pocałunek.

-Cholera, Sydney –jego palce złapały mój sutek, a ja zapłakałam, poruszając biodrami przy jego cichym wołaniu. Przesuwał się z pocałunkami wzdłuż mojej szyi, ramienia i cały czas kontynuował dotykanie mnie, dopóki moje piersi nie stały się ciężkie i opuchnięte. Nie było tak jak z Natem. Kyler przygryzł bok mojej szyi.

-Ty… ty zasługujesz na coś lepszego niż to, kochanie. Cholera, zasługujesz na coś lepszego niż to.

Byłam pewna, że to było dokładnie to, na co zasłużyłam – i szczęśliwe, też. Jedna z jego rąk opuściła moją pierś i przesunęła się w dół mojego brzucha. Ruchem palca odpiął guzik spodni i wsunął w nie dłoń.

-Powiedz mi, żeby przestał –powiedział całując moją szczękę.– Powiedz mi.

-Nie –westchnęłam.– Nie chcę, żebyś przestawał.

Mruknął coś, czego nie zrozumiałam, a potem pocałował miejsce, w którym pulsowała krew. Jego dłoń wsunęła się w moje majtki, a następnie przykrył mnie swoimi długimi palcami.

-Jesteś tak bardzo na mnie gotowa, prawda?

Zaczerwieniłam się, jakby zawstydziłam tym jak-bardzo-byłam–gotowa, ale wtedy on poruszył kciukiem przez moje centrum, a ja wyjęczałam jego imię, kręcąc się, gdy przyjemność szybko wzrosła oszałamiając mnie.

-Boże –jęknął, jego biodra przyciskały się do mnie, gdy jego palce pracowały wewnątrz mnie powoli.– Mów dalej w ten sposób moje imię, a to się skończy zanim w ogóle się zacznie.

-Kyler –błagałam, bo poważnie byłam w punkcie żebrania. Jego palec zahaczył o mnie, a ja już była tak blisko. Rozpoczął się powolny rytm, który był tak delikatny, że graniczył z szaleństwem.

-Jesteś taka ciasna –powiedział, a ja nigdy nie słyszałam takiego tonu głosu u niego. Surowego. Pierwotnego.– Cholera, kochanie, nie robiłaś tego od…?

Pokręciłam głową.

-Nie. Nie było nikogo od niego.

-Tak myślałem, ale…- zadrżał, ale jego ręka, jego palce nie złamały rytmu. Powolny, stale budujący się we mnie ogień szybko się rozprzestrzeniał. Moje biodra ruszały się przy jego dłoni, a ja mogłam słyszeć jego delikatny oddech przy moim uchu, a za każdym razem, gdy jego biodra pchały we mnie, przesuwało mnie to bliżej do uwolnienia. Każdy mój mięsień zesztywniał, byłam gotowa eksplodować. Zamierzałam…

Głośny trzask rozległ się w pokoju jak grzmot, a okno przed nami eksplodowało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz