sobota, 15 marca 2014

Rozdział 9

Sydney

Musiałam stracić przytomność tylko na kilka sekund, ale wystarczająco długo, by stracić orientację, kiedy zamrugałam otwartymi oczyma. Ręce Kylera były na moich policzkach, jego brązowe oczy były prawie czarne.

-Sydney! Powiedz coś, kochanie. Mów do mnie!

Mój język był jak wełniana szczotka.

-Ała.

Popatrzył na mnie przez chwilę, a potem się roześmiał. Chwilę później przyciągnął mnie do pozycji siedzącej i przycisnął do swojej klatki piersiowej. Był tak ciepły, że chciałam się na niego wczołgać.

-Jezu, wystraszyłaś mnie na śmierć.

Co ja zrobiłam oprócz tego, że o mało nie zostałam przejechana? Ukryłam twarz w jego swetrze, gdy go objęłam.

-Myślę, że życie błysnęło mi przed oczami. Było dość kiepskie.

Jego uścisk zacieśnił się, ściskając mnie tak , iż myślałam, że za chwilę złamie mi żebro.

-Myślę, że nie dobiegłbym do ciebie na czas… -urwał przyciskając usta do mojego zimnego czoła.– Wiedziałem, że powinienem wyjść na zewnątrz, gdy zobaczyłem, że idziesz po łopatę, ale wiem, jak lubisz to całe gówno. –przerwał na chwilę, a potem zaklął ponownie.– Syd….

-Ze mną wszystko w porządku. –I było, tylko trochę mną wstrząsnęło i miałam przemoczony i zamarzający tyłek.– Oni mnie nie widzieli. Zamknij połączenie.

-Nie widzieli cię! –Kyler wyprostował się, furia wpisana była w linie mimiczne jego twarzy. – Nie ma mowy, by ten dupek cię nie widział.

-Co?

Kyler wstał, podnosząc mnie razem ze sobą. Byłam trochę niepewna, więc przytrzymał mnie, gdy wiatr uderzył w nas, rozrzucając dookoła pokrywę śnieżną.

-Ten dupek musiał cię widzieć! Ja widziałem cię z ganku!

Moje serce potknęło się.

-Ale…

-On cię widział –złość utwardziła jego głos, nadając mu strasznych krawędzi.– Chodź. Wejdźmy do środka i ogrzejmy cię.

Zanim mogłam przetrawić to, co powiedział, podniósł mnie i ruszył w kierunku schodków na ganek.

-Mogę iść –zaprotestowałam.

-To sprawia, że czuję się lepiej, więc nawet nie próbuj się ze mną kłócić.

Chciałam zacząć kłótnię, ale kiedy otworzyłam usta, skończyłam połykając śnieg, co spowodowało, że włamał mi się do płuc. Atrakcyjne. Kiedy byliśmy już w środku, Kyler nie postawił mnie na ziemi dopóki nie dotarł do salonu i kominka.

-Co masz na myśli mówiąc, że osoba na skuterze śnieżnym mnie widziała? – zapytałam, gdy wrzucał drwa do kominka.- To oznacza, że zrobił to celowo.

-To właśnie powiedziałem –tylko warknął. Zabłysła iskra, gdy powołał płomienie do życia, używając jakiegoś mrożącego krew w żyłach zimna. On cię widział. Nie wiem, dlaczego to zrobił, ale stało się.

Otworzyłam usta, ale nic się z nich nie wydostało. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nie mogłam uwierzyć w to, że ktoś celowo chciał mnie przejechać. To nie tak, że Kyler był jakimś paranoikiem, ale ja nie znałam tutaj nikogo, więc nie było szansy, bym wkurzyła kogoś na tyle mocno, żeby chciał mnie przejechać.

-Nie chcę, byś wychodziła sama na zewnątrz –powiedział, wciąż odwrócony do mnie plecami grzebiąc w żarze.

-Dobrze –powiedziałam tylko dlatego, że nie chciałam zaczynać kłótni.

Wstał strząsając mokre płatki śniegu z włosów.

-Powinnaś zdjąć te mokre ubrania zanim się rozchorujesz.

Czując się trochę jak źle zachowujące się dziecko i nie będąc pewną, dlaczego, zrobiłam to, o co mnie poprosił. Odkąd zrobiło się tak późno, wątpiłam, abyśmy gdzieś mieli wyjść, więc przebrałam się w parę flanelowych spodni i koszulkę z długim rękawem. Kiedy wróciłam na dół, Kyler już przebrał się w suche rzeczy, a ogień płonął mocno.

Podał mi koc i owinęłam się nim, wdzięczna. Czułam się, jakby śnieg dostał się do środka mnie. Usiadłam przy kominku, obserwując jak ogień liże cegły. Na zewnątrz wiatr zaczął przybierać na sile, grzechocząc o dom. Wydawało się, że znalazł każde najmniejsze pęknięcie w budynku i torował sobie drogę do środka. Owinęłam się ciaśniej kocem i przysunęłam bliżej ognia, drżąc. Kyler patrzył na mnie przez chwilę, a potem wstał z miejsca, gdzie siedział na kanapie. Chwytając kolejny koc, podszedł do mnie i usiadł za mną. Zesztywniałam.

-W porządku –powiedział.– Mam pomysł. –Rozłożył nogi po obu stronach mnie, a następnie owinął wokół mnie ramię. Przyciskając mnie do siebie owinął wokół nas koc.– Widzisz, teraz jesteśmy jak burrito.

Pozostałam cicho, nie przechylając się w jego kierunku, ale mogłam poczuć płynące od niego ciepło. Bycie tak blisko niego denerwowało mnie w sposób, jakiego nigdy wcześniej nie doświadczyłam, więc chwilę zajęło mi odnalezienie głosu.

-To jest bardzo fajne burrito.

-Też tak myślę –minęło kilka chwil.- Jak myślisz, co banda zrobi? Wróci do domu? - Skupiłam się na płomieniach.

-Prawdopodobnie spotka się z rodziną. Myślę, że Andrea jedzie do domu rodziców

Tannera.

-Oni są razem? – mieszanie zabrzmiało w jego pytaniu.– Nigdy nie wiedziałem, co dzieje się między tą dwójką.

Roześmiałam się i zaczęłam relaksować, poluzowując mój uścisk na kocu.

-Ja też tak naprawdę nie wiem. Można się tylko domyślać.

-Ta dwójka jest szalona. Nie wiem nawet, czy kiedykolwiek wyszli razem na randkę.

-Nie poszli. Nie zrobili nic, ale nadal się założę, że skończą biorąc ślub i z toną małych dzieci.

Kyler zaśmiał się, gdy oparł się plecami o bok fotela za nim.

-Wiesz, o czym myślę? –spojrzałam przez ramię na niego. Głowę odchylił do tyłu, odsłaniając szyję. Miał seksowne gardło. Do diabła, ten chłopak miał seksowne wszystko. Gdy moje serce się rozgrzało, na ustach wyłonił się uśmiech.

-Co?

-Myślałem o zmianie kierunków.

-Co? –roześmiałam się.– Kyler, kończysz studia tej wiosny.

Wyszczerzył się gdy zniżył brodę. Jego oczy miały odcień ciepłego brązu.

-Jest na to za późno?

-Prawdopodobnie tak –poruszyłam się, więc skończyłam leżąc w połowie na nim. Wyciągnął jedną nogę, dając mi więcej przestrzeni.

-Nie chcesz kończyć zarządzania przedsiębiorstwem? Tak jak twoja mama i twój ojczym?

Jego pełne usta rozciągnęły się w zamyśleniu.

-Szczerze?

-Tak. –Zarządzanie przedsiębiorstwem mogło brzmieć lamersko dla niektórych osób, ale dzięki temu miałeś dużo stabilniejszą karierę i pieniądze. Zwłaszcza dla kogoś takiego jak Kyler, który miał koneksje potrzebne, by zacząć własny biznes, który zgodnie z tym, o czym rozmawiałam ostatnio z jego mamą, miał iść w ślady swojego ojczyma. Naprawdę starałam się o tym nie myśleć, ponieważ to oznaczało, że gdy ukończę studia, zostanę w Maryland, by kontynuować doktorat, a Kyler zacznie podróżować, tak jak jego mama. Po spędzeniu połowy życia z nim na wyciągnięcie ręki, nie byłam pewna, jak zniosę to rozdzielenie. To w pewien sposób uderzyło we mnie, moja nagła niemożność ignorowania mojego małpiego pożądania do niego i moich uczuć, które były silniejsze niż przyjaźń. Prędzej czy później i tak zostaniemy rozdzieleni. Mój żołądek wypełniły węzły.

Jego oczy nagle spotkały moje, jego wyraz twarzy stał się poważny.

-Nie wiem.

Prawda była taka, że Kyler mógł pozwolić sobie na luksus zmiany zdania, nawet tak późno. Jego rodzina miała wystarczająco dużo pieniędzy, aby mógł się utrzymać po ukończeniu. Mógł wrócić na studia i zrobić kolejny stopień. Mógł też nie robić nic. Moi rodzice nawet w przybliżeniu nie byli tak zamożni jak jego. Mój tata prowadził własne biuro ubezpieczeń, a mama uczyła w miejscowej szkole prywatnej, więc był dla mnie jakiś fundusz na studia, ale jeśli zdecydowałabym się teraz na zmianę, albo opuściła szkołę przed jej ukończeniem, moi rodzice wykopaliby mój tyłek stąd do domu i z powrotem.

-A co chcesz robić? –zapytałam, ale miałam już pewne podejrzenia.

-Podróżować po świecie, jako playboy milioner?

-Ha, bardzo zabawne.

Błysnął szybkim uśmiechem.

-Poważnie?

Skinęłam głową.

-Odnawianie starych barów i inne gówno? Nic o tym nie wiem. Nie zrozum mnie źle. To nie jest zła robota.

-Nie, nie jest. Ale…?

Światło na suficie zamigotało podczas jednego z podmuchów wiatru. On uśmiechnął się, a ja zwolniłam oddech, który nieświadomie wstrzymałam.

-Wiesz, że moim głównym kierunkiem jest biologia, prawda? I że uczęszczałem na dużo zajęć matematycznych?

-Tak –powiedziałam, relaksując się przy nim. Wydawał się nie mieć z tym problemu, ponieważ przesunął się tak, że moja głowa była na jego piersi, a jego ramiona były splecione wokół mnie.– I po prostu pomyślałam, że coś nie tak jest z twoim mózgiem.

Roześmiał się.

-Nie, mój mózg przez większość czasu funkcjonuje normalnie –przerwał na chwilę, a potem powiedział.– Myślałem o pójściu po zakończeniu do szkoły weterynaryjnej.

Zamknęłam oczy, gdy moje serce zrobiło tą głupią rzecz z wywrotką. Największą słabością Kylera zawsze były zwierzęta. Kiedyś w trzeciej klasie znalazł na boisku szkolnym gołębia. Miał złamane skrzyło i gdyby pozostawiłoby się go samemu sobie, umarłby na pewno. Uparł się, by mu pomóc i odmówił siedzenia w ławce, dopóki nauczyciel nie znalazł jakiegoś małego pudełka. Kyler wyszedł na boisko i zgarnął ptaszka. Namówił też swoją mamę, by zabrać go do weterynarza. Gołąb – stworzenie które nie obchodziło nikogo innego. W tym momencie stał się moim bohaterem.

-Syd? –W jego głosie była niepewność, jakby myślał, że według mnie odrzucenie kariery, dzięki której mógł zarobić miliony dla takiej, której głównym wynagrodzeniem będzie pomoc zwierzętom czyniło z niego szaleńca. Wzięłam drżący oddech i wtuliłam się w niego bardziej. Nie mogłam mieć Kylera w sposób, który pragnęłam. Wiedziałam to, akceptowałam to. Oczywiście pijana wersja mnie, nie, ale nadal byłam dumna mogąc nazywać go swoim przyjacielem.

-Myślę, że to świetny pomysł.

-Naprawdę? –wydawał się zaskoczony.

Uśmiechnęłam się.

-Myślę, że to wspaniałe. To coś, czym się pasjonujesz. Powinieneś to robić.

Kyler nie odpowiedział, ale czułam, jak napięcie z niego ulatuje. Może to jest, to czego potrzebował. Potwierdzenia. Gdy siedzieliśmy w ciszy obserwując cienie płomieni tańczące na drewnianych ścianach, w tym momencie uświadomiłam sobie coś jeszcze. Chociaż wiedziałam, że wszystko, co jest między nami to przyjaźń, ja go kochałam.

O ludzie…

Zawsze będę kochała Kylera Quinna.

Byłam taka popieprzona.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz