Kyler
Kiedy słowa opuściły moje usta, wiedziałem, że to
właśnie to trzeba było powiedzieć. W moim umyśle nie było żadnych wątpliwości.
Powinienem był powiedzieć to kilka lat temu, pierwszy raz, kiedy zorientowałem
się, jakie miałem do niej głębokie uczucia. I była dobra szansa, że w tej
chwili było już za późno, ale ciężar zszedł z moich ramion. Wyznałem prawdę.
Nie oczekiwałem, że moje przeprosiny będą wystarczyć, ale powiedzenie jej, co
czuję może otworzyć drzwi później. Tak przynajmniej miałem nadzieję.
Ale im dłużej Syd milczała, tym bardziej się
niepokoiłem. Syd wyglądała na trochę osłupiałą. Nie ruszyła się. Jej ręce
leżały bezwładnie na jej kolanach, wnętrzem dłoni do góry. Nic nie powiedziała.
Jej ładne, różowe usta były rozchylone. Wpatrywała się we mnie.
Czułem się jakby ktoś kopnął mnie w jaja. Czy tak
bardzo namieszałem, że moje wyznanie miłości zszokowało ją na zły sposób?
Szlag, nie podobało mi się to uczucie. Najprawdopodobniej na nie zasługiwałem,
ale przez to nie było łatwiej mi je przełknąć, zwłaszcza, kiedy jej oczy
zaszkliły się, jakby powstrzymywała łzy.
Nie
planowałem tego. Szlag.
- Syd, kochanie, powiedz coś, proszę. – Położyłem
ręce na udach, aby powstrzymać się przed złapaniem jej. – Proszę.
Potrząsnęła nieznacznie głową, powodując, że
kilka krótszych pasemek wysunęło się z jej kucyka. Ciemne kosmyki musnęły jej
skronie i kark. Potem pochyliła się do przodu. Zanim zorientowałem się, co
robi, objęła moją twarz drżącymi dłońmi.
Okej.
Tak było dobrze. Kierowało się to gdzieś, gdzie ja…
- Chcę cię udusić –
powiedziała zachrypniętym głosem. No dobra, tak nie było dobrze. Wcale.
- Nie masz pojęcia, jak
bardzo chcę cię teraz kopnąć – dodała. A to było gorsze. To nie było…
- Kocham cię – rzekła i
przełknęła ślinę. – Kochałam cię odkąd popchnąłeś mnie na placu zabaw.
Przysięgam – kochałam cię od tamtej chwili.
- Ja… co? – Patrzyłem na
nią. – Co powiedziałaś?
Syd
pocałowała mnie.
Jej wargi były miękkie; dotyk był niepewny,
oszałamiająco jej i cholernie słodki. Wdychałem ją przez pocałunek,
wciągając w głąb mnie. Mój mózg się zamknął, gdy upajałem się jej pocałunkiem,
jak pies przewracający się na plecy, żeby podrapać go po brzuchu. Podniosłem
się bez namysłu, kładąc ręce na jej biodrach. Chwyciła mnie za ramiona, jej
palce wbijały się w mój sweter w sposób, który spowodował, że trzęsło się całe
moje ciało.
-
Powiedz to jeszcze raz – poprosiłem.
Jej
usta uniosły się w kącikach. – Kocham cię, Kylerze.
Przeszedł przeze mnie dreszcz. Podniosłem ją i
położyłem dalej na łóżku. Zbliżyłem się do niej, odwzajemniając jej pocałunek.
W ciągu kilku sekund nasze ciała były zarumienione. Wsunąłem język do jej ust,
a ona jęknęła, wprawiając mnie w dreszcz. Przesunęła rękami po moich plecach, a
moje znalazły się pod jej ciężkim swetrem na krótkiej halce na ramiączkach.
Wygięła się, jakby pozwalając mojej ręce iść dalej na północ. Uniosłem się
trochę, przebiegając wzrokiem po jej uroczo zarumienionej twarzy, długiej
powabnej szyi i twardych czubkach piersi napierających na cienki materiał. Moje
ciało trzęsło się od wysiłku, żeby nie rozebrać ją do naga.
O
cholera.
Moja dłoń wyglądała na niewiarygodnie wielką na
jej brzuchu, bezpośrednio pod jej piersiami. Wow. Musiałem zwolnić, ale mocno
pragnąłem być w niej, nie mieć nic między nami.
Syd wyciągnęła rękę, przeciągając czubkami palców
po mojej szczęce. Pochyliłem się do tego gestu, zamykając oczy i pozwalając
sercu spowolnić. – Kochasz mnie? – zapytała.
- Zawsze – odparłem, przyciskając usta do wnętrza
jej dłoni. – Wiem, że miałem gówniany sposób na tego pokazanie, ale kochałem
cię odkąd zmusiłaś mnie do zjedzenia ciasta z błota.
Przeniosła rękę na moją klatkę piersiową,
zatrzymując się nad sercem. – Tak, powiedziałabym, że to całkiem dziwny sposób.
Otworzyłem oczy, gotów na dalsze przepraszanie.
Wtedy zobaczyłem łagodny uśmiech na jej twarzy i moje serce naprawdę podskoczyło
w piersi. Otworzyłem usta, ale nie miałem żadnych słów, jak przesuwałem
spojrzeniem po jej twarzy. – Szczerze?
- Szczerze – szepnęła.
- Naprawdę nie myślałem, że
widziałaś mnie, jako kogoś więcej niż przyjaciela. – Schyliłem głowę, całując
ją w usta, ponieważ wyglądały jakby były samotne. – I nie zdawałem sobie
sprawy, że cię bardziej pragnę dopóki nie związałaś się z Natem, a wtedy
stwierdziłem, że jest za późno. Nawet, kiedy zerwaliście, wydawało się, że
straciłem moją szansę.
Zmarszczyła
brwi. – Czemu nigdy nic nie powiedziałeś?
-
A ty?
Zacisnęła usta. – Z tego samego powodu, co ty.
Nie sądziłam, że widziałeś mnie, jako kogoś więcej niż przyjaciółkę i…
- Wiem. Dziewczyny… - Przycisnąłem czoło do jej
czoła. – Myślałem, że nie mogę cię mieć, więc chciałem zapomnieć o tym, co
czułem. To był okropny pomysł.
Zmrużyła
oczy. – Tak, był.
Moja przeszłość naprawdę nie była czymś, czym
można było się popisać. – Chciałbym cofnąć czas i zmienić te rzeczy. Chciałbym…
Położyła palec na moich ustach, palec, który
pachniał kakao. – To jest w przeszłości. Nic nie możemy z tym zrobić. I hej,
mogłam coś powiedzieć. Rozwinąć jakieś babskie jaja.
- Babskie jaja? – Uniosłem
brwi.
- Mhm.
Zrobiłem minę, kładąc się na boku obok niej. –
Nie chcę wyobrażać sobie ciebie z jajami, Syd.
Zachichotała, a ten dźwięk przywołał uśmiech na
moją twarz. Złapałem lekki, szczęśliwy odgłos ustami. – Gdybyś powiedziała, to
ja bym… - Pokręciłem głową. – To bez znaczenia. Chodzi o to, co zrobię teraz.
Tylko to się liczy. Spędzę resztę życia odrabiając to wszystko. Obiecuję.
W pierwszej chwili myślałem, że powiedziałem coś
nie tak. Łzy zebrały się w jej oczach tak szybko i obróciła się na bok, chowają
twarz w moim torsie. O cholera, na pewno powiedziałem coś nie tak. Tak prędko.
Wow. To musiał być rekord.
-
Hej. – Wsunąłem palce pod jej brodę. – Co jest?
Walczyła ze mną, ale stopniowo pozwoliła mi
unieść jej głowę. – Przepraszam. Nic nie zrobiłeś. Po prostu… jestem w tej
chwili bardzo emocjonalna.
Dla mnie nie była to dosyć dobra odpowiedź.
Siadając, wciągnąłem ją na moje kolana, a ona oparła się o mnie. – Syd…
Ocierając policzki, zaśmiała się cicho. – To są
szczęśliwe łzy. Przysięgam. Chodzi o to, że nigdy nie myślałam, że to się
wydarzy. Nie naprawdę i myślałam… myślałam, że żałowałeś bycia ze mną i dlatego
chciałeś porozmawiać. Że myślałeś, że byłam oziębła, tak jak Nate…
- Hola. Poczekaj. – Odchyliłem jej twarz do
mojej. – Jesteś tego dokładnym przeciwieństwem i nigdy w życiu nie myślałem, że
to może być prawdą. Jezu, znowu chcę złamać mu szczękę. Nie mogę uwierzyć, że
nadal martwisz się tym.
Pociągnęła
nosem. – Wiem, że to głupie.
-
To nie jest głupie. – Otarłem samotną łzę z jej policzka.
Oparła się o mnie, obejmując mnie ramionami w
pasie. – To jest głupie. Pozwoliłam dobierać się temu do mnie przez ile
lat? I chyba dlatego byłam gotowa uwierzyć, że byłeś z Sashą i przesadziłam.
- Nie przesadziłaś. –
Trzymałem ją mocno, trzymając brodę na czubku jej głowy. Boże. Nie zdawałem
sobie sprawy jak dobrze było ją trzymać, dopóki tego nie robiłem. – Zasłużyłem
na wszystko, co powiedziałaś.
- Kyler. – Westchnęła.
- Wiem. – Zaśmiałem się. –
To przeszłość, tak? – Kiedy potaknęła, oparłem się pragnieniu, żeby ją ścisnąć.
– Wiesz, co jeszcze jest przeszłością?
- Co takiego?
- Te przeklęte misie
pluszowe na twoim łóżku. Chyba tego brązowego masz od dzieciństwa.
Prawdopodobnie pokryty jest twoimi zarazkami.
Syd
odsunęła się, waląc mnie w klatkę piersiową. – Nie, nie jest, dupku!
Śmiejąc się, położyłem się pośród miśków,
większość z nich strącając na podłogę, ciągnąc ją za sobą. Odwróciłem się tak,
że byliśmy twarzą do siebie, leżąc na bokach.
– Hej. – Wyciągnąłem rękę i wziąłem
podniszczonego czerwonego miśka. – Czy to ten, który dałem ci na urodziny kilka
lat temu? Zatrzymałaś go?
- Tak. – Zabrała mi go, trzymając go między
naszymi klatkami piersiowymi. – Oczywiście, że go zatrzymałam.
Poczułem nacisk na piersi. Nic nie powiedziałem,
wpatrując się w nią.
- Co? – zapytała, patrząc mi w oczy.
Czasami słowa nie wystarczyły – nie mogły pokryć
uczucia. To był jeden z tych razów. Więc zmniejszyłem dystans i pocałowałem ją,
wkładając w ten jeden pocałunek wszystko, co do niej czułem, każdą obietnicę,
którą jej złożyłem. Gdy oderwałem się, jej oczy były zaszklone i chciałem
rzucić tego cholernego miśka na drugi koniec pokoju, i rzucić się na nią.
Rodzice na dole i niezamknięte drzwi sypialni?
Nic z tego nie będzie. A poza tym byłem podekscytowany z samego przebywania
tutaj z nią.
- To najlepszy wczesny prezent świąteczny, jaki
kiedykolwiek dostałem – powiedziałem jej.
Jej promienny uśmiech uderzył mnie w żołądek. –
Myślę, że to najmądrzejsza rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziałeś i muszę się
zgodzić.
- Tak? – Złapałem kosmyk jej włosów i owinąłem
nim palca. – Jestem wielkim szczęściarzem. Wiem o tym. Cholernym szczęściarzem,
że mam twoją miłość.
Przysunęła się bliżej, a miś był między nami
zgnieciony. Pocałowała mnie tak, jak nikt inny, ponieważ to była Syd. Objąłem
jej kark, przytrzymując ją jak przejąłem kontrolę nad pocałunkiem. Nie minęło
długo, jak misiek wylądował na podłodze, a nasze nogi i ręce były splątane
razem. Obściskaliśmy się jak para nastolatków. Ona leżała pode mną, jej biodra
poruszały się przy moich, zachęcając mnie. Przy tym jak cienki był dół jej
stroju, wydawało się jakby nic tam nie było. Pożądanie doprowadzało mnie do
szału, waliło w moich żyłach i nie chciałem przestawać, chociaż wiedziałem, że
nie może to zajść nigdzie dalej. Zbyt przyjemnie było, żeby przestawać i sposób
w jakim jej ciało poruszało się przy moim był zbyt doskonały, a jej ciche,
ledwo słyszalne jęki zbyt słodkie, żeby je przepuścić.
Nie wiem jak długo tak leżeliśmy, całując się i
dotykając, szepcząc do siebie nawzajem i śmiejąc się. Było późno, kiedy
spojrzałem na zegarek.
Wątpiłem, by jej tata cieszył się ze znalezienia
mnie rano w jej łóżku, ale nie potrafiłem jej odmówić. – Może zostanę dopóki
nie zaśniesz?
- Idealnie – mruknęła, kładąc policzek na moim
torsie. – Tylko użyj drzwi wejściowych, kiedy będziesz wychodził.
Uśmiechając się, przesunąłem dłonią po jej
plecach, uwielbiając to jak przysunęła się do mnie bliżej, dopasowując swoje
ciało do mojego, jakbyśmy byli dla siebie stworzeni. Do diabła, chyba naprawdę
byliśmy i zajęło mi cholernie długo czasu dostrzeżenie tego. Ale nareszcie to
zrobiłem i to się liczyło.
Kochałem ją. Boże, strasznie ją kochałem. Nie
mogłem uwierzyć, że dotarłem tak daleko, nie mówiąc jej o tym. Byłem idiotą,
ale byłem piekielnie szczęśliwym idiotą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz