sobota, 15 marca 2014

Rozdział 24

Kyler

Kiedy słowa opuściły moje usta, wiedziałem, że to właśnie to trzeba było powiedzieć. W moim umyśle nie było żadnych wątpliwości. Powinienem był powiedzieć to kilka lat temu, pierwszy raz, kiedy zorientowałem się, jakie miałem do niej głębokie uczucia. I była dobra szansa, że w tej chwili było już za późno, ale ciężar zszedł z moich ramion. Wyznałem prawdę. Nie oczekiwałem, że moje przeprosiny będą wystarczyć, ale powiedzenie jej, co czuję może otworzyć drzwi później. Tak przynajmniej miałem nadzieję.

Ale im dłużej Syd milczała, tym bardziej się niepokoiłem. Syd wyglądała na trochę osłupiałą. Nie ruszyła się. Jej ręce leżały bezwładnie na jej kolanach, wnętrzem dłoni do góry. Nic nie powiedziała. Jej ładne, różowe usta były rozchylone. Wpatrywała się we mnie.

Czułem się jakby ktoś kopnął mnie w jaja. Czy tak bardzo namieszałem, że moje wyznanie miłości zszokowało ją na zły sposób? Szlag, nie podobało mi się to uczucie. Najprawdopodobniej na nie zasługiwałem, ale przez to nie było łatwiej mi je przełknąć, zwłaszcza, kiedy jej oczy zaszkliły się, jakby powstrzymywała łzy.

Nie planowałem tego. Szlag.

- Syd, kochanie, powiedz coś, proszę. – Położyłem ręce na udach, aby powstrzymać się przed złapaniem jej. – Proszę.

Potrząsnęła nieznacznie głową, powodując, że kilka krótszych pasemek wysunęło się z jej kucyka. Ciemne kosmyki musnęły jej skronie i kark. Potem pochyliła się do przodu. Zanim zorientowałem się, co robi, objęła moją twarz drżącymi dłońmi.

Okej. Tak było dobrze. Kierowało się to gdzieś, gdzie ja…
- Chcę cię udusić – powiedziała zachrypniętym głosem. No dobra, tak nie było dobrze. Wcale.

- Nie masz pojęcia, jak bardzo chcę cię teraz kopnąć – dodała. A to było gorsze. To nie było…

- Kocham cię – rzekła i przełknęła ślinę. – Kochałam cię odkąd popchnąłeś mnie na placu zabaw. Przysięgam – kochałam cię od tamtej chwili.

- Ja… co? – Patrzyłem na nią. – Co powiedziałaś?

Syd pocałowała mnie.

Jej wargi były miękkie; dotyk był niepewny, oszałamiająco jej i cholernie słodki. Wdychałem ją przez pocałunek, wciągając w głąb mnie. Mój mózg się zamknął, gdy upajałem się jej pocałunkiem, jak pies przewracający się na plecy, żeby podrapać go po brzuchu. Podniosłem się bez namysłu, kładąc ręce na jej biodrach. Chwyciła mnie za ramiona, jej palce wbijały się w mój sweter w sposób, który spowodował, że trzęsło się całe moje ciało.

- Powiedz to jeszcze raz – poprosiłem.

Jej usta uniosły się w kącikach. – Kocham cię, Kylerze.

Przeszedł przeze mnie dreszcz. Podniosłem ją i położyłem dalej na łóżku. Zbliżyłem się do niej, odwzajemniając jej pocałunek. W ciągu kilku sekund nasze ciała były zarumienione. Wsunąłem język do jej ust, a ona jęknęła, wprawiając mnie w dreszcz. Przesunęła rękami po moich plecach, a moje znalazły się pod jej ciężkim swetrem na krótkiej halce na ramiączkach. Wygięła się, jakby pozwalając mojej ręce iść dalej na północ. Uniosłem się trochę, przebiegając wzrokiem po jej uroczo zarumienionej twarzy, długiej powabnej szyi i twardych czubkach piersi napierających na cienki materiał. Moje ciało trzęsło się od wysiłku, żeby nie rozebrać ją do naga.

O cholera.

Moja dłoń wyglądała na niewiarygodnie wielką na jej brzuchu, bezpośrednio pod jej piersiami. Wow. Musiałem zwolnić, ale mocno pragnąłem być w niej, nie mieć nic między nami.

Syd wyciągnęła rękę, przeciągając czubkami palców po mojej szczęce. Pochyliłem się do tego gestu, zamykając oczy i pozwalając sercu spowolnić. – Kochasz mnie? – zapytała.

- Zawsze – odparłem, przyciskając usta do wnętrza jej dłoni. – Wiem, że miałem gówniany sposób na tego pokazanie, ale kochałem cię odkąd zmusiłaś mnie do zjedzenia ciasta z błota.

Przeniosła rękę na moją klatkę piersiową, zatrzymując się nad sercem. – Tak, powiedziałabym, że to całkiem dziwny sposób.

Otworzyłem oczy, gotów na dalsze przepraszanie. Wtedy zobaczyłem łagodny uśmiech na jej twarzy i moje serce naprawdę podskoczyło w piersi. Otworzyłem usta, ale nie miałem żadnych słów, jak przesuwałem spojrzeniem po jej twarzy. – Szczerze?

-  Szczerze – szepnęła.

-       Naprawdę nie myślałem, że widziałaś mnie, jako kogoś więcej niż przyjaciela. – Schyliłem głowę, całując ją w usta, ponieważ wyglądały jakby były samotne. – I nie zdawałem sobie sprawy, że cię bardziej pragnę dopóki nie związałaś się z Natem, a wtedy stwierdziłem, że jest za późno. Nawet, kiedy zerwaliście, wydawało się, że straciłem moją szansę.

Zmarszczyła brwi. – Czemu nigdy nic nie powiedziałeś?

- A ty?

Zacisnęła usta. – Z tego samego powodu, co ty. Nie sądziłam, że widziałeś mnie, jako kogoś więcej niż przyjaciółkę i…

- Wiem. Dziewczyny… - Przycisnąłem czoło do jej czoła. – Myślałem, że nie mogę cię mieć, więc chciałem zapomnieć o tym, co czułem. To był okropny pomysł.

Zmrużyła oczy. – Tak, był.

Moja przeszłość naprawdę nie była czymś, czym można było się popisać. – Chciałbym cofnąć czas i zmienić te rzeczy. Chciałbym…

Położyła palec na moich ustach, palec, który pachniał kakao. – To jest w przeszłości. Nic nie możemy z tym zrobić. I hej, mogłam coś powiedzieć. Rozwinąć jakieś babskie jaja.

-  Babskie jaja? – Uniosłem brwi.

-  Mhm.

Zrobiłem minę, kładąc się na boku obok niej. – Nie chcę wyobrażać sobie ciebie z jajami, Syd.

Zachichotała, a ten dźwięk przywołał uśmiech na moją twarz. Złapałem lekki, szczęśliwy odgłos ustami. – Gdybyś powiedziała, to ja bym… - Pokręciłem głową. – To bez znaczenia. Chodzi o to, co zrobię teraz. Tylko to się liczy. Spędzę resztę życia odrabiając to wszystko. Obiecuję.

W pierwszej chwili myślałem, że powiedziałem coś nie tak. Łzy zebrały się w jej oczach tak szybko i obróciła się na bok, chowają twarz w moim torsie. O cholera, na pewno powiedziałem coś nie tak. Tak prędko. Wow. To musiał być rekord.

- Hej. – Wsunąłem palce pod jej brodę. – Co jest?

Walczyła ze mną, ale stopniowo pozwoliła mi unieść jej głowę. – Przepraszam. Nic nie zrobiłeś. Po prostu… jestem w tej chwili bardzo emocjonalna.

Dla mnie nie była to dosyć dobra odpowiedź. Siadając, wciągnąłem ją na moje kolana, a ona oparła się o mnie. – Syd…

Ocierając policzki, zaśmiała się cicho. – To są szczęśliwe łzy. Przysięgam. Chodzi o to, że nigdy nie myślałam, że to się wydarzy. Nie naprawdę i myślałam… myślałam, że żałowałeś bycia ze mną i dlatego chciałeś porozmawiać. Że myślałeś, że byłam oziębła, tak jak Nate…

- Hola. Poczekaj. – Odchyliłem jej twarz do mojej. – Jesteś tego dokładnym przeciwieństwem i nigdy w życiu nie myślałem, że to może być prawdą. Jezu, znowu chcę złamać mu szczękę. Nie mogę uwierzyć, że nadal martwisz się tym.

Pociągnęła nosem. – Wiem, że to głupie.

- To nie jest głupie. – Otarłem samotną łzę z jej policzka.

Oparła się o mnie, obejmując mnie ramionami w pasie. – To jest głupie. Pozwoliłam dobierać się temu do mnie przez ile lat? I chyba dlatego byłam gotowa uwierzyć, że byłeś z Sashą i przesadziłam.

-       Nie przesadziłaś. – Trzymałem ją mocno, trzymając brodę na czubku jej głowy. Boże. Nie zdawałem sobie sprawy jak dobrze było ją trzymać, dopóki tego nie robiłem. – Zasłużyłem na wszystko, co powiedziałaś.

-  Kyler. – Westchnęła.

-       Wiem. – Zaśmiałem się. – To przeszłość, tak? – Kiedy potaknęła, oparłem się pragnieniu, żeby ją ścisnąć. – Wiesz, co jeszcze jest przeszłością?

-  Co takiego?

-       Te przeklęte misie pluszowe na twoim łóżku. Chyba tego brązowego masz od dzieciństwa. Prawdopodobnie pokryty jest twoimi zarazkami.

Syd odsunęła się, waląc mnie w klatkę piersiową. – Nie, nie jest, dupku!

Śmiejąc się, położyłem się pośród miśków, większość z nich strącając na podłogę, ciągnąc ją za sobą. Odwróciłem się tak, że byliśmy twarzą do siebie, leżąc na bokach.

– Hej. – Wyciągnąłem rękę i wziąłem podniszczonego czerwonego miśka. – Czy to ten, który dałem ci na urodziny kilka lat temu? Zatrzymałaś go?

- Tak. – Zabrała mi go, trzymając go między naszymi klatkami piersiowymi. – Oczywiście, że go zatrzymałam.

Poczułem nacisk na piersi. Nic nie powiedziałem, wpatrując się w nią.

- Co? – zapytała, patrząc mi w oczy.

Czasami słowa nie wystarczyły – nie mogły pokryć uczucia. To był jeden z tych razów. Więc zmniejszyłem dystans i pocałowałem ją, wkładając w ten jeden pocałunek wszystko, co do niej czułem, każdą obietnicę, którą jej złożyłem. Gdy oderwałem się, jej oczy były zaszklone i chciałem rzucić tego cholernego miśka na drugi koniec pokoju, i rzucić się na nią.

Rodzice na dole i niezamknięte drzwi sypialni? Nic z tego nie będzie. A poza tym byłem podekscytowany z samego przebywania tutaj z nią.

- To najlepszy wczesny prezent świąteczny, jaki kiedykolwiek dostałem – powiedziałem jej.

Jej promienny uśmiech uderzył mnie w żołądek. – Myślę, że to najmądrzejsza rzecz, jaką kiedykolwiek powiedziałeś i muszę się zgodzić.

- Tak? – Złapałem kosmyk jej włosów i owinąłem nim palca. – Jestem wielkim szczęściarzem. Wiem o tym. Cholernym szczęściarzem, że mam twoją miłość.

Przysunęła się bliżej, a miś był między nami zgnieciony. Pocałowała mnie tak, jak nikt inny, ponieważ to była Syd. Objąłem jej kark, przytrzymując ją jak przejąłem kontrolę nad pocałunkiem. Nie minęło długo, jak misiek wylądował na podłodze, a nasze nogi i ręce były splątane razem. Obściskaliśmy się jak para nastolatków. Ona leżała pode mną, jej biodra poruszały się przy moich, zachęcając mnie. Przy tym jak cienki był dół jej stroju, wydawało się jakby nic tam nie było. Pożądanie doprowadzało mnie do szału, waliło w moich żyłach i nie chciałem przestawać, chociaż wiedziałem, że nie może to zajść nigdzie dalej. Zbyt przyjemnie było, żeby przestawać i sposób w jakim jej ciało poruszało się przy moim był zbyt doskonały, a jej ciche, ledwo słyszalne jęki zbyt słodkie, żeby je przepuścić.

Nie wiem jak długo tak leżeliśmy, całując się i dotykając, szepcząc do siebie nawzajem i śmiejąc się. Było późno, kiedy spojrzałem na zegarek.

- Możesz zostać trochę dłużej? – zapytała.

Wątpiłem, by jej tata cieszył się ze znalezienia mnie rano w jej łóżku, ale nie potrafiłem jej odmówić. – Może zostanę dopóki nie zaśniesz?

- Idealnie – mruknęła, kładąc policzek na moim torsie. – Tylko użyj drzwi wejściowych, kiedy będziesz wychodził.

Uśmiechając się, przesunąłem dłonią po jej plecach, uwielbiając to jak przysunęła się do mnie bliżej, dopasowując swoje ciało do mojego, jakbyśmy byli dla siebie stworzeni. Do diabła, chyba naprawdę byliśmy i zajęło mi cholernie długo czasu dostrzeżenie tego. Ale nareszcie to zrobiłem i to się liczyło.

Kochałem ją. Boże, strasznie ją kochałem. Nie mogłem uwierzyć, że dotarłem tak daleko, nie mówiąc jej o tym. Byłem idiotą, ale byłem piekielnie szczęśliwym idiotą.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz