Sydney
Stanie w moim starym ogrzanym pokoju i bycie
otoczoną przez wszystkie moje rzeczy pochodzące z lat, gdy byłam nastolatką,
przynosiło mi ulgę. Byłam cykorem odkąd trzy dni temu przyjechaliśmy do
Hagerstown.
Musiałam się ożywić, albo coś w tym stylu. Wigilia
była za dwa dni, a to zawsze były moje ulubione święta – jedzenia, rodzina,
prezenty- wszystko z tym związane.
Heh.
Mój pokój był dziwny, prawie jak kapsuła czasu.
Nigdy wcześnie mi to nie przeszkadzało, ale teraz? Chciałam wziąć do pokoju
młot pneumatyczny i wszystko rozwalić. Byłam zakłopotana brązowymi i białymi
pluszowymi misiami ułożonymi przy poduszce. Podniosłam jednego z nich, tego
czerwonego, którego Kyler dał mi na moje jedenaste urodziny.
Ból poćwiartował moją klatkę piersiową. Odłożyłam
misia z powrotem na jego miejsce i odwróciłam się plecami od mojego łóżka.
Byłam znudzona moją półką pełną książek. I nie mogłabym dbać mniej o medale,
które moja mama powiesiła nad moim biurkiem, a które wisiały w długiej linii
nagród, zgromadzonych przez całe liceum. Były tam również wycinki wywiadu z
dziekanem. Zaczęłam prostować jedną z ramek, ale przerwałam i opuściłam ją tak
jak była. Przekrzywioną. Niesymetryczną. Nieidealną.
Odwracając się od nagród,
medali i wycinków, wzięłam stary telefon z łóżka i wsunęłam go do mojej
kieszeni. Skierowałam się w dół, znajdując mamę w kuchni. Tata nadal był w
biurze. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią, wliczając w to jego późne
powroty do domu. Całe dolne piętro pachniało jabłecznikiem i cynamonem – zazwyczaj
moim ulubioną mieszanką. Mama spojrzała na mnie z nad magazynu, gdy opadłam na
siedzenie naprzeciwko niej.
-Nadal wychodzisz dziś z Andreą? – opuszczając
łokcie na stół, podparłam dłońmi brodę.
-Tak. Ma przyjechać z
Frederick i odebrać mnie chwilę później. Idziemy zjeść kolację. – I mam
wrażenie, że później ma odwiedzić Tannera, który był w domu w Smithsburgu,
dziesięć minut drogi ode mnie.
-Dobrze – mama mrugnęła. – Nie zrobiłam
wystarczająco dużo kurczaka, by wykarmić ciebie i ojca.
-Fajnie. – roześmiałam się cicho, gdy przerzuciła
stronę.
-Czy twoje wargi ci przeszkadzają?
-Nie jest w porządku. To koniec. To już minęło. –
I praktycznie tak było, był na nich tylko mały znak w kąciku ust, a moja
szczęka już dłużej nie bolała.
-Mam nadzieję, że się tym nie martwisz.
-Oczywiście, że się martwię. To przez co
przeszłaś? – wzięła głęboki oddech i zamknęła czasopismo.
-Kochanie, ja…
-Naprawdę nie chcę o tym rozmawiać. – położyłam
dłonie na blacie kuchni.
-Nie jest w porządku. To koniec.
-Dopóki sprawa nie trafi do sądu. – przypomniała
mi szybko.
-On może przyznać się do winy i wtedy nie będę
musiała zeznawać, ani nic z tych rzeczy.
I Boże ja naprawdę miałam nadzieję, że tak się
stanie.
-Ale i tak, jeżeli będę musiała to zrobić, to to
zrobię.
Mama nie odezwała się w ogóle, tylko mnie
obserwowała. Westchnęłam i usiadłam z powrotem, wiedząc, że jest coś co chce
powiedzieć, a co niekoniecznie ja chcę usłyszeć. Miała ten swój maminy wygląd.
-Kochanie – zaczęła, a moje podejrzenia się
sprawdziły. – Rozmawiałam z panią Banks o tym co się stało. Wiesz ona jest
szkolnym doradcą.
O. Drogi. Boże.
-A ona zasugerowała, to
co myślałam, że będzie dla ciebie najlepsze – ciągnęła ostrożnie. – Myślę, że
powinnaś z kimś porozmawiać o tym co ci się stało.
-Co?! – szczęka opadła mi do kolan. – Żartujesz,
prawda?
Mama zmarszczyła brwi.
-Kochanie, chodzisz do szkoły, bo chcesz być
psychiatrą.
-W każdym razie wiesz jak ważna jest rozmowa z
kimś i nie trzymanie tego w sobie.
Oparłam się pragnieniu, by przewrócić oczami.
Wiedziałam jak ważne to było. A te chwile z Zach’iem były najstraszniejszymi w
moim życiu – i były to chwile, które nadal mnie ścigały – Nie potrzebowałam o
tym rozmawiać i marnować czasu terapeuty, który mógł być lepiej wykorzystany na
pomoc temu kto tego bardziej potrzebuje.
-Mamo, nie muszę z nikim rozmawiać. Czuję się dobrze.
Naprawdę. Przysięgam.
Zwęziła oczy.
-W takim razie dlaczego chodzisz nieszczęśliwa po
domu, jakby ktoś na ulicy skopał twojego szczeniaczka?
Skrzywiłam się, a mój żołądek opadł.
-To naprawdę miłe mamo, wiesz.
-Wiesz co mam na myśli.
Śledząc linie drewnianego blatu, wzruszyłam
ramionami.
-Nie jestem cały czas nieszczęśliwa.
-Tak, jesteś – podniosła filiżankę i wstała,
zabierając ją do zlewu, gdzie umyła ją i odstawiła na susznik. Kiedy skończyła,
spojrzała na mnie i skrzyżowała ramiona na piersi.
-Nigdy nie widziałam cię tak apatycznej i
nieszczęśliwej, tak blisko Świąt Bożego Narodzenia. Więc jeśli nie chodzi o to
co się stało, to o co?
-To nic. Po prostu mam taki nastrój czy coś w tym
stylu.
Mama westchnęła.
-Kochanie, wiesz, że możesz ze mną porozmawiać,
prawda? O wszystkim? Nie jesteś na to za stara.
-Wiem. – Ale to co mnie dręczyło, nie było czymś
o czym mogłabym porozmawiać z mamą.
Mama zacisnęła usta.
-Czy chodzi o Kylera?
Oh i było. To straszne uczucie tonięcia
rozszerzyło się we mnie, gdy wspomniała jego imię. Moje całe ciało zamknęło się
i pustka wylała się z mojej piersi. Czułam jak coś mi w niej zaciążyło. Kyler.
Kyler. Kyler. Starałam się o nim nie myśleć odkąd opuściłam Snowshoe. To było
tak łatwe i przyjemne jak gra w Frogger[1] na
autostradzie. Kyler pochłaniał moje myśli, nieważne co robiłam. A najgorsza
część? Przez dwie z trzech nocy śniłam o nim. Boże, to tylko sprawiło, że byłam
większą kaleką niż zazwyczaj.
To właśnie tak naprawdę się czułem ze złamanym
sercem. Głupia ja, myślałam że to co czuję to ból za każdym razem widywałam
Kylera z nową laską. To nie miało z tym nic wspólnego. Wsunęłam włosy za uszy i
zdecydowałam się na:
-Dlaczego myślisz, że to ma coś wspólnego z
Kylerem?
-Cóż na początek, nie jestem ślepa. – Uniosłam
brwi. – Kyler nie był tu ani raz odkąd wróciłaś. I ani razu nie zatrzymał się
ani na chwilę, co jak nic oznacza apokalipsę.
Gdyby to był inny moment śmiałabym się z tego,
ale to była prawda i coś zapiekło mnie w gardle.
-Pomyślałam, że to dziwne, gdy wyjechałaś nawet
się z nim nie żegnając, ale myślałam, że to szok z powodu tego co się stało. –
mama podeszła do stołu i usiadła naprzeciwko mnie. – A potem pojawił się fakt,
że on nawet do ciebie nie zadzwonił.
Wow. Dzięki za przypomnienie. Nie żebym wierzyła,
że zadzwoni. W Snowshoe przedstawiłam wszystko jasno, ale fakt, że nie
zadzwonił piekł jak ukąszenie szerszenia. A to było głupie, bo ja nie byłam
gotowa na rozmowę z nim, ale będąc szczerą z samą sobą – to było do bani i kto
by chciał takie coś zrobić. – ja wiedziałam czego tak naprawdę chcę.
Kyler powinien przyjść
prosząc i błagając o wybaczenie – wybaczenie, które nie byłam pewna czy bym mu
dała.
-Więc założyłam, że między waszą dwójką coś się
stało. – powiedziała mama.
-Wiesz, co ludzie mówią o zakładaniu się o różne
rzeczy…
Wyraz twarzy mamy wyglądał jakby połknęła coś
kwaśnego.
-Zabawne.
Westchnienie przedarło się przeze mnie. Nie
wiedziałam co powiedzieć, ani nawet jak zacząć. Co mogłam jej powiedzieć?
Mój telefon zawibrował przez wiadomość od Andrei.
Była na zewnątrz. Wstałam od stołu, odczuwając ulgę.
-Muszę iść. Andrea już jest.
-Sydney…
-Mamo w porządku. Między
mną i Kylerem wszystko jest w porządku. –dałam jej szybki uścisk. – Naprawdę.
Wypadłam z domu, zanim mama zdążyła mnie
zatrzymać, chwytając kurtkę z oparcia kanapy. Prawie łamiąc kark na pokrytym
lodem podjeździe, przyłączyłam się do
Andrei w jej cieplutkiej Hondzie.
-Hej, dziewczyno, hej… - zaćwierkała Andrea,
studiująca mnie w półmroku jakbym była jakiś eksperymentem naukowym. – Nie
wyglądasz zbyt dobrze.
Przewróciłam oczami.
-Jejku, dzięki.
Odrzuciła czerwony lok z czoła.
-Cieszę się. Cholera dziewczyno, nadal nie mogę w
to uwierzyć! Mogłaś umrzeć! Albo gorzej.
Zastanowiłam się co było gorsze od śmierci.
-Albo mogłaś skończyć na Dantelinie[2], albo
coś w tym stylu. – potrząsnęła głową, gdy zmieniała bieg. – Może dostałabyś
swój własny odcinek w serialu Prawo i Porządek.
Wtedy się roześmiałam.
-Jesteś stuknięta!
-Ale i tak mnie kochasz –
odpowiedziała, kiedy wyjeżdżała na ulicę. – A ja kocham ciebie. A tak na
poważnie to chcę pojechać do Snowshoe i skopać temu dupkowi jaja.
-Ja też.
Andrea posłała mi szyki uśmiech.
-Gdzie?
Od kiedy nie było tu zbyt wielkiego wyboru,
powiedziałam jej jak trafić do Route 11 i skierowałyśmy się w stronę
autostrady.
-Na co masz ochotę?
-Hmm. – postukała palcem w rękawiczce o brodę. –
Jestem w nastroju na… mięso.
-Wybierz coś.
Poklepała mnie po ramieniu.
-Jak chcesz.
Wymieniłam nasze propozycje i wybrałyśmy Outback.
Jechałyśmy trochę wolniej niż zazwyczaj, przez autostradę nadal pokrytą
śniegiem i wiatrem tworzącym wszędzie zaspy. Gdy wysiadłyśmy z samochodu,
Andrea złapała mnie w ciasny i ciepły uścisk.
-Przepraszam. – powiedziała odchylając się do
tyłu. – Byłam naprawdę zmartwiona, gdy powiedziałaś mi co się stało. Nie wiem
co ja bym zrobiła…
-W porządku. Posłuchaj. To co się stało jest
popierzone na maksa, ale jest dobrze.
Odwróciła się szybko, a ja przysięgłabym, że otarła
łzy z oczu, ale musiało mi się zdawać, bo nigdy nie widziałam, żeby dziewczyna
tak płakała. Nawet podczas oglądania „Pamiętnika”, lub tych strasznych reklam
Ludzkich Społeczności, które zawsze sprawiały, że chciało mi się płakać.
Restauracja była pełna
ostatnich świątecznych zakupowiczów z pobliskiego centrum handlowego, więc
poszłam do toalety, kiedy ona zamawiała stolik. Nie musiałyśmy czekać zbyt
długo. Po tym jak kelner przyjął nasze zamówienie na napoje i przyniósł koszyk
z pieczywem, Andrea złapała nóż i wycelowała nim we mnie.
-Dobrze. Więc teraz nie prowadzę i mogę poświęcić
ci pełną uwagę, ty i ja musimy porozmawiać.
Oparłam się o poduszkę.
-Musisz trzymać nóż kiedy to robisz?
-Oh, tak! To chyba nie
najlepsza rzecz, by machać ci nią przed twarzą. Przepraszam. – odłożyła go
powoli na swoją serwetkę. – W porządku, musimy pogadać o Kylerze.
Zamrugałam, nie spodziewając się tego. Nic jej
nie powiedziałam o Kylerze. Nikomu nie powiedziałam.
-C…Co masz na myśli?
-Jąkasz się. To samo mówi za siebie. – podniosła
szklankę i wzięła łyk. – Wiem, że coś się stało między waszą dwójką, bo dzisiaj
rano dzwonił do mnie Tanner.
Moje oczy praktycznie wyskoczyły mi z głowy.
-Tanner do ciebie dzwonił?
-O tak. – powiedziała, wyglądając jakby miała
pudełko pełne sekretów. Chwyciłam się krawędzi stołu.
-Co powiedział?
-Bardziej może czego nie powiedział. – Andrea
odcięła kawałek chleba i położyła go na moi talerzu, ale nerwy w moim brzuchu
zajmowały zbyt wiele miejsca bym mogła myśleć o jedzeniu.
-Zadzwonił by zapytać czy wiem co się stało
między tobą i Kylerem w Snowshoe. Założyłam, że chodzi o atak psychopaty, ale
kiedy mu to powiedziałam to usłyszałam tylko „ o do diabła nie”. On mówi, że
coś między wami się tam wydarzyło.
Ciepło przetoczyło się po moich policzkach. Oczy
Andrei zwęziły się.
-Oh ty seksowna latawico, coś się stało, a ty
zatrzymałaś to dla siebie? Powinnam się ciebie wyrzec!
Starsza para na wprost nas, spojrzała się na nasz
stolik, a ja tylko chciałam schować się pod nim.
-Andrea daj spokój.
-Jestem twoją najlepszą przyjaciółką! –
powiedziała bez cienia wstydu. – Myślę, że masz przejaw
złego feminizmu!
-Obojętne mi. – powiedziała przewracając oczami.
– Musisz opowiedzieć mi co się stało, bo Tanner powiedział, że Kyler wygląda
jakby zrobił coś przez co ktoś umarł, poszedł do piekła i tam został na jakiś
czas.
Moje serce wyrwało się do przodu.
-Naprawdę?
Skinęła głową.
-Podobno był na dwudniowej popijawie i dzisiaj
jest pierwszy dzień trzeźwy. Więc cokolwiek przeszedł nie kończy się
disnejowskim szczęśliwym zakończeniem. Wszystko co mogę powiedzieć, to to, że
musisz mi powiedzieć co jest grane i lepiej zacznij już teraz.
Moje brwi się złączyły.
-Co? – uniosła ręce. –Dziewczyna może żyć
pośrednio, prawda? Mam na myśli to, że każda dziewczyna tu chce wystąpić w
filmie porno z Kylerem, więc umieram z ciekawości, czy jest tak dobry jak
mówią?
-Jest tak dobry. – słowa wypadły z moich usta
zanim zdołałam je powstrzymać. Andrea uderzyła dłońmi w stół.
-O mój boże spałaś z Kylerem!
Rozejrzałam się dookoła, moje policzki paliły.
-Dobra. Możesz trochę głos ściszyć?
-Przepraszam, ale jestem zbyt podekscytowana. Nie
ty, że spieprzył, bo wiem, że nie było tu żadnej twojej winy. To był on – to
zawsze wina facetów.
Potrząsając głową, uwolniłam oddech. W dziwny
sposób to było dziwne. Wszystko nadal było szorstkie i surowe i modliłam się do
boga bym nie zaczęła płakać jak jakaś wariatka w restauracji, ale jej słowa
wreszcie przyniosły mi ulgę. Podałam jej szybką i nie tak brudną wersję tego co
się stało, tuszując niektóre szczegóły przy których prędzej bym umarła niż wypowiedziała
je na głos.
Andrea odprawiła kelnera kiedy wrócił, by zapytać
czy już się na coś zdecydowałyśmy, pozwalając mi bym opowiedziała jej o Sashy i
Zachu w pierwszej kolejności. Kiedy skończyłam, opadłam na swoje krzesło,
całkowicie zmęczona.
-Więc…więc już wiesz.
Andrea otworzył i zamknęła usta kilka razy jak
ryba wyrzucona na powierzchnię.
-Cholera jasna…
Wzięłam łyk coli.
-Tak.
-W porządku. Pozwól mi to ogarnąć. – odsunęła
loki ze swojej twarzy. – Upiłaś się i próbowałaś się do niego dobierać.
Odrzucił cię, a potem powiedział, że zasługujesz na
coś więcej niż tylko jednonocna przygoda, podczas
gdy on coś do ciebie czuł? Potem jak para dzikich małp poddaliście się
pożądaniu i uprawialiście seks kilkanaście razy , robiąc to w sposób którego
nigdy wcześniej nie doświadczył.
Dzięki Bogu, że teraz mówiła ciszej.
-Tak to brzmi.
-I wy spędziliście pół dnia w czystej seksualnej
rozkoszy, jedząc krakersy i będąc słodkimi do bólu i to nie było dziwne ani nic
z tych rzeczy?
Potrząsnęłam głową.
-Hmm… - bawiła się swoją słomką. – I nie
zachowywał się dziwnie, prawda?
-Nie. Dokładnie odwrotnie, Andrea. On był… on był
idealny. Myślałam, że on naprawdę chce być ze mną, wiesz. A rano wzięliśmy razem
nawet zimny prysznic. On był taki słodki, a potem…- westchnęłam, czując się
głupio. – On nie wydawał się być inny tego rano, ale potem to wszystko się
wydarzyło.
Andrea zacisnęła usta.
-Więc najwyraźniej poszedł do Sashy, ale skąd
wiesz że zrobił cokolwiek innego?
Spojrzałam na nią niewidzącym wzrokiem.
-Dobrze – uniosła ręce. – To Kyler, ale nie
możesz być pewna czy coś z nią zrobił. Jasne, to wygląda podejrzanie, i nawet
wiem czemu tak myślisz, ale nie możesz być tego pewna.
Była tak jakbym nie rozważała, czy Kyler mógł nie
uprawiać seksu z Sashą. Kiedy wróciłam do domu i uspokoiłam się trochę, to
przechodziło mi przez myśl, co jakieś pięć sekund. Potrząsnęłam głowa ponownie.
Co jeśli moje pierwsze podejrzenia były prawdą, ale przekonałabym się, że tak
mi się tylko wydaje, a potem okazałoby się, że jednak były poprawne? Moje serce
jeszcze raz zostałoby złamane.
-Andrea, ale on mnie
okłamał. Zapytałam go o Sashę, a on powiedział, że nigdy z nią nie był w taki
sposób. – podniosłam kawałek chleba, chcąc go odrzucić. –Nigdy wcześniej mnie
nie okłamał.
-I to jest to – zgodziła
się, ciągnąc miedziany lok i całkowicie go prostując. – Oraz fakt, że
psychopata chciał cię skrzywdzić z powodu niekończących się seksualnych eskapad
Kylera. Trudno ominąć taką przeszłość.
-Tak – wymamrotałam i wepchnęłam chleb w usta
zastanawiając się, gdzie zniknął kelner. Andrea prawdopodobnie go odstraszyła.
-Ale… - Andrea puściła
lok, który zwinął się w idealną spiralę. Byłam zazdrosna. – To naprawdę nie
jego wina, nie? Tak, to prawda spał z tą laską i wkurzył jej chłopaka rok temu,
ale czy myślisz, że to naprawdę pierwszy raz kiedy to zrobił?
-Mam nadzieję, że nie. –
Wtedy przewróciłam oczami. – Nie. To prawdopodobnie nie pierwszy raz.
-Wiem, że nie przeszkadzało ci to wcześniej – nie
mówię, że w ogóle, ale ty wciąż się bardzo o niego troszczysz. – jej oczy
spotkały moje. - Chyba zmierzam do tego, że on naprawdę musi ci wynagrodzić za
to, że przez niego znalazłaś się w takiej sytuacji i to wcale nie jest
niewykonalne. Malutki płomień nadziei rozpalił się w moim brzuchu, ale
natychmiast go zgasiłam.
-Dobra. Powiedzmy, że nie spał z Sashą kilka dni
temu, a ja pogodzę się z tym, że nie powiedział mi prawdy o swojej przeszłości
z nią i z gównem Zacha, ale nadal wątpię bym coś dla niego znaczyła. W tym jest
problem.
-Nie wiem czy się z tym zgodzę. Słuchaj, to było
dla wszystkich oczywiste, że jesteś w nim szaleńczo zakochana. I to samo tyczy
się niego.
-Naprawdę? – powiedziałam sucho. – To było takie
oczywiste z tym, że jego gacie były cholernym przystankiem autobusowym?
Andrea prychnęła.
-Faceci są całkowicie głupi kiedy chodzi o
niespełnioną miłość. My kobiety usychamy z tęsknoty i jesteśmy zamknięte w
sobie, kiedy kochamy kogoś kogo mieć nie możemy. Faceci rozrzucają własne gówno
wokół, próbując zapomnieć o tej którą pragną.
-Wow – roześmiałam się. – Jak to wymownie
określiłaś.
Posłała mi szybki uśmiech.
-To prawda. Coś jak z prawami fizyki. I to
prowadzi mnie do jednego oczywistego pytania: czy ty nadal go kochasz?
Moje serce opadło w mojej klatce piersiowej.
-Nigdy nie powiedziałam, że go kocham.
Przewróciła oczami.
-Gówno prawda. Tak jak powiedziałam, to było
oczywiste od momentu w którym was poznałam. Słuchając jak opowiadasz mi co się
stało, słyszałam to w twoim głosie, więc odpowiedz mi na pytanie.
Zostałam uwięziona przez jej spojrzenie. Andrea
naprawdę musiała pomyśleć o jakimś prawie. Andrea nigdy nie wspominała o swojej
przeszłości – rozumiałam to – ale niech mnie cholera jeśli nie miała w swoim
głosie twardości godnej jakiegoś detektywa. Miałam wybór. Mogłam jej powiedzieć
to co chciałam, albo prawdę. A powiedzenie prawdy na głos, oznaczało, ze nigdy
już nie będę mogła tego cofnąć.
Dobra – powiedziałam. – Nadal go kocham.
Kiedy te słowa wydostały się z moich ust,
spodziewałam się balonów i brokatu spadającego z sufitu albo czegoś w tym
stylu. Oczywiście, to się nie wydarzyło.
-Jestem w nim zakochana.
Andrea powoli skinęła głową.
-Więc czego chcesz, Syd?
Rzuciłam na wpół zjedzony chleb na talerz.
-Nie wiem. Chyba chciałabym naprawić naszą
przyjaźń.
-Ale ty nie chcesz tylko przyjaźni?
-Nie.
Uniosła brew.
-Ale nie chcesz też
związku? - Otworzyłam usta. Andrea pochyliła się do przodu. – łapię to, że
jesteś na niego zła i wierz mi, masz rację. Kyler spędził długi czas będąc
uniwersalnym rowerem który nie miał kół. I ma wiele do nadrobienia, ponieważ
jego zachowanie cię zraniło. I nie mówię, że musisz mu wybaczyć. Szczerze
mówiąc całkowicie bym zrozumiała, gdybyś tego nie zrobiła. Faceci są do bani. A
Kyler… - postukała palcami. – Ale jeśli jesteś w nim zakochana i niewybaczanie
mu cię rani, a on tego chce, byłabyś głupia nie wybaczając mu.
W moim brzuchu uformowały się węzły, gdy
patrzyłam na moja przyjaciółkę. Na końcu nie wybaczenie Kylerowi, bolałoby o
wiele gorzej, nawet jeśli bylibyśmy tylko przyjaciółmi. Trzymanie się tej
złości, nie stworzyłoby nic dobrego tylko gorycz. Ale też nie chciałam być
osobą, która odda zbyt dużo siebie osobie, która na to nie zasługuje i skończy
nie mogąc pozbierać się w całość.
Westchnęłam, niepewna co powiedzieć lub co
zrobić.
-Nie wiem Andrea. Może jak minie trochę czasu,
wszystko wróci do normalności. – poczułam się silniejsza mówiąc to. Pełna
nadziei. Może mimo wszystko mogliśmy przez to przejść. To wydawało się bardziej
prawdopodobne niż Kyler wyznający mi swoją dozgonna miłość.
-Chyba po prostu zobaczymy.
-Masz rację. Zobaczymy.
Uniosłam brwi patrząc na nią. Andrea odchyliła
się do tyłu, opuszczając ręce na kolana.
-W porządku. W takim razie, nie znienawidź mnie.
Podejrzenia rozkwitły i rozprzestrzeniły się
niczym chwast w moim umyśle.
-Dlaczego miałabym cię znienawidzić?
Na jej twarz wkradł się zmieszany wyraz.
-Andrea.
Przygryzła dolną wargę i skuliła się.
-Zaprosiłam gości na nasz obiad.
Mój żołądek zwinął się.
-Co?
-Cóż, powiedziałam Tannerowi, że wychodzimy na
obiad, a on zaproponował, że dobrym pomysłem byłoby zaproszenie Kylera, wiec to
tak naprawdę wina Tannera, nie moja.
Wszystko co mogłam zrobić, było patrzeniem na
nią, gdy część mnie zaczęła piszczeć i skakać, a inna chciała wstać i pobiec do
drzwi.
-Ty nie…
-Ah..
-Andrea! – wyszeptałam.
Uśmiechnęła się niepewnie.
-I tak wysłałam im wiadomość, gdzie jesteśmy i za
minutę powinni tu być.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz