sobota, 15 marca 2014

Rozdział 21


Sydney

Stanie w moim starym ogrzanym pokoju i bycie otoczoną przez wszystkie moje rzeczy pochodzące z lat, gdy byłam nastolatką, przynosiło mi ulgę. Byłam cykorem odkąd trzy dni temu przyjechaliśmy do Hagerstown.

Musiałam się ożywić, albo coś w tym stylu. Wigilia była za dwa dni, a to zawsze były moje ulubione święta – jedzenia, rodzina, prezenty- wszystko z tym związane.

Heh.

Mój pokój był dziwny, prawie jak kapsuła czasu. Nigdy wcześnie mi to nie przeszkadzało, ale teraz? Chciałam wziąć do pokoju młot pneumatyczny i wszystko rozwalić. Byłam zakłopotana brązowymi i białymi pluszowymi misiami ułożonymi przy poduszce. Podniosłam jednego z nich, tego czerwonego, którego Kyler dał mi na moje jedenaste urodziny.

Ból poćwiartował moją klatkę piersiową. Odłożyłam misia z powrotem na jego miejsce i odwróciłam się plecami od mojego łóżka. Byłam znudzona moją półką pełną książek. I nie mogłabym dbać mniej o medale, które moja mama powiesiła nad moim biurkiem, a które wisiały w długiej linii nagród, zgromadzonych przez całe liceum. Były tam również wycinki wywiadu z dziekanem. Zaczęłam prostować jedną z ramek, ale przerwałam i opuściłam ją tak jak była. Przekrzywioną. Niesymetryczną. Nieidealną.

Odwracając się od nagród, medali i wycinków, wzięłam stary telefon z łóżka i wsunęłam go do mojej kieszeni. Skierowałam się w dół, znajdując mamę w kuchni. Tata nadal był w biurze. Niektóre rzeczy nigdy się nie zmienią, wliczając w to jego późne powroty do domu. Całe dolne piętro pachniało jabłecznikiem i cynamonem – zazwyczaj moim ulubioną mieszanką. Mama spojrzała na mnie z nad magazynu, gdy opadłam na siedzenie naprzeciwko niej.

-Nadal wychodzisz dziś z Andreą? – opuszczając łokcie na stół, podparłam dłońmi brodę.

-Tak. Ma przyjechać z Frederick i odebrać mnie chwilę później. Idziemy zjeść kolację. – I mam wrażenie, że później ma odwiedzić Tannera, który był w domu w Smithsburgu, dziesięć minut drogi ode mnie.

-Dobrze – mama mrugnęła. – Nie zrobiłam wystarczająco dużo kurczaka, by wykarmić ciebie i ojca.

-Fajnie. – roześmiałam się cicho, gdy przerzuciła stronę.

-Czy twoje wargi ci przeszkadzają?

-Nie jest w porządku. To koniec. To już minęło. – I praktycznie tak było, był na nich tylko mały znak w kąciku ust, a moja szczęka już dłużej nie bolała.

-Mam nadzieję, że się tym nie martwisz.

-Oczywiście, że się martwię. To przez co przeszłaś? – wzięła głęboki oddech i zamknęła czasopismo.

-Kochanie, ja…

-Naprawdę nie chcę o tym rozmawiać. – położyłam dłonie na blacie kuchni.

-Nie jest w porządku. To koniec.

-Dopóki sprawa nie trafi do sądu. – przypomniała mi szybko.

-On może przyznać się do winy i wtedy nie będę musiała zeznawać, ani nic z tych rzeczy.

I Boże ja naprawdę miałam nadzieję, że tak się stanie.

-Ale i tak, jeżeli będę musiała to zrobić, to to zrobię.

Mama nie odezwała się w ogóle, tylko mnie obserwowała. Westchnęłam i usiadłam z powrotem, wiedząc, że jest coś co chce powiedzieć, a co niekoniecznie ja chcę usłyszeć. Miała ten swój maminy wygląd.

-Kochanie – zaczęła, a moje podejrzenia się sprawdziły. – Rozmawiałam z panią Banks o tym co się stało. Wiesz ona jest szkolnym doradcą.

O. Drogi. Boże.

-A ona zasugerowała, to co myślałam, że będzie dla ciebie najlepsze – ciągnęła ostrożnie. – Myślę, że powinnaś z kimś porozmawiać o tym co ci się stało.

-Co?! – szczęka opadła mi do kolan. – Żartujesz, prawda?

Mama zmarszczyła brwi.

-Kochanie, chodzisz do szkoły, bo chcesz być psychiatrą.

-Psychologiem. – poprawiłam ją. Jej grymas się pogłębił.

-W każdym razie wiesz jak ważna jest rozmowa z kimś i nie trzymanie tego w sobie.

Oparłam się pragnieniu, by przewrócić oczami. Wiedziałam jak ważne to było. A te chwile z Zach’iem były najstraszniejszymi w moim życiu – i były to chwile, które nadal mnie ścigały – Nie potrzebowałam o tym rozmawiać i marnować czasu terapeuty, który mógł być lepiej wykorzystany na pomoc temu kto tego bardziej potrzebuje.

-Mamo, nie muszę z nikim rozmawiać. Czuję się dobrze. Naprawdę. Przysięgam.

Zwęziła oczy.

-W takim razie dlaczego chodzisz nieszczęśliwa po domu, jakby ktoś na ulicy skopał twojego szczeniaczka?

Skrzywiłam się, a mój żołądek opadł.

-To naprawdę miłe mamo, wiesz.

-Wiesz co mam na myśli.

Śledząc linie drewnianego blatu, wzruszyłam ramionami.

-Nie jestem cały czas nieszczęśliwa.

-Tak, jesteś – podniosła filiżankę i wstała, zabierając ją do zlewu, gdzie umyła ją i odstawiła na susznik. Kiedy skończyła, spojrzała na mnie i skrzyżowała ramiona na piersi.

-Nigdy nie widziałam cię tak apatycznej i nieszczęśliwej, tak blisko Świąt Bożego Narodzenia. Więc jeśli nie chodzi o to co się stało, to o co?

-To nic. Po prostu mam taki nastrój czy coś w tym stylu.

Mama westchnęła.

-Kochanie, wiesz, że możesz ze mną porozmawiać, prawda? O wszystkim? Nie jesteś na to za stara.

-Wiem. – Ale to co mnie dręczyło, nie było czymś o czym mogłabym porozmawiać z mamą.

Mama zacisnęła usta.

-Czy chodzi o Kylera?

Oh i było. To straszne uczucie tonięcia rozszerzyło się we mnie, gdy wspomniała jego imię. Moje całe ciało zamknęło się i pustka wylała się z mojej piersi. Czułam jak coś mi w niej zaciążyło. Kyler. Kyler. Kyler. Starałam się o nim nie myśleć odkąd opuściłam Snowshoe. To było tak łatwe i przyjemne jak gra w Frogger[1] na autostradzie. Kyler pochłaniał moje myśli, nieważne co robiłam. A najgorsza część? Przez dwie z trzech nocy śniłam o nim. Boże, to tylko sprawiło, że byłam większą kaleką niż zazwyczaj.

To właśnie tak naprawdę się czułem ze złamanym sercem. Głupia ja, myślałam że to co czuję to ból za każdym razem widywałam Kylera z nową laską. To nie miało z tym nic wspólnego. Wsunęłam włosy za uszy i zdecydowałam się na:

-Dlaczego myślisz, że to ma coś wspólnego z Kylerem?

-Cóż na początek, nie jestem ślepa. – Uniosłam brwi. – Kyler nie był tu ani raz odkąd wróciłaś. I ani razu nie zatrzymał się ani na chwilę, co jak nic oznacza apokalipsę.

Gdyby to był inny moment śmiałabym się z tego, ale to była prawda i coś zapiekło mnie w gardle.

-Pomyślałam, że to dziwne, gdy wyjechałaś nawet się z nim nie żegnając, ale myślałam, że to szok z powodu tego co się stało. – mama podeszła do stołu i usiadła naprzeciwko mnie. – A potem pojawił się fakt, że on nawet do ciebie nie zadzwonił.

Wow. Dzięki za przypomnienie. Nie żebym wierzyła, że zadzwoni. W Snowshoe przedstawiłam wszystko jasno, ale fakt, że nie zadzwonił piekł jak ukąszenie szerszenia. A to było głupie, bo ja nie byłam gotowa na rozmowę z nim, ale będąc szczerą z samą sobą – to było do bani i kto by chciał takie coś zrobić. – ja wiedziałam czego tak naprawdę chcę.

Kyler powinien przyjść prosząc i błagając o wybaczenie – wybaczenie, które nie byłam pewna czy bym mu dała.

-Więc założyłam, że między waszą dwójką coś się stało. – powiedziała mama.

-Wiesz, co ludzie mówią o zakładaniu się o różne rzeczy…

Wyraz twarzy mamy wyglądał jakby połknęła coś kwaśnego.

-Zabawne.

Westchnienie przedarło się przeze mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć, ani nawet jak zacząć. Co mogłam jej powiedzieć?
-Mamo…

Mój telefon zawibrował przez wiadomość od Andrei. Była na zewnątrz. Wstałam od stołu, odczuwając ulgę.

-Muszę iść. Andrea już jest.

-Sydney…

-Mamo w porządku. Między mną i Kylerem wszystko jest w porządku. –dałam jej szybki uścisk. – Naprawdę.

Wypadłam z domu, zanim mama zdążyła mnie zatrzymać, chwytając kurtkę z oparcia kanapy. Prawie łamiąc kark na pokrytym lodem podjeździe, przyłączyłam się do

Andrei w jej cieplutkiej Hondzie.

-Hej, dziewczyno, hej… - zaćwierkała Andrea, studiująca mnie w półmroku jakbym była jakiś eksperymentem naukowym. – Nie wyglądasz zbyt dobrze.

Przewróciłam oczami.

-Jejku, dzięki.

Odrzuciła czerwony lok z czoła.

-Cieszę się. Cholera dziewczyno, nadal nie mogę w to uwierzyć! Mogłaś umrzeć! Albo gorzej.

Zastanowiłam się co było gorsze od śmierci.

-Albo mogłaś skończyć na Dantelinie[2], albo coś w tym stylu. – potrząsnęła głową, gdy zmieniała bieg. – Może dostałabyś swój własny odcinek w serialu Prawo i Porządek.

Wtedy się roześmiałam.

-Jesteś stuknięta!

-Ale i tak mnie kochasz – odpowiedziała, kiedy wyjeżdżała na ulicę. – A ja kocham ciebie. A tak na poważnie to chcę pojechać do Snowshoe i skopać temu dupkowi jaja.

-Ja też.

Andrea posłała mi szyki uśmiech.

-Gdzie?
Od kiedy nie było tu zbyt wielkiego wyboru, powiedziałam jej jak trafić do Route 11 i skierowałyśmy się w stronę autostrady.

-Na co masz ochotę?

-Hmm. – postukała palcem w rękawiczce o brodę. – Jestem w nastroju na… mięso.

-Wybierz coś.

Poklepała mnie po ramieniu.

-Jak chcesz.

Wymieniłam nasze propozycje i wybrałyśmy Outback. Jechałyśmy trochę wolniej niż zazwyczaj, przez autostradę nadal pokrytą śniegiem i wiatrem tworzącym wszędzie zaspy. Gdy wysiadłyśmy z samochodu, Andrea złapała mnie w ciasny i ciepły uścisk.

-Przepraszam. – powiedziała odchylając się do tyłu. – Byłam naprawdę zmartwiona, gdy powiedziałaś mi co się stało. Nie wiem co ja bym zrobiła…

-W porządku. Posłuchaj. To co się stało jest popierzone na maksa, ale jest dobrze.

Odwróciła się szybko, a ja przysięgłabym, że otarła łzy z oczu, ale musiało mi się zdawać, bo nigdy nie widziałam, żeby dziewczyna tak płakała. Nawet podczas oglądania „Pamiętnika”, lub tych strasznych reklam Ludzkich Społeczności, które zawsze sprawiały, że chciało mi się płakać.

Restauracja była pełna ostatnich świątecznych zakupowiczów z pobliskiego centrum handlowego, więc poszłam do toalety, kiedy ona zamawiała stolik. Nie musiałyśmy czekać zbyt długo. Po tym jak kelner przyjął nasze zamówienie na napoje i przyniósł koszyk z pieczywem, Andrea złapała nóż i wycelowała nim we mnie.

-Dobrze. Więc teraz nie prowadzę i mogę poświęcić ci pełną uwagę, ty i ja musimy porozmawiać.

Oparłam się o poduszkę.

-Musisz trzymać nóż kiedy to robisz?

-Oh, tak! To chyba nie najlepsza rzecz, by machać ci nią przed twarzą. Przepraszam. – odłożyła go powoli na swoją serwetkę. – W porządku, musimy pogadać o Kylerze.

Zamrugałam, nie spodziewając się tego. Nic jej nie powiedziałam o Kylerze. Nikomu nie powiedziałam.

-C…Co masz na myśli?

-Jąkasz się. To samo mówi za siebie. – podniosła szklankę i wzięła łyk. – Wiem, że coś się stało między waszą dwójką, bo dzisiaj rano dzwonił do mnie Tanner.

Moje oczy praktycznie wyskoczyły mi z głowy.

-Tanner do ciebie dzwonił?

-O tak. – powiedziała, wyglądając jakby miała pudełko pełne sekretów. Chwyciłam się krawędzi stołu.

-Co powiedział?

-Bardziej może czego nie powiedział. – Andrea odcięła kawałek chleba i położyła go na moi talerzu, ale nerwy w moim brzuchu zajmowały zbyt wiele miejsca bym mogła myśleć o jedzeniu.

-Zadzwonił by zapytać czy wiem co się stało między tobą i Kylerem w Snowshoe. Założyłam, że chodzi o atak psychopaty, ale kiedy mu to powiedziałam to usłyszałam tylko „ o do diabła nie”. On mówi, że coś między wami się tam wydarzyło.

Ciepło przetoczyło się po moich policzkach. Oczy Andrei zwęziły się.

-Oh ty seksowna latawico, coś się stało, a ty zatrzymałaś to dla siebie? Powinnam się ciebie wyrzec!

Starsza para na wprost nas, spojrzała się na nasz stolik, a ja tylko chciałam schować się pod nim.

-Andrea daj spokój.

-Jestem twoją najlepszą przyjaciółką! – powiedziała bez cienia wstydu. – Myślę, że masz przejaw złego feminizmu!

-Obojętne mi. – powiedziała przewracając oczami. – Musisz opowiedzieć mi co się stało, bo Tanner powiedział, że Kyler wygląda jakby zrobił coś przez co ktoś umarł, poszedł do piekła i tam został na jakiś czas.

Moje serce wyrwało się do przodu.

-Naprawdę?

Skinęła głową.

-Podobno był na dwudniowej popijawie i dzisiaj jest pierwszy dzień trzeźwy. Więc cokolwiek przeszedł nie kończy się disnejowskim szczęśliwym zakończeniem. Wszystko co mogę powiedzieć, to to, że musisz mi powiedzieć co jest grane i lepiej zacznij już teraz.

Moje brwi się złączyły.

-Co? – uniosła ręce. –Dziewczyna może żyć pośrednio, prawda? Mam na myśli to, że każda dziewczyna tu chce wystąpić w filmie porno z Kylerem, więc umieram z ciekawości, czy jest tak dobry jak mówią?

-Jest tak dobry. – słowa wypadły z moich usta zanim zdołałam je powstrzymać. Andrea uderzyła dłońmi w stół.

-O mój boże spałaś z Kylerem!

Rozejrzałam się dookoła, moje policzki paliły.

-Dobra. Możesz trochę głos ściszyć?

-Przepraszam, ale jestem zbyt podekscytowana. Nie ty, że spieprzył, bo wiem, że nie było tu żadnej twojej winy. To był on – to zawsze wina facetów.

Potrząsając głową, uwolniłam oddech. W dziwny sposób to było dziwne. Wszystko nadal było szorstkie i surowe i modliłam się do boga bym nie zaczęła płakać jak jakaś wariatka w restauracji, ale jej słowa wreszcie przyniosły mi ulgę. Podałam jej szybką i nie tak brudną wersję tego co się stało, tuszując niektóre szczegóły przy których prędzej bym umarła niż wypowiedziała je na głos.

Andrea odprawiła kelnera kiedy wrócił, by zapytać czy już się na coś zdecydowałyśmy, pozwalając mi bym opowiedziała jej o Sashy i Zachu w pierwszej kolejności. Kiedy skończyłam, opadłam na swoje krzesło, całkowicie zmęczona.

-Więc…więc już wiesz.

Andrea otworzył i zamknęła usta kilka razy jak ryba wyrzucona na powierzchnię.

-Cholera jasna…
Wzięłam łyk coli.

-Tak.

-W porządku. Pozwól mi to ogarnąć. – odsunęła loki ze swojej twarzy. – Upiłaś się i próbowałaś się do niego dobierać. Odrzucił cię, a potem powiedział, że zasługujesz na

coś więcej niż tylko jednonocna przygoda, podczas gdy on coś do ciebie czuł? Potem jak para dzikich małp poddaliście się pożądaniu i uprawialiście seks kilkanaście razy , robiąc to w sposób którego nigdy wcześniej nie doświadczył.

Dzięki Bogu, że teraz mówiła ciszej.

-Tak to brzmi.

-I wy spędziliście pół dnia w czystej seksualnej rozkoszy, jedząc krakersy i będąc słodkimi do bólu i to nie było dziwne ani nic z tych rzeczy?

Potrząsnęłam głową.

-Hmm… - bawiła się swoją słomką. – I nie zachowywał się dziwnie, prawda?

-Nie. Dokładnie odwrotnie, Andrea. On był… on był idealny. Myślałam, że on naprawdę chce być ze mną, wiesz. A rano wzięliśmy razem nawet zimny prysznic. On był taki słodki, a potem…- westchnęłam, czując się głupio. – On nie wydawał się być inny tego rano, ale potem to wszystko się wydarzyło.

Andrea zacisnęła usta.

-Więc najwyraźniej poszedł do Sashy, ale skąd wiesz że zrobił cokolwiek innego?

Spojrzałam na nią niewidzącym wzrokiem.

-Dobrze – uniosła ręce. – To Kyler, ale nie możesz być pewna czy coś z nią zrobił. Jasne, to wygląda podejrzanie, i nawet wiem czemu tak myślisz, ale nie możesz być tego pewna.

Była tak jakbym nie rozważała, czy Kyler mógł nie uprawiać seksu z Sashą. Kiedy wróciłam do domu i uspokoiłam się trochę, to przechodziło mi przez myśl, co jakieś pięć sekund. Potrząsnęłam głowa ponownie. Co jeśli moje pierwsze podejrzenia były prawdą, ale przekonałabym się, że tak mi się tylko wydaje, a potem okazałoby się, że jednak były poprawne? Moje serce jeszcze raz zostałoby złamane.

-Andrea, ale on mnie okłamał. Zapytałam go o Sashę, a on powiedział, że nigdy z nią nie był w taki sposób. – podniosłam kawałek chleba, chcąc go odrzucić. –Nigdy wcześniej mnie nie okłamał.

-I to jest to – zgodziła się, ciągnąc miedziany lok i całkowicie go prostując. – Oraz fakt, że psychopata chciał cię skrzywdzić z powodu niekończących się seksualnych eskapad Kylera. Trudno ominąć taką przeszłość.

-Tak – wymamrotałam i wepchnęłam chleb w usta zastanawiając się, gdzie zniknął kelner. Andrea prawdopodobnie go odstraszyła.

-Ale… - Andrea puściła lok, który zwinął się w idealną spiralę. Byłam zazdrosna. – To naprawdę nie jego wina, nie? Tak, to prawda spał z tą laską i wkurzył jej chłopaka rok temu, ale czy myślisz, że to naprawdę pierwszy raz kiedy to zrobił?

-Mam nadzieję, że nie. – Wtedy przewróciłam oczami. – Nie. To prawdopodobnie nie pierwszy raz.

-Wiem, że nie przeszkadzało ci to wcześniej – nie mówię, że w ogóle, ale ty wciąż się bardzo o niego troszczysz. – jej oczy spotkały moje. - Chyba zmierzam do tego, że on naprawdę musi ci wynagrodzić za to, że przez niego znalazłaś się w takiej sytuacji i to wcale nie jest niewykonalne. Malutki płomień nadziei rozpalił się w moim brzuchu, ale natychmiast go zgasiłam.

-Dobra. Powiedzmy, że nie spał z Sashą kilka dni temu, a ja pogodzę się z tym, że nie powiedział mi prawdy o swojej przeszłości z nią i z gównem Zacha, ale nadal wątpię bym coś dla niego znaczyła. W tym jest problem.

-Nie wiem czy się z tym zgodzę. Słuchaj, to było dla wszystkich oczywiste, że jesteś w nim szaleńczo zakochana. I to samo tyczy się niego.

-Naprawdę? – powiedziałam sucho. – To było takie oczywiste z tym, że jego gacie były cholernym przystankiem autobusowym?

Andrea prychnęła.

-Faceci są całkowicie głupi kiedy chodzi o niespełnioną miłość. My kobiety usychamy z tęsknoty i jesteśmy zamknięte w sobie, kiedy kochamy kogoś kogo mieć nie możemy. Faceci rozrzucają własne gówno wokół, próbując zapomnieć o tej którą pragną.

-Wow – roześmiałam się. – Jak to wymownie określiłaś.

Posłała mi szybki uśmiech.

-To prawda. Coś jak z prawami fizyki. I to prowadzi mnie do jednego oczywistego pytania: czy ty nadal go kochasz?

Moje serce opadło w mojej klatce piersiowej.

-Nigdy nie powiedziałam, że go kocham.

Przewróciła oczami.

-Gówno prawda. Tak jak powiedziałam, to było oczywiste od momentu w którym was poznałam. Słuchając jak opowiadasz mi co się stało, słyszałam to w twoim głosie, więc odpowiedz mi na pytanie.

Zostałam uwięziona przez jej spojrzenie. Andrea naprawdę musiała pomyśleć o jakimś prawie. Andrea nigdy nie wspominała o swojej przeszłości – rozumiałam to – ale niech mnie cholera jeśli nie miała w swoim głosie twardości godnej jakiegoś detektywa. Miałam wybór. Mogłam jej powiedzieć to co chciałam, albo prawdę. A powiedzenie prawdy na głos, oznaczało, ze nigdy już nie będę mogła tego cofnąć.

Dobra – powiedziałam. – Nadal go kocham.

Kiedy te słowa wydostały się z moich ust, spodziewałam się balonów i brokatu spadającego z sufitu albo czegoś w tym stylu. Oczywiście, to się nie wydarzyło.

-Jestem w nim zakochana.

Andrea powoli skinęła głową.

-Więc czego chcesz, Syd?

Rzuciłam na wpół zjedzony chleb na talerz.

-Nie wiem. Chyba chciałabym naprawić naszą przyjaźń.

-Ale ty nie chcesz tylko przyjaźni?

-Nie.

Uniosła brew.

-Ale nie chcesz też związku? - Otworzyłam usta. Andrea pochyliła się do przodu. – łapię to, że jesteś na niego zła i wierz mi, masz rację. Kyler spędził długi czas będąc uniwersalnym rowerem który nie miał kół. I ma wiele do nadrobienia, ponieważ jego zachowanie cię zraniło. I nie mówię, że musisz mu wybaczyć. Szczerze mówiąc całkowicie bym zrozumiała, gdybyś tego nie zrobiła. Faceci są do bani. A Kyler… - postukała palcami. – Ale jeśli jesteś w nim zakochana i niewybaczanie mu cię rani, a on tego chce, byłabyś głupia nie wybaczając mu.

W moim brzuchu uformowały się węzły, gdy patrzyłam na moja przyjaciółkę. Na końcu nie wybaczenie Kylerowi, bolałoby o wiele gorzej, nawet jeśli bylibyśmy tylko przyjaciółmi. Trzymanie się tej złości, nie stworzyłoby nic dobrego tylko gorycz. Ale też nie chciałam być osobą, która odda zbyt dużo siebie osobie, która na to nie zasługuje i skończy nie mogąc pozbierać się w całość.

Westchnęłam, niepewna co powiedzieć lub co zrobić.

-Nie wiem Andrea. Może jak minie trochę czasu, wszystko wróci do normalności. – poczułam się silniejsza mówiąc to. Pełna nadziei. Może mimo wszystko mogliśmy przez to przejść. To wydawało się bardziej prawdopodobne niż Kyler wyznający mi swoją dozgonna miłość.

-Chyba po prostu zobaczymy.

-Masz rację. Zobaczymy.

Uniosłam brwi patrząc na nią. Andrea odchyliła się do tyłu, opuszczając ręce na kolana.

-W porządku. W takim razie, nie znienawidź mnie.

Podejrzenia rozkwitły i rozprzestrzeniły się niczym chwast w moim umyśle.

-Dlaczego miałabym cię znienawidzić?

Na jej twarz wkradł się zmieszany wyraz.

-Andrea.

Przygryzła dolną wargę i skuliła się.

-Zaprosiłam gości na nasz obiad.

Mój żołądek zwinął się.

-Co?

-Cóż, powiedziałam Tannerowi, że wychodzimy na obiad, a on zaproponował, że dobrym pomysłem byłoby zaproszenie Kylera, wiec to tak naprawdę wina Tannera, nie moja.

Wszystko co mogłam zrobić, było patrzeniem na nią, gdy część mnie zaczęła piszczeć i skakać, a inna chciała wstać i pobiec do drzwi.

-Ty nie…

-Ah..

-Andrea! – wyszeptałam.

Uśmiechnęła się niepewnie.

-I tak wysłałam im wiadomość, gdzie jesteśmy i za minutę powinni tu być.




[1] Gra komputerowa
[2] Nic o tym nie znalazłam, ale to chyba jakiś lek..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz