sobota, 15 marca 2014

Rozdział 8

Kyler

Krzywiąc się na dźwięki dochodzące z łazienki, odsunąłem się od drzwi, po czym wróciłem, znowu próbując ruszyć klamką. Zamknęła się przede mną. Jeden Bóg wie, że mógłbym jej pomóc, przytrzymać jej włosy i w ogóle, ale naprawdę zamknęła się przede mną.

Niech to wszystko szlag. Chciałem wyważyć drzwi.

Ale nie zrobiłem tego. Widziałem wyraz jej twarzy, jakbym ją zmiażdżył. Nie rozumiałem dlaczego.

Gapiłem się na drzwi, wciągając głęboki wdech. Dlaczego mnie zatrzymałeś? Czy ona naprawdę zadała te pytanie? Nadal była pijana? Dla mnie wydawało się to oczywiste. Syd była zbyt pijana, żeby w ogóle brać pod uwagę masturbację, nie mówiąc o seksie.

Cofając się od drzwi, odwróciłem się i skierowałem do schodów. Sprawdziłem jej komórkę – wciąż nie działała – a potem obejrzałem wiadomości. Nadal ogłaszali burzę stulecia, a na zewnątrz śnieg zaczynał naprawdę mocno padać.

Zrobiłem niemal wszystko, żeby powstrzymać się od sprawdzenia, co u Syd albo od myślenia o tym, o co mnie zapytała. Nawet zadzwoniłem do mojej mamy.

Odebrała po drugim sygnale, brzmiąc na zdyszaną. – Hej, kochanie, proszę, powiedz mi, że nie jesteś w drodze do domu. Nie chcę, żebyś próbował przebić się przez zamieć czy wsadzał Sydney do auta.

Moje usta rozciągnęły się w szerokim uśmiechu. – Zamierzamy to przeczekać, mamo.

- Dobrze. – Ulga była widoczna w jej głosie. – Bardzo martwiliśmy się z Tonym, że będziesz próbował stamtąd wyjechać i uderzyć w burzę po drodze.

Błąkałem się po różnych pokojach, zatrzymując na oszklonej werandzie. – Jak tam jest?

-  Śnieg pada jak szalony, kochanie – odparła. – Czy ktoś inny do was dotarł?

-  Nie. – Przeniosłem doniczkową roślinę na inny stojak. – Trafili na nadchodzący śnieg.

-  Więc jesteście tylko ty i Sydney?

Nastąpiła cisza. – Interesujące.

Zmarszczyłem brwi. – Co to ma znaczyć?

-       Nic – odpowiedziała, ale powiedziała to zbyt niewinnie. – Opiekujesz się Sydney? Pomyślałem o zeszłej nocy. – Tak, zawsze się opiekuję.

-       To prawda. – Kolejna cisza sprawiła, że jeszcze bardziej zmarszczyłem czoło. Nie ufałem jej ciszom. – Wiesz, ona traktuje cię naprawdę dobrze, słońce.

Otworzyłem usta, ale nic z nich nie wyszło.

-  To jest dobra dziewczyna z dobrą głową na barkach. Byłbyś…

-       Okej – wtrąciłem. Nie będę przeprowadzał z nią tej rozmowy. Była tylko jedna inna rozmowa, której obawiałem się bardziej niż rozmawianie o dziewczynach z moją mamą.

Mama roześmiała się i powiedziała. – Och. Zanim zapomnę – Tony chcę cię zabrać do klubu w Bethesdzie, który zamierzamy wyremontować. Chce zobaczyć, co ty o tym myślisz.

Całkowicie znieruchomiałem. Iiiii oto była druga rozmowa. – Dlaczego?

-       Ponieważ prawdopodobnie nie przejdziemy do tego, aż do późnej wiosny – wyjaśniła i słyszałem telewizor w tle. Musiała być w swoim domowym gabinecie. – Właściciel się wstrzymuje i myśli, że mają wystarczająco pieniędzy żeby wytrzymać dodatkowe cztery miesiące, ale zobaczymy. Tak czy inaczej, idealnie się układa. Mogłaby być to twoja pierwsza własność.

-  Co?

-       Dostajesz dyplom na wiosnę czy już o tym zapomniałeś? – Podekscytowanie szumiało w jej głosie i poczułem dziurę w brzuchu. – Składa się idealnie. Będziesz mógł nam pokazać swoje umiejętności z klubem w Bethesdzie. Tony chce cię tam zabrać, gdy będziesz w domu na przerwie świątecznej.

Rozszerzyłem oczy, odwracając się od okien. – Sam nie wiem, mamo. Mogę nie mieć na to czasu.

- E tam. Będziesz miał czas.

Nic nie powiedziałem.

Mama wróciła do rozmowy o pogodzie, ale ledwie słuchałem. Od kiedy biznes mamy odniósł sukces, przyjmowane było, że będę jego częścią. Z początku nie miałem temu nic przeciwko. Dobre pieniądze – nawet świetne pieniądze – moje własne godziny i mogłem podróżować, ale nie podobało mi się to.

Nie tego chciałem, nie to mnie obchodziło.

Ale mama wysłała mnie po to na studia. Powiedzenie jej, że chciałem robić coś innego w życiu było równoznaczne z rzuceniem jej tych wszystkich pieniędzy w twarz – pieniędzy, które zaczęły się od ubezpieczenia na życie mojego ojca.

Potem dość szybko rozłączyłem się z nią i znalazłem się w piwnicy, trzymając w rękach gitarę i wpatrując się w przestrzeń. Z powrotem do Syd – zawsze z powrotem do Syd.

Wielka część mnie była po prostu zdezorientowana. Kompletnie zdezorientowana przez jej pytanie, ale druga część? Byłem wkurzony. Uważała, że normalnie sypiałem z dziewczynami, które były tak schlane, że nie mogły chodzić prosto? To była wielka, olbrzymia różnica pomiędzy tym, a bycie pijanym. Czy ona naprawdę tak o mnie myślała?

Poczułem przepływające przeze mnie obrzydzenie i zacisnąłem rękę na szyjce gitary.

Nigdy nie przespałem się z dziewczyną, która nie wiedziała, co robi. Jeśli przez choć sekundę myślałem, że dziewczyna była zbyt pijana, to nic się nie działo. Tak jak z Mindy. Jednakże, najbardziej liczyło się postrzeganie. Syd tylko widziała, jak wracałem z dziewczynami do domu po piciu. Spałem z wieloma kobietami, więc nie wymagało od niej wiele logiki, żeby myśleć, że spałem z każdą z tych dziewczyn i że ona nie byłaby inna.

- Cholera – mruknąłem, siadając na kanapie naprzeciwko przykrytego stołu bilardowego.

Mięśnie w moim brzuchu zacisnęły się. Jak Syd mogła pomyśleć, że potraktowałbym ją jak pijaną jednonocną przygodę? Cały ten pomysł wzbudzał we mnie odrazę. Nie byłem idealny, ale cholera, to była Syd.

Syd zawsze będzie zasługiwać na coś o wiele lepszego niż to i kogoś o wiele lepszego ode mnie, bez względu na to jak głęboko we mnie żyła.





Sydney

Ukrywałam się w pokoju, aż byłam sekundy od odgryzienia swojego ramienia. Było już wtedy późne popołudnie. Kilka godzin temu przestałam wymiotować i płakać, a z tego co widziałam przez okno sypialni, śnieg spadał falami, a wiatr się wzmagał.

Kierując się na dół, zatrzymałam się u podnóża schodów i wytężyłam słuch, gdzie może być Kyler. Z piwnicy dochodziło odległe brzęczenie telewizora, więc wybrzeże było puste. Pośpieszyłam przez hol do kuchni.

Pomieszczenie było chłodniejsze z powodu przednich okien ciągnących się od podłogi po sufit. Otoczyłam się ramionami i podeszłam do szkła. Patrząc przez okno, obserwowałam wiatr podnoszący płatki, obracając nimi w małych piruetach, rzucając je na pokryty śniegiem podjazd. Od zeszłej nocy musiało tam być kilka centymetrów nowego puchu. I miało być gorzej?

Ludzie, wybraliśmy najgorszą porę na przyjazd tutaj.

Odwracając się od okna, poszłam do lodówki i ją otworzyłam. Jednak mama Kylera dobrze nas zaopatrzyła. Jedzenie i napoje wypełniały lodówkę i zamrażarkę. Pominęłam bardziej złożone rzeczy i wybrałam kiełbasę bolońską oraz ser. Ale kiedy zamierzałam włożyć wszystko z powrotem do lodówki, westchnęłam i zrobiłam jedną dla Kylera – szynka, ser i dodatkowy majonez. Nie wiedziałam czy już jadł, czy nie. Nawet nie wiem dlaczego to zrobiłam – może z nawyku – albo może dlatego, że chociaż Kyler patrzył na mnie, jakbym oszalała za pytanie go, czemu nie przespał się ze mną, to wciąż go kochałam.

Boże, byłam słaba.

Zawijając jego kanapkę w ręcznik papierowy, szybko zjadłam moją i wypiłam całą puszkę napoju w parę minut. Jedzenie dziwnie osiadło w moim żołądku i przypuszczałam, że był to wynik wypicia tequili w ilości połowy wagi mojego ciała. Nie mogłam uwierzyć, że tyle wypiłam i nie umarłam, biorąc pod uwagę, że nie miałam tolerancji dla alkoholu.

Kiedy skończyłam, naprawdę nie wiedziałam co robić. Nie chciałam iść na górę i jeszcze nie byłam gotowa stanąć twarzą w twarz z Kylerem. Czy kiedykolwiek będę gotowa po tym jak próbowałam go pocałować, a wtedy zostałam odrzucona przez faceta, który pieprzył się niemal ze wszystkim? Pieprzył się z jakąś laską dwie noce wcześniej?

Boże, to powinno mnie obrzydzić, ale tak naprawdę czułam się jeszcze bardziej słabo.

Gdy kierowałam się na górę, usłyszałam dźwięk brzdąkania dochodzący z dołu. Cicho podeszłam do krawędzi schodów prowadzących do piwnicy.

Kyler grał na gitarze.

Opierając się o ścianę, zamknęłam oczy. Kyler miał talent, gdy chodziło o granie muzyki. Nawet jako dziecko, mógł podnieść prawie każdy instrument i nauczyć się grać w rekordowym czasie. Ja, z drugiej strony, sprawiałam, że instrumenty muzyczne uciekały w przeciwnym kierunku.

Grał piosenkę Dave’a Matthewsa, nie opuszczając żadnej nuty. Uśmiech rozciągnął moje usta, jak słuchałam. Każda nuta była idealna, wzrastając w tempie, gdy piosenka się ciągnęła. Nie wiem ile tam stałam i słuchałam, ale kiedy przestał, byłam osamotniona.

Nie mając nic innego do roboty, włożyłam buty, kurtkę i czapkę. Wychodząc przez drzwi wejściowe, wyciągnęłam z kieszeni rękawiczki i je założyłam. Śnieg zawsze sprawiał, że czułam się lepiej. Lubiłam odśnieżać. Byłam dziwna, ale pomagało mi to w myśleniu.

Jednak na zewnątrz było przeraźliwe zimno. Wiatr smagał w dół doliny. Nie było żadnych domów blisko tego, a poza lasem pełnym sosen, otoczenie było puste.

Ostrożnie zeszłam po schodach i dotknęłam ziemi. Zeszłej nocy śnieg był ubity, ale teraz sięgał moich łydek i był mokry oraz ciężki. Brodziłam obok schodów i podeszłam do wejścia garażu. Rozglądając się, zobaczyłam łopatę opartą o ścianę pod schodami.

Le westchnięcie.

Wracając w górę niewielkiej pochyłości, złapałam łopatę i odwróciłam się, odbierając płat śniegu w twarz. Kłuło jak suka.

- Jezu – mruknęłam, potrząsając głową.

Wyciągając łopatę na podjazd, zaczęłam czyścić ścieżkę. Nie było w tym żadnego sensu. Wiatr zwiewał śnieg z powrotem na maleńki obszar, który wyczyściłam, a kiedy Święty Śnieg-dupek czy jak go tam nazwali, nareszcie tutaj dojdzie, będzie tutaj totalna śnieżyca, ale lubiłam pieczenie w ramionach i jak wszystko wydawało się na zewnątrz inne, marznąc i pocąc się w tym samym czasie.

Może próba pocałowania Kylera i zostanie odrzuconą nie było taką straszną rzeczą. Mogłabym się nauczyć z tego doświadczenia. Mieć jakąś perspektywę czy coś, ponieważ zapewne było grubo po czasie, kiedy powinnam odpuścić sobie tę głupią nieodwzajemnioną miłość.

On mnie nie chciał.

Ja chciałam jego.

Jedynym sposobem na naprawienie tego było znalezienie sobie kogoś innego. Był Paul. Nie było z nim nic złego, a zanim Kyler porwał mnie w barze, było dobra szansa, że zamierzał umówić się ze mną. Przynajmniej tak to brzmiało, a według Kylera i Andrei, pociągałam Paula. Nie musiał pływać w piwie, żeby mnie pragnąć, więc już zdobył punkty.

Szkoda, że Paul nie był tutaj zasypany.

Och, kogo ja oszukiwałam? Nawet gdyby Paul tutaj był, nie byłoby tak, że spędzałabym cały czas w jego łóżku czy coś, ale mógłby być doskonałym odwróceniem uwagi.

Zatrzymałam się, ścierając śnieg z twarzy. Wykorzystywanie Paula jako odwrócenie uwagi było naprawdę gówniane, ale gdybym mogła puścić Kylera, mogłabym zakochać się w Paulu. Nieprawdaż? Był miły, przystojny i fajny. Z tego co wiedziałam, nie puszczał się na prawo i lewo. Mieliśmy wspólne cele zawodowe.

Jednak mojemu sercu nie podobał się ten pomysł. Jakbym zdradzała Kylera czy coś, a to było po prostu głupie. Ale czułam się… ohydnie, zastanawiając nad tym.

Wszystko w moim życiu było tam, gdzie miało być. Na wiosnę skończę studia, pójdę na uzupełniające studia i przez większość czasu, miałam wszystko ogarnięte, ale związki? Tutaj straciłam swoją okazję. Była to jedna rzecz, której nie mogłam naprawić czy rozgryźć. Miałam dwadzieścia jeden lat, ale czułam się jakbym utknęła na szesnastu, kiedy chodziło o moje życie miłosne.

W rzeczywistości, tkwiłam na jednym słowie: oziębła.

Wydawało się głupie, żeby być przejętą przez mówiącego to jakiegoś faceta, zwłaszcza z moją psychologią w tle, ale te jedno słowo podsumowało lata mojego związku i mój rzeczywisty seksualny akt.

Nie mogłem przez to przejść, tak jak nie mogłam przejść przez Kylera.

W połowie skuszona, żeby rzucić się twarzą w śnieg, zaczęłam dziarsko odśnieżać. Odsunęłam połowę śniegu z przyzwoitej części podjazdu, kiedy usłyszałam coś dudniącego w oddali. Obracając się, zabrałam włosy z twarzy i starałam się zobaczyć coś przez śnieg.

Co to był, do diabła, za hałas? Tutaj nic nie było. Byliśmy zbyt daleko od ulicy, żeby coś słyszeć, a wątpiłam, żeby dziś ktoś był na stokach. Upuszczając łopatę, gdy hałas – pomruk silnika – stawał się głośniejszy, nadal nie mogłam nic zobaczyć. Myśląc, że może zostało mi w żyłach trochę tequili, odwróciłam się i wtedy to zobaczyłam.

Dwa małe reflektory należące do skutera śnieżnego znajdowały się kilka metrów ode mnie, lecąc nad śniegiem i wzbijając lekkie płatki śniegu.

Początkowo mój mózg kompletnie odmawiał pojęcia tego, co się działo, ale odezwał się instynkt. Powietrze wydobyło się z moich płuc w bolesnym pośpiechu. Nadchodził szybko – zbyt szybko. Zamarłam może tylko na sekundę, a potem zaczęłam iść do tyłu, panika czyniła moje ruchy niezdarnymi.

- Hej! – krzyknęłam, wymachując ramionami, lecz wiatr zabrał ze sobą mój głos.

Skuter śnieżny jechał prosto na mnie! Czy ten ktoś mnie nie widział? Zamarło mi serce.

Obróciłam się i przewróciłam o rączkę łopaty. Moje kolana zatonęły w śniegu i szybko się podniosłam, strach pokrył moje wnętrzności lodem, jak spojrzałam przez ramię. Kierował się prosto na mnie, był tak blisko, że widziałam biały kask z czerwono-żółtym pasem pośrodku i ciemną tarczę zakrywającą twarz. Nie mogłam zejść z drogi. To mnie przejedzie.

Maleńka część mojego mózgu, która nie była całkowicie opanowana paniką, nie mogła uwierzyć, że tak właśnie umrę. Zostanie przejechaną przez skuter śnieżny podczas zamieci? Życie było takie okrutne.

Coś uderzyło mnie w talię i poleciałam do tyłu. Uderzyłam w część podjazdu, którą właśnie odśnieżyłam bez żadnego cholernego powodu. Czarne gwiazdy pojawiły mi się przed oczami, a ostatnią rzeczą, jaką zapamiętałam było usłyszenie mojego imienia, a potem nie było nic.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz