sobota, 15 marca 2014

Rozdział 6

Sydney

Drugi kieliszek zamienił się w kilka kolejnych i szczerze straciłam rachubę. W pewnym momencie dowiedziałam się, że Zach jest najkomiczniejszą osobą na tej planecie albo przynajmniej tak się wydawało, bo nie mogłam przestać się śmiać. Jednak jestem pewna, że śmiałabym się z masywnego karambolu samochodowego na autostradzie międzystanowej.

Kiedy ktoś włączył szafę grającą i zaczęła grać „County Roads” nie miałam pojęcia, jakie były słowa, ale i tak śpiewałam. A gdy Chłopak Zachie złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć na mały parkiet blisko korytarza prowadzącego do łazienek, nie protestowałam.

Choć barman tak. – Możesz chcieć to przesiedzieć, słońce.

- Nic mi nie jest. – Do twarzy miałam przyklejony duży, stary uśmiech. Zach pociągnął mnie za dłoń. – Słyszałeś ją. Nic jej nie jest.

Wzrok barmana przesunął się ze mnie na niego. – Ona nie jest miejscowa, Zach.

-  On o tym wie – zauważyłam.

-       Pamiętaj o tym, Zach. – Słowa brzmiały dla mnie jak ostrzeżenie, ale nie miało to sensu, a Zach i tak ciągnął mnie na kwadratowy kawałek podłogi.

Zaczęliśmy tańczyć, a nasze nogi się ocierały o siebie. Kiedy odwróciłam się, jego ręce wylądowały na moich biodrach. Nie miałam nic przeciwko. Nie sądzę, że cokolwiek mnie obchodziło. Muzyka przepływała przez moje żyły. Albo może to była tequila. W każdym razie nie miało to znaczenia. W ciągu kilku minut pot zrosił moje czoło i podniosłam włosy z szyi. Ten ruch uniósł moją koszulkę, ukazując kawałek skóry.

Palce przebiegły po moim brzuchu, zaskakując mnie. – Jesteś tak niewiarygodnie seksowna – powiedział Zach, przyciskając dłoń do brzucha, palcami przesuwając się wyżej. – Poważnie.

Uniosłam brew na te oświadczenie. Jednakże poza Sashą nie było tutaj wiele świetnych wyborów, a ja naprawdę czułam się seksownie, kręcąc biodrami do rytmu muzyki.

 Zach pochylił głowę, pocierając brodą o bok mojej twarzy. Lekki zarost wywołał we mnie drżenie. – Powinniśmy…

Mój tyłek zawibrował, odwracając moją uwagę. – Poczekaj sekundę – rzekłam, odsuwając się, jak wyciągnęłam komórkę z tylnej kieszeni. To była wiadomość od Andrei. Podniosłam wzrok. – Zaraz wrócę. To moja przyjaciółka.

Uśmiech Zacha leciutko się zmniejszył, ale skinął głową. – Będę czekał.

Weszłam do korytarza, tam było chłodniej i ciszej. W jej wiadomości było: Znudzona.
Ty?

W barze. Tańczę z instruktorem narciarstwa. Wysłałam z dużym, głupim uśmiechem.

Naprawdę? Gdzie jest Kyler?

To zbiło uśmiech z mojej twarzy. Z jakąś laską o imieniu Sasha.

Wymieniłyśmy się paroma wiadomościami, kiedy użyłam damskiej toalety i cieszyłam się, że tylko trochę się chwiałam. Kiedy już wróciłam na korytarz, Andrea chciała wiedzieć, co jeszcze planowałam zrobić z Zachiem.

Nie wiem. Więcej potańczyć?

Pokaż mu swoje cytrusy.

- Pokaż mu swoje cytrusy? – odezwałam się głośno. Nie mogłam być aż tak pijana. Potrząsając głową, wysłałam jej szybką wiadomość. Cytrusy?

Chwilę później: Cycki! Niech cię szlag, autokorekto!

-       O. Cycki. To ma sens – wymamrotałam, wsuwając komórkę do tylnej kieszeni. Andrea dawała takie świetne rady.

-  Stoisz sama, gadając o cyckach? – zapytał za mną Kyler.

Cicho pisnęłam i odwróciłam się. – Boże…

Pojawił się seksowny półuśmiech. – Muszę mieć na ciebie lepsze oko, jeśli o tym gadasz, będąc sama.

Mogę po prostu wczołgać się pod stołek barowy i umrzeć? – To Andrea.

Przekrzywił głowę na bok. – Mówisz o cyckach Andrei?

- Nie. Moich cyckach.

Zainteresowanie zabłysnęło w jego oczach, pociemniając barwę. – Cóż, to robi się coraz lepsze.

Zamknęłam usta, chcąc fizycznie zrobić sobie krzywdę. – Nie… nieważne. Muszę iść.

-       Gdzie iść? – Chwycił moje ramię, jak przeszłam obok niego, niespodziewanie mnie zatrzymując. W ciasnym korytarzu musnęły się nasze uda. Pochylił głowę, mrużąc oczy. Wolny uśmiech rozszedł się po jego wargach. – Jesteś pijana.

-       Jestem tylko trochę podchmielona. – Chciałam uwolnić ramię, ale on dalej trzymał. – Muszę wrócić do Zacha. Tańczyliśmy. I powiedział, że jestem niewiarygodnie seksowna, więc chciałam jeszcze trochę z nim potańczyć.

-  Możesz powtórzyć? – powiedział, rozszerzając oczy.

-       Powiedział, że jestem seksowna. – Wpatrzyłam się w niego. – Co? Czy to brzmi na tak trudne do uwierzenia?

Wolną ręką Kyler sięgnął i zaciągnął mój sweter za linię pasa. Próbowałam się odsunąć. – Tego nie mówię. Sasha go zna. Powiedziała, że jest dziwakiem i muszę się zgodzić.

- Och. – Zaczęłam się śmiać. – Sasha go zna? Skąd?

Kyler zmarszczył brwi. – Bo Sasha jest stąd i tak, kiedyś ze sobą chodzili czy coś, Syd. Mówiłem ci, że ją znam.

- Założę się, że znasz ją, znasz.

Ściągnął usta i nie odpowiadał przez kilka sekund. – Nie tak, Syd. Nie jesteśmy tacy z Sashą.

Nie miał seksu z Sashą? Wow, musimy być dwiema ostatnimi kobietami na tej ziemi. – Cóż, powinieneś wrócić do Sashy. Ja wrócę do dziwaka.

Westchnął, odchylając głowę. Z włosami tak opadającymi mu na twarz, wyglądał jak anioł patrzący w niebiosa.

W porządku. Możliwe, że byłam pijana.

- Czemu nie pójdziesz i nie usiądziesz ze mną, co? – Przyciągnął mnie bliżej i przez chwilę przestałam próbować się odsunąć. Moje uda obiły się o jego kolana i znowu patrzyłam na jego klatkę piersiową. Niestety miał na sobie bluzę.

Nachyliłam się, przyciskając policzek do jego torsu. Pachniał niesamowicie. Zamknęłam oczy, wciągając powietrze.

Kyler cicho zachichotał. – Ile wypiłaś, kochanie?

- Nie wiem – mruknęłam. – Trochę.

Puścił moje ramię i objął mnie. – Co piłaś?

- Tequilę – westchnęłam.

Wybuchnął zaskoczonym śmiechem. – Zabójczą tequilę? O cholera.

Zachichotałam. – Nie jest taka zła. Trochę paliła, ale wiesz, teraz w ogóle nic nie czuję.

Kyler znowu się roześmiał. – Założę się, że nie.

- Mmm…

Wsunął rękę pomiędzy klatkę piersiową i moją twarz, kładąc palce na mojej brodzie. Uniósł moją głowę. – Wrócisz i usiądziesz ze mną i Sashą?

Gwałtownie się odsunęłam, cofając się o krok. Miał już mnie aż do kawałku „mną i Sashą”. Poczułam rozczarowanie, grożące zabiciem upojenie alkoholowe. Wiedziałam, że nie powinnam źle się czuć – czy w ogóle coś czuć – ale czułam.

- Zamierzam jeszcze trochę potańczyć. Na razie.

Wiązanka przekleństw Kylera zgubiła się w waleniu mojego serca. Jak tylko wyszłam z korytarza, Zach tam był, łapiąc mnie za rękę. – Myślałem, że się zgubiłaś.

- Nie – odparłam, pozwalając mu się zaciągnąć na parkiet. – Byłam…

Ramię wślizgnęło się wokół mojej talii, zatrzymując mnie. Po raz pierwszy w życiu dosłownie tkwiłam pomiędzy dwoma chłopakami. Huh. I myślałam, że będzie fajniej.

- Cześć. – Oddech Kylera podniósł włosy na mojej skroni. – A ty gdzie się wybierasz?

Dobre pytanie.

Zach obrócił się, marszcząc brwi, gdy zobaczył Kylera. – A miałem taki dobry wieczór. Co ty robisz?

- To nie twoja sprawa. – Kyler zacisnął ramię na moim pasie.

O rany…

Uścisk Zacha był mocny. – Miło znowu cię widzieć, ale idziemy tańczyć.

- Sądzę, że ona musi usiąść. – Kyler wyszedł zza mnie, tak że częściowo mnie zasłaniał. – Dobra?

Poczułam oburzenie. – Nie muszę usiąść.

- Słyszałeś swoją przyjaciółkę – odparł Zach, ciągnąc mnie do przodu. – Nie chce usiąść, więc myślę, że powinieneś pozwolić jej robić to, co chce.

Kyler roześmiał się – zimnym, nieprzyjemnym śmiechem ostrzegającym o kłopotach, gdy złapał za moje drugie ramię, trzymając mnie w miejscu. – Ta, gówno mnie obchodzi, co myślisz i jestem pewien, że już o tym wiesz, ale mogę ci w tej chwili powiedzieć, że to o czym myślisz nie wydarzy się.

Hola. To było dziwne. Jak na dwoje ludzi, którzy ledwo się znali, było tutaj wiele wrogości.

-  Słucham? – powiedział Zach, mrużąc oczy.

-  Dobrze mnie usłyszałeś.

Nie wiem, co się potem stało. Zach zacisnął chwyt na mojej dłoni, a ja krzyknęłam z zaskoczenia. Następną rzecz, jaką wiedziałam to to, że Kyler puścił moje ramię i walnął rękami w klatkę piersiową Zacha, odpychając go o parę metrów.

- Nie dotykaj jej – warknął Kyler. – Rozumiesz? Nie teraz. Nigdy.

Byłam dość pewna, że Kyler przesadzał.

- Nie wiesz z kim, do cholery, zadzierasz – ostrzegł Zach, podchodząc o krok.

- On jest instruktorem narciarstwa. – Poczułam potrzebę, żeby wyjaśnić. Tak. Fontanna pomocnej wiedzy.

Kyler stanął tuż przy twarzy Zacha. Cóż, był o wiele wyższy, więc patrzył z góry na nos faceta. – Dokładnie wiem z kim zadzieram, kolego.

-       Naprawdę? – Zach ruszył do przodu, ale Kyler był zbyt szybki. Złapał instruktora narciarstwa za bark i pchnął go na panelową ścianę. Tarcza do gry w rzutki zadrżała na gwoździu, na którym wisiała.

-       Lepiej pomyśl znowu – rzekł Kyler. – Nie mam żadnego problemu z wytarciem podłogi twoją twarzą.

Pociągnęłam za tył jego swetra. – Kyler, daj spokój. Chodźmy.

Kyler zignorował mnie.

-       Myślicie, że wy małe, bogate pojebańce możecie tutaj przyjeżdżać i popychać ludzi? Ta, nie ma mowy. – Zach przeniósł wzrok za ramię Kylera. – To się tyczy też podpuszczalskich. Wygląda na to, że twój gust w kobietach jest taki sam.

-       Co takiego? – Teraz wkurzona z zupełnie innego powodu, próbowałam obejść Kylera. – Nie jestem podpuszczalską, dupku.

-       Nieważne. – Zach zepchnął rękę Kylera i obszedł go, gotowy schować ogon i uciec, ale nie zanim nie rzucił. – Bawcie się tutaj dobrze.

Kyler wyglądał, jakby zamierzał pójść za nim, ale nieprzyjazne twarze, które zaczęły zwracać uwagę – prawdopodobnie miejscowi – sprawiły, że pomyślał inaczej. – Boże, gdzie znajdujesz tych dziwaków, Syd?

-  Hej! – Walnęłam go w plecy. – Nie był dziwakiem, dopóki się nie wtrąciłeś.

-       Nieważne. Nie znasz go. – Wziął mnie za rękę. Ciężar wydawał się inny i być jeszcze tysiącem innych rzeczy, których nie mogłam rozgryźć. – Chodź. Wracajmy do domu.

Jego ton nie miał żadnego miejsca na kłótnie. Zatrzymując się przy stole, pożegnał się z nadąsaną Seksowną Sashą, a potem ruszyliśmy do drzwi. Cała grupa wielkich facetów rzucała nam nieprzyjemne spojrzenia z kąta, Zach był wśród nich, ale Kyler nie zauważył. A nieprzyjemne spojrzenia od grupy wielkich facetów urodzonych i wychowanych w Zachodniej Wirginii może być dość przerażającą rzeczą. Przywodziło na myśl obrazy długiej i ciemnej puszczy oraz pośpiesznie wykopanych grobach.

Drżąc, zdałam sobie sprawę, że sama napędzałam sobie strachu.

Gdy tylko wyszliśmy na zewnątrz, ostry wiatr walnął mnie w twarz. Sapnęłam. – Cholera jasna, jest tutaj zimno jak jaja!

-       Jaja nie są zimne, Syd. Zaufaj mi – odparł Kyler. – Nie mówiłem, żebyś założyła płaszcz?

-       Bah! – Uwolniłam się i zaczęłam iść przez świeży śnieg, który spadł, odkąd weszliśmy do środka. Było go tylko parę cali, ale rozkopywałam go wszędzie. – Powinniśmy byli tutaj przyjechać.

-  Ty chciałaś iść. – Ściągnął swoją bluzę przez głowę. – Proszę – załóż to.

Pokręciłam głową, idąc w dół wzgórza, ale Kyler westchnął, stając przede mną ze szczęką zaciśniętą z determinacją. – Podnieś ramiona.

- Co jeśli odmówię?

Jego wargi zadrżały, jak wyciągnął bluzę. – Przytrzymam cię i ubiorę.

To trochę brzmiało, jakby mogło być fajne. W rzeczywistości Kyler przytrzymujący mnie i rozbierający brzmiało o wiele lepiej. Westchnęłam, pochłonięta fantazją. Moglibyśmy być jak śnieżne króliczki zabierające się do tego i owego.

Kyler przysunął się bliżej, schylając brodę. – O czym myślisz?

- Śnieżnych króliczkach – odpowiedziałam.

Wybuchnął głębokim śmiechem. – No dalej, podnieś ramiona i powiedz mi dlaczego tyle wypiłaś. Proszę?

-       Skoro powiedziałeś proszę… - Uniosłam ramiona i poczułam, jak podszedł bliżej. Przesunął górę przez moją głowę i przeniósł się na ramiona. – Chciałam się zabawić.

-       Nie ma z tym nic złego. – Wsadził moje lewe ramię do rękawa, potem zaczął pracować nad prawym, marszcząc brwi w koncentracji. – Ale już wcześniej się bawiłaś, bez takiej ilości picia.

-       No i? – Zacisnęłam pięść, a on westchnął, starając się przesunąć przez nią rękaw. Zachichotałam, rozprostowując rękę. – W czym problem?

-       Nie ma żadnego. – Pociągnął w dół bluzę, a ona mnie pochłonęła, kończąc się tuż nad kolanami. – No proszę.

Kiedy podniosłam wzrok, cofnął się do tyłu i miał na twarzy dziwny wyraz – jakby uznanie. – Nie jest ci zimno? – zapytałam.

Wzruszył ramionami, rozciągając materiał czarnej bluzki termicznej, którą miał pod bluzą. – Nic mi nie będzie.

Otworzyłam usta, żeby powiedzieć „okej”, ale wyszło coś zupełnie innego. – Już nie chcę być nudna.

-  Co? Cholera. – Kyler wsadził palce w swoje włosy. – Kochanie, nie jesteś nudna.

-  Tak. Jestem.

-  Jego oczy zmarszczyły się w kącikach. – Sydney, jesteś daleko od tego. Nie powinienem był mówić tych bzdur w samochodzie. Jesteś doskonała…

-  Taka jaka jestem? – skończyłam za niego. – Czy to nie jest z Bridget Jones?

-  Może. – Uniósł jeden kącik ust.

-  Jesteś taką ciotką.

Kyler szturchnął mnie. – Ale poważnie, Syd…

- Nie chcę gadać. – Nagle byłam zakłopotana na miliony sposobów. Znowu ruszając, usłyszałam, jak dotrzymuje mi tempa kilka kroków za mną. – Gadać. Gadać. Gadać – mruknęłam.

Śnieg dalej padał stałym, lekkim prysznicem który okrywał moją głowę i barki. Miałam ochotę odchylić głowę i złapać płatki śniegu na języku, ale zamiast tego wyrzuciłam ramiona, odrzucając głowę i wyśpiewałam. – Jeśli pragniesz kobietę z ciasną, małą kicią, to znajdź taką z maleńkimi cycuszkami!

Kyler objął mnie ramieniem w tali, śmiejąc się. – Boże, jesteś taka schlana.

- Nie słyszałeś tej piosenki. – Wtuliłam się w niego, obejmując go rękami w pasie, ale mój uścisk wylądował na jego udach. Dziwne. – Jest od Haven Palen Pole.

Przytrzymał mnie. – To byłby David Allen Coe, kochanie.

Zmarszczyłam brwi. – To właśnie powiedziałam.

- Cokolwiek powiesz.

Szliśmy – czy raczej włóczyliśmy się – około jard dalej, a potem weszłam prosto w skrzynkę na listy. Burknęłam. – Sukinsyn wyskoczył tuż przede mną!

Kyler zatrzymał się, kręcąc głową. – W tej chwili jesteś niebezpieczeństwem dla samej siebie.

-       Nic mi nie jest. – Zbyłam go, obchodząc sprytny martwy przedmiot, posyłając mu ponure spojrzenie. – Obserwuję cię.

-       Pozwól mi sobie pomóc – zaproponował. – Dobra? Zaprowadzę nas oboje do domu w jednym kawałku i będę nas trzymał z daleka od ninja skrzynek na listy.



Brzmiało jak dobry plan, ale gdy Kyler objął mnie w talii i podniósł, praktycznie przerzucając przez swoje ramię, bardzo tego się nie spodziewałam. Pisnęłam i od razu zaczęłam się wiercić.

-  Zachowuj się. – Klepnął mój tyłek.

-  Hej!

Znowu go klepnął, a ja zadałam mu dobry cios w nerki. Mój tyłek był zbyt zmarznięty, żeby naprawdę zabolało, ale jego burknięcie przywołało uśmiech na moją twarz. Choć ta cała sytuacja nie była dobra dla alkoholu obijającego mi się w żołądku.

Kyler zrobił trzy kroki i postanowiłam, że potrzebuję zejść. Nagle poruszyłam się do przodu, a on zachwiał się na bok. Wszedł w zaspę śnieżną. Zsunęłam się po jego przodzie, powodując, że splątały się nasze nogi.

-  Co ty wyprawiasz? – zapytał, próbując mnie złapać.

-       Na dół. – Zakołysałam się do tyło i skończyło się na tym, że wybiłam spod nas nasze nogi. Kyler w ostatniej chwili się obrócił, biorąc impet upadku w zaspę, a ja wylądowałam na nim.

Żadne z nas nie poruszało się przez chwilę, a potem położył dłonie na moich biodrach. Pode mną jego tors zaczął powoli się poruszać a potem szybciej. Głośny śmiech wydobył się z jego gardła, wnosząc na moją twarz wesoły uśmiech.

Położyłam ręce na jego klatce piersiowej, podnosząc głowę.

Patrzył na mnie, uśmiechając się. Oddech uwiązł mi w gardle i poczułam zawroty głowy. – Jesteś piękny.

Kyler wyciągnął rękę, odsuwając włosy z mojej twarzy i chowając je za uchem. – Myślę, że to mój tekst.

- Myślisz, że jestem piękna?

Jego wzrok przesuwał się po mojej twarzy, jakby zachowując każdy pieg w pamięci. Znowu poczułam zawroty głowy, jakbym została złapana w bąbelek. – Zawsze myślałem, że jesteś piękna, Syd.

Świat był jasny, błyszczący i nowy. – Naprawdę?

- Tak – odparł, zabierając rękę z moich włosów na biodro. – Tak, naprawdę.

Nie było nic innego, co mogłam zrobić. Miałam tylko jedną opcję. Kyler powiedział, że jestem piękna, a czekałam wieczność, żeby to od niego usłyszeć.

Więc go pocałowałam.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz