Sydney
Drugi kieliszek zamienił się w kilka kolejnych i
szczerze straciłam rachubę. W pewnym momencie dowiedziałam się, że Zach jest
najkomiczniejszą osobą na tej planecie albo przynajmniej tak się wydawało, bo
nie mogłam przestać się śmiać. Jednak jestem pewna, że śmiałabym się z
masywnego karambolu samochodowego na autostradzie międzystanowej.
Kiedy ktoś włączył szafę grającą i zaczęła grać
„County Roads” nie miałam pojęcia, jakie były słowa, ale i tak śpiewałam. A gdy
Chłopak Zachie złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć na mały parkiet blisko
korytarza prowadzącego do łazienek, nie protestowałam.
Choć
barman tak. – Możesz chcieć to przesiedzieć, słońce.
- Nic mi nie jest. – Do
twarzy miałam przyklejony duży, stary uśmiech. Zach pociągnął mnie za dłoń. –
Słyszałeś ją. Nic jej nie jest.
Wzrok barmana przesunął się ze mnie na niego. –
Ona nie jest miejscowa, Zach.
- On o tym wie –
zauważyłam.
- Pamiętaj o tym, Zach. –
Słowa brzmiały dla mnie jak ostrzeżenie, ale nie miało to sensu, a Zach i tak
ciągnął mnie na kwadratowy kawałek podłogi.
Zaczęliśmy tańczyć, a nasze nogi się ocierały o
siebie. Kiedy odwróciłam się, jego ręce wylądowały na moich biodrach. Nie
miałam nic przeciwko. Nie sądzę, że cokolwiek mnie obchodziło. Muzyka
przepływała przez moje żyły. Albo może to była tequila. W każdym razie nie
miało to znaczenia. W ciągu kilku minut pot zrosił moje czoło i podniosłam
włosy z szyi. Ten ruch uniósł moją koszulkę, ukazując kawałek skóry.
Palce przebiegły po moim brzuchu, zaskakując
mnie. – Jesteś tak niewiarygodnie seksowna – powiedział Zach, przyciskając dłoń
do brzucha, palcami przesuwając się wyżej. – Poważnie.
Uniosłam brew na te oświadczenie. Jednakże poza
Sashą nie było tutaj wiele świetnych wyborów, a ja naprawdę czułam się
seksownie, kręcąc biodrami do rytmu muzyki.
Zach
pochylił głowę, pocierając brodą o bok mojej twarzy. Lekki zarost wywołał we
mnie drżenie. – Powinniśmy…
Mój tyłek zawibrował, odwracając moją uwagę. –
Poczekaj sekundę – rzekłam, odsuwając się, jak wyciągnęłam komórkę z tylnej
kieszeni. To była wiadomość od Andrei. Podniosłam wzrok. – Zaraz wrócę. To moja
przyjaciółka.
Uśmiech
Zacha leciutko się zmniejszył, ale skinął głową. – Będę czekał.
Weszłam
do korytarza, tam było chłodniej i ciszej. W jej wiadomości było: Znudzona.
Ty?
W barze. Tańczę z
instruktorem narciarstwa. Wysłałam z dużym, głupim uśmiechem.
Naprawdę? Gdzie jest
Kyler?
To
zbiło uśmiech z mojej twarzy. Z jakąś
laską o imieniu Sasha.
Wymieniłyśmy się paroma wiadomościami, kiedy
użyłam damskiej toalety i cieszyłam się, że tylko trochę się chwiałam. Kiedy
już wróciłam na korytarz, Andrea chciała wiedzieć, co jeszcze planowałam zrobić
z Zachiem.
Nie wiem. Więcej
potańczyć?
Pokaż mu swoje cytrusy.
- Pokaż mu swoje cytrusy? – odezwałam się głośno.
Nie mogłam być aż tak pijana. Potrząsając głową, wysłałam jej szybką wiadomość.
Cytrusy?
Chwilę
później: Cycki! Niech cię szlag,
autokorekto!
- O. Cycki. To ma sens –
wymamrotałam, wsuwając komórkę do tylnej kieszeni. Andrea dawała takie świetne
rady.
- Stoisz sama, gadając o
cyckach? – zapytał za mną Kyler.
Cicho
pisnęłam i odwróciłam się. – Boże…
Pojawił się seksowny półuśmiech. – Muszę mieć na
ciebie lepsze oko, jeśli o tym gadasz, będąc sama.
Mogę
po prostu wczołgać się pod stołek barowy i umrzeć? – To Andrea.
Przekrzywił
głowę na bok. – Mówisz o cyckach Andrei?
-
Nie. Moich cyckach.
Zainteresowanie zabłysnęło w jego oczach,
pociemniając barwę. – Cóż, to robi się coraz lepsze.
Zamknęłam
usta, chcąc fizycznie zrobić sobie krzywdę. – Nie… nieważne. Muszę iść.
- Gdzie iść? – Chwycił moje
ramię, jak przeszłam obok niego, niespodziewanie mnie zatrzymując. W ciasnym
korytarzu musnęły się nasze uda. Pochylił głowę, mrużąc oczy. Wolny uśmiech
rozszedł się po jego wargach. – Jesteś pijana.
- Jestem tylko trochę
podchmielona. – Chciałam uwolnić ramię, ale on dalej trzymał. – Muszę wrócić do
Zacha. Tańczyliśmy. I powiedział, że jestem niewiarygodnie seksowna, więc
chciałam jeszcze trochę z nim potańczyć.
- Możesz powtórzyć? –
powiedział, rozszerzając oczy.
- Powiedział, że jestem
seksowna. – Wpatrzyłam się w niego. – Co? Czy to brzmi na tak trudne do
uwierzenia?
Wolną ręką Kyler sięgnął i zaciągnął mój sweter
za linię pasa. Próbowałam się odsunąć. – Tego nie mówię. Sasha go zna.
Powiedziała, że jest dziwakiem i muszę się zgodzić.
-
Och. – Zaczęłam się śmiać. – Sasha go zna? Skąd?
Kyler zmarszczył brwi. – Bo Sasha jest stąd i
tak, kiedyś ze sobą chodzili czy coś, Syd. Mówiłem ci, że ją znam.
-
Założę się, że znasz ją, znasz.
Ściągnął usta i nie odpowiadał przez kilka
sekund. – Nie tak, Syd. Nie jesteśmy tacy z Sashą.
Nie miał seksu z Sashą? Wow, musimy być dwiema
ostatnimi kobietami na tej ziemi. – Cóż, powinieneś wrócić do Sashy. Ja wrócę
do dziwaka.
Westchnął, odchylając głowę. Z włosami tak
opadającymi mu na twarz, wyglądał jak anioł patrzący w niebiosa.
W
porządku. Możliwe, że byłam pijana.
- Czemu nie pójdziesz i nie usiądziesz ze mną,
co? – Przyciągnął mnie bliżej i przez chwilę przestałam próbować się odsunąć.
Moje uda obiły się o jego kolana i znowu patrzyłam na jego klatkę piersiową.
Niestety miał na sobie bluzę.
Nachyliłam się, przyciskając policzek do jego
torsu. Pachniał niesamowicie. Zamknęłam oczy, wciągając powietrze.
Kyler cicho zachichotał. – Ile wypiłaś, kochanie?
- Nie wiem – mruknęłam. – Trochę.
Puścił moje ramię i objął mnie. – Co piłaś?
- Tequilę – westchnęłam.
Wybuchnął zaskoczonym śmiechem. – Zabójczą
tequilę? O cholera.
Zachichotałam. – Nie jest taka zła. Trochę paliła,
ale wiesz, teraz w ogóle nic nie czuję.
Kyler znowu się roześmiał. – Założę się, że nie.
- Mmm…
Wsunął rękę pomiędzy klatkę piersiową i moją
twarz, kładąc palce na mojej brodzie. Uniósł moją głowę. – Wrócisz i usiądziesz
ze mną i Sashą?
Gwałtownie się odsunęłam, cofając się o krok.
Miał już mnie aż do kawałku „mną i Sashą”. Poczułam rozczarowanie, grożące
zabiciem upojenie alkoholowe. Wiedziałam, że nie powinnam źle się czuć – czy w
ogóle coś czuć – ale czułam.
- Zamierzam jeszcze trochę potańczyć. Na razie.
Wiązanka przekleństw Kylera zgubiła się w waleniu
mojego serca. Jak tylko wyszłam z korytarza, Zach tam był, łapiąc mnie za rękę.
– Myślałem, że się zgubiłaś.
- Nie – odparłam, pozwalając mu się zaciągnąć na
parkiet. – Byłam…
Ramię wślizgnęło się wokół mojej talii,
zatrzymując mnie. Po raz pierwszy w życiu dosłownie tkwiłam pomiędzy dwoma
chłopakami. Huh. I myślałam, że będzie fajniej.
- Cześć. – Oddech Kylera podniósł włosy na mojej
skroni. – A ty gdzie się wybierasz?
Dobre pytanie.
Zach obrócił się, marszcząc brwi, gdy zobaczył
Kylera. – A miałem taki dobry wieczór. Co ty robisz?
- To nie twoja sprawa. – Kyler zacisnął ramię na
moim pasie.
O rany…
Uścisk
Zacha był mocny. – Miło znowu cię widzieć, ale idziemy tańczyć.
-
Sądzę, że ona musi usiąść. – Kyler wyszedł zza mnie, tak że częściowo mnie
zasłaniał. – Dobra?
Poczułam
oburzenie. – Nie muszę usiąść.
- Słyszałeś swoją przyjaciółkę – odparł Zach,
ciągnąc mnie do przodu. – Nie chce usiąść, więc myślę, że powinieneś pozwolić
jej robić to, co chce.
Kyler roześmiał się – zimnym, nieprzyjemnym
śmiechem ostrzegającym o kłopotach, gdy złapał za moje drugie ramię, trzymając
mnie w miejscu. – Ta, gówno mnie obchodzi, co myślisz i jestem pewien, że już o
tym wiesz, ale mogę ci w tej chwili powiedzieć, że to o czym myślisz nie
wydarzy się.
Hola. To było dziwne. Jak na dwoje ludzi, którzy
ledwo się znali, było tutaj wiele wrogości.
- Słucham? – powiedział
Zach, mrużąc oczy.
- Dobrze mnie usłyszałeś.
Nie wiem, co się potem stało. Zach zacisnął chwyt
na mojej dłoni, a ja krzyknęłam z zaskoczenia. Następną rzecz, jaką wiedziałam
to to, że Kyler puścił moje ramię i walnął rękami w klatkę piersiową Zacha,
odpychając go o parę metrów.
-
Nie dotykaj jej – warknął Kyler. – Rozumiesz? Nie teraz. Nigdy.
Byłam
dość pewna, że Kyler przesadzał.
- Nie wiesz z kim, do
cholery, zadzierasz – ostrzegł Zach, podchodząc o krok.
- On jest instruktorem
narciarstwa. – Poczułam potrzebę, żeby wyjaśnić. Tak. Fontanna pomocnej wiedzy.
Kyler stanął tuż przy twarzy Zacha. Cóż, był o
wiele wyższy, więc patrzył z góry na nos faceta. – Dokładnie wiem z kim
zadzieram, kolego.
- Naprawdę? – Zach ruszył
do przodu, ale Kyler był zbyt szybki. Złapał instruktora narciarstwa za bark i
pchnął go na panelową ścianę. Tarcza do gry w rzutki zadrżała na gwoździu, na
którym wisiała.
- Lepiej pomyśl znowu –
rzekł Kyler. – Nie mam żadnego problemu z wytarciem podłogi twoją twarzą.
Pociągnęłam
za tył jego swetra. – Kyler, daj spokój. Chodźmy.
Kyler
zignorował mnie.
- Myślicie, że wy małe,
bogate pojebańce możecie tutaj przyjeżdżać i popychać ludzi? Ta, nie ma mowy. –
Zach przeniósł wzrok za ramię Kylera. – To się tyczy też podpuszczalskich.
Wygląda na to, że twój gust w kobietach jest taki sam.
- Co takiego? – Teraz
wkurzona z zupełnie innego powodu, próbowałam obejść Kylera. – Nie jestem
podpuszczalską, dupku.
- Nieważne. – Zach zepchnął
rękę Kylera i obszedł go, gotowy schować ogon i uciec, ale nie zanim nie
rzucił. – Bawcie się tutaj dobrze.
Kyler wyglądał, jakby zamierzał pójść za nim, ale
nieprzyjazne twarze, które zaczęły zwracać uwagę – prawdopodobnie miejscowi –
sprawiły, że pomyślał inaczej. – Boże, gdzie znajdujesz tych dziwaków, Syd?
- Hej! – Walnęłam go w
plecy. – Nie był dziwakiem, dopóki się nie wtrąciłeś.
- Nieważne. Nie znasz go. –
Wziął mnie za rękę. Ciężar wydawał się inny i być jeszcze tysiącem innych
rzeczy, których nie mogłam rozgryźć. – Chodź. Wracajmy do domu.
Jego ton nie miał żadnego miejsca na kłótnie.
Zatrzymując się przy stole, pożegnał się z nadąsaną Seksowną Sashą, a potem
ruszyliśmy do drzwi. Cała grupa wielkich facetów rzucała nam nieprzyjemne
spojrzenia z kąta, Zach był wśród nich, ale Kyler nie zauważył. A nieprzyjemne
spojrzenia od grupy wielkich facetów urodzonych i wychowanych w Zachodniej
Wirginii może być dość przerażającą rzeczą. Przywodziło na myśl obrazy długiej
i ciemnej puszczy oraz pośpiesznie wykopanych grobach.
Drżąc,
zdałam sobie sprawę, że sama napędzałam sobie strachu.
Gdy
tylko wyszliśmy na zewnątrz, ostry wiatr walnął mnie w twarz. Sapnęłam. – Cholera jasna, jest tutaj zimno jak jaja!
- Jaja nie są zimne, Syd.
Zaufaj mi – odparł Kyler. – Nie mówiłem, żebyś założyła płaszcz?
- Bah! – Uwolniłam się i
zaczęłam iść przez świeży śnieg, który spadł, odkąd weszliśmy do środka. Było
go tylko parę cali, ale rozkopywałam go wszędzie. – Powinniśmy byli tutaj
przyjechać.
- Ty chciałaś iść. –
Ściągnął swoją bluzę przez głowę. – Proszę – załóż to.
Pokręciłam głową, idąc w dół wzgórza, ale Kyler
westchnął, stając przede mną ze szczęką zaciśniętą z determinacją. – Podnieś
ramiona.
-
Co jeśli odmówię?
Jego
wargi zadrżały, jak wyciągnął bluzę. – Przytrzymam cię i ubiorę.
To trochę brzmiało, jakby mogło być fajne. W
rzeczywistości Kyler przytrzymujący mnie i rozbierający brzmiało o wiele
lepiej. Westchnęłam, pochłonięta fantazją. Moglibyśmy być jak śnieżne króliczki
zabierające się do tego i owego.
Kyler
przysunął się bliżej, schylając brodę. – O czym myślisz?
-
Śnieżnych króliczkach – odpowiedziałam.
Wybuchnął głębokim śmiechem. – No dalej, podnieś
ramiona i powiedz mi dlaczego tyle wypiłaś. Proszę?
- Skoro powiedziałeś
proszę… - Uniosłam ramiona i poczułam, jak podszedł bliżej. Przesunął górę
przez moją głowę i przeniósł się na ramiona. – Chciałam się zabawić.
- Nie ma z tym nic złego. –
Wsadził moje lewe ramię do rękawa, potem zaczął pracować nad prawym, marszcząc
brwi w koncentracji. – Ale już wcześniej się bawiłaś, bez takiej ilości picia.
- No i? – Zacisnęłam pięść,
a on westchnął, starając się przesunąć przez nią rękaw. Zachichotałam,
rozprostowując rękę. – W czym problem?
- Nie ma żadnego. –
Pociągnął w dół bluzę, a ona mnie pochłonęła, kończąc się tuż nad kolanami. –
No proszę.
Kiedy podniosłam wzrok, cofnął się do tyłu i miał
na twarzy dziwny wyraz – jakby uznanie. – Nie jest ci zimno? – zapytałam.
Wzruszył ramionami, rozciągając materiał czarnej
bluzki termicznej, którą miał pod bluzą. – Nic mi nie będzie.
Otworzyłam usta, żeby powiedzieć „okej”, ale
wyszło coś zupełnie innego. – Już nie chcę być nudna.
- Co? Cholera. – Kyler
wsadził palce w swoje włosy. – Kochanie, nie jesteś nudna.
- Tak. Jestem.
- Jego oczy zmarszczyły się
w kącikach. – Sydney, jesteś daleko od tego. Nie powinienem był mówić tych
bzdur w samochodzie. Jesteś doskonała…
- Taka jaka jestem? –
skończyłam za niego. – Czy to nie jest z Bridget Jones?
- Może. – Uniósł jeden
kącik ust.
- Jesteś taką ciotką.
Kyler
szturchnął mnie. – Ale poważnie, Syd…
- Nie chcę gadać. – Nagle byłam zakłopotana na
miliony sposobów. Znowu ruszając, usłyszałam, jak dotrzymuje mi tempa kilka
kroków za mną. – Gadać. Gadać. Gadać – mruknęłam.
Śnieg dalej padał stałym, lekkim prysznicem który
okrywał moją głowę i barki. Miałam ochotę odchylić głowę i złapać płatki śniegu
na języku, ale zamiast tego wyrzuciłam ramiona, odrzucając głowę i wyśpiewałam.
– Jeśli pragniesz kobietę z ciasną, małą kicią, to znajdź taką z maleńkimi
cycuszkami!
Kyler
objął mnie ramieniem w tali, śmiejąc się. – Boże, jesteś taka schlana.
- Nie słyszałeś tej piosenki. – Wtuliłam się w
niego, obejmując go rękami w pasie, ale mój uścisk wylądował na jego udach.
Dziwne. – Jest od Haven Palen Pole.
Przytrzymał
mnie. – To byłby David Allen Coe, kochanie.
Zmarszczyłam
brwi. – To właśnie powiedziałam.
-
Cokolwiek powiesz.
Szliśmy – czy raczej włóczyliśmy się – około jard
dalej, a potem weszłam prosto w skrzynkę na listy. Burknęłam. – Sukinsyn
wyskoczył tuż przede mną!
Kyler zatrzymał się, kręcąc głową. – W tej chwili
jesteś niebezpieczeństwem dla samej siebie.
- Nic mi nie jest. – Zbyłam
go, obchodząc sprytny martwy przedmiot, posyłając mu ponure spojrzenie. –
Obserwuję cię.
- Pozwól mi sobie pomóc –
zaproponował. – Dobra? Zaprowadzę nas oboje do domu w jednym kawałku i będę nas
trzymał z daleka od ninja skrzynek na listy.
Brzmiało jak dobry plan, ale gdy Kyler objął mnie
w talii i podniósł, praktycznie przerzucając przez swoje ramię, bardzo tego się
nie spodziewałam. Pisnęłam i od razu zaczęłam się wiercić.
- Zachowuj się. – Klepnął
mój tyłek.
- Hej!
Znowu go klepnął, a ja zadałam mu dobry cios w
nerki. Mój tyłek był zbyt zmarznięty, żeby naprawdę zabolało, ale jego
burknięcie przywołało uśmiech na moją twarz. Choć ta cała sytuacja nie była
dobra dla alkoholu obijającego mi się w żołądku.
Kyler zrobił trzy kroki i postanowiłam, że
potrzebuję zejść. Nagle poruszyłam się do przodu, a on zachwiał się na bok.
Wszedł w zaspę śnieżną. Zsunęłam się po jego przodzie, powodując, że splątały
się nasze nogi.
- Co ty wyprawiasz? –
zapytał, próbując mnie złapać.
- Na dół. – Zakołysałam się
do tyło i skończyło się na tym, że wybiłam spod nas nasze nogi. Kyler w
ostatniej chwili się obrócił, biorąc impet upadku w zaspę, a ja wylądowałam na
nim.
Żadne z nas nie poruszało się przez chwilę, a
potem położył dłonie na moich biodrach. Pode mną jego tors zaczął powoli się
poruszać a potem szybciej. Głośny śmiech wydobył się z jego gardła, wnosząc na
moją twarz wesoły uśmiech.
Położyłam
ręce na jego klatce piersiowej, podnosząc głowę.
Patrzył na mnie, uśmiechając się. Oddech uwiązł
mi w gardle i poczułam zawroty głowy. – Jesteś piękny.
Kyler wyciągnął rękę, odsuwając włosy z mojej
twarzy i chowając je za uchem. – Myślę, że to mój tekst.
-
Myślisz, że jestem piękna?
Jego wzrok przesuwał się po mojej twarzy, jakby
zachowując każdy pieg w pamięci. Znowu poczułam zawroty głowy, jakbym została
złapana w bąbelek. – Zawsze myślałem, że jesteś piękna, Syd.
Świat
był jasny, błyszczący i nowy. – Naprawdę?
-
Tak – odparł, zabierając rękę z moich włosów na biodro. – Tak, naprawdę.
Nie
było nic innego, co mogłam zrobić. Miałam tylko jedną opcję. Kyler powiedział,
że jestem piękna, a czekałam wieczność, żeby to od niego usłyszeć.
Więc go pocałowałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz