sobota, 15 marca 2014

Rozdział 2

Sydney

- Hej – powiedział Paul, siadając na miejscu, które zajmowała Andrea. – Nie wiedziałem, że wychodzisz. Nic dzisiaj nie mówiłaś na zajęciach.

- Decyzja na ostatnią chwilę. – Upiłam łyk mojego rumu i coli. Już się rozwodniło. – Jak poszedł test końcowy?

- Myślę, że dobrze. Twój?

Wzruszyłam ramionami. – Myślę, że zdałam.

- Pewnie poradziłaś sobie bez problemu z cholerstwem. – Zatrzymał się, zamawiając Sama Adamsa, kiedy przyszedł barman. – Spakowałaś się na jutrzejszą podróż? Jutro wyjeżdżaliśmy na doroczną podróż do Snowshoe Mountain. Był to pierwszy raz

Paula, ale ja z Kylerem jeździliśmy do narciarskiego domu jego mamy od dzieciństwa. To był drugi rok Andrei i Tannera, i parę znajomych Kylera też tam będzie. Zazwyczaj zabieraliśmy dużą grupę.

- Byłam spakowana już w zeszły weekend – zachichotałam. – Jestem tak skrupulatna.

Jego przyjazny uśmiech poszerzył się. – Ja wciąż muszę się spakować. Tak w ogóle, dzięki
za zaproszenie. Nigdy nie byłem w Snowshoe.

Zadziwiające, skoro dorastał w sąsiednim mieście, a ja sądziłam, że każdy, kto mieszkał w Maryland kiedyś był w Snowshoe. – Żaden problem. Mówiłeś, że lubisz narciarstwo i w ogóle, więc to miało sens. Kyler będzie na stoku dzień i noc, więc z pewnością będziesz miał z
kim jeździć.

Niebieskie oczy Paula zwróciły się w stronę stolika, przy którym siedzieli. – Tego nie wiem.

Zmarszczyłam brwi, stanowczo odmawiając zobaczenia, co działo się przy stole grzechu i
seksu. Prawdopodobnie robili dzieci. – Co masz na myśli?

- Nie odnoszę wrażenia, by Kyler był moim wielkim fanem. – Raz jeszcze skupił na mnie
wzrok i wzruszył ramionami. – W każdym razie, wracasz do domu po wyjeździe ze Snowshoe?

Potaknęłam. – Tak, święta z rodziną i zostanę tam, dopóki nie zacznie się wiosenny semestr. Ty?

- Trochę będę w Bethesda, a potem w Winchester z mamą. – Drapnął etykietkę na butelce, marszcząc brwi. – Rodzice rozwiedli się parę lat temu, więc przemieszczam się między domami.

Nie wiedziałam. – Przykro to słyszeć.

Pojawił się mały uśmiech. – To nic takiego. Wciąż mogę mieć dwa Boże Narodzenia, więc

nie narzekam.

Biorąc kolejny łyk, odłożyłam szklankę. – Podwójne prezenty.

- Podwójna zabawa. – Opuścił wzrok na piwo. Połowa etykietki zniknęła. – Posłuchaj. Myślałem, że moglibyśmy…

Silne ramiona oplotły moją talię od tyłu. Zostałam ściągnięta ze stołka, a zaskoczony pisk
urwał się, kiedy plecami uderzyłam o nieruchomą ścianę mięśni. Zostałam otoczona w niedźwiedzim uścisku pachnącym dworem i lekką wodą kolońską.

Tylko jedna osoba na świecie dawała mi takie uściski czy była taka twarda… taka przyjemna.

Głęboki głos Kylera zadudnił w moim ciele. – Kiedy tutaj przyszłaś?

Stopami nadal nie dotykałam ziemi. – Niedawno – wysapałam, chwytając się jego przedramion przez sweter.

- Co do diabła? Ukrywałaś się przede mną?

Paul oparł się plecami o bar i uśmiechnął, ale było to wymuszone. Nie żebym go winiła,
Kyler zawsze tak jakby wyskakuje i opanowuje każdą sytuację. – Nie ukrywałam się –powiedziałam mu, rumieniąc się, gdy spotkałam się wzrokiem z Paulem. – I czy mógłbyś mnie
postawić?

- Co jeśli tego nie zrobię? – droczył się. – Jesteś taka malutka, że mógłbym włożyć cię do
kieszeni.

-  Co? – roześmiałam się. – Postaw mnie, ty idioto. Rozmawiałam.

-       Przykro mi, Paul, kradnę ją. – Kylerowi w ogóle nie było przykro. Cofnął się, nie dając mi żadnego wyboru, bo nie było sposobu, żebym mu się wyrwała. Odwrócił się, opadając na
krzesło daleko od stolika, przy którym siedział i usadził mnie na kolanach tak, że siedziałam bokiem. Objął mnie w talii ramionami. – Nie jestem z ciebie zadowolony, Syd.

Wygięłam brew, a serce przyspieszyło swój rytm. On był jedyną osobą, która nazywała mnie Syd – dobra, jedyną osobą, której pozwalałam tak mnie nazywać bez kopnięcia jej w
goleń. – Naprawdę? Bo co?

-  Rozmawiasz z tamtym palantem.

-  Jakim palantem?

Nachylił się, opierając czoło na moim, a mi zamarł dech w piersi. Dlaczego on zawsze musi być tak cholernie blisko? A naprawdę, szczerze, zawsze był. – Paulem.

- Co z nim? – Położyłam ręce na jego barkach, żeby go odepchnąć, ale zacisnął ramiona,
trzymając mnie w miejscu. – Jesteś pijany?

- Czy jestem pijany? Oj, teraz zraniłaś moje uczucia Syd. Uśmiechnęłam się ironicznie. – Ty nie masz uczuć.

-       Już, już. To nie było zbyt miłe. – Jego niemożliwie długie rzęsy opadły, osłaniając jego oczy, jak uniósł głowę, pocierając policzkiem o mój. Wbiłam palce w jego barki, gdy pożądanie zacisnęło się w moim centrum. – Mam wszystkie te uczucia, Syd.

Odpowiedź zajęła mi chwilę. – Jesteś taki tego pełen.

Potarł policzkiem o mój, jak kot zabiegający o podrapanie w brzuch, a ja zwalczyłam chęć zamruczenia. – Jestem czegoś pełen.

- Sików i octu? – zasugerowałam, rozpaczliwie próbując zignorować to, jak moje tętno pulsowało we wszystkich prawidłowych miejscach.

Zachichotał gardłowo, opierając się o krzesło, które zajął. – Wracając do poważnej natury naszej rozmowy.

- Którą jest: czemu teraz udajesz Mikołaja?

Rzęsy Kylera uniosły się, a jego oczy wwierciły się w moje. – Hmm, to brzmi interesująco. Byłaś w tym roku niegrzeczna czy grzeczna, Syd?

Otworzyłam usta, ale nic z nich nie wyszło. Płonęły mi policzki, gdy jego wzrok stał się znaczący.

- Wiem, jaka byłaś. – Pocałował mnie w czoło. – Byłaś grzeczna.

Opadły mi ramiona. Nie chciałam być grzeczna. Chciałam być niegrzeczna jak Blondi.

Kiedy ona była na jego kolanach kilka minut temu, wątpiłam, że Kyler się z nią droczył. Może powinnam zgarnąć trochę lodu i zobaczyć, co on zrobi, tyle że to wymagałoby ode mnie zrobienie tego z jakiegoś przypadkowego drinka, a to było po prostu obrzydliwe, zwłaszcza po tej całej gadce o opryszczce.

Musiałam zmienić temat. – Czy dalej będzie w porządku, jak jutro zostawię auto u ciebie, a ty zawieziesz mnie do domu jak wyjedziemy ze Snowshoe? - Oczywiście. Czemu by nie?

Wzruszyłam nierówno ramionami. – Tylko sprawdzam.

I ot tak Kyler był całkowicie poważny, udowadniając, że na pewno nie był pijany. – Nigdy
nie musisz dwa razy sprawdzać czegoś takiego, Syd. Potrzebujesz podwózki o drugiej nad ranem, od razu dzwonisz do mnie.

Schyliłam brodę. – Wiem.

- Chociaż byłbym ciekawy, co robiłaś o tej porze nad ranem – dodał, jakby prawdopodobieństwo mojego tak późnego wyjścia było nie do pomyślenia. – W każdym razie, gdybyś to wiedziała, to nie musiałabyś dwa razy tego sprawdzać. Mam cię.

Odsuwając włosy, skinęłam głową. – Dziękuję.

-  Nie musisz mi dziękować. – Urwał, zaciskając ramiona. – On jest palantem.

-  Co? – zamrugałam.

Kyler patrzył przez moje ramię, mrużąc oczy. – Paul. Teraz pieprzenie nam się przygląda.
Nie podoba mi się jak na ciebie patrzy.

Niemal się odwróciłam. – Nie przygląda nam się, dupku. Rozmawiałam z nim, zanim przyszedłeś, więc pewnie czeka, aż wrócę. I nie jest palantem.

- Ale ja nie chcę, żebyś wracała.

Westchnęłam. Jest się czemu dziwić, dlaczego od dawna nie byłam na randce, kiedy Kyler był moim przyjacielem? Dobra, były inne powody, ale jednak. Kyler zachowywał się jak tata i starszy brat razem wzięci. – Zachowujesz się absurdalnie.

Posłał mi spojrzenie mówiące, że wiedział lepiej. - Nie lubię go. Mogę ci podać wszystkie
sposoby, na jakie go nie lubię.

-  Spasuję.

- Przegapiasz inspirującą listę powodów dlaczego. – Przewróciłam oczami. – Cóż, ja nie  lubię Blondi. Też mam ekscytującą listę.

Uniósł jedną brew. – Blondi? Och. Moja nowa przyjaciółka?

- Przyjaciółka? – zaśmiałam się. – Nie sądzę, żeby „przyjaciółka” była dla niej dobrym określeniem.

Westchnął, pochylając się do przodu, podpierając brodę na moim ramieniu. – Masz rację. To złe określenie.

- Okej. Musisz być pijany, jeśli przyznajesz, że mam rację.

- Dzisiaj jesteś taka mądralińska. – Przesunął ręką wzdłuż moich pleców, a ja zadrżałam. – Zimno?

Ponieważ nie było diabelskiej mowy, bym przyznała prawdę, skłamałam. – Trochę.

- Hmm… wiesz co?

Mały nacisk na moich plecach zmusił mnie do pochylenia się do przodu. Położyłam policzek na jego barku i zamknęłam oczy. Przez chwilę łatwo było udawać, że nie byliśmy w barze, który grał gównianą muzykę, a nawet lepiej, że byliśmy razem. Razem w sposób, jaki pragnęłam.

-  Co? – zapytałam, przysuwając się bliżej, napawając się momentem.

-  Ta laska nie jest moją przyjaciółką. – Jego oddech był ciepły na moim uchu, a ja  uwielbiałam to uczucie. – Jesteś moją najbliższą przyjaciółką odkąd pamiętam. To obraza dla ciebie, żeby w ogóle ją tak nazywać.

Nic nie powiedziałam. Kyler potem też nie. I jakiś czas tam siedzieliśmy. Część mnie chciała stanąć na krześle i wykrzyknąć całemu baru, że Kyler myślał o mnie więcej niż o Blondi. Ale druga część chciała iść do domu i rzucić się do kąta, bo nie zmieniłoby to tego, jak skończy się dzisiejszy wieczór. Wrócę sama do akademika, a on zabierze Blondi do swojego mieszkania.

Tak samo było każdego weekendu, a jeden Bóg wie ile razy w ciągu tygodnia.

Nikt nie mógł zastąpić mnie w jego życiu. Wiedziałam o tym. Byłam przyjaciółką, która wiedziała o nim wszystko i której ufał bardziej niż komukolwiek innemu.

Byłam najlepszą przyjaciółką Kylera.

I z tego powodu nigdy nie pokocha mnie tak, jak ja kochałam jego.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz