Sydney
Stojąc obok choinki, patrzyłam jak stanowy wóz
poruszał się drogą, jego pług zbierał i odgarniał śnieg na bok. W oddali
rozległy się syreny. Kyler musiał zadzwonić na policję. To było mądre, naprawdę
mądre. Szczerze mówiąc, ja o tym nie pomyślałam. Mój mózg nie pracował dobrze.
Bolała mnie szczęka i warga, ale czułam się od
tego oderwana. Wzdrygnęła mną reszta adrenaliny i strachu. Nie byłam tak
naprawdę ranna. Poza jednym ciosem Zacha, w większości nic mi nie było. Patrząc
na knykcie Kylera, mogłam się założyć, że Zach był w gorszym stanie ode mnie. A
ściana salonu przyjęła kulę.
Zach chciał mnie przestraszyć i udało mu się.
Naprawdę nie wiem, co by się stało, gdybym nie była w stanie odsunąć się i
wziąć broń z miejsca, gdzie Kyler oparł ją o ścianę. A co gdyby Zach po nią
poszedł? W tej chwili nie potrafiłam pojąć tego wszystkiego, co mogło się
wydarzyć. Jeżeli nauczyłam się czegokolwiek na moich kursach psychologii, to że
ludzie byli zdolni do wszystkiego, a Zach… tak, z pewnością było z nim coś nie
tak. Broń tak mocno trzęsła się w moich rękach, kiedy odwróciłam się i
wycelowałam nią w Zacha. Zobaczyłam wahanie w jego oczach – czy ona ma odwagę
pociągnąć za spust? Czy w ogóle jest naładowany?
Wtedy
też zastanawiałam się nad tym.
Kolana tak mocno mi drżały, że byłam zaskoczona,
iż jeszcze stałam i nie wpadłam na choinkę. Wiedziałam, że był to wstrząs. Nie
śmiertelny, ale nadal wstrząs.
-
Syd?
Na
dźwięk głosu Kylera, zapiekły mnie oczy. Nie obróciłam się.
- Policja już prawie tutaj
jest. Będą chcieli dowiedzieć się, co się stało. – Kolejna chwila ciszy, a
kiedy znowu się odezwał, słychać go było bliżej. – Nic ci nie jest?
- Nie – wychrypiałam,
chcąc, żeby po prostu sobie poszedł. Jeszcze nie byłam gotowa na
skonfrontowanie się z nim. Chyba nigdy nie będę. Klatka piersiowa bolała mnie
bardziej niż reszta ciała.
Nastąpiło milczenie. – Czy on… czy on cię
skrzywdził? Chodzi mi o to, czy bardziej niż mogę zobaczyć?
Potrząsnęłam głową, przełykając z trudem ślinę.
Syreny były bliżej. Bałam się rozmowy z policją.
- Syd, możesz… możesz na mnie spojrzeć?
Nie chciałam, ale zmusiłam się do odwrócenia do
niego. Był tak pobladły, jak ja się czułam, oczy były szeroko otwarte i ciemne
jak odłamki obsydianu. Przygotowałam się, ponieważ patrzenie na niego bolało w
głęboki, bezlitosny sposób. – Co, Kyler?
Wyglądał jakby chciał podejść bliżej, ale zatrzymał
się. – Co… o co chodzi? Czemu nie pozwolisz mi się dotknąć? – Przechylił głowę
na bok, a kawałek brązowych włosów opadł na jego czoło. – A w tej chwili
naprawdę chcę cię przytulić. Nie masz pojęcia, jaki byłem przerażony, kiedy
zorientowałem się, że on tutaj jest. Nigdy…
- Przestań – zatrzymaj się tutaj. – Podniosłam
rękę, zdając sobie sprawę, że w drugiej nadal trzymałam strzelbę. Położyłam ją
na podłodze, gula w moim gardle była w rozmiarze piłki golfowej. Wszystko
wyszło na powierzchnię z oszałamiającą prędkością. To w ogóle nie była
na to pora, ale nie mogłam się powstrzymać. – Nie sądzisz, że wiem, gdzie
byłeś?
Uniósł brwi, cofając się o krok. – Syd, ja…
- Poszłam do domku, żeby
cię poszukać. Tak, wiem, że miałam tutaj zostać i może ta sytuacja nie zaszłaby
tak, jak zaszła, gdybym tutaj została, ale poszłam tam, a ciebie tam nie
było. – Paliło mnie gardło. – Byłeś z Sashą, która, z tego co słyszałam,
wydawała się naprawdę szczęśliwa, jak cię zobaczyła, a ty nie
zastanawiałeś się dwa razy nad pójściem do jej mieszkania. Nawet nie po tym, co
my… - Mój głos wyczerpał się i pokręciłam głową, odpychając łzy. – Okłamałeś
mnie.
Kyler otworzył usta, ale przerwałam mu,
nakręcona. – Powiedziałeś mi, że ty i Sasha nie jesteście w takim
związku, ale najwyraźniej tak nie było, prawda? Wszystko to – sprawa z oknem,
generatorem i Zach? To przez nią i ciebie! Zach przyszedł tutaj, bo przespałeś
się z jego dziewczyną!
Wzdrygnął się, a mnie ścisnęło w brzuchu.
Nienawidziłam tego, że mu współczułam. – O Boże – powiedział. – Syd, kochanie,
tak bardzo…
- Nie mów tego! – Załamał
mi się głos. Wymknęła się łza i starłam ją ze złością. – Nigdy wcześniej mnie
nie okłamałeś. Nigdy! Ale skłamałeś na jej temat, a on przyszedł tutaj przez
twoją niezdolność do utrzymania kutasa w spodniach przez pięć sekund! – To był
cios poniżej pasa. Wiedziałam o tym. Również wiedziałam o tym, że to, co zrobił
Zach nie było winą Kylera, ale byłam zraniona. Byłam zdruzgotana i chciałam, żeby cierpiał tak bardzo jak ja. – Powiedz
mi coś. Czy użyłeś z nią prezerwatywy? Pieprzyłeś się z nią twarzą w twarz?
Albo może to całe „robienie tego od tyłu” to tylko kolejne kłamstwo? Boże,
musisz myśleć, że jestem najgłupszą dziewczyną na tej planecie, bo w to
uwierzyłam.
Kyler wyglądał, jakbym kopnęła go w krocze. – Co?
Nie. Nie myślę tak i to nie było kłamstwo, Syd. Ja…
- Nie ma to znaczenia. –
Wciągnęłam gwałtownie powietrze i bolało, kiedy przypalił moje gardło. – Mam
wiele cech, ale nie jestem taka głupia.
Nim mógłby powiedzieć coś jeszcze, na dolnym
piętrze rozległ się nieznajomy głos – funkcjonariusza policji – i podeszłam do
przodu, całe moje ciało drżało. – Miałeś rację, Kyler. – Łzy zamgliły mi
gardło. – Zasługuję na coś lepszego.
Kyler
Wolałbym kopniaka w jaja od stania przed Syd,
widząc ją w takim bólu i wiedząc, że byłem tego przyczyną. Część tego była moją
winą. Do diabła, mnóstwo z tego było i z radością przeszedłbym przez gniazdo
grzechotników, żeby cofnąć te rzeczy.
Zach przyszedł tutaj przez to, co wydarzyło się
między mną i Sashą ponad rok temu. Ten psychotyczny sukinsyn wyżył się swoimi
problemami ze mną na Syd i niech to szlag, jeżeli mnie to nie wkurzało.
Chciałbym cofnąć to, że nie odmówiłem Sashy, kiedy poprosiła mnie o pomoc z
zakryciem brezentem jej okien. Powinienem był być tutaj, aby ochronić Syd, nie
pieprzyć się ze stłuczonymi oknami i lekceważyć nieustające insynuacje Sashy.
Tak, Sasha byłaby chętna na numerek. Ta dziewczyna zawsze i wszędzie była
gotowa na numerek, ale to nie miało miejsca. Do diabła nie.
Ale czy wcześnie miało to miejsce?
Tak, miało.
Desperacko przeszukiwałem pamięć, szukając tego,
co powiedziałem Syd. Skłamałem na temat Sashy czy pominąłem pytanie? Tak czy
inaczej nie wyjawiłem całej prawdy. Stało się. Było za późno. Zobaczyłem to w
oczach Syd, usłyszałem w jej głosie.
Syd odwróciła się na odgłos zbliżających się
kroków. Policja coś krzyczała. Ledwo co ich słyszałem. Świat, który zawalił się
na mnie z zewnątrz wciąż się rozpadał. Milczała, ale jej ramiona trzęsły się i
wiedziałem, że gdyby teraz na mnie spojrzała, łzy spływałyby po jej twarzy.
Niczego bardziej nie pragnąłem jak podejścia do niej.
Ruszyłem do niej, bo nie mogłem znieść widzenia
jej w takim stanie. Bez względu na to, jakie popieprzone gówno zrobiłem w
przeszłości, nie mogłem tego znieść. Musiał być sposób, żeby to polepszyć.
Przeszedłem
jakiś metr odległości.
Schwytano mnie od tyłu, moje ramiona zostały
szarpnięte za mnie i po sekundzie byłem w kajdankach. Prawdopodobnie miało to
coś wspólnego z faktem, że na dole leżał półżywy facet, a gliny nie miały
pojęcia, co tu zaszło. Gdy mój policzek walnął o podłogę, przekląłem pod nosem.
- Poczekajcie! – Rozległ
się zszokowany głos Syd i z trudem uniosłem brodę. Zdezorientowanie malowało
się na jej bladej twarzy. – To nie on musi być zakuty w kajdanki. On…
- Proszę nie podchodzić,
proszę pani, dopóki nie będziemy mieć sytuacji pod kontrolą. – Policjant
szarpnął mną, a mięśnie w moich ramionach i plecach zaprotestowały, powodując,
że burknąłem.
Zapłakane oczy Syd rozszerzyły się z paniką. –
Krzywdzicie go! O Boże, przestańcie, proszę. To on po was zadzwonił.
To naprawdę nie było wygodne, ale w chory sposób
przywitałem ten ból. Otępiał palenie w moim brzuchu. Kolejny funkcjonariusz
wszedł do holu, sprawiając, że Syd podskoczyła. Zagrzechotały ozdoby ze srebra
na drzewku. Bombka spadła na podłogę, roztrzaskując się. Drugi policjant
dostrzegł strzelbę tam, gdzie położyła ją na ziemi Syd. Podszedł tam szybko,
odsuwając ją od Syd butem.
Pierwszy policjant wyrzucił z siebie rozkazy i
historia została opowiedziana w pośpiesznych słowach – Syd wróciła do domu,
znajdując dwóch facetów psujących opony w moim samochodzie, jeden facet uciekł,
a Zach powiedział jej, że chciał ją przestraszyć. Pominęła część o Sashy i w
jaki sposób rozwaliła jej się warga, ale odpowiedzi te nadeszły, gdy policjanci
zdjęli ze mnie kajdanki, a do domu wkroczyli sanitariusze pogotowia
ratunkowego.
Widocznie
Zach wciąż się ruszał. Szkoda.
Próbowałem mieć Syd na oku, jak sanitariusze ją
badali, podczas gdy mówiłem policjantom o Zachu, ale kiedy skrzywiła się na
kolesia opatrującego jej wargę, nie zawahałem się. Ruszyłem w jej kierunku.
- Nic jej nie jest, synu. – Funkcjonariusz
zacisnął rękę na moim barku. – Jest teraz pod opieką. Najlepszą rzeczą, jaką
możesz dla niej zrobić, to podać mi wszystkie informacje, jakie masz. Zacznij
od początku.
Miałem zamiar powiedzieć mu, żeby się odpieprzył,
ale spotkałem się wzrokiem z Syd. Moment przeciągnął się w wieczność, a wtedy
opuściła rzęsy. Łzy czepiały się ich jak kryształy – łzy, które wiedziałem, że
nie były z rozwalonej wargi.
W tamtej chwili nienawidziłem się bardziej niż
kiedykolwiek wcześniej.
- Synu?
Pocierając dłonią szczękę, odwróciłem się i
skupiłem się na funkcjonariuszu. Zacząłem od początku, od skutera śnieżnego.
Wiele policjantów wchodziło i wychodziło z domu –
zdawało się, że zbyt wielu – i na jakiś czas straciłem z oczu Syd. Wiedziałem,
że nienawidziła mnie teraz do szpiku kości, co było zasłużone, ale gryzło mnie,
że nie wiedziałem gdzie była i czy wszystko było z nią w porządku.
Pojawiła się z sanitariuszem, torebkę lodu
przyciskała do szczęki. Policjant zablokował mi jej widok, biorąc od niej jej
oświadczenie.
To… do diabła, to była najgorsza część z tego
wszystkiego, słuchanie jak opowiada policjantowi, co się wydarzyło. A kiedy jej
głos drżał, czułem to jak cios w klatkę piersiową. Syd była niesamowicie silna
i dzielna, ale nigdy nie powinna była mierzyć się z czymś takim.
Nigdy bym nie pomyślał, że to właśnie ja narażę
ją na niebezpieczeństwo. Przez wiele lat to ja zawsze opiekowałem się nią –
trzymałem ją z dala od kłopotów. Nie myślałem, że teraz będę tego powodem.
Nie wiem ile minęło czasu, kiedy byliśmy
przesłuchiwani. Usłyszałem, że Zach zostanie wysłany do więzienia po
zatrzymaniu się w szpitalu. Także wydał swojego przyjaciela. Policjant zapewnił
nas, że oboje zostaną oskarżeni o kradzież z włamaniem, wandalizm oraz napaść,
a może nawet zajść tak daleko jak usiłowanie zabójstwa z sytuacją wystrzelenia
z broni w okno. Dobrze zrobiłoby temu głupiemu łajdakowi, gdyby skończył
większość życia za kratami.
Funkcjonariusze wciąż krążyli wokoło, robiąc
niemożliwym porozmawianie z Syd. Nie sądziłem, że mogłem usprawiedliwić się w
jakikolwiek sposób, który polepszyłby sprawy, ale musiałem przeprosić za ten
bałagan i powiedzieć jej, że nigdy nie chciałem, żeby w jakikolwiek sposób
została skrzywdzona.
Spostrzegłem ją w kuchni, idącą obok młodego
gliny. Trzymał rękę na jej barku, a ona nie miała już torby z lodem. Miałem
wątpliwości, co do tego czy powinna tak szybko pozbywać się lodu.
- Sydney!
Zaskoczony dźwiękiem
głosu jej ojca, odwróciłem się w stronę salonu. Co on tutaj robił? Chwilę
później niedźwiedzi mężczyzna przeszedł przez drzwi. Ojciec Syd cholernie mnie
przerażał, kiedy byłem dzieckiem. Pan Bell był typem mężczyzny, który robił
zakupy w sekcji Duży-i-Wysoki i potrafił posłać komuś spojrzenie, które
sprawiało, że większość facetów uciekało gdzie pieprz rośnie. Stanął jak wryty,
ściągając swoje wełniane rękawiczki, gdy dostrzegł swoją córkę. Przerażenie
przemknęło przez jego twarz, po czym policzki zaczerwieniły się z gniewu.
Jego spojrzenie przeniosło się z jego córki na
mnie i chciałem wleźć do pieprzonej dziury. Byłem wielkim, pierdolonym
rozczarowaniem. Pozwoliłem na to, aby jego córce stała się krzywda. Nie mogłem
być większą pomyłką.
Chwilę później mniejsza figura obeszła pana
Bella. Mama Syd wyglądała jak dziecko, stojąc obok jej męża. Niski wzrost Syd
miała po jej mamie, tak jak gęste, ciemne włosy i twarz w kształcie serca.
Jednak zdumiewające niebieskie oczy były jej ojca.
- Skarbie – wykrzyknęła pani Bell, niemal
przewracając policjanta w biegu do jej córki. – O
mój Boże, co się stało? Spójrz na siebie. Co się stało?
Syd odłączyła się od gliny i spotkała się z mamą
w połowie drogi, obejmując ją ramionami.
- Kyler.
Dźwięk mojego imienia był jak wbicie stali w mój
kręgosłup. Odwróciłem się do jej ojca i w tym krótkim odstępie czasu Sydney i
jej matka zniknęły.
Pan Bell podszedł o krok i był jednym z niewielu
ludzi na tym świecie, którzy sprawiali, że czułem się jakbym miał centymetr
wzrostu. – Co u diabła stało się mojej córce?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz