sobota, 15 marca 2014

Rozdział 13

Sydney

Jajniki były przereklamowane.

Tak samo jak śnieg.

Lubiłam śnieg, ale teraz go nienawidziłam, ponieważ uwięził mnie tutaj. A to oficjalnie było ostatnie miejsce na tej planecie, w którym chciałam być. Temperatura spadła jeszcze bardziej do wieczora, który niespodziewanie podkradł się do nas. Chodziłam wzdłuż pokoju z rękami skrzyżowanymi na piersiach, mimo ciepła wydobywającego się z ognia. Jeszcze jakieś trzy dni z Kylerem. Nie mogłam tego zrobić.

Usłyszałam jego kroki na schodach prowadzących do piwnicy i zamarłam tuż przy kominku. Moje serce waliło tak głośno jak wiatr na zewnątrz. Pojawił się niosąc wiązkę niebieskiej plandeki. Nasze oczy spotkały się na krótka sekundę, a potem skierował się do drzwi na drugim końcu pomieszczenia, prowadzących do pokoju słonecznego.

-Mogę ci w czymś pomóc? –zapytałam, krzywiąc się gdy mój głos załamał się w środku zdania. Zaskoczenie zamigotało na jego kamiennej twarzy, a ja nie byłam pewna, dlaczego. Pewnie, byłam zawstydzona i wkurzona, a „zmieszanie” powinno być moim drugim imieniem, ale co Kyler tak naprawdę zrobił? Rzuciłam się na niego – więcej niż raz. Poprosiłam go, żeby pieprzył mnie jak tanią randkę, a on był facetem – facetem, który był proszony o seks każdego dnia. Oczywiście on zachował się tak, bo działał w ferworze. Nie zrobił nic złego. Był jedyną osobą w tej sytuacji, która próbowała zachować się w porządku. Najwyraźniej cenił naszą przyjaźń bardziej niż ja.

Kyler odwrócił wzrok, potrząsając głową.

-Dam sobie radę. Po prostu zostań tu, w cieple.

Obserwowałam jak zamyka za sobą drzwi, moja pierś się zacisnęła. Tak szybko jak usłyszałam trzask, uderzyłam się w czoło.

-Boże. Spieprzyłam.

Odwracając się od drzwi, przeciągnęłam rękami przez włosy i skrzywiłam się, gdy poczułam coś śliskiego. Była duża szansa, że jego głowa się oczyści gdy zorientuje się, że nie brałam dzisiaj prysznica. Cała sprawa z oszczędzaniem ciepłej wody była do bani. On dzisiejszego ranka wziął zimny prysznic i pomyślałam, że ja też bym mogła wziąć jeden szybki, by zmyć z siebie cały ten bród. I to byłoby również zaserwowane jako doskonała rozrywka. Śpiesząc się na górę zignorowałam chłodne powietrze i zdjęłam moje ubrania w sypialni. Zanim weszłam do łazienki, przygotowałam dresy i kremowy sweter w którym byłam tak zakochana. Chciałam go tu założyć z obcisłymi jeansami i kozakami. Gdy go kupowałam miałam nadzieję, że gdy go założę, w jakiś sposób w Kylerze pstryknie jakiś przełącznik z przyjaźni na „zróbmy to”.

Co powtarzała zawsze moja mama? Gdyby życzenia były rybkami…

Wzdychając weszłam do łazienki, ignorując to, jak całe moje ciało płonie. Chciałam przewinąć kilka ostatnich dni i zacząć wszystko od nowa. Nie mogłam zmienić tego, co czułam do Kylera. To było przyczyną porażki, ale mogłam trzymać się z dala od alkoholu i mimo wszystko mogłam trzymać język za zębami.

Szkoda, że nie było przycisku „przewiń życie”. Przyciskałabym go aż do samego piekła. Regulując wodę tak, aby była letnia weszłam pod prysznic, krzywiąc się na chłód pod moimi stopami. Zorientowałam się że skierowanie wody w dół mogłoby pomóc. Nie marnując czasu, chwyciłam szampon i polałam nim włosy. Małe nacięcia na klatce piersiowej i brzuchu piekły, służąc jako przypomnienie tego, co się stało. Czy ktoś naprawdę rozbił okno? Ktoś celował w nas? Wzdrygnęłam się, gdy chwyciłam odżywkę. Polałam nią moje włosy i szybko rozpoczęłam mycie ciała gąbką roślinną. Mydliny były wszędzie, zjeżdżały w dół mojego brzucha i uda, zbierając się w zagłębieniu prysznica.

Chciałam do domu.

Łzy wypełniły moje oczy i zacisnęłam je. Tak bardzo chciałam dostać się do domu i zapomnieć o tych dniach, ale wiedziałam jak bezsensowne to było. Nigdy nie zapomnę tych chwil z Kylerem.

Pieprzyć cię jak jednonocną przygodę.

To nie tego chciałam, ale zaakceptowałabym to. Nie wiedziałam, co to o mnie mówiło – że kochałam tak bardzo, że mogłabym zaakceptować jakikolwiek ochłap, który rzuciłby w moją stronę? To nie było w porządku. To było uosobienie słabości. Wiedziałam to, ale to nie zmieniało faktu, że gdyby Kyler wszedłby pod prysznic do mnie, pozwoliłabym mu zrobić, co tylko by chciał. Moja klatka piersiowa bolała w sposób, do którego już zdążyłam się przyzwyczaić.

Lodowata woda spryskała mnie nagle, zmuszając mnie do pisku, gdy skoczyłam dobra stopę w powietrze. Uderzyłam w tył wanny, moje stopy wyślizgnęły się spode mnie.

O nie…

Straciłam równowagę. Młócąc rękami, chwyciłam pierwszą rzecz której dotknęły moje palce. Zasłona prysznicowa utrzymała moją wagę i ulga przepłynęła przeze mnie, ale wtedy malutkie haki pękły. Kurtyna podarła się, a moje nogi wyślizgnęły się spode mnie. Uderzyłam w śliską zamydloną wannę. Kruchy ból rozprzestrzenił się wzdłuż mojej kości ogonowej, gdy zassałam powietrze. Zasłona powiewała wokół mnie, tworząc słabą ochronę przed lodowatą wodą. Mały otwór wentylacyjny w ścianie przestał grzechotać i jakiekolwiek ciepło, które z niego dochodziło trzymając wszystko niezamrożone, zniknęło. Drzwi do łazienki otworzyły się uderzając w ścianę i miałam pokręcone deja vu, że jakoby Kyler wpadł do łazienki.

-Sydney, co…?

Uderzyłam w baterię, wyłączając ją i starając się owinąć plastikową zasłonę wokół siebie. Oczywiście ona była całkowicie przejrzysta, ponieważ dlaczego miałabym spodziewać się czegoś więcej? To miało być silne upokorzenie. Woda sączyła się, mimo że ją wyłączyłam, gdy podniosłam głowę i spojrzałam na Kylera przez mokre włosy. Przykucnął przy wannie z szeroko otwartymi oczami.

-Wszystko w porządku?

Przycisnęłam zasłonę do piersi.

-Myślę… myślę, że złamałam tyłek.

Jego usta zacisnęły się razem, gdy spojrzał na bok, chwytając ręczniki ze stosu przy toalecie.

-Tutaj –powiedział.– Pozwól, że ci pomogę.

Małe dreszcze pojawiły się na mojej ręce, gdy odsunęłam jego rękę.

-Dam sobie radę.

-Co się stało?

Rzuciłam mu miażdżące spojrzenie.

-Upadłam.

-Załapałem tą część –podniósł duży, suchy ręcznik.

-Woda stała się lodowato zimna, a ja nawet nie byłam pod prysznicem tak długo. Nawet nie całą minutę. –mruknęłam, próbując dowiedzieć się, jak owinąć się ręcznikiem nie eksponując wszystkiego. Marszcząc czoło, sięgnął do otworu wentylacyjnego i przytrzymał rękę przed nim. Wykorzystałam ten moment, by wyrwać ręcznik i zwiać spod zasłony. Owijając go wokół swojej klatki piersiowej wstałam na drżących nogach. Mój tyłek naprawdę bolał.

-Cholera –rzekł Kyler wstając. – Myślę, że ten cholerny zapasowy generator padł. Zajebiście.

Nie musiałam pytać, co to znaczy. Rury mogły zamarznąć, jedzenie mogło się popsuć, choć z temperaturą wpełzającą do domu to było wątpliwe. Przynajmniej wszystko w lodówce pozostanie dobre. Jedyne ciepło będzie pochodzić z kominka. Kyler chwycił moje ramię i pomógł mi się wydostać, jakby się spodziewał, że zaraz znowu upadnę i złamię kark. W tym punkcie wszystko było możliwe. Te trochę ciepła, które uciekło z góry, zniknęło całkowicie. Gęsia skóra pokryła mnie, gdy weszliśmy do pokoju.

Przesunął dłonią po włosach.

-Muszę wyjść na zewnątrz i to sprawdzić. Zostań tutaj dobrze?

-Czekaj –zaczęłam podążać za nim wokół łóżka.– Czy to mądre? Kyler, a co jeśli ktoś naprawdę strzelał do tego okna? Nie chcę, żebyś wychodził na zewnątrz.

-Dam sobie radę –ruszył w kierunku drzwi.

-Kyler…

-Ktoś to musi sprawdzić, Syd. Będzie dobrze. Tylko czekaj na mnie na dole, tam jest trochę… cieplej. – Przerwał a jego wyraz twarzy stracił większość ostrych krawędzi. – Poważnie, wszystko będzie dobrze.

W ogóle mi się to nie podobało, ale on był już za drzwiami. Gdyby ten cały psychiczny prostak był na zewnątrz, nie chciałam, żeby Kyler też tam był. I najwyraźniej zaczęłam odmarzać na samą wzmiankę o tym. Szybko wkładając dres i sweter, pobiegłam na dół i włożyłam moje śniegowce. Jeśli Kyler był na zewnątrz z potencjalnymi złymi rzeczami, ja również mogłam być, a przynajmniej mogłam mieć na niego oko, gdy będzie szukał gazu w generatorze. Chwyciłam kurtkę z oparcia krzesła w kuchni. Zasunęłam się, otworzyłam frontowe drzwi i wysunęłam twarz na pełną zawieję.

-Święte kule śnieżne w piekle.

Ślady Kylera stworzyły wyłom w śniegu i prowadziły z werandy. Nie chcąc się znowu poślizgnąć, trzymałam się poręczy, uważnie przyglądając się ubitemu śniegowi. Ani razu moje śniegowce nie zapadły się i nie uderzyłam w drewniane stopnie. Jezu. Co to był za cholernie ciężki śnieg. W gasnącym świetle i wirującym śniegu, mogłam zobaczyć po swojej lewej stronie sosnę przewróconą na linię elektryczną, której kable biczowały na wietrze. W śniegu była niewielka udeptana ścieżka, którą musiał podążać Kyler. Podążałam za nim od domu, bardziej brodząc w śniegu niż normalnie chodząc. Moje ręce były wepchnięte głęboko w kieszenie, ale już czułam jak zimno je szczypie. Mojego nosa już nie czułam, tak jak moich policzków, gdy obeszłam dom. Kyler przykucał obok stosu śniegu, trzymał łopatę mocno zaciśniętą w dłoniach, gdy wpatrywał się w zapasowy generator.

-Kyler –wiatr zaniósł mój głos do niego.

Jego głowa odwróciła się w moim kierunku i szybko wstał.

-Syd, co tu do diabła tu robisz? Powiedziałem ci…

-Wiem –potruchtałam bliżej niego, szczękając zębami.– Ale nie powinieneś być tu sam. –Wyciągnęłam rękę i odgarnęłam moje mokre i teraz zamarznięte włosy z twarzy. – Mogę pilnować.

-Jezu, złapiesz zapalenie płuc –czerwone plamy zabarwiły jego policzki.

-To n-nie prawda. Nie można się rozchorować przez mokrą głowę. –Pociągając nosem, zwróciłam moją uwagę na generator, moje oczy zwęziły się pod naporem piekącego wiatru.

-Nie ma g-gazu?

Patrzył na mnie przez chwilę, z burzliwym wyrazem twarzy odwrócił się z powrotem do generatora.

-Nie. W środku jest gaz, ale ktoś odciął cholerna linię dochodzącą do domu.

Mój umysł zbuntował się przeciw temu co powiedział, ale widziałam dużo zakłóceń w śniegu, prowadzących od generatora w kierunku lasu – szlak, który wyglądał na utarty przez narty.

-Nie. Nie ma m-mowy.

Kyler przesunął się po śniegu z większą łatwością niż ja, sięgnął za generatorem i wyciągnął przecięte przewody.

-Całkowicie wycięte.

Wpatrywałam się w przewody z tonącym sercem. Strach rozprzestrzenił się w całym moim systemie.

-To nie jest d-dobre.

-Nie –rzucił przewody i odwrócił się do mnie. – Musimy wrócić do środka. Teraz.

Nie miałam zamiaru kłócić się o to z nim teraz, ani nawet kiedy owinął rękę wokół moich ramion, przysuwając mnie bliżej siebie i zapędził mnie do środka. Nie miałam pojęcia jak jemu nie było zimno, albo czemu jego palce jeszcze nie zdrętwiały. Może to miało związek z tym, że więcej czasu spędzał na nartach i snowboardzie. A może byłam po prostu mięczakiem, kiedy przychodziło do zimna. Kyler szybko rozpiął moją kurtkę i zsunął ją z moich ramion.

-Naprawdę nie powinnaś wychodzić na zewnątrz, Syd. Powiedziałem ci, że dam sobie radę.

-Ale ktoś przeciął przewody. Mógł nadal być na zewnątrz. –Drżąc, wciągnął mnie do salonu.– Mogłeś zostać zaatakowany… albo pokryty przez śnieg.

Pociągnął mnie na gruby dywanik przed kominkiem. Skuliłam się z powodu ciepła – to było prawie zbyt wiele dla mojej zamarzniętej skóry.

-Poradzę sobie –powiedział kucając obok mnie.– To ty tam mnie martwiłaś.

-Nie powinnam –utkwiłam spojrzenie na pomarańczowych i czerwonych płomieniach.

-Dlaczego nie? –Przesunął ręką po moich mokrych włosach, strzepując płatki śniegu. Zamknęłam oczy, gdy zrobił kolejny zamach i chciałam wygiąć się po jego dotykiem, tak jak kot wygina się po pieszczoty.

-Kiedy usłyszałem, jak wymawiasz moje imię na zewnątrz, moje cholerne serce o mało się nie zatrzymało.

-Dramatyzujesz –wymamrotałam. Jego ręce zaplątały się w moich włosach i w tym momencie zapomniałam o całym bałaganie, który był między nami.

-To prawda. Pomysł, że jesteś na zewnątrz z jakimś dupkiem biegającym w koło i straszącym, przeraził mnie.

-Myślisz, że jesteśmy tu bezpieczni?

Nie odpowiedział od razu.

-Jest coraz zimniej. Będziemy musieli spać tu, na dole, ale z tyłu w garażu jest wystarczająco drewna, by starczyło dla naszej dwójki. Wiem, że to nie to, co miałaś na myśli, ale myślę, że nikt nie odważy się wejść do środka, a poza tym jeśli się odważą, to już nie wyjdą.

Otworzyłam oczy. Kyler skinął głową w kierunku ściany przy kominku. Było tam wystawionych kilka strzelb.

-One nadal działają?

Skinął głową, wstał i zdjął jedną ze strzelb. Oparł ją o ścianę.

-Jest naładowana. Niebezpieczna. Więc nie baw się nią.

-Czy to nie było zaplanowane? –zapytałam, moje spojrzenie przeniosło się do zasłony zasłaniającej okno. Noc się zbliżała, bardzo zimna noc, ale on miał rację. To nie był mój największy problem.

-Nie pozwolę, by ci się coś stało –odpowiedział, jego palce przesunęły się po moim policzku. – Obiecuję. -Moja pierś urosła.

-Wiem, ale myśl, że ktoś może robić takie rzeczy celowo jest naprawdę…

-Przerażająca? –rzekł, opuszczając rękę.– Wiem jak używać strzelby. Tak jak powiedziałem, jeżeli ktoś tu wejdzie, już stąd nie wyjdzie.

Wzdrygnęłam się na to, ale tez odetchnęłam z ulgą wiedząc, że nie jesteśmy całkowicie bezbronni.

-To prawdopodobnie jakiś kretyn drażni się z nami. Nic, o co trzeba byłoby się martwić –wstał ponownie, przesuwając dłonią wzdłuż swojej szczęki.– Powinienem prawdopodobnie postarać się odciąć ten pokój zanim stracimy ta odrobinę światła, którą mamy.

Odpychając stopy, aby wstać, zignorowałam to, że się zmarszczył.

-Pomogę ci.

-Syd…

-Nie kłóć się ze mną. Mogę pomóc. Co musimy zrobić? Zebrać jakieś koce? Zrobić fort?

Wykrzywił się w uśmiechu.

 -W takim razie chodź.

Użyliśmy pościeli z piętra, żeby zatkać wejście prowadzące do pokoju słonecznego, skąd zimne powietrze przedostawało się między niebieską folią. Potem zebraliśmy wszystkie koce wraz z zestawem śpiworów i królewskich rozmiarów materacem zwalonym z piętra, stworzyliśmy jedno piekielne łóżko przy kominku. Prowizoryczne łóżko, które musieliśmy dzielić – prowizoryczne łóżko, ze strzelbą schowaną w pobliżu.

To jest to.

Gdy złożyliśmy wszystko razem, napięcie między nami zaczęło parować, a następnie wracało w zemście za każdym razem, kiedy nasze dłonie lub ciała się stykały. Kiedy na niego spoglądałam, znajdywałam go wpatrującego się we mnie, ale zawsze szybko odwracał wzrok. Nie wiedziałam, co z tym zrobić. Żartowaliśmy i prowadziliśmy jałową rozmowę, żeby zapełnić ciszę. Unikał mówienia o wszystkim, co doprowadziłoby z powrotem do tego, co stało się między nami lub do tego, co działo się na zewnątrz. W tym czasie, gdy zjedliśmy obiad (znów zimne wędliny) byłam bardzo podminowana i napięta. Skierowałam się do barku, jak ktoś z przymusowego odwyku. Wyciągnęłam butelkę Jacka, nalałam sobie kieliszek i wypiłam go. Płyn palił jak gorący węgiel, powodując u mnie kaszel.

-Znowu pijesz? –zapytał Kyler, stawiając gitarę w salonie.

Położyłam kieliszek i napełniłam go ponownie.

-Tak.

Dotarł do mnie i wziął ode mnie butelkę, zanim mogłam sobie nalać kolejny kieliszek.

-Nie sądzę, aby to był dobry pomysł.

Skrzywiłam się na niego.

-Ja myślę, że to dobry pomysł.

-Co myślisz o tym, żebyśmy dzisiaj trzymali się z dala od mocniejszych alkoholi? – Pochylił się i wyciągnął dwa piwa z małej lodówki przy barze. Otworzył je.– I wypijemy to?

-Nienawidzę smaku piwa –odparłam, biorąc je od niego.

Uśmiechnął się, wrócił do swojej gitary i położył butelkę na skraju stołu.

-A ja nienawidzę widoku ciebie pijanej.

Nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć.

-Dlaczego?

Wzruszył leniwie ramionami.

-To po prostu nie ty i nie obrażaj się za to. Podoba mi się, że nie jesteś taka. Nie jesteś imprezowiczką i to w porządku.

Moje usta się otworzyły, ale nic się z nich nie wydostało. Podobało mu się to, że nie byłam imprezowiczką? Ale wszystkie dziewczyny, z którymi się umawiał – a słowo „umawiał” było rozumiane w bardzo luźnym kontekście – były totalnymi imprezowiczkami. Mój mózg obsesyjnie zaczął analizować jego słowa. Co to miało znaczyć? To nie miało sensu. Byłam zła na siebie w przeciągu minuty od chwili, gdy to powiedział. Trzymając butelkę przy piersi, patrzyłam jak wyciąga gitarę. Kilka świec oświetlało cały pokój, rzucając miękkie cienie jak tylko zapadła noc. Odsuwając wysuszone powietrzem włosy z twarzy, odwróciłam wzrok, gdy jego oczy znalazły moje, a jego palce stroiły gitarę. Ja podeszłam do naszego łóżka i usiadłam na nim, żałując, że nie byłam na tyle przezorna i nie przywiozłam żadnej staromodnej papierowej książki. Ale kilka chwil później Kyler zaczął grać na gitarze i już dłużej nie myślałam o książkach. Wykręcając się w jego kierunku, zostałam uśpioną cichą melodią. To nie była piosenka, którą rozpoznawałam, prawdopodobnie to było coś unikalnego, oryginalnego. Jego długie palce wygrywały akordy z wykwalifikowaną łatwością, o którą byłam zazdrosna. Sposób, w jaki grał był porywający, melodia płynęła fascynująco. Gdy grał, końce jego brązowych włosów opadały mu na czoło, a te grube niewiarygodne długie rzęsy opadały na krawędź jego kości policzkowych.

Kiedy przestał, uniósł podbródek, a jego oczy spotkały moje. Moje gardło było zbyt zaciśnięte, abym mogła mówić, ale nie zerwałam kontaktu wzrokowego. Tak wiele wyciągnęło się między nami w ciszy – słowa, które lepiej, by pozostały niewypowiedziane i prawda, która nigdy nie powinna być wypowiedziana. Kyler odłożył gitarę na bok i wyciągnął rękę, zbierając butelkę, którą miał obok siebie. Biorąc głęboki oddech, wypuściłam go powoli. Nie byłam śpiąca. Właściwie, to było całkowicie odwrotnie, ale pragnęłam być śpiąca. Pociągnęłam łyk piwa mając nadzieję, że to mnie powali. A to była najsilniejsza cholerna rzecz. Tak bardzo, jak chciałam po prostu iść spać, by uniknąć mówienia albo zrobienia czegoś głupiego. Nie chciałam przegapić żadnego czasu z nim.

A wtedy on powiedział:

-Nie powinienem się poddawać.




Kyler

Słowa wypłynęły z moich ust zanim mogłem je powstrzymać. Chociaż ich nie żałowałem, bo należało je powiedzieć. Nie powinienem zrobić tego, co zrobiłem w pokoju słonecznym, traktować ją jak jakąś przypadkową laskę, z którą mogę zrobić numerek przy ścianie. Syd była lepsza niż to i zasługiwała na więcej. I nawet jeśli szybki numerek był jedyną rzeczą, do której byłem zdolny, dałbym jej więcej, gdyby tylko tego zapragnęła. Dałbym jej wszystko, o co poprosiłaby. Wiedziałem, że nigdy bym nie był wystarczający i wiedziałem, że nigdy nie będę zdolny cofnąć tego, co zrobiłem w przeszłości. Nie mogłem się cofnąć i zmienić faktu, że byłem z tymi wszystkimi dziewczynami, że Syd widziała jak każdą kolejną zabieram do domu, ale cholera, jeśliby poprosiła, powiedziałbym jej, że moje uczucia do niej są o wiele głębsze. Ale nic z tego nie mogłem zmienić i teraz Syd patrzyła na mnie jak każda inna dziewczyna w mojej klasie i te poznane w barze. Syd oczekiwała tego co one – nocy pełnej seksu i niczego więcej. A ja przez to czułem się jak totalny gnojek. Syd zakaszlała podczas picia piwa i szybko zamrugała:

-Słucham?

Przesunąłem ręką przez włosy.

-Wcześniej w pokoju słonecznym, nie powinienem dawać ci tego, o co prosiłaś.

Jej dłonie zacisnęły się w małe pięści, a ja miałem na tyle doświadczenia, by być wdzięcznym , że nie trzymała w nich butelki piwa, bo była duża szansa, że rzuciłaby nią w moją głowę.

-Próbowałem unikania rozmowy na ten temat odkąd wcześniej się zraniłaś. Musimy o tym porozmawiać –powiedziałem.– Musimy oczyścić powietrze między nami. Ty…

-Nie chcę, Kyler. –Wstała szybko.– Nie widzę sensu. Myślę, że w ciągu ostatnich kilku dni zawstydziłam się wystarczająco, żeby wystarczyło mi do końca życia.

Pokręciłem głową.

-Nie próbuję cię zawstydzić. To ostatnia rzecz, której chcę.

-W takim razie nie rozmawiajmy o tym. Nie chcesz mnie. Rozumiem to. –Patrzyła na mnie przez chwilę, jej dolna warga drżała w sposób, który zadał mi cios prostko w klatkę piersiową, a następnie odwróciła się w stronę zasłoniętego okna.– Nie ma już nic więcej do powiedzenia.

-Jest w cholerę dużo rzeczy do powiedzenia, Syd –mój głos stwardniał i przysięgam na Boga, jeśli zbliży się do okna po tym, co się stało wcześniej, miałem zamiar ją związać.

-Dlaczego nie powiedziałaś czegoś wcześniej? Czy po prostu obudziłaś się kilka dni temu i stwierdziłaś, że chcesz mnie?

Wydała z siebie zduszony śmiech.

-Tak, bo to tak działa. Obudziłam się pewnego ranka i pomyślałam „ojej, chcę wypieprzyć Kylera”. Poważnie, nie masz o tym zielonego pojęcia.

-Więc mi powiedz –zerwałem się na nogi i przeszedłem przez pokój. Cofnęła się, stawiając fotel między nami. – Muszę wiedzieć, dlaczego chciałaś, żebym to zrobił. Dlaczego myślałaś, że to będzie w porządku.

Chwyciła z tyłu fotel. Jej gardło pracowało.

-Sprawiłeś, że to brzmiało, jakby to był dla ciebie jakiś obowiązek.

Moje oczy się zwęziły. Co do cholery?

-To nie to powiedziałem, ani nie mówię tego.

-Okej. Chcesz o tym porozmawiać? Dlaczego jesteś tak przeciwny zrobieniu tego? - Słowa wydawały się wybuchnąć z niej jakby je w sobie dusiła. – Byłam twoją przyjaciółką odkąd pamiętam. Byłam przy tym, jak zacząłeś zwracać uwagę na dziewczyny i patrzyłam, jak zaczynałeś się z nimi umawiać i nie sądzę, abyś kiedykolwiek wcześniej odmówił jakiejkolwiek dziewczynie.

Szarpnął się do tyłu.

-Nie jestem pieprzoną prostytutką, Syd.

Jej oczy rozszerzyły się.

-Ale pieprzysz wszystko co chodzi i uśmiecha się do ciebie, ale nie mnie.

-Tak! To właśnie mówię! –Zrobiłem krok do przodu. Jej oczy były ciemne jak burzliwe fale w miękkim blasku świec. – Nie chcę cię pieprzyć, Syd. Nie jesteśmy tym, nie ty i ja.

Wzięła drżący oddech.

 -Chciałeś mnie. Czułam, że tak było.

Odwróciłem wzrok, zaciskając zęby tak mocno, że byłem zdziwiony, iż moje trzonowce się nie złamały.

-Nie rozumiesz tego.

Owijając ramiona wokół siebie, cofnęła się od fotela i ruszyła w kierunku drzwi prowadzących do innej części budynku. Do diabła nie, gdzie ona myślała, że idzie. Nie skończyliśmy jeszcze naszej rozmowy.

-Rozumiem –kontynuowała, jej oczy nabrały takiego połysku, że całe moje ciało zatrzymało się. – Nie jestem wystarczająco dobra dla ciebie. To nie ma znaczenia, że jestem w tobie zakochana…. –Krew odpłynęła jej z twarzy.– O mój Boże.

Pieprzony świat zatrzymał się. Ludzie mówią, że to gówno się dzieje, gdy słyszysz zupełnie niespodziewane i szokujące rzeczy. Myślałem, że większość ludzi dramatyzuje, ale do diabła, jeśli to nie była prawda. W tej chwili ten pieprzony świat naprawdę się zatrzymał. Syd była we mnie zakochana? Syd mnie kochała?

-O mój Boże –wyszeptała ponownie.

Stanąłem przed nią tak szybko, że nawet nie pamiętałem, kiedy się poruszyłem. Ściskając jej policzki odciągnąłem jej głowę do tyłu tak, by spojrzała mi w oczy.

-Co ty właśnie powiedziałaś?

Spojrzała na mnie jakby zaraz miała się rozchorować.

-Nic. Nie powiedziałam nic.

-Gówno prawda –moje oczy były szerokie.– Jesteś we mnie zakochana?

-Oczywiście, że jestem –roześmiała się, ale brzmiało to jak wymuszony śmiech.– Jesteśmy przyjaciółmi od zawsze, a ja byłabym…

-To nie to miałaś na myśli –mój głos opadł, a moje serce grzmiało w mojej piersi. To nie mogło być to, co miała na myśli.

-No dalej Syd. To nie to.

Pokręciła głową.

-To nie ma znaczenia. Ty nie…

-Nie. Rozumiesz. Tego. –Chciałem nią potrząsnąć. Nie była wystarczająco dobra? Czy ona była szalona? Zaczynałem tak myśleć, ponieważ było na odwrót.

-Zasługujesz na coś lepszego niż jednonocna przygoda, Sydney. Nie mogę ci tego zrobić. Nie jesteś taka jak tamte dziewczyny. Zasługujesz na coś więcej.

Jej oczy zabłysły szeroko ponownie. Tak blisko jak byłem, widziałem malutkie łzy formujące się i spływające po policzkach. Czułbym się lepiej po uderzeniu w jaja niż patrząc jak płacze i widząc, że to ja byłem tego powodem.

Uderzyło mnie, że to nie był pierwszy raz, kiedy przeze mnie płakała. Były inne razy. Wtedy małe punkty na mapie nie wydawały się mieć znaczenia, ale spoglądając wstecz, dla niej znaczyły wszystko. Każde wspomnienie cięło mnie niczym zardzewiały nóż do masła. Byłem większym dupkiem niż mogłem sobie wyobrazić. W dziewiątej klasie, kiedy porzuciłem wieczorek filmowy z Sydney dla jakiejś uniwersyteckiej chirliderki, która miała bardzo utalentowane usta. Następnego dnia w klasie oczy Syd były czerwone i spuchnięte, a ona mi powiedziała, że to była alergia, z wyjątkiem… że Syd nie miała żadnej alergii. Następnie w czasie lata po naszym drugim roku, niszczyłem nasze plany, żeby spędzać czas z dziewczynami. W czasie naszego ostatniego roku, obiecałem jej taniec podczas balu, ale wyszedłem wcześniej. Miałem zamówiony pokój hotelowy z dziewczyną, której imienia nawet nie pamiętałem. Zawsze się uśmiechała i mówiła, że to w porządku, ale później… później coś było z jej oczami – albo czytała smutną książkę, albo oglądała przygnębiający film. To samo było w collegu, nawet jeśli z kimś była. Nawet niedawno, kiedy przypomniałem sobie, jak na mnie patrzyła, gdy zobaczyła Mindy wychodzącą z łazienki tego ranka, gdy wyjeżdżaliśmy do Snowshoe. Myliłem się i miałem rację. To nie było obrzydzenie, ale zgniatające rozczarowanie. Za każdym razem łamałem jej serce, a ona nadal przy mnie była.

Nadal tu była.

Dźwięk wydostał się z tyłu mojego gardła.

-Nie płacz kochanie. To nie tego chciałem. –Pochyliłem się łapiąc ustami jedną łzę. – Nie masz pojęcia, jak wiele dla mnie znaczysz.

Kolejna łza wymknęła się, a ja złapałem ją kciukiem.

-Nie spałem z nią -wyrwało mi się jak totalnemu idiocie.

Syd zamrugała.

-Co?


Moje policzki płonęły.

-Nie spałem z Mindy, laską która była w moim mieszkaniu. Nie spałem z nią, Syd. Wiem, że to niczego nie zmienia, ale nie zrobiłem tego.

To sprawiło tylko, że zaczęła płakać mocniej i ja naprawdę nie wiedziałem, co zrobić. Spieprzyłem więcej razy niż byłem świadomy i więcej, niż się obawiałem. Próbowała odwrócić głowę, ale trzymałem jej twarz w łagodnym uścisku. W mojej klatce piersiowej pojawił się ból. Ten sam ból, który czułem, gdy zaczęła się spotykać z Natem w szkole średniej. Więc zrobiłem jedyną rzecz, o której mogłem myśleć – jedyną rzecz, której chciałem.

Pocałowałem ją.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz