Sydney
Zajęło mi kilka chwil zorientowanie się, dlaczego
czułam w sobie Kylera tak niesamowicie dobrze, gorącego i pulsującego, uczucie
oszałamiająco intensywne. Każdy jego centymetr był wspaniałą udręką, a każde
pchnięcie uderzało mi do głowy.
Nie
miał prezerwatywy.
O
mój Boże…
Wstrząsnął mną szok. Uwierzyłam mu, kiedy
powiedział, że zawsze używał prezerwatywy. Kyler nie był głupi, lecz tym razem
nawet przez chwilę nie zastanowił się nad tym. Przez krótki moment poczułam
panikę, ale potem ustąpiła miejsca przytłaczającej fali przyjemności. Wiedza,
że był to dla niego kolejny pierwszy raz połączona z tym, jak mnie trzymał, jak
go czułam, kiedy nic nas nie dzieliło… cóż, przyprawiło mnie to o potężny
orgazm.
- Sydney – warknął i wysunął się w ostatniej
sekundzie. Jego usta były na moich, jak przycisnął się do mojego brzucha, jego
ciało drżało. Dopiero wtedy puścił moje nadgarstki.
Otaczając ramionami jego barki, trzymałam go
mocno, jak wstrząsał nim orgazm. Nie poruszył się, dopóki nie zwolnił jego
oddech, a rytm serca powrócił do normy. Potem oparł większość swojej wagi na
jednym boku.
Spojrzał
między nas. – Szlag. Przepraszam za to wszystko.
Uśmiechnęłam
się, odwracając i całując go w tors. – To nic takiego.
- Zawsze używam prezerwatywy. Po
prostu… - Roześmiał się cicho. – Do diabła…
- Wszystko w porządku. –
Wsunęłam palce we włosy zakręcające się na jego karku. – Jestem na pigułce –
przypomniałam mu. – Mogłeś… no wiesz.
Jego wargi musnęły bok mojej twarzy. –
Pamiętałem, ale nie jestem przyzwyczajony do nienoszenia prezerwatywy. Trochę
ciężki zwyczaj do przerwania. – Odchylił się, chrząkając. – Nie żebym próbował
przerwać ten zwyczaj czy coś.
Rozchyliłam usta, ale nagle zaschło mi w buzi. Co
on miał na myśli? Nie planował przerwać zwyczaju, bo nadal planował puszczać
się na prawo i lewo? Zamknęłam oczy, składając w myślach stek przekleństw. Nic nie miał na myśli,
prócz tego, że nie chciał zrobić zwyczaj z nienoszenia prezerwatywy. To
wszystko.
Miałam nadzieję.
Ale co jeśli nic się nie zmieni, kiedy stąd
odjedziemy?
Boże, nie mogę…
Próbowałam odepchnąć tę dręczącą myśl, ale
osiadła na moim żołądku jak tygodniowe jedzenie. Musieliśmy pogadać, ale za
każdym razem jak otwierałam usta, nic z nich nie wychodziło. Nie wiedziałam, co
powiedzieć ani jak zacząć tę rozmowę.
Przepraszam, czy wciąż planujesz być męską
dziwką? Tak,
to nie brzmiałoby dobrze. Chociaż Kyler powiedział, że zasługuję na coś
więcej niż przygodny seks, nie prosiłam o więcej, a on nie oferował.
Naprawdę musimy porozmawiać.
Otwierając oczy, odchyliłam głowę. Kyler
przyglądał mi się z leciutkim uśmiechem na twarzy. Wyglądał na tak…
zrelaksowanego. Bardziej niż kiedykolwiek widziałam i teraz byłaby idealna pora
na powiedzenie czegoś.
- Muszę wziąć prysznic – to wyszło z moich ust.
Wzrok Kylera opadł na mój brzuch. – Tak,
przepraszam za to. Ubrudziłem cię.
Nie to chciałam powiedzieć. Paliły mnie policzki,
zwłaszcza wtedy, kiedy jego uśmiech się poszerzył. – W porządku. Przecież seks
może być czasami brudny, a te rzeczy się zdarzają i… poważnie muszę przestać
gadać.
Kyler zachichotał głęboko i pocałował mnie w
czubek nosa. – Mówiłem ci, jaka jesteś urocza?
Urocza? Celowałam w seksowną albo gorącą.
Wzruszyłam jednym ramieniem.
- Jesteś cholernie urocza. – Jeszcze bardziej
zniżając głowę, pocałował mnie. Było to szybkie i miękkie, ale i tak zacisnęłam
palce u stóp. – Myślę, że oboje potrzebujemy prysznica. Jednak będzie zimno.
Przypominając sobie lodowate moczenie, jakie
miałam, kiedy padł generator, skrzywiłam się. – Yay.
- Chyba to zależy od tego, jak bardzo chcesz
wziąć prysznic.
Zastanowiłam się nad tym i postanowiłam, że
bardzo chciałam wziąć prysznic. Wzdychając, uwolniłam się i usiadłam. Sięgając
po koc, przycisnęłam go do nagiej piersi. Płomienie były niskie w kominku,
niemal znikały. Przysłuchiwałam się przez chwilę i nie usłyszałam wiatru.
Spojrzałam na wąską szparę w zasłonach i nie byłam pewna czy powinnam cieszyć
się, czy smucić tym, że skończyła się zamieć.
Usta Kylera otarły się o moje gołe ramię i
odwróciłam do niego głowę. Jego włosy opadały mu na czoło w kompletnym
bałaganie. Zabiło mi mocniej serce, kiedy posłał mi swój przekrzywiony uśmiech.
– Prysznic?
- Tak – odparłam.
- Razem?
Gorąco
wezbrało mi się w podbrzuszu. – Tak?
Ten chłopięcy uśmiech stał się szelmowski. – Może
nawet nie zauważymy, że woda jest zimna.
Minutę później zauważyliśmy, że woda była
lodowata. Żadna ilość seksownej nagości Kylera nie mogła tego zmienić.
- Cholera jasna – powiedział, zanurzając głowę
pod strumieniem wody. – Pieprzona cholera jasna.
Zaśmiałam się, podrygując przed nim, obejmując
się ramionami. On przyjmował na siebie lodowaty potop, a ja byłam tylko
opryskiwana jego niewielką ilością. Małe krople pokrywały każdy centymetr
mojego ciała, a choć było to szalone, przemarzałam, ale również było mi bardzo
gorąco.
Kyler namydlił się i mydliny spływały po jego
nienagannym brzuchu, wyrzeźbionych mięśniach i znikały między nogami. Nie
mogłam oderwać wzroku. To było żenujące. I ekscytujące. W pewnej chwili
odwrócił się i patrzyłam na tatuaż malujący się wzdłuż jego kręgosłupa. W jakim
to było języku? Potem znowu odwrócił się do mnie twarzą.
- Okej – odetchnął,
potrząsając głową. – Jesteś na to gotowa? Podniosłam wzrok, potakując. – Nie
bardzo.
- Postaram się zrobić to
jak najszybciej i bezboleśnie. – Objął mnie rękami i przyciągnął do swojego
ciała. Jego skóra była ciepła w niektórych miejscach, zimna w innych i
wiedziałam, że czuł moje twarde sutki przy swojej klatce piersiowej. Nie byłam
pewna czy to przez zimno, czy Kylera.
Przeważnie przez Kylera.
- Przygotuj się – mruknął, odwracając powoli.
Podskoczyłam, jak woda uderzyła mnie w plecy,
prawie wspinając się na niego. Trzymając mnie w pasie, złapał mydło. Szczękały
mi zęby, kiedy pomagał mi się umyć. Nie potrafiłam stać w miejscu i moje ruchy
nie umknęły uwadze Kylera. Czułam, jak grubieje przy moim brzuchu. Jego klatka
piersiowa unosiła się i opadała dosyć szybko i choć moja skóra wydawała się być
jak kostka lodu, gorąco płynęło w moich żyłach. Kiedy wsunął rękę pomiędzy moje
uda, przygryzłam wargę. Naprawdę tam się nie spieszył.
Był to najzimniejszy i najgorętszy prysznic, jaki
kiedykolwiek brałam.
Po wszystkim zawinął mnie w puszysty ręcznik i
posadził mnie przed gasnącym kominkiem. Szybko się przebrał i poszedł do garażu
po drewno. Gdy ogień znowu trzaskał, obrócił się do mnie. Po prysznicu zrobił
się napięty. Nie mówił wiele, a kiedy na mnie popatrzył, jego oczy były tak
ciemne, jak kawałki obsydianu.
Poruszyłam się niespokojnie.
- Pójdę do głównego domu
i zobaczę czy wiedzą coś o głównych drogach. – Klęknął przede mną, jego
wilgotne włosy kręciły się przy uszach. – Nie powinienem być długo. W porządku?
Skinęłam głową, już zaczynając wstawać. – Mogę
iść z tobą. Tylko pozwól mi…
- Powinnaś tutaj zostać. – Położył ręce na moich
barkach, delikatnie mnie popychając.
– W cieple. Już nie pada śnieg, ale jest tam
lodowato. Wrócę zanim w ogóle zorientujesz się, że wyszedłem.
Czułam się, jakby już wyszedł.
Ale nic nie powiedziałam, patrząc jak ubiera się,
jakby szedł na snowboarding. Nie pocałował mnie, nim wyszedł, a chociaż
siedziałam przed buzującym ogniem, czułam się niewytłumaczalnie zimno.
Kyler zatrzymał się przy drzwiach prowadzących do
piwnicy, wkładając komórkę do kieszeni kurtki. – Nie wychodź, kiedy mnie nie
będzie. Dobra? Wiem, że nic się nie stało od generatora, ale nie chcę
ryzykować.
- Okej. – Obróciłam się do niego, chcąc coś
powiedzieć – cokolwiek – ale umiejętność do złożenia zdania całkowicie
zniknęła.
Odwrócił się i zatrzymał ostatni raz. Patrząc na
mnie, otworzył usta, ale wtedy potrząsnął lekko głową i zniknął na schodach.
Nie wiem jak długo siedziałam tam, gapiąc się w
miejsce, gdzie stał, mówiąc sobie, żeby nie przesadzać z emocjami, ale przecież
byłam królową przesadzania. Powinnam mieć za to koronę. W krótkim czasie
pomiędzy jego wyjściem a tym, jak usłyszałam odpalający skuter śnieżny na
zewnątrz, już chciałam walnąć się kilka razy za nie porozmawianie z nim o
wszystkim.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie miałam
wszystkiego ogarniętego, tak jak wcześniej byłam przekonana. Miałam dwadzieścia
jeden lat i nie potrafiłam przeprowadzić poważnej, szczerej rozmowy z Kylerem i
powiedzieć prawdę. Jeśli o to chodziło, to prawdopodobnie nie powinnam była
kochać się z nim.
Musiałam dorosnąć.
Mówiąc sobie, że będzie to pierwszą rzeczą, jaką
zrobię, kiedy wróci, wstałam i pobiegłam na górę, żeby wziąć czyste ubrania.
Kiedy byłam przebrana, założyłam buty i usiadłam na kanapie, stukając palcami o
kolano.
Okej. Może pierwszą rzeczą, jaką zrobię, kiedy
wróci nie będzie naskakiwanie na niego o nasz wątpliwy status związku. Najpierw
pozwolę mu powiedzieć o drogach, a potem porozmawiamy.
Nie będąc w stanie usiedzieć, poszłam szukać
mojej komórki. Nadal leżała w misce z ryżem w kuchni. Wyciągając ją, strzepałam
ryż i złożyłam telefon z wielkimi nadziejami. Włączył się, ale ekranik
pokazywał jedynie ładne fale zieleni i błękitu.
- Szlag – jęknęłam, opierając się pokusie, żeby
rzucić nim przez kuchnię jak piłką.
Zerknęłam na zegar na ścianie. Minęło pół godziny,
odkąd wyszedł, a ja już wpadałam w szaleństwo. Chciałam wyjść z tego domu. Bez
niego rozwijałam szalony przypadek zniecierpliwienie związanego z długotrwałym
pobytem w zamkniętym miejscu.
Zatrzymując się przy choince, mocniej
przycisnęłam do siebie sweter, patrząc przez wielkie okno. Czułam się… inaczej.
To dziwne, że minęła tylko garstka dni odkąd przyjechaliśmy do Snowshoe, ale
wydawało się, że było to życie temu.
Mały uśmiech rozciągnął moje usta i zamknęłam
oczy, przypominając sobie powiedzenie Kylerowi, że go pragnę. Poruszyłam się
lekko, czując pozostałości zażenowania, a potem roześmiałam się, bo poważnie,
nigdy w życiu nie pomyślałabym, że zdobędę odwagę na postawienie się w takiej
sytuacji i do tego momentu nie zorientowałam
się, jak bardzo się bałam. Tak nie dało się żyć, głupio zdałam sobie sprawę.
Nie miało to nic wspólnego z seksem – to jak
inaczej się czułam. Dobra, byłam obolała w przyjemny sposób w miejscach, gdzie
nie myślałam, że mogę być obolała, ale było w tym coś więcej. Nigdy nie
próbowałam zdobyć czegoś, co pragnęłam. Zawsze byłam zbyt ostrożna, a odkąd
zakończył się mój związek z Natem, jeszcze bardziej bałam się odpuszczenia –
nie bycia w kontroli i robienia rzeczy, które potencjalnie mogły skończyć się
zranieniem.
W pewnym sensie był to dziecięcy, ochronny kocyk,
który owinęłam wokół siebie. Powiedzenie Kylerowi, że go pragnę było jak
zrzucenie tego koca. Teraz musiałam tylko iść dalej i wszystko mu powiedzieć.
Musiałam powiedzieć Kylerowi, że go kocham.
Choćby myśląc o tym moje serce na moment zamarło.
Będę przerażona. Będę boleśnie zakłopotana i wolałabym kopnąć się w tyłek niż
to zrobić, ale zrobię.
Gdy byłam sama z tymi myślami przez godzinę, już
nie mogłam znieść czekania. Podjęłam decyzję bez namyślenia się. Zakładając
płaszcz razem z rękawiczkami i czapką, zeszłam do garażu.
Wyciągnięcie drugiego skutera śnieżnego na ciężki
śnieg było wielkim wrzodem na tyłku. Ponieważ energia wysiadła, zajęło mi kilka
chwil zasunięcie drzwi garażu ręką i nie całkiem go zamknęłam, pozostawiając
odstęp na parę centymetrów, żebym mogła go otworzyć, jak wrócę. Wsiadłam na
czerwonobiały skuter śnieżny i wydałam wesołe westchnięcie, kiedy zapalił się
bez problemów. Temperatura była przeraźliwie zimna, więc szybko założyłam kask.
Nie byłam zawodowcem w prowadzeniu skutera, ale
było tyle śniegu, że przesuwał się płynnie, wzbijając kurz. Nawet mając
rękawiczki, moje palce wydawały się być zamarzniętymi paluszkami rybnymi do
czasu jak zatrzymałam się przed głównym domem.
Ludzie stali przed swoimi sklepami z łopatami w
ręku, zaczynając masywne odśnieżanie. W niektórych miejscach zaspy śniegu
pokryły samochody i widać było tylko cienkie pasma metalu. Było to niesamowite
i szalone widzieć, do czego była zdolna matka natura, kiedy była wkurzona albo
znudzona.
Wiele skuterów śnieżnych było zaparkowanych przy
odśnieżonym chodniku i nie mogłam stwierdzić który należał do Kylera. Wszystkie
wyglądały dla mnie podobnie. Kierując się ścieżką, słyszałam w oddali
maszynerię, najprawdopodobniej pługi.
Główny domek był miły, ciepły i wygodny, zasilany
światłami i telewizją. Było jak w raju, kiedy ściągnęłam kask i rozejrzałam
się. Najwyraźniej oni nie stracili tutaj energii.
Farciarze.
Ale szczerze mówiąc, nie mogłam się aż tak
złościć na kłopot z energią. Przytulanie się z Kylerem rekompensowało jedzenie
gównianego jedzenia i mroźne prysznice.
Po boku znajdował się pokój gier i obszar z
siedzeniami oraz zapach świeżej kawy i bekonu. A niech to szlag, mogłam się
założyć, że był tam Kyler, wpychając sobie jedzenie do ust. Nie żebym mogła go
winić. W tej chwili zrobiłabym wszystko dla jajecznicy.
Wiele ludzi tłoczyło się przy grach i kanapach.
Niektórzy rozmawiali o tym, jak długo nie mieli prądu albo kiedy planowali
wyjechać. Przeszukałam tłum, ale nie dostrzegłam Kylera. Jednakże rozpoznałam
barmana z pierwszego wieczora tutaj.
Odwrócił się i uśmiechnął, kiedy mnie zauważył. –
Hej, dobrze widzieć, że przeżyłaś zamieć wieku.
Przykładając
kask do biodra, podeszłam do niego.
- Tak, przeżyliśmy bez
prądu.
- Tak słyszałem. – Upił łyk
swojej kawy, a moje kubki smakowe zaczęły się ślinić. – Twój przyjaciel
powiedział mi, że drzewo wyciągnęło linie napięcia.
Uniosłam
brwi. – Kyler?
Potaknął. – Tak, był tutaj niedawno. Mówił, że
myśli, że ktoś mógł majstrować przy domu podczas burzy – coś o wystrzeleniu
okna i odcięciu drutów generatora?
- Tak, miałam nadzieję, że… - urwałam,
odtwarzając w głowie jego słowa. – Chwila. Powiedziałeś, że Kyler był
tutaj?
Drapiąc się po szczęce, znowu potaknął. – Tak,
pytał też o drogi. Wydawał się na chętnego, żeby wydostać się z miasta. Nie
mogę go winić. Śnieg jest fajny, gdy możesz wyjść i coś w nim robić, ale kiedy
tak na ciebie opada, to nie bardzo.
- Och. – Przesunęłam kask. – Więc musiałam minąć
się z nim. – Jednak gdy tylko to wypowiedziałam, wiedziałam, że to nie miało
sensu. Była tylko jedna droga z głównego domku do domu i
bym go zobaczyła. Strach zmienił krew w moich żyłach w breję. Co jeśli gdzieś
zjechał i był ranny? – Kiedy wyszedł? – spytałam.
Zmarszczył
brwi ze skupieniem. – Ach, może pół godziny temu?
Zatrzymało
mi się serce. Przysięgam, że naprawdę zamarło na moment.
- Ta, chyba tak. Wyszedł z
Sashą około 9:30.
- Co takiego? – Nie… Nie
mogłam dobrze go usłyszeć. Nie ma mowy. Moje uszy były małymi gnojkami i
zmieniały słowa. Nie ma mowy, że miał na myśli Seksowną Sashę, posągową
brunetkę, którą Kyler znał od daaaawna. – Wyszedł z Sashą?
- Tak. – Barman uśmiechnął
się i nie podobał mi się ten uśmiech. Był to uśmiech mówiący „brawo, chłopcze”.
– Wyglądał na naprawdę zadowolonego, kiedy ją zobaczył, ale zawsze spędzają
razem czas, gdy tutaj przychodzi.
Gapiłam się na niego. Kyler często przychodził
tutaj podczas sezonu, czasami sam, a czasami z Tannerem. Ja byłam tutaj tylko w
święta, więc nie trzeba było wiele wyobraźni, żeby myśleć, że barman był
zaznajomiony z Kylerem.
Najwyraźniej
był zaznajomiony z Kylerem i Sashą razem.
Barman pokręcił głową, uśmiechając się szerzej. –
Chyba kierowali się do jej mieszkania. Ona też nie miała prądu, ale wątpię,
żeby sprawdzał to.
Tak, ja też w to wątpiłam, bo – o Boże –
bo Kyler nic nie wiedział o elektryczności. Był z Sashą.
Pieprzył
Sashę.
Cofnęłam się z rozchylonymi ustami, ale nie
wiedziałam co powiedzieć. Wirowało mi w żołądku, jak głęboki ból wybuchł w
mojej klatce piersiowej. Będzie mi niedobrze.
- Hej – powiedział barman,
kładąc rękę na moim ramieniu, jak się pochyliłam. – Wszystko w porządku?
- Tak. – Mój głos brzmiał
piskliwie i daleko. – Wszystko okej.
Ale nie było okej. Było daleko od okej. Ten ból w
mojej piersi pełzł przez moje żyły, wspinając się po gardle. Piekły mnie oczy,
a ciało było otępiałe.
- O cholera. – Barman puścił moje ramię i
wzdrygnął się, jakby właśnie mi powiedział, że mam jakąś chorobę nieuleczalną.
– O cholera, cholera, cholera. Jesteś z Kylerem, prawda? Z nim? – Nie dał mi szansy na odpowiedź. – Posłuchaj,
gadam trzy po trzy. Jestem pewien, że poszedł tam tylko po to, żeby sprawdzić
prąd, nic innego.
Nie usłyszałam więcej jego wycofywania słów.
Serce waliło mi w uszach. Podłoga wydawała się wysunąć spod moich nóg, a
chociaż nadal stałam, czułam się, jakbym spadała. Część mnie chciała kopnąć
posłańca. Zaatakować go, uderzyć go w brzuch i zmusić do zabrania tego, co
powiedział, ale to nie była jego wina. Musiałam sobie to wmawiać.
- Nie jestem z nim –
wypaliłam. Zmarszczył czoło. – Co?
- Nie jestem z nim –
powtórzyłam, a to bolało. Fizycznie bolało.
Tak jakby ktoś wbił zardzewiały nóż w moją pierś i
przekręcił, ponieważ to była prawda. Nie byłam z Kylerem. Uprawiałam z nim
seks, ale nie byłam z nim. Nie było między nami żadnych etykietek,
żadnych obietnic. Powiedział, że zasługiwałam na więcej niż przygodny seks, ale
tym byłam. Nie byłam niczym więcej jak przygodnym seksem, kiedy zostało to
wypowiedziane i zrobione.
A to – to był typowy Kyler, przechodzący z
jednej dziewczyny na drugą. Nie byłby to nawet pierwszy raz, kiedy był z dwoma
dziewczynami w ciągu jednego dnia… albo w tym samym czasie. Był taki milczący
po prysznicu, napięty. Zdecydował, że ma dosyć?
Znałam go lepiej niż ktokolwiek inny na tej
planecie. Seks nic dla niego nie znaczył. Raz za razem mówił, że chodziło tylko
o używających sobie ludziach. Czemu myślałam, że ze mną będzie inaczej? Tylko
dlatego, że pieprzył się ze mną twarzą w twarz i raz zapomniał użyć
prezerwatywy? Cholera jasna, czy ja naprawdę myślałam, że to coś
znaczyło?
Tak
myślałam. Boże, myślałam, że znaczyłam więcej.
-
Słońce – odezwał się barman. – Naprawdę mi przykro.
Bez słowa odwróciłam się, wychodząc z wielkiego
pomieszczenia. Ruszyłam do drzwi, ale zatrzymałam się i wróciłam do głównego
domku. – Mogę użyć telefonu? – Nie rozpoznałam własnego głosu, kiedy położyłam
kask na blacie.
Pani za biurkiem skinęła głową i położyła obok
mnie słuchawkę. Prawie zadzwoniłam do Andrei, ale nie mogłam z nią rozmawiać.
Wiedziałaby w chwili, gdy usłyszałaby mój głos. Dzwonił dwa razy, zanim odebrano.
- Mamo?
Była
chwila ciszy. – Sydney? Czy to ty?
Jeżeli
nie było innego dziecka, o którym nie wiedziałam… - Tak, to ja.
- Och, dzięki Bogu. Zamartwiałam się tą burzą, a
ty nie odbierałaś komórki. Mama Kylera powiedziała, że zrobiłaś coś z nią, a
waszej dwójce nic nie jest i wiedziałam, że jak będziesz z nim to wszystko
będzie w porządku, ale…
Skrzywiłam się na dźwięk jego imienia i prawie
straciłam opanowanie. – Mamo, jakie są drogi do domu?
- Główne drogi są
oczyszczone. Twój ojciec powiedział, że autostrady są w porządku.
- Okej. – Zamknęłam oczy,
ignorując pieczenie. – Czy… czy myślisz, że możecie po mnie przyjechać?
- Tak. Oczywiście, ale co z
Kylerem? Zostaje tam dłużej? Albo może jest coś nie tak z jego autem?
Moja mama, królowa pytań, na które nie mogłam
nawet zacząć odpowiadać. – Jego auto jest w porządku. Po prostu… po prostu chcę
jechać do domu. Proszę.
Nastąpiła kolejna cisza i przysięgłabym, że
usłyszałam gwałtowny wdech mamy. – Nic ci nie jest, kochanie?
- Nic – wychrypiałam, zmuszając się do otwarcia
oczu. Pani za biurkiem patrzyła na mnie, jakbym była obłąkaną osobą. – Chyba
coś mnie bierze.
Mama powiedziała coś o byciu chorą na Boże
Narodzenie, a potem odeszła od telefonu, żeby poszukać taty. Czułam się
okropnie, prosząc ich, żeby przejechali więcej niż godzinę, aby mnie zabrać,
ale teraz nie mogłam być w domu z Kylerem. Nie sądzę, że jeszcze kiedykolwiek
będę w stanie być blisko niego.
Dziękując pani, oddałam telefon i poszłam do
skutera śnieżnego. Nie pamiętam drogi powrotnej do domu. Tylko to, że kiedy
zsiadłam ze skutera, zorientowałam się, że zostawiłam kask w domku. Nawet nie
czułam smagającego wiatru. Byłam otępiała, jak przemierzałam śnieg.
Najpierw zobaczyłam ślady. Nie skutera śnieżnego,
ale dwa oddzielne ślady, które pochodziły zza domu, jakby narty wleczone przez
śnieg.
Przekręciło
mi się w żołądku.
Kyler wrócił, kiedy byłam w domku głównym? I czy
przywiózł ze sobą Sashę?
Wpatrywałam się w znaki na śniegu. Nie. Nie
mógłby być taki bezczelny. No chyba że nic go to nie obchodziło. O Boże, nawet
nie mogłam o tym myśleć. Przycisnęłam zakrytą mitenką rękę do kurtki. Jeżeli
był tam z Sashą, to kopnę go prosto w jaja.
Paliło mnie w gardle, jak ostry ból przeszedł
przez moją pierś. Odpychając łzy, odwróciłam się do drzwi garażu. Nie były
całkiem zamknięte, a szpara na dole była o wiele większa, niż ją zostawiłam.
Przez chwilę rozważałam wrócenie do domku i
czekać tam, jak długo będzie trzeba, aż moi rodzice tutaj dotrą, ale ponieważ
byłam kompletną idiotką, nie powiedziałam rodzicom, że będę w domku. Najpierw
przyjadą tutaj, a poza tym, musiałam spakować swoje rzeczy.
Mogłam to zrobić. Nie będę dzieckiem i nie
ucieknę. Już było wystarczająco źle, że zadzwoniłam po rodziców. Mogłam to
zrobić.
Stawiając jedną stopę
przed drugą, pośpiesznie wytarłam łzę spływającą po policzku. Znając moje
szczęście cholera zamarzłaby na mojej twarzy i cały świat dowiedziałby się, że
niewiele brakowało, a zaczęłabym ryczeć jak dziecko, któremu powiedziano, że
Mikołaj nie jest prawdziwy.
Wtedy płakałam.
Zaraz znowu będę płakać.
Gdy doszłam do drzwi garażu, zastanawiałam się,
dlaczego Kyler zaparkował na zewnątrz. To nie miało żadnego sensu, ale w tej
chwili nic mnie to nie obchodziło. Ból w mojej klatce piersiowej pogorszył się.
Podnosząc drzwi, wzięłam głęboki wdech, a on stanął mi w gardle.
Zamrugałam powoli, myśląc, że wpadłam do odcinka Prawa
i porządku.
Dwójka mężczyzn klęczała przy tyle samochodu
Kylera, przy tylnej oponie. Czarne kominiarki narciarskie zakrywały ich twarze.
Jeden trzymał groźnie wyglądający nóż, przeciągając nim po grubej czarnej
oponie, a drugi trzymał kij baseballowy. Oboje patrzyli na mnie. Zaczęli się
podnosić.
O cholera.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz