sobota, 15 marca 2014

Rozdział 1

Sydney

Byłam zakochana w moim przyjacielu. Przypuszczam, że mogło być gorzej. Mogłabym być zakochana w striptizerze, albo w narkomanie. Kyler Quinn nie był żadną z tych rzeczy. Chociaż mógłby z łatwością ujść za striptizera ze swoją oszałamiającą urodą, rozczochranymi włosami i tym, że był tak samo uzależniający jak jakikolwiek narkotyk.

Zobaczyłam go wcześniej, zanim zorientował się, że tu jestem. Nie było mowy, by ktoś mógł przegapić Kylera, nawet w zapakowanym ludźmi Dry Docks, gdzie byli wszyscy z Uniwersytetu, świętując początek wiosennej przerwy. Ludzie gromadzili się przy nim, zwłaszcza dziewczyny.

Zawsze dziewczyny.

Nie chciałam mówić, że Kyler wygląda jak bóg, ponieważ rzeźby greckich i rzymskich bogów zazwyczaj nie przedstawiały atrakcyjnych stron tych rzeczy. I zawsze były takie małe tam na dole. Wątpiłam, by został aż tak skrzywdzony w tej części, ponieważ zawsze była kolejka kobiet, które wracały po raz drugi lub trzeci. Jednak on był piękny, w czysto męski sposób. Miał lekko haczykowaty nos, który równoważył szerokie kości policzkowe, niesprecyzowaną szczękę i szerokie wyraziste usta. Złamał nos w czasie walki na pierwszym roku. Wciąż czułam się źle przez ten nos.

A kiedy się uśmiechał? Człowieku, ten chłopak miał najgłębsze dołeczki, jakie kiedykolwiek widziałam. Jego oczy były ciepło brązowe, miały kolor bogatego ziarna kawy, które ciemniały za każdym razem, gdy czuł się zmieszany i założę się, że teraz odczuwał wszystkie rodzaje zmieszania.

Zatrzymałam się w samym środku baru i odchyliłam głowę do tyłu. Łapiąc głośno wdech, naprawdę chciałam uderzyć samą siebie w twarz. Nie tylko dlatego, że Kyler był całkowicie dla mnie zakazany ze względu na fakt, że byliśmy nierozłączni od dnia, w którym zepchnął mnie z karuzeli i powiedział mi, że będę miała wszy od próby przytrzymania go za rękę. Następnego dnia w odwecie trzymając go przy ziemi, zmusiłam go do zjedzenia „babki” z błota.

Ludziom trudno było zrozumieć, dlaczego byliśmy ze sobą tak blisko. Nawet ja tego nie mogłam zrozumieć. Pasowaliśmy do siebie jak lew i gazela. Tak naprawdę, pasowaliśmy do siebie jak lew i kulawa gazela, która nie ma szans na prześcignięcie drapieżnika.

To ja byłam kulawą gazelą.

Gdy zbliżyłam się do stolika, który zajmował z naszym przyjacielem Tommy’m, blondynka z nogami dłuższymi niż ja byłam wysoka, usiadła na kolanach Kylera. Jego ramiona owinęły się wokół niemożliwie wąskiej tali i głupi, absolutnie niewybaczalny ból ciął mój żołądek.

Tak, może Kyler nie był striptizerem, narkomanem lub terrorystą, ale zdecydowanie był graczem.

Skręcając w ostatniej chwili w stronę baru, prawie wpadłam na czyjeś plecy. Przewróciłam oczami. Zapewnienie sobie wstrząsu mózgu byłoby idealne.

Wielokolorowe lampki choinkowe zwisały z krawędzi baru i pomyślałam, że to było trochę zbyt niebezpiecznie dla tych wszystkich pijaków spijających swoje drinki. Znalazłam pusty stołek i zaczekałam, aż barman mnie zauważy. Łatwo było mnie zauważyć. Wyglądałam jakbym miała szesnaście lat, więc zazwyczaj natychmiast sprawdzali mój dowód. Barman pojawił się natychmiast i standardowo zapytał co podać, a ja standardowo zamówiłam to co zwykle – dietetyczną colę z rumem.

Ponad szumem rozmów i muzyki ten chichot drażnił moje uszy. To był jakiś cholerny rodzaj latarni morskiej. Nie przyszłoby mi nic dobrego z patrzenia i nie miałam powodu, żeby już rujnować ten wieczór. Położyłam dłonie na barze. Postukałam palcami w rytm piosenki, ledwo to zauważając. Wpatrywałam się w barek alkoholu, z którym zaznajomiona była moja najlepsza przyjaciółka. Ale jednak spojrzałam tam, ponieważ byłam dziewczyną i robiłam głupie dziewczyńskie błędy. Blondi siedziała okrakiem na Kylerze. Jej krótka jeansowa spódniczka podjechała pod samą górę ud. Opierając się na tym, jak była ubrana, ktoś mógłby pomyśleć, że na zewnątrz nie ma zimy, ale znowu, gdybym ja miała takie nogi jak ona, nosiłabym takie spódnice cały czas.

Siedział do mnie tyłem, ale musiał powiedzieć coś ciekawego do jej ucha, ponieważ ponownie się roześmiała. Jej ogniście różowe paznokcie wbiły się w jego ramię, zwijając materiał jego czarnego swetra. Wtedy ona wyciągnęła się do góry, przeciągając rękami przez włosy na jego czole i przyciągając go do siebie.

Nie mogłam teraz oderwać od tego wzroku. Byłam na nich skupiona jak gruby żarłok, który się karze.

Odchylił głowę do tyłu i z powrotem wrócił na miejsce. Widziałam teraz pół jego twarzy i on się uśmiechał. Nie tym wielkim uśmiechem, który ujawniał jego zdatne do lizania dołeczki, ale ten jego rządzący półuśmiech - irytujący i bardzo seksowny półuśmiech. Jego ręce spoczęły na jej biodrach.

-Proszę bardzo. - Barman położył przede mną drinka.

Odwracając się od tego co tam się działo, spojrzałam na barmana, gdy długie czarne włosy uderzyły w moją twarz.

-Dziękuję

Mrugnął.

-Nie ma za co.

Ruszył spokojnym krokiem, aby pomóc komuś innemu, kiedy ja zaczęłam się zastanawiać, dlaczego mrugnął.

Myśląc o tym, że prawdopodobnie nie powinnam dać się namówić Kylerowi na wyjście, podniosłam szklankę i wzięłam większy niż zazwyczaj łyk. Zmusiłam się, by połknąć trochę alkoholu, choć moje gardło płonęło. Gdy tylko odłożyłam mojego drinka na dół, zostałam od tyłu przytulona. Perfumy o zapachu wanilii i przenikliwy pisk pozwoliły mi rozpoznać winowajcę.

-Jesteś tu! Widziałam cię z drugiej strony baru i próbowałam zwrócić twoją uwagę - powiedziała Andrea, obracając się na barowym krzesełku. Jej czerwone loki skręcały się w każdym kierunku. Moja współlokatorka wyglądała jak mała sierotka Annie, która dorosła - jeśli mała sierotka Annie miała problemy z piciem alkoholu.

Dowodem były dwa piwa, które trzymała w dłoniach.

-Ile już wypiłaś? –zapytałam. Przewróciła oczami.

-To piwo dla Tannera, ty suko.

-A od kiedy ty nosisz piwo Tannerowi?

Andrea wzruszyła ramionami.

-Był dzisiaj miły. Dlatego ja też dzisiaj jestem miła.

Tanner i Andrea byli dziwni. Poznali się w zeszłym roku i to była nienawiść od pierwszego wejrzenia. Zawsze jakoś kończyli w tych samych miejscach i podejrzewam, że przez przypadek potknęli się i wpadli na swoje usta czy coś. Spotkali się kilka razy, walczyli o wiele więcej i teraz ona serwowała mu drinki. Nigdy nie mogłam ich zrozumieć.

-Od jak dawna tutaj jesteście? –spytałam.

-Jakoś od godziny –ruszyła w drogę między mną a jakąś dziewczyną siedzącą na stołku.– Oficjalna Parada Dziewczyn Kylera była już w pełnej gotowości.

Skrzywiłam się.

-Widzę.

-Tak, zauważyłam, że to zobaczyłaś. To dlatego nie zwróciłaś żadnej uwagi na mnie. – Wzięła łyk piwa.– Idziesz do stolika?

Do stolika, gdzie Blondi praktycznie bzykała Kylera przez ubranie? Zapisz mnie na to.

-Będę tam za chwilę.

Żachnęła się.

–Musisz pospieszyć swój mały tyłek i przyjść do stolika. Kyler odstawi dziewczynę, gdy tam będziesz i wtedy nie będziesz musiała martwić się o złapanie opryszczki.

-Opryszczka nie przenosi się w powietrzu –powiedziałam jej.

-Tak, teraz tak mówisz, a potem miesza się z chlamydią i gnidą narządów płciowych i wtedy masz super szczep wirusa opryszczki. – Zmarszczyła nos.– Oddychasz tym, a potem bam. Musisz uczęszczać na przeciwwirusową terapię do końca życia.

Andrea planowała iść po studiach na medycynę i pomyślałam, że musi podjąć kilka dodatkowych zajęć jeszcze raz, jeśli wierzyła, że to możliwe. Ale wiedziałam jaki jest prawdziwy problem i to nie był talent, który miała otrzymać. Gdzie była jedna dziewczyna przy Kylerze, tam były jeszcze przynajmniej dwie lub trzy czające się na obrzeżach. Spojrzałam przez ramię.

Tak. Dwie dziewczyny. Andrea nie chciała mnie tam, by upewnić się, że Kyler będzie się zachowywał. Była tak samo dobra jak ja w ukrywaniu swoich uczuć. Nie chciała, żeby żadna z tych dziewczyn wpadła na kolana Tannera, co za niedługo mogło się stać. Jedna z dziewczyn rozmawiała z wytatuowanym, obciętym na łyso synem oficera policji. Tanner okazał jedynie połowiczne zainteresowanie, mówiąc coś do Kylera. Blondi nie była zadowolona z braku uwagi. Obróciła się, zgarnęła trochę lodu z napoju stojącego na stole i wrzuciła go do ust.

-Oh, spójrz na to. –Andrea westchnęła.

– Myślę, że widziałam to w filmie z lat osiemdziesiątych. Myślisz, że ta dziewczyna ma jakiekolwiek poczucie wstydu?

Mój żołądek zanurzył się, jakby był na szczycie rollercostera. To nie chodziło o nie posiadanie wstydu. Tu chodziło o zdobywanie tego, czego się pragnęło. Część mnie zazdrościła Blondi – naprawdę ogromna część mnie.

-Naprawdę mam nadzieję, że ich usta się nie dotknęły, bo wszystko o czym teraz myślę, to opryszczka.

Andrea odepchnęła się od baru.

 -Uhh.

Ich usta się dotykały.

Cholera.

Sekundę później Kyler odchylił się, jego szczęka pracowała, gdy żuł, jak założyłam, kawałek lodu, którym podzieliła się z nim Blondi.

-Fuj –wyszeptałam, odwracając się. Andrea skrzywiła się, bo wiedziała… była jedyną osobą, która wiedziała.– Będę za chwilę. Zamierzam najpierw skończyć mojego drinka.

-Okej. – Uśmiechnęła się, ale smutek wykradł się z jej oczu.– Sydney…

Teraz czułam się jak lamie łajno.

-Wszystko w porządku, naprawdę. Będę tam za chwilę.

-Jak skończysz swojego drinka? – Kiedy skinęłam głową, westchnęła.– Ty nigdy nie kończysz swoich drinków, ale będę czekała. Niech nie zajmie ci to wieczności.

Zaczęła się odwracać, ale wtedy uderzyła mnie, prawie tracąc butelkę piwa.

-Faktycznie nie śpiesz się.

-Co?

Jej uśmiech rozszerzył się.

-Zobacz, kto właśnie przyszedł.
             
Wyciągnęłam szyję, by podążyć za jej wzrokiem.

-Oh.

-Oh, jest w porządku. –Andrea pochyliła się i pocałowała mnie w policzek.– Zapomnij o męskiej dziwce Kylerze. Zasługujesz na coś więcej. Ale on? –Skinęła w stronę drzwi.– Ten gracz jest bardziej niż skłonny zakończyć twój celibat.

Ciepło zapłonęło na moich policzkach. Zanim mogłam podyskutować o użyciu słowa „celibat” Andrea była już daleko, a mi pozostało wpatrywanie się w Paula Robertsona.

Paul był nowy w naszej grupie. Spotkałam go na swoich Procesach Poznawczych w Laboratorium.

On był… przystojny.

Był miły i zabawny.

Był doskonały, naprawdę, ale…

Zatrzymał się tuż przy krawędzi parkietu, zdejmując z głowy czapkę. Skanując bar, wygładził ręką swoje blond włosy. Jego oczy spotkały moje i na jego twarzy szybko rozciągnął się uśmiech. Machając mi, łatwo przeszedł przez grupę ludzi stłoczonych wokół stolików.

Paul teraz byłby dla mnie idealny z tego powodu, że był sam, a ja musiałam przestać myśleć o nieosiągalnym i zacząć myśleć o tym, co było tuż przed moją twarzą.

Biorąc głęboki oddech zdobyłam się na to, co miałam nadzieję, że jest seksownym uśmiechem. Nie było na to lepszego czasu niż dzisiejsza noc.




Kyler
             
I już zaczynał się mój ból głowy. Przy okazji z laską kręcącą się na moich kolanach jakby była gotowa od razu na mnie wsiąść, to miała być długa noc. Schrupałem kawałek lodu, mając ochotę go wypluć. Ale to mogłoby być niegrzeczne1. Powinienem być w nastroju, by świętować, ale nie byłem. Przeminie jeszcze jeden semestr studiów i co potem? Przyłączę się do rodzinnego biznesu i gówno? Boże, to była ostatnia rzecz, której chciałem. No może niekoniecznie ostatnia. Próbując wyjaśnić mojej mamie, dlaczego nie widzę swojej przyszłej kariery w barze, było prawdopodobnie ostatnia rzeczą, którą chciałem zrobić. To nigdy nie było czymś, co chciałem robić, ale prawie cztery lata collegu później miałem wyjść z dyplomem z gównianego biznesu. Wyciągając się wokół dziewczyny, złapałem szyjkę butelki piwa. Naprzeciw mnie Tanner podniósł brwi. Uśmiechnąłem się, gdy odwrócił się do jednej z lasek, która coś do niego mówiła. Coś o wczorajszym woskowaniu i odczekaniu dwudziestoczterogodzinnego okresu czasu.

Poważnie? To z pewnością była ostatnia rzecz, o której żaden z nas nie chciał słuchać. Wiedza, że tam na dole jest całkiem czysto miała swoje zalety, ale Tanner tego nie rozpatrywał.

-Kyler. – Blondynka zanuciła do mojego ucha, poruszając swoim tyłkiem.– Nie wydajesz się być szczęśliwym widząc mnie. Ja się cieszę, że cię znowu widzę.

I najwyraźniej, wtedy też nie byłem zainteresowany. Biorąc długi łyk drinka wiedziałem, że muszę kontynuować rozsądną ostrożność. Ponoć znałem tą dziewczynę – jakbym ją znał, to bym ją znał – ale nie mogłem umiejscowić jej twarzy, ani tyłka, co było przyczyną kłopotów. Jak mogłem jej nie pamiętać, skoro w pewnym momencie z nią spałem?

Cholera.

Czasami byłem chory widząc samego siebie.

Pochyliła się, wciskając piersi tuż pod moją brodę. Okej, może nie byłem aż tak chory przez siebie.

-Kochanie –powiedziałem, dotykając butelki.– W pewnym momencie będę musiał odetchnąć.

Chichocząc, odchyliła się tak daleko, że nie mogłem sięgnąć po kolejnego drinka. Przeczesała palcami moje włosy, szarpiąc te tuż nad moim czołem. Walczyłem z ochotą, by odepchnąć jej ręce.

-Zagrasz dla mnie później na swojej gitarze ?

Uniosłem brwi.

-Grałem dla ciebie na gitarze?

Tanner zakrztusił się śmiechem.

Dziewczyna – cholera, miałem nadzieję, że jej przyjaciółka wkrótce wypowie jej prawdziwe imię – zmarszczyła się.

-Tak! – Uderzyła moją pierś żartobliwie. Grałeś tymi wspaniałymi, utalentowanymi palcami, a potem zagrałeś jeszcze raz.

 Oh.

Tanner odchylił się na krześle.

-Spójrz na siebie i na swoje wspaniałe palce.

-Moje wspaniałe, utalentowane palce –poprawiłem go.

Potrząsając głową, odwrócił się, gdy brunetka nachyliła się ku niemu, śledząc krawędź jego tatuażu, który wyskoczył spod podwiniętych rękawów.

-Nie pamiętasz? wyciągnęła błyszczącą dolną wargę.– Ranisz moje uczucia.

Parsknąłem i wziąłem kolejnego drinka. Moje oczy skanowały teraz zapakowany bar. Czasami nie miałem pojęcia jak kończyłem w sytuacjach takich jak ta. Dobrze. Kłamałem w żywe oczy. To przez to co było między moimi nogami kończyłem w sytuacjach takich jak ta. Ale było też coś więcej.

Zawsze było coś więcej.

-Kyler -dziewczyna jęknęła.

Wziąłem głęboki oddech i odwróciłem się do niej, posyłając jej mój najbardziej czarujący uśmiech.

-Tak?

-Podzielisz się?

Zanim zdążyłem odpowiedzieć, wzięła butelkę z mojej ręki i zbliżyła ją cholernie blisko do całej tej rzeczy. Moje brwi wystrzeliły w górę. Cholera. To było imponujące… i sprośne.

Jej przyjaciółka zachichotała.

-Jezu, Mindy, zwolnij dzisiaj. Nie jestem w nastroju na targanie twojego tyłka do akademika.

Aha! Nazywała się Mindy. Poczułem się z tym trochę lepiej.

Mindy tylko wzruszyła ramionami, gdy odwróciła się do mnie. Pochyliła się i kiedy zaczęła mówić, wszystko co mogłem poczuć, to było piwo.

-Jesteś tak niesamowicie seksowny. Czy ktoś kiedykolwiek ci to powiedział?

-Raz czy dwa –powiedziałem, chcąc kolejne piwo.

Andrea pojawiła się przy stoliku z dwoma piwami w dłoni. Jedno było dla niej, a drugie dla Tannera, więc było do bani. Spojrzała na mnie i prychnęła.

-Jakby Kyler potrzebował kogoś, kto pogładzi jego ego.

-Kyler potrzebuje, by ktoś pogłaskał mu coś innego –mruknęła Mindy, zsuwając się w dół moich bioder. Wyraz obrzydzenia przeszył twarz Andrei, gdy usiadła po drugiej stronie Tannera. Jej spojrzenie mi nie przeszkadzało. A teraz, gdzie był ktoś inny?

-Widziałaś Syd? –zapytałem.

Andrea spojrzała na mnie znad brzegu butelki mrużąc oczy. Nic nie odpowiedziała. Usiadłem na krześle, wzdychając.

-Zaprosiłem ją.

Tanner uniósł brew.

-Wiesz dobrze, że Syd jest w akademiku pakując rzeczy na naszą wycieczkę. Właściwie to ona pewnie przepakowuje się na naszą wycieczkę.

Uśmiech rozciągnął się na moich ustach. Pewnie była pochłonięta tym, co ma przenieść.

-Kogo ona obchodzi –Mindy skrzyżowała ramiona, co sprawiło, że jej piersi wydawały się jeszcze większe. Niemożliwe.

Spojrzała na swoją przyjaciółkę.

-Potrzebuję jeszcze jednego drinka.

-Ja też –powiedziałem, odbijając moje kolana tak by zsiadła. Nie załapała aluzji. Westchnąłem.

-Wypiłaś mój, dlaczego nie pójdziesz i go ponownie nie napełnisz?

Kolejny grymas zaszczycił wargi Mindy.

-Widziałeś jak zapakowany jest bar? To mi zajmie wieczność.

-Zawsze możesz wstać –zasugerowała Andrea. Spojrzałem przez ramię na bar. To cholerstwo naprawdę było zapakowane. Cholera. Połowa Uniwersytetu się tutaj pojawiła. Nasączony piwem oddech Mindy musnął mój policzek.

-Powinieneś przynieś nam drinka, kochanie. Kocham Jelly-O.

-Nie jestem twoim kochaniem –mój wzrok wędrował między ludźmi przy barze. Czy to był Paul? Nie przychodził tu regularnie, a tylko wtedy, gdy pokazała się Syd. Czekaj chwilę… Przechyliłem się na bok, by spojrzeć przez ogromnego faceta. Czy Syd była w barze? Z Paulem?

Ręka ponownie znalazła się w moich włosach.

-Kilka tygodni temu byłeś moim kochaniem.

-Ciekawe –mruknąłem. Gość ruszył się z piwem w ręce i cholera, to była Syd. Jej długie czarne włosy były rozpuszczone, a nogi miała skrzyżowane w kostkach. Wyglądała na tak cholernie małą siedząc tam, że byłem zaskoczony, iż w ogóle została obsłużona.

Byłem też zaskoczony, że była w barze beze mnie, a z Paulem. Co do diabła było nie tak z tym obrazem?

Odwracając się, przyszpiliłem wzrokiem Andreę.

-Kiedy tu przyszła?

Wzruszyła ramionami.

-Nie wiem.

Moje rozdrażnienie zakuło.

-Nie powinna być w barze sama.

Mindy coś powiedziała, ale jej nie słuchałem. Miałem tą cudowną zdolność wybiórczego słuchu. Andrea podzieliła z Tannerem spojrzenie, które zignorowałem. W związku z tym nie miało ono nigdy miejsca.

-Nie jest sama –powiedziała słodko.

-W tym rzecz – chwyciłem biodra Mindy. Podekscytowany wzrok przeszył jej piękną twarz. Szkoda, że miałem przebić jej napaloną bańkę. Podnosząc ją ze swoich kolan postawiłem ją na nogi.

Szczęka Mindy stuknęła.

-Kyler!

Zignorowałem ją. Tak jak zignorowałem uśmieszek Andrei i wywrót oczami Tannera, gdy wstałem i obróciłem się. Syd naprawdę nie powinna być w barze sama. Bycie z Paulem nie liczyło się. Potrzebowała kogoś, kto by na nią uważał, miał oko na różne rzeczy, ponieważ Syd… no cóż miała to swoje naiwne spojrzenie, które przyciągało masy kutasów.

Kutasów takich jak Paul, albo innych takich jak ja, którzy nie robili nic poza przeleceniem dziewczyny. Ale ja byłem inny. Inny jeżeli chodziło o Sydney Bell. I odkąd pamiętam, trzymanie ją z dala od kłopotów było moją pracą. Ten raz w ogóle nie różnił się od innych.

Tak. To był właściwy powód, przez który miałem zerwać tą małą rozmowę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz