sobota, 15 marca 2014

Rozdział 25

Sydney

Odkąd byłam małą dziewczyną, zawsze bardziej wolałam Wigilię, niż Boże Narodzenie. Było coś takiego w oczekiwaniu, w wiedzy, że następnego dnia dostaniesz to na co czekasz, w pragnieniu, by czas mijał szybciej i by w tym samym czasie zwolnił, jak tylko się da.

Ten rok nie był inny, choć jednocześnie tak by się zdawało.

Nie mogłam przestać się uśmiechać i byłam pewna, że prawdopodobnie dla mojej mamy i mojego taty wyglądałam głupio robiąc pekanowe ciasteczka do domu moich dziadków. Kilka razy zorientowałam się, że straciłam koncentrację, śniąc na jawie, kiedy nakładałam karmelowe cukierki na kwadratowe kawałki precla. To wszystko wydawało się surrealistyczne. Domyślałam się, że skoro spędziłam bardzo długi czas oczekując na coś – kogoś – i kiedy wreszcie to się ziszcza, prawie nie uwierzyłam, że to się dzieje. Nadal czekałam na przebudzenie się… ale to było takie realne. Kyler mnie kochał.

Zniknął w momencie, gdy wczoraj się obudziłam, ale zapach jego sportowej wody kolońskiej unosił się w powietrzu i był wyjątkowo mocny na mojej poduszce. Zostawił mi notatkę, mówiącą, że wróci i żeby wejść, tym razem użyje frontowych drzwi. Więc zaraz po lunchu, pokazał się i nie odszedł, aż do kolacji. Moi rodzice nie wydawali się zaskoczeni jego widokiem, a wręcz przeciwnie, cieszyli się widząc zmianę w naszym związku. Moja mama bardzo popierała myśl mnie i Kylera jako pary, odkąd byliśmy w szkole średniej, więc to że wreszcie zobaczyła nas razem, uszczęśliwiło ją na cały rok.

Bo na pewno diabelnie uszczęśliwiało mnie.

-Kochanie – mama roześmiała się, zwracając moją uwagę. – Co ty robisz?

Marszcząc brwi, spojrzałam w dół i wtedy roześmiałam się wprost. Wcisnęłam trzy kawałki karmelu na szczyt jednego precla. Zrywając je, ustawiłam je obok.

-Upss.

-Uh huh – mama powiedziała z wszystkowidzącym wyrazem twarzy. – Twoja głowa buja w obłokach.

-Tak – potwierdziłam, układając precle i cukierki na blaszce. – Prawdopodobnie nie powinnam tego robić.

-Musisz – mama umyła ręce. Kuchnia pachniała farszem, który zrobiła z nami. – Twój dziadek uderzy kogoś laską, jeśli nie będziemy mieli tych ciasteczek.

Nie robienie tego, było warte zobaczenie mojego dziadka goniącego ludzi z laską. Włożyłam cukierki do piekarnika, ustawiłam czas na trzy minuty, wystarczająco długo by czekolada i karmel stały się lepkie.

-Więc… - mama zaczęła, patrząc w okno nad zlewem. Ciemne niebieskie cienie rosły coraz większe na śniegu, gdy słońce zachodziło. Wkrótce będziemy musieli ruszyć w drogę, bo musieliśmy podrzucić jakieś jedzenie do kościoła, zanim skierujemy się do dziadków.

Uniosłam brew, czekając.

Mama uśmiechnęła się.

-Ty i Kyler strasznie się wczoraj spoufaliliście.

No i mamy.

-Mamo ludzie już nie mówią „spoufalić się”.

Spojrzała na mnie kątem oka, gdy owijała dużą miskę farszu, folia aluminiową. Byłam pewna, że robienie farszu noc przed wepchnięciem go do indyka nie było sanitarne, ale moja rodzina robiła tak od lat.

-Ja tego używam, więc ludzie też z tego korzystają.

Wyszczerzyłam się. Ona westchnęła.

-Masz zamiar się przyznać?

-Przyznać do czego? – zapytałam niewinnie.

Mama skrzyżowała ramiona. Zachichotałam.

-Kyler i ja jesteśmy…razem.

-Tego się domyśliłam – powiedziała sucho. –Ale wolałabym znać jakieś szczegóły.

Zegar na piekarniku zabrzęczał, a ja chwyciłam rękawice. Otworzyłam drzwi i wyciągnęłam blachę. Poruszając się szybko, chwyciłam torbę orzeszków pekanowych i zaczęłam układać je na ciepłych, w połowie rozpuszczonych ciasteczkach.

-Jesteśmy razem – powiedziałam jej, skradając orzech. – Nie jestem pewna co jeszcze mam powiedzieć.

Mama oparła swoje biodro o ladę.

-Więc, co dokładnie się stało.

Tak bardzo nie chciałam jej mówić co się stało. Przechodząc do drugiego rzędu ciasteczek, poczułam, że moja twarz się rumieni.

-Po prostu wydarzyły się pewne rzeczy i oboje stwierdziliśmy, że coś do siebie czujemy. Wiesz, coś więcej niż tylko uczucia z rodzaju to-coś –więcej-niż –tylko-przyjaźń. - Nie powiedziała nic, więc spojrzałam na nią. Miała łzy w oczach. Przerwałam nakładanie orzechów.

-Mamo.

-Co? – zamrugała szybko i roześmiała się. – Przepraszam. Ja zawsze wiedziałam, że dbasz o tego chłopca bardziej niż to okazujesz i że Kyler czuje to samo w stosunku do ciebie. Cieszę się, że oboje w końcu to zauważyliście. – przerwała i wtedy dodała. – Minęło już wystarczająco dużo czasu.

Zmarszczyłam brwi i pośpiesznie zaczęłam nakładać orzechy, zanim ciasteczka wystygnął.

-Zaczynam podejrzewać, że Kyler i ja byliśmy jedynymi osobami, które tego nie widziały.

-Też tak myślę. – podeszła do mnie i pocałowała mnie w policzek. – On jest dobrym chłopcem, kochanie. Nie mogłabym być przez to bardziej szczęśliwsza.

Moje usta rozsunęły się w szerokim uśmiechu.

-Jestem szczęśliwa. Naprawdę jestem.

I wtedy byłam bardziej szczęśliwa niż godzinę później, kiedy tata zapowiedział, że Kyler wjechał na podjazd i stoi obok swojego samochodu. Nic mi nie napisał i nie planowałam spędzać z nim dzisiejszego wieczoru, ale pokochałam to, że czuł tak swobodny w kręceniu się przy mnie.

Uniosłam plastikową pokrywkę pudełka do którego wkładałam ciasteczka i wtedy wybiegłam przed dom jak na złamanie karku, o mało co nie przewracając mamy. Otworzyłam drzwi, zanim Kyler mógł zadzwonić dzwonkiem i dosłownie rzuciłam mu się w ramiona. Złapał mnie w ostatniej chwili, owijając ramiona wokół mojej talii, gdy cofnął się, by utrzymać niespodziewany ciężar.

-Hej – powiedział, ściskając mnie mocniej. – Cieszysz się, że mnie widzisz.

-Zawsze się cieszę, kiedy cię widzę. – owinęłam ramiona wokół jego karku, gdy zsunął mnie w dół, a jego ręce zatrzymały się na moich biodrach. Jęknął głęboko i przycisnął swoje usta poniżej wrażliwego miejsca za moim uchem. I wtedy powiedział cichym głosem, który zagotował moją krew.

-Witaj mnie tak częściej, a nigdy nie zrobimy tego w domu.

Ogarnęło mnie ciepło i wyrwanie się z niego było dużym wysiłkiem. Zsunął swoje ramiona znowu na moją talię, uśmiechając się na wpół przebiegle.

-Co tutaj robisz? – zapytałam, rzucając okiem na plecak przewieszony przez jego ramię.

-Chciałem cię zobaczyć – Kyler pocałował mnie w czoło. – Mam dla ciebie niespodziankę.

Podniecenie zawirowało we mnie.

-Masz?

-Tak. – powiedział i wtedy spojrzał ponad moja głową.

Odwróciłam się w jego objęciach i zobaczyłam mamę stojącą w drzwiach, trzymającą swoją kurtkę. Tata był za nią, miał pełne ramiona pojemników. Prezenty i nasze bagaże załadowaliśmy do samochodu już wcześniej. Wypełniło mnie rozczarowanie.

-Już wyjeżdżamy?

-Twoja matka i ja, tak. – tata mrugnął. – Podrzucimy jedzenie do kościoła i je tam ustawimy. Do dziadków przywiezie cię Kyler.

Spojrzałam na Kylera unosząc brwi.

-Naprawdę?

Mrugnął.

-Rozmawiałem, wczoraj z twoimi rodzicami.

Moje rozczarowanie zniknęło w jednej chwili, ale nie mogłam nic poradzić na to, że chciałam się z nim podrażnić.

-A co jeśli chcę wyjechać już teraz. Jesteś okropnie pewny siebie.

Kyler uśmiechnął się.

-Chcesz ze mną spędzić ten czas. Nawet nie kłam. – Przewróciłam oczami.

Mama przepchnęła się obok nas, całując w policzek najpierw mnie, a potem Kylera.

-Bądź ostrożny, kiedy będziesz prowadził. Drogi wciąż są śliskie.

-Do środka – tata wymamrotał. – Tutaj jest strasznie zimno, a ty nie masz na sobie kurtki.

Kiedy byłam tak blisko Kylera ledwo czułam niską temperaturę. Obiecaliśmy, że nie rozbijemy się i nie umrzemy w drodze do dziadków i wtedy weszliśmy do środka.

-Cieszę się, że przyszedłeś. – powiedziałam, gdy Kyler odłożył plecak na podłogę, zdjął swoją kurtkę i położył ją na oparcie kanapy. Wyprostował się przede mną, kładąc ręce na mojej talii.

-Wiem.

-Jesteś pewny siebie.

-Jestem.

Stanęłam na czubkach palców.

-Z drugiej strony tu chodzi o ciebie i moich dziadków, więc…

-Nieźle – roześmiał się i wtedy mnie pocałował. – pocałował mnie w sposób, który zabrał mi cały oddech, który sprawił, że zapomniałam o Świętach, co wydawało się niemożliwe, ale było całkowitą prawdą z jego ustami poruszającymi się przy moich. Ścisnęłam jego ramiona, zastanawiając się jak przetrwaliśmy tyle czasu, nie robiąc tego. Kyler usiadł na kanapie, przy swoim plecaku i wciągnął mnie na swoje kolana.

-Mama chce wiedzieć czy przyjdziesz jutro i mówi cześć.

-Jeśli wszystko się uda, mogę przyjść wieczorem.

-Kiedy tylko chcesz. – wsunął ramiona pod moje plecy, powodując, że zadrżałam. – Tanner zadzwonił do mnie dzisiaj rano, żeby zapytać co robię w Sylwestra.

Ja nawet o tym nie myślałam. Mój umysł był zbyt zajęty prezentami. Jedna ręka powędrowała wzdłuż mojego uda i spoczęła na moim biodrze.

-Powiedziałem mu, że musze zapytać ciebie.

-Zrobiłeś tak? – nic nie mogłam zrobić na to, że uśmiech rozprzestrzenił się na moich ustach i nawet nie próbowałam go ukryć. – I co on na to?

Kyler w odpowiedzi się uśmiechnął.

-Powiedział, cytując go : „To cholernie w czas dupku” i wtedy powiedział, żebym dał mu znać.

Roześmiałam się.

-Tanner to mądry facet.

-A ja jestem szczęśliwym dupkiem. – ujął mój kark jedną ręką i przyciągnął mnie bliżej, więc kiedy się odezwał następnym razem, jego usta przesunęły się po moich. – Jesteś dla mnie zbyt dobra, kochanie. Pewnego dnia uświadomisz sobie to i wykopiesz mój tyłek na krawężnik.

-To się nie stanie. – pocałowałam go, a jego uścisk na moich udach zacisnął się. – Dopóki nie zrobisz czegoś głupiego, ale nie myślę by to się stało. W swoim życiu wykorzystałeś już limit głupoty.

-Ha. Mądrala.

Posłałam mu bezczelny uśmiech.

-Chciałabym.

-Z pewnością. – wtedy podniósł mnie ze swoich kolan i położył mnie na kanapie obok siebie. Sięgnął do plecaka.

-Zanim zapomnę, przyniosłem prezenty, które moja mama nam zrobiła.

-Oh. – całkowicie zapomniałam o nich. Wyciągnęłam zachłanne palce nad plecakiem. Kyler wyszczerzył się, gdy podał mi paczkę z moim imieniem. Obie były identyczne i byłam ciekawa co jego mama dla mnie zrobiła. Obracając prezent, wsunęłam palce pod szew papieru w który była zapakowana. Rozdarłam czerwono-zielony papier, gdy Kyler robił to samo. Skończyłam wpatrując się w zdjęcie oprawione w czarną aksamitną ramkę. Obróciłam je i złapałam drżący oddech. To była żelazna ramka ze słowami „ To jest wieczność” wypisanymi na górze. A zdjęcie… oh. Zdjęcie sprawiło, że w moich oczach pojawiły się łzy. Zdjęcie przedstawiało mnie i Kylera w trzeciej klasie. Nasza szkoła zorganizowała wtedy coś co nazywało się „Dniem Przyjaźni” kiedy przyjaciele zakładali na siebie pasujące ubrania. Kyler i ja mieliśmy ramiona owinięte wokół siebie, nieszczere uśmiechy i ubrani byliśmy w pasujące koszulki, które moja mama zrobiła dla nas i które mówiły: To jest wieczność. Kyler prawdopodobnie chciałby zapomnieć, że nosił taką koszulkę, bo zebrał wtedy niezłą liczbę przytyków od kolegów, ale tamtego dnia był też bardzo szczęśliwy. Nawet jeśli protestował przed założeniem jej, zrobił to. Nie pamiętałam kiedy nasze zdjęcie było zrobione, ale to była głupkowata chwila uwieczniona na zawsze.

Ludzie zmieniałam się w płaczkę. Poważnie potrzebowałam pomocy. Tonąc w drżącym oddechu, spojrzałam na Kylera. Trzymał identyczne zdjęcie i ramkę. Był milczący. Trąciłam go łokciem.

-Założę się, że o tym zapomniałeś.

-Nie – powiedział. – Nie zapomniałem. –Widziałem to zdjęcie kilka razy.

Zaskoczenie zamigotało na mojej twarzy.

-Widziałeś?

Kyler skinął głową.

-Mama kochała je wyciągać na spotkaniach rodzinnych. Rozważając wszystko co się stało, zabawne, że dała nam to teraz. – spojrzał na mnie. –Prawie jakby wiedziała, że wreszcie się odnajdziemy.

-Tak – uśmiechnęłam się, wygładzając palcami brzegi ramki. – Kocham je. Poważnie, naprawdę je kocham.

-Ja tak samo. – wsunął zdjęcie do plecaka.- Nie chcę go zapomnieć.

Nie mogłam się zorientować, czy naprawdę lubi to zdjęcie czy nie, ale powstrzymałam się od analizowania tego jak jakiś dziwak. Zebrałam papier ozdobny, zaniosłam go do kuchni i wyrzuciłam do śmieci. Kiedy wróciłam do salonu, Kyler stał przed choinką. Prezent, który dla niego przygotowałam już kilka tygodni temu nadal leżał pod drzewkiem.

-Nie dostaniesz swojego prezentu teraz – powiedziałam mu.

Odwrócił się do mnie, tajemniczy uśmiech wyrył się na jego ustach, a jego ciemne oczy uintensywniały.

-Jest coś co chcę w tej chwili i to nie znajduje się pod drzewkiem. – pragnienie wkradło się w moje żyły i płynne ciepło wlało się do mojego brzucha. – I co by to było?
-Mogę dać ci jedną podpowiedź.

Prawie już nie oddychałam.

-Okej.

Kyler zbliżył się do mnie, kładąc dłonie na moich udach jeszcze raz. Przyciągnął mnie do siebie. Mogłam poczuć go przez nasze ubrania.

-To twoja podpowiedź.

Przepłynęły przeze mnie dreszcze, a szczyty moich piersi stwardniały pod swetrem i stanikiem.

-Myślę, że wiem co to jest.

-Wiesz? – jego usta przesunęły się po moim czole i skroni. Moje ciało zrelaksowało się i napięło w tym samym czasie. -Czego chcę?

Chwyciłam jego ramiona, a jego mięśnie napięły się pod moim dotykiem.

-Mnie?

-Bingo. – warknął i kto wie czy ktokolwiek inny mógł sprawić, by ten dźwięk był taki seksowny. –Chcę ciebie.

A te dwa ostatnie słowa były najseksowniejszymi słowami złączonymi razem w ludzkim języku. Wtedy Kyler pocałował mnie, a ja przestałam myśleć o słowach i języku, ponieważ nie było nic poza jego gładkimi i jędrnymi ustami przy moich. Moje zmysły ożywiły się strzelając gorącym ogniem, gdy jego język prześliznął się przez moje usta.

Dobry Boże, Kyler wiedział jak całować.

Seksualne napięcie zabębniło we mnie, gdy jego uścisk na moich udach wzmocnił się.

Nie przerywając pocałunku, podniósł mnie do góry, a ja owinęłam nogi wokół jego wąskich bioder.

-Dobra dziewczynka – wymamrotał przy moich ustach. I wtedy zaczął iść. Kiedy uderzył w schody, wiedziałam gdzie się kieruje i jak najbardziej cieszyłam się na to. Drzwi mojej sypialni były uchylone, więc Kyler wszedł bokiem, całkowicie je otwierając. Postawił mnie na podłodze obok łóżka i wtedy zamknął drzwi.

-Zablokuj je. – powiedziałam. Teraz nie było nikogo w domu, ale dlaczego mamy kusić los? Uśmiechnął się, przewracając blokadę i odwracając się do mnie. Nasze oczy się spotkały i podekscytowanie zawibrowało we mnie. Sięgnęłam w dół owijając palce wokół brzegu mojego swetra i ściągając go przez głowę. Pozwoliłam mu upaść na podłogę.

Oczy Kylera rozbłysły.

-Boże. Cholera.

Zaczerwieniłam się lekko, gdy przygryzłam dolną wargę, odpinając guzik moich jeansów. Zrobił krok do przodu i chwycił pasek.

-Jestem niecierpliwy. – mruknął i był. W jednym szybkim ruchu, zsunął ze mnie spodnie i skarpetki. Stanie przed nim w staniku i majtkach okazało się o wiele łatwiejsze i niż wyobrażałam sobie, że kiedykolwiek będzie.

-Jesteś piękna.

To pomogło.

Jego ubrania dołączyły do moich szybko. Dotknęłam go, wsuwając dłoń pod jego bokserki.

-Nie jesteś taki zły…

Moje słowa zostały ucięte przez samą intensywność z jaką mnie pocałował. Jego dłonie odpięły mój stanik i następnie zajęły się moimi majtkami. Rozebrał mnie do naga, a gdy nasze ciała były już splątane w mały bałagan na moim łóżku.

Jęknęłam przy jego ustach kiedy jego dłoń wsunęła się między moje uda, jego palce przesunęły się nad moją mokrą szczelinę. Jego pocałunki były odurzające i uzależniające. Synchronizując pchnięcia swojego języka z zanurzeniami palców, szybko stanęłam na krawędzi, a kiedy jego kciuk docisnął się do mojego kłębka nerwówa, runęłam z krawędzi.

W trakcie wyczerpującej ulgi, wsunął się we mnie, skóra przy skórze. Przeszyło mnie doznanie, uczucie, do którego nigdy się nie przyzwyczaję, tak długo jak żyję. Mocne mięśnie jego pleców wybrzuszyły się pod moimi dłońmi. Wbijał się we mnie, była to głęboka inwazja, która podkurczała palce u moich stóp i wyginała moje plecy.

- Kocham cię – powiedział i znowu mnie pocałował. Dziko. Zaborczo. Wyspałam. – Też cię kocham. A potem nie byłam zdolna do mówienia. Mrowiło mnie całe ciało, gdy poruszał gwałtownie biodrami, raz jeszcze zbliżając mnie coraz bardziej do krawędzi. Poruszał się szybko i twardo, jego twarz była pięknie napięta. Przycisnął usta do moich, jak skrzyżowałam kostki na jego plecach i wtedy uderzyło nas w tym samym czasie. Nasze ciała zadrżały razem, nasze imiona były w ustach drugiej osoby. Był to cudowny moment, który tak wysoko mnie wzniósł, że nie byłam pewna czy kiedykolwiek wrócę na ziemię. Później – długie, długie później – przytulaliśmy się pod kołdrą. On kreślił leniwe kółka na moim kręgosłupie, a ja słuchałam z zadowoleniem jego serca. Było cicho i spokojnie, sprawiając, że pomyślałam o takim jednym rymie świątecznym. Zaśmiałam się, ponieważ to było bardzo nieprzyzwoity.

-  Co? – Ręka Kylera znieruchomiała. Chichocząc, pocałowałam go w klatkę piersiową. – Myślałam sobie o wierszu świątecznym „Noc wigilijna” i mnie rozśmieszył.

-       Jesteś dziwna.
-        Wiem. – Uniosłam głowę, opierając brodę na jego torsie. – Ale kochasz mnie? Jego usta uniosły się w kącikach. – Kocham cię tak bardzo, jak dziecko kocha Mikołaja. Roześmiałam się. – To poważne. - Hardcorowe – mruknął, odsuwając włosy z mojej twarzy. – Choć muszę powiedzieć, że to co właśnie zrobiliśmy było najlepszym prezentem świątecznym na świecie. Zarumieniłam się zadowolona. – Cóż, jeśli będziesz grzeczny, to dostaniesz kolejny prezent. Uniósł brwi. – A co jeśli będę niegrzeczny? – Od razu pomyślałam o jednym, a Kyler musiał to wyczuć, bo zachichotał głęboko, a ten dźwięk zawibrował w mojej klatce piersiowej. – Podoba mi się, gdzie zmierza ta rozmowa. - Na pewno.

-       Mógłbym udawać Mikołaja. Ty mogłabyś usiąść na moich kolanach i powiedzieć, co chcesz na święta. Znowu się roześmiałam. – Brzmi to tak jakby przyniosło korzyść tylko tobie. - Stąd część z siedzeniem na moich kolanach. Nago. Podnosząc się, ucałowałam jego lekko rozchylone usta. To doprowadziło do więcej pocałunków i więcej dotykania, co doprowadziło do mojego siedzenia okrakiem na jego biodrach i niedługo potem już byliśmy poza rozmową. Odkrywaliśmy siebie nawzajem jakby był to nasz pierwszy raz i robiliśmy wszystko wolniej, czyniąc doświadczenie czulszym i intymniejszym, ale końcowe rezultaty były tak samo zapierające dech w piersiach. Dużo później, kiedy był czas, żebyśmy wyjeżdżali, wstał, żeby znaleźć swoje ubrania, a ja podziwiałam ładny widok na jego tył. W końcu przesunęłam wzrokiem w górę jego kręgosłupa i podniosłam się, przesuwając palcem po zawiłych literach tajemniczego tatuażu, który zawsze mnie fascynował. Spojrzał na mnie przez ramię, ale nie odsunął się.

-       Co on mówi? Przez długi czas nie odpowiadał. – Naprawdę chcesz wiedzieć? Położyłam się z powrotem na plecach.

– Tak, chcę. - Kyler skończył zapinać spodnie i usiadł obok mnie. Nachylił się i mnie pocałował. – Zrobiłem tatuaż po liceum, tuż przed pierwszym rokiem college’u.

- Wiem. – Przecież to nie ostatnio zaczęłam dopiero przyglądać się Kylerowi. Dzień, w którym zobaczyłam tatuaż po raz pierwszy był dniem, kiedy zachowałam go w pamięci. Uniósł jeden kącik ust. – Zapewne pomyślisz, że to naprawdę głupie albo będziesz poważnie zaskoczona.

- Teraz jestem naprawdę zaciekawiona. Powiedz mi. – Stuknęłam go w nagi tors. – Proszę? Przyglądał mi się przez chwilę. – Jest w sanskrycie. Mówi „To Jest Wieczność”. Moje serce zatrzymało się na moment, gdy wpatrywałam się w niego. – Czy to znaczy to, o czym myślę? - Tak, znaczy to to, o czym myślisz. - Przycisnęłam rękę do piersi, odpychając łzy.

– Zrobiłeś to po skończeniu liceum? Tak dawno temu?

- Tak. Wydawało mi się, że musiałem się do tego zdeklarować, wiesz? Że my, bez względu na to w jaki sposób będziemy razem, jesteśmy wiecznością. Nie mogłam mówić przez pełną minutę. „Zaskoczenie” nie mogło nawet pokryć tego, co czułam. Znowu chciałam się rozpłakać jak dziecko, ponieważ to było potwierdzenie tego wszystkiego, co powiedział. Tego co do mnie czuł przez ten cały czas, a ja nigdy o tym nie wiedziałam – on tak naprawdę nigdy nie wiedział. Ale gdzieś w głębi jego serce musiało wiedzieć. Moja klatka piersiowa tak się wypełniła, że myślałam, iż wybuchnie. Patrzył na mnie intensywnie.

– Co myślisz?

- Myślę… myślę, że jest idealny. – Usiadłam, kładąc ręce na obu stronach jego twarzy.

– Ty jesteś idealny. Kyler przycisnął czoło do mojego czoła.

– Nie zapędzałbym się tak daleko. - Spójrz na siebie, raz w życiu jesteś skromny – drażniłam się, ale gula emocji wysoko siedziała w moim gardle.

– Kyler? Cmoknął mnie w usta.

– Syd? - Kocham cię. – Zamilkłam, biorąc głęboki wdech i spojrzeliśmy sobie w oczy. Widziałam świat w jego spojrzeniu. Widziałam naszą przyszłość. – I to jest wieczność.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz